08.04.2020

Modernistyczna nostalgia

Trzy nowele Antoniego LiberyA. Libera, Niech się panu darzy i dwie inne nowele, Warszawa 2013.[1] – wybitnego pisarza, eseisty, tłumacza i reżysera teatralnego – pozwalają na wiele interpretacji. Ktoś będzie je porównywał z poczytną powieścią tego samego autora, Madame. Poszuka nawiązań do arcydzieł literackich, aluzji do skrywanej prawdy historycznej i abominacji w stosunku do arywistów. Kto inny położy nacisk na ostatni z trzech tekstów, Toccata C-dur, jako na klucz do całości. Oto pisarz po sześćdziesiątce podsumowuje swoją twórczość, trawestując słowa co pewien czas odsyłanego w niebyt poety: „wiek męski – wiek klęski”Cytat z Liryków lozańskich Adama Mickiewicza.[2]. Nowa książka istotnie porusza zawstydzający artystów, wypierany ze świadomości, kłopot. Jako debiutanci czuli się równi największym światowym sławom. Młody poeta sądzi, że przewyższy Dantego. Z czasem trzeba się pogodzić z porażką. Jak się z nią pogodzić? Codziennie liczyć na przypływ niezwykłej energii twórczej? Albo inaczej – rezygnację przesłonić nadzieją na pośmiertne uznanie? Może w sztuce nie chodzi o sławę. Podobny problem poruszył ponad czterdzieści lat, też z Marcem ’68 w tle, Zbigniew Kubikowski – krytyk literacki, który dopiero w „wieku klęski”, po czterdziestce, przeniósł się do Warszawy. Zmarł w kilka lat później. W Trzech dialogach wielkopostnych upomniał się o godność, powiedzielibyśmy dzisiaj, życiowych loserów – tych, którzy nie odnieśli sukcesu, lecz mozolnie, wśród upokorzeń, zmagają się z trudnościami, żeby się utrzymać w zawodzie. Twórczym zawodzie. A zawód ma tutaj oba znaczenia jednocześnie: jest profesją i rozczarowaniem zarazem. Poławiacze grantów, innowacji, słów kluczy oraz priorytetów nie przez nas wyznaczonych też znajdą swoją interpretację Niech się panu darzy. I niech im się darzy. Nowele mają walor transmedialności, bo słowom (słowo – to medium, czego nie wiedzą zacofani spirytyści) towarzyszą nuty (drugie medium – muzyka) i fotografie (medium trzecie, czyli czarno-biały krzyk mody intelektualnej).

Tymczasem wysnuję z tej gęstej tkaniny tekstu swój ulubiony wątek. Tożsamość kulturową i narodową współokreślaną przez pejzaż miasta, a w szczególności modernistycznego miasta-ogrodu. Porównuję okładki: Breslau / Wrocław. Die Architektur der Moderne Konstanze Beelitz i Niclasa Förstera oraz Niech się panu darzy Libery. Zdjęcia przedwojennego Żoliborza przypominają słynne osiedle WUWA na wrocławskim Dąbiu. A na terenie przedwojennej i powojennej Polski: Osiedle Fałata w Toruniu lub Osiedle Warszawskie w Poznaniu. Cierpliwy poszukiwacz trafi na podobne domy mieszkalne w Gdyni, Mogilnie lub w późno przyłączonym do Torunia lewobrzeżnym miasteczku Podgórz. Dowie się, że w Republice Weimarskiej, w Falkenbergu budowano tak, aby niskie dochody nie były przeszkodą w godziwym zamieszkaniu. Słoneczne mieszkania w zieleni, w domkach z czerwonymi dachami jak dla grzecznych lalek, spłonęły w południowych dzielnicach Wrocławia w 1945 roku. Falkenberg natomiast w 2008 roku wpisano na listę dziedzictwa kulturowego UNESCO. Co będzie z Żoliborzem? Pisarz delikatnie, unikając nadmiaru słów (socjalizm, kooperatyzm, solidaryzm, może nawet republikanizm), które zamieniałyby literaturę w publicystykę, ewokuje ideały reformatorów życia społecznego. Oskar w opowiadaniu Widok z góry i z dołu, urbanista oraz powstaniec warszawski, który ma zginąć, ale pozostawić dzielnego pogrobowca, pragnie zbudować nowe miasto dla równych, choć różnych ludzi: oficerów niepodległej Polski, urzędników II Rzeczypospolitej, artystów i robotników. Dla dumnych współobywateli. Uparcie myślę, że egalitarna utopia nie jest wyłącznie utopią, ale ideałem, który warto brać pod uwagę. Spotykają się, myśląc o nim, chrześcijanie i wolnomyśliciele. Zapatrzonemu w niską zabudowę wielorodzinną między ogrodami chudemu poloniście, jak z Listu w sprawie polonistów Andrzeja Waligórskiego, przychodzą do głowy nazwiska pisarzy: Marii Dąbrowskiej oraz Stefana Żeromskiego. Im bardziej establishment wmawia, że są oni niedzisiejsi, tym ostrzej widać, jak dojmująco aktualni. Człowiek potrzebuje słonecznego mieszkania i poczucia wartości swojego jednostkowego losu. Wartość ta rośnie, solidarnie dzielona z innymi.

