21.06.2021

Kapitol i pantalony. „Szara strefa” Tadeusza Różewicza

Można przebudzić się. I stwierdzić, że się w tym świecie nie żyje. Tak – najzwyczajniej. Jak to możliwe? – spyta przytomny czytelnik. To proste. Samo istnienie wydarza się tak, że któregoś dnia okazuje się, iż stoimy już gdzieś obok wszystkiego. I niczego. Wcześniej byliśmy po prostu bardzo zajęci.

Czemu się tak trudzisz, poeto, Tadeuszu z Radomska?

Nie ma wszak miary. Na tej Ziemi. Nasze formy, dzięki którym porządkujemy Czas, nie są jasne dla nas samych. Wypełniamy przestrzeń, poszukując prawdy „w miejscach ciemnych” i nagle dostrzegamy że „nasze dzieci/ mają dzieci/ […] siwieją”. Nie ma mojego, ustalonego traktu, po którym poruszałbym się z tą odrobiną niezachwianej pewności umożliwiającej mi wyróżnienie siebie, utwierdzenie w granicach własnego świata.

Czym jest jednak ten punkt, z którego widok rozciąga się już we wszystkich kierunkach, a moja obecność w świecie – jak i on sam – podlega prawu zawieszenia? Dlaczego i w jaki sposób można znaleźć się tam/wtedy gdzie/kiedy nie obowiązuje już nic (nawet ortografia) i ja sam zwracam się do siebie po imieniu, dziwiąc się właściwie swoim rozterkom? Wbrew pozorom nie jest to wstęp do opisu osiągnięcia greckiej aponii bądź hinduskiej nirwany. To chwila między… Życiem i śmiercią. Rozumem a wiarą. Stąd rozciąga się widok na

Szarą strefę

Obejmującą świat i poezję. Zarówno.

Ale czym ona jest? Miejscem styku naszej dwubiegunowej logiki, dychotomicznego widzenia i wartościowania. Słowami Kępińskiego odpowiada Różewicz – w tytułowym utworze – Wittgensteinowi: Pomiędzy jest szarość depresji. Nie ma normalnego oświetlenia. Tutaj nic nie jest sobą. Zmieszanie języków sprawia, że róża „jest kwiatem albo fajką”.

Znalezieni (przypadkiem?) w szarej strefie Pomiędzy przestajemy wierzyć w umiejętność doniesienia prawdy, reprezentacji rzeczywistości w sztuce. Uwolnienie literatury od przedstawiania – postulowane przez Foucaulta – staje się dla Różewicza spełnieniem wizji świata poddanego degradacji. Jedynym rozwiązaniem jawi się odtąd (konieczne) wzniesienie się ponad zapadający Chaos. W przeciwnym razie trzeba będzie „pisać przez śmietnik”. Skoro Historia jest piekłem świata bez zasady.

Różewicz – jakkolwiek by nie dystansował się wobec obrazu współczesności – stać będzie jednak do końca po stronie tego świata. Transcendowanie jest dla niego skandalem. Mistrz Jakob Böhme nie jest jego mistrzem. Na stwierdzenie adwersarza, że „nie zobaczysz Tego/ nigdy”, odpowiada – zgodnie ze swoją logiką wyznaczającą granice jego indywidualnego „ja” – „wiem o tym/ i dlatego/ piszę”.

Paradoksalnie – fakt znalezienia się obok, bez wiary przenoszącej góry, które „zasłaniają/ To”, nie zwalnia od odpowiedzialności. Bliższy od żelaznej logiki Dostojewskiego jest autorowi Nożyka profesora Czechow ze swoją dobrotliwą ironią, pobłażliwością i wyrozumiałością dla niekonsekwencji ludzkich czynów.

Cierpiący, osamotniony człowiek, do którego w gościnę przychodzą „cztery szare niewiasty”, i dom zamieniający się w pajęczynę – oto Różewiczowskie znaki nędzy naszego położenia. Postawa bogów zaś sprawia, że trzeba pozostać po stronie słabszego (jakaż przewrotna to ewangeliczność…). Bo jakże inaczej, gdy na głos z głębokości i zgrzytanie zębów, bluźnierstwo i modlitwę w równej mierze „przebudzeni bogowie/ opędzają się/ od natrętnych ludzi/ ziewają”T. Różewicz, Pajęczyna [w:] tegoż, Szara strefa, Wrocław 2002, s. 9.[1].

Bóg jednak nie jest nam nic winien, zdaje się także mówić autor Nożyka profesora. Zaskakująco otwarcie i szczerze brzmią – silnie realizując autentyczność autorskiej sygnatury – finalne słowa wiersza Jest taki pomnik, wiersza-rozmowy z posągiem (koszmarnie zaprojektowanym, a ustawionym na wrocławskim Ostrowie Tumskim) papieża Jana XXIII:

mój Dobry Papieżu
jaki tam ze mnie ateista

ciągle mnie pytają
co pan myśli o Bogu
a ja im odpowiadam
nieważne jest co ja myślę o Bogu
ale co Bóg myśli o mnieT. Różewicz, Jest taki pomnik [w:] tegoż, Szara strefa, s. 35.[2]

Niedocieczony, nie-wiadomo-czy-istniejący Bóg „jest” jednak wezwaniem. Głęboko etycznym. Jako taki jest najpewniej częścią mojej konstytucji. Niezbywalnym składnikiem mnie samego. Chociażby był zredukowany do konstruktu ludzkiej myśli. Tęsknoty.

To zapewne ów nakaz sprawia, że z części Boskiej komedii tylko Piekło można czytać „z wypiekami na twarzy”T. Różewicz, Szkoda [w:] tegoż, Szara strefa, s. 50.[3]. Daleko stąd do jakiejkolwiek religijności, ale otwarta postawa protagonisty zdaje się przypominać Benhoefferowski model bezwyznaniowości wspierający się o słynne dictum (logium) ewangeliczne: „kto nie jest przeciwko nam, ten jest z nami”. Cóż więcej można uczynić? Wszak wymaganie od siebie pseudo-spowiedzi, czczego i wymuszonego wyznania może być w istocie wyrzeczeniem się części własnej świadomości: „przecież nie zacznę po nocy/ budzić ludzi żeby im powiedzieć/ że miałem dobre chęci”T. Różewicz, Druga tajemnica poety [w:] tegoż, Szara strefa, s. 40.[4].

Może wreszcie trzeba będzie uczynić i to, uznając swoją bezgłębną nędzę wobec pragnienia, łaknienia ciągłości bytu. Póki co jednak nasze istnienie jest sprawą między żywymiT. Różewicz, Budzik [w:] tegoż, Szara strefa, s. 31.[5]. Poeta – pasterz życia, który przypadkowo, przez kaprys Historii i Czasu, został pasterzem umarłych – musi apelować: „Umarli/ odejdźcie zostawcie mnie/ w spokoju” (tamże). Jakkolwiek już teraz nasze własne zmysły, zwracające się przeciw nam, „ustawiają ekrany”. Bowiem tak to już jest, że „przy końcu/ musimy przeżyć wszystko/ od początku”T. Różewicz, ***I znów zaczyna się/ przeszłość [w:] tegoż, Szara strefa, s. 27.[6].

To, co zdominowało Nożyk profesora – indywidualny rys osobowy, znaki ja – obecne jest także i w Szarej strefie. Z rezerwuaru (Różewicz wciąż chciałby rymować go z pisuarem, ale znaczące jest to, że nigdzie wprost tego nie czyni) pamięci przywołane zostają cienie przyjaciół (a także własnych twarzy i masek), drobne fakty, przedmioty. Słowem – to wszystko, co składa się na osobną, własną historię, mój widnokrąg sensu. Trzeba zdążyć z odwiedzinami i pomyśleć chwilę dłużej nad wpisywaną dedykacjąT. Różewicz, Wilga [w:] tegoż, Szara strefa, s. 26.[7].