Paradoksalnie nowoczesność, zwana modernizmem, w architekturze, urbanistyce, malarstwie (u Libery reprezentowana przez Chirica) stała się po prawie stu latach przedmiotem nostalgii. Uważa się, że miarą mistrzostwa narratora opowiadań jest niedopowiedzenie. W noweli (bardziej wymagającej krewnej gatunku literackiego, którym jest opowiadanie; niekiedy obie nazwy stosujemy wymiennie) dominuje zwykle jeden kluczowy motyw. W opowiadaniu pożądana jest aura tajemniczości. Tytułowe, pierwsze opowiadanie nawiązuje do modnej (zwłaszcza na początku lat dziewięćdziesiątych, gdy nuciło się The wind of changes za zespołem The Scorpions) teorii matematycznej. Zajmuje się nią główny bohater noweli, fizyk. Jest to teoria chaosu, którą najkrócej streszczam jako tezę o istnieniu w naturze ukrytego ładu. Taka natura z ukrytym ładem obejmuje również kulturę lub cywilizację, nie ma między nimi zasadniczej różnicy. Bohater, losując numer telefonu w Wigilię Bożego Narodzenia, trafia do swojego niezaistniałego a przecież możliwego domu. W Betlejem podnosi słuchawkę kobieta, której się zdaje, że spotkała go w dzieciństwie i pokochała.

Pomyłka, złudzenie i zarazem prześwit alternatywnej rzeczywistości, w której wartości mitu religijnego pokrywają się z niewypowiedzianą tęsknotą bohatera, ateusza od dziecka, samotnika z wyboru, wyobcowanego z historycznych wspólnot zrządzeniem losu.

Opowieść wigilijna, tęsknota emigranta za widokami z dzieciństwa spędzonego w przedwojennej Warszawie i spotkanie absolwentów szkoły muzycznej to tematy trzech nowel. W każdej z nich występuje rozrachunek z ustabilizowanym i kończącym się życiem. Nie bez znaczenia jest to, że mimo stabilizacji sięga się wyobraźnią poza wybrany wariant losu. Niewierzącemu błyska Gwiazdka ciepła, którego nie zaznał. Starcowi spełnia się obietnica młodzieńczego stryja Oskara. Zamożny pragmatyk dostrzega wartość życia sfrustrowanego artysty. Może rywalizacja nie jest najważniejsza, ale milej się o tym przekonać, kiedy się wygrało. Ale kto wygrał i co jest życiową wygraną: wierność sobie (i czy znaczy to wierność marzeniu, czy postanowieniu)? Majątek? Światowa sława? W trzeciej i w pierwszej osobie półgłosem opowiadane (a chwilami brawurowo wyśpiewane lub bezgłośnie wyszeptane) historie Libery poszerzają wrażliwość na innych oraz pogłębiają rozumienie własnego życiorysu, zarówno kilkunastoletniego, jak i kilkudziesięcioletniego, bo ars longa, vita brevis.

A. Libera, Niech się panu darzy, Warszawa: Więź, 2014.

Tekst ukazał się pierwotnie w książce: D. Heck (M. Tarczyńska), Recenzje bez cenzury, Lublin 2015.

 

Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Dorota Heck, Modernistyczna nostalgia, Czytelnia, NowyNapis.eu, 2020

Przypisy

    Powiązane artykuły