Ur-zupa

Znalezienie się obok daje dziwną legitymację. Szczegółowe doświadczenie i dystans, który teraz się osiąga, sprawiają, że widzenie rzeczywistości odbywa się z nieomal boskiej perspektywy. Nie ma chyba bardziej uprzywilejowanej pozycji aniżeli ta, której gwarantem jest upływający czas.

Bycie obok Różewicza może realizować się na różne sposoby. W istocie przede wszystkim jest utulaną zgodą na podstawową niemożność poznawczą człowieka i krytycznym – realizowanym w sarkastyczno-drwiącej formule – stosunkiem do różnorakich przejawów działalności współczesnego homo sapiens. Zgodnie z logiką paradoksu (bycia obok) postawa ta jest pełna zarazem zaangażowania i rezygnacji. Polemicznej, dydaktycznej swady i bezradnego machnięcia ręką. Kombatanckie spory po prostu irytująT. Różewicz, Przelewanie krwi [w:] tegoż, Szara strefa, s. 74–75.[8]. Ale feministyczno-komercyjne zabiegi współczesnych pisarek, to już przyczynek do drwiącej opowiastki, parodiującej krzykliwość, bełkotliwość, „wszystkoizm” literackich dyskursów i sposobów uprawiania literatury:

pisze szparko
i wszystko wrzuca do worka
klonowanie geny priony
obowiązki matki żony
i „stażystki” pantalonyT. Różewicz, Budowanie wieży Babel [w:] tegoż, Szara strefa, s. 86.[9]

Skomponowany z rozmaitych głosów, zestawiający obok siebie wysokie i niskie rejestry tom Różewicza przynosi jednocześnie, silnie wyeksponowane, stanowisko etyczne. Pozycję, którą na użytek tego szkicu nazwałem – byciem obok. Tylko konsekwentne zarysowanie perspektywy pozwala utrzymać zarówno aksjologię, jak i indywidualną tożsamość, zagrożone przez absurd świata współczesnego.

W tym pomieszaniu, w którym słowa przylegają do siebie na zasadzie atrakcyjności, w postępującej homogenizacji istnienia, w tym świecie na plan pierwszy wyziera porządkujący ton (ustawionego obok podmiotu). O czym nie można milczeć, o tym trzeba mówić.

Z powszechnej świadomości powoli znika poczucie rozdziału na to, co wysokie, i to, co pospolite. Dzisiaj można zadekretować nawet święto poezji, które ze Świętowaniem niewiele ma wspólnego, skutecznie natomiast sprowadza Inność, Istotność poezji do wymiaru profanicznej uciechy. Różewicz nie waha się – nonsens należy natychmiast zdezawuowaćT. Różewicz, 21 marca 2001 roku – Światowy Dzień Poezji [w:] tegoż, Szara strefa, s. 60.[10]. Najdokuczliwsza wydaje się właśnie erozja i spospolitowanie pracy poety, zredukowanie jej do partykularnych interesów, efekciarstwa i intelektualnej płycizny (Eciepecieo poecie). I jakkolwiek daleko do stwierdzenia o metafizycznym wyróżnianiu statusu i działalności poety u Różewicza, podkreślić należy fakt, iż poprzez sarkastyczny śmiech i karykaturę autor Płaskorzeźby upomina się (dyskretnie napominając) o głęboko humanistyczny wymiar powołania poetyckiego, konieczność widzenia twórczości przez pryzmat dążenia do odkrywania nowych obszarów prawdy, wreszcie – do nazywania Nienazywalnego.

Bądźmy jednak sprawiedliwi. Nie uważajmy Różewicza za poetę klasycyzującego. Jesteśmy daleko od optymistycznej wykładni sensowności świata. Nie ma w nim ani arche, ani ładu. Wszelkie, najmodniejsze (bo chyba nie – najwłaściwsze) teorie fizyczne głoszą dziś cykliczność narodzin i obumierania galaktyk (a dla nas wszechświatów), przedstawiając ów proces w metaforze zgęszczania i rozrzedzania materii. W Szarej strefie odnajdziemy ironiczną wariację metafizyczną, która w istocie jawi się jako wyznanie kosmicznej niewiary w Zasadę, Historię, Ciągłość:

wspaniały był wnuk Goethego
co On powiedział?

…ich stehe vorm Kapitol
und weiss nicht was ich soll!

[…]
brawa! brawa! dla wnuka

 

czas wracać do ur-zupyT. Różewicz, Regression in die Ursuppe [w:] tegoż, Szara strefa, s. 15-18.[11]

Wydaje mi się jednak, iż nie jest to postawa ironisty Rorty’ego. Ani Błazna. Paradoksalnie – kapłana i metafizyka. Ta przewrotność, dystans do terminologii metafizycznej i dyskursu kosmologicznego jest w istocie pozorny. Wskazuje on jedynie na kondycję współczesnego świata. Mamy takie źródło, na jakie sobie zasłużyliśmy. Jakie sami sobie stwarzamy (skoro obraz metaforyczny za podłoże ma mieć ikonę codzienności). Karykaturalność rzeczywistości stanowi rewers prazasady, praźródła – „zupę śmierci”.

Można by jeszcze rozpocząć wątek zadziwiającej, nieco „heretyckiej” idei metafizycznej, która pojawia się tu i ówdzie na kartach Szarej strefy. Idei Absolutu, który sam siebie stwarza. Urągającej klarownej metafizyce Filozofa i znanym nam zasadom jej funkcjonowania. Ale niechaj pozostanie to Zagadką, skoro tak postanowił Autor. Tym bardziej, że bycie w drodze, poszukiwanie to nieustanne przymierzanie (się) (do) odpowiedzi. I na nic końcowe napominanie Mistrza – Nie wiedzieć do końca dlaczego, trzeba zwlekać z postawieniem kropki nad…T. Różewicz, Kropka nad i [w:] tegoż, Szara strefa, s. 110.[12]

Appendix. Zamiast cody

Wybieram jeden wiersz z niecodziennego dodatku, który pomieścił na końcu Szarej strefy Różewicz. Genologiczne ustalenia nie są chyba istotne. Ważny jest fakt zestawienia dwóch dykcji. Odmiennych w swej wymowie, a przecież rozpoczynających się od tego samego miejsca. Tego samego się tyczących (Leopold Staff,Krzywda, Tadeusz Różewicz, Krzywda).

Uczeń (już starszy od Mistrza…) dodaje do lapidarnego, abstrakcyjnego tekstu autora Wikliny żywą magmę konkretu. Drobiazgowy opis zwierzęcia w wierszu Staffa właściwie oddala człowieka od nieznanego i niedostępnego mu świata przyrody. Sugeruje, iż świadomość przypisana człowiekowi (tylko homo sapiens pyta o sens bycia), izolująca go od świata jest w istocie źródłem cierpienia. A mądrość przysługuje a priori bytom, które są-już-w-świecie (tylko człowiek jest ślimakiem wypełzającym ze skorupy). Zwierzę być może jest w świecie jak woda w wodzie. Jak widzieli to także Rilke, Bataille czy Cortazar.

Różewicz zaś podkreśla przede wszystkim transcendentalną konsekwencję pytania postawionego przez autora Wysokich drzew. Skoro jedynie ludzie mają zdolność wyróżniania swojego bytu jako podmiotowego, potrafią skierować swoją świadomość na samą siebie i ustawiają ją w centrum wszechświata przy jednoczesnej niemożliwości usensownienia tego ostatniego, zatem uprawnioną kwestią jest problem Kogoś. Dawcy Istnienia. Świadomość własnej jaźni, własnej odrębności, nieprzynależności – jest… Po prostu jest. Nie ma w tym fakcie nijakiej aksjologii. Jest odpowiednia waga. Rzeczy ostatecznych. Niezbędnych. Stąd wielka litera dla Zagadki. I Kogoś.

Tekst został zakupiony w ramach programu Tarcza dla Literatów.

Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Adrian Gleń, Kapitol i pantalony. „Szara strefa” Tadeusza Różewicza, Czytelnia, NowyNapis.eu, 2021

Przypisy

    Powiązane artykuły