06.04.2020

Naturalna neantyzacja nihilizmu

Zdarza się niekiedy, że ludzie rozsądni i dobrze wychowani nie zauważają problemu nihilizmu. Znika on z ich pola widzenia. Ulatnia się naturalnie jak bezwonny i bezbarwny gaz, tlenek węgla, pozostawiając po sobie martwotę. Penetrujący mroki nihilizmu filozof, jeden z patronów patetycznej epoki Młodej Polski, Friedrich Nietzsche, zachował w czasie marnym popularność. Teoria nietzscheanizmu jako fundamentu szaleństw XX wieku znajduje właśnie swój poetycki korelat: Boże klauny Przemysława Dakowicza.

Ciąg obrazów, zazębiających się motywów i skojarzeń podporządkowuje się wątkowi nihilizmu w nowożytnej kulturze. Jego otchłań się pogłębia.

Jak Nietzsche wskazywał na przykładzie swoich dzieł, że błądzący człowiek jest małpą Pana Boga, tak koncept klauna pozwala dostrzec odzwierciedlenie obłąkanego myśliciela w szaleńcach najszerzej pojętej współczesności – owego „teraz”, które pojawiało się wielokrotnie: wraz z odkryciami geograficznymi XV i XVI wieku, z narodzinami romantyzmu, z wybuchem pierwszej wojny światowej. Zamiast dawnych „szaleńców bożych”, mamy wśród nas klaunów. I sami nimi jesteśmy, bo nie ma innej ucieczki przed jedną błazeńską maską, jak tylko w kolejną maskę. Gra ironicznych zaprzeczeń, dekonstrukcja ustalonych znaczeń, niemożność zachowania powagi bez autoironicznego dystansu stały się udziałem zarówno pisarzy, jak interpretatorów ich słów.

Owada mrówkolwa (lub nawet tylko larwę mrówkolwa) pomyliłam podczas pierwszej lektury najnowszej, szóstej już książki poetyckiej Dakowicza, z uroczym ssakiem mrówkojadem. A przecież, mimo typowo freudowskiej pomyłki, wyraziste obrazowanie pozostawia ślady w pamięci. Choć czyta się życzeniowo i w pobieżnej lekturze w miejsce owada wkrada się ssak, trudno zapomnieć zagadkę tego wiersza. Kto kogo zjadł? Mrówki zostały zjedzone? Tak, ale dlaczego na miejscu pozostały kłaczki? Łańcuch troficzny działa w jedną stronę, a przecież krążenie materii w przyrodzie odwróci tę kolejność. Ten, kto polował i konsumował inne, drobniejsze stworzenia, po śmierci będzie rozkładającym się ciałem, pochłanianym przez owady, może ptaki, może gryzonie. Co to znaczy być (kimś lub czymś)? Po śmierci przestajemy istnieć czy też stajemy się zwłokami? A może rozszczepiamy się na duszę nieśmiertelną i opuszczone przez nią martwe ciało?

W połowie tomiku, jak przewężenie w klepsydrze, widnieje wiersz o anorektyczce. Uosabia ona poezję zafiksowaną na pustosłowiu. Personifikuje lirykę zasuszoną w likwidatorskim geście. Jest ikoną mody znudzonych nihilistów i ich epigonów.

Poeta podczas spotkania autorskiego w warszawskim Klubie Ronina 9 czerwca 2014 roku powołał się na Thomasa Stearnsa Eliota jako swego mistrza i przypomniał stworzone przez niego pojęcie „korelatu przedmiotowego”. Korelatem, odpowiednikiem emocji zastygających w zobiektywizowaną rzecz, jest klepsydra. Symbol przemijającego czasu, ale i długiego trwania.

Książka, a właściwie cykl poetycki o transgresyjnych osobowościach, wyróżnia się niezwykle spójną i niebanalną kompozycją. Głównych bohaterów jest czworo: Wacław Niżyński, Vivien Eliot, Blaise Pascal i Friedrich Nietzsche. Mamy ich fotografie lub inny wizerunek (zdjęcie maski pośmiertnej). Utwory nawiązujące do ich postaci łączą się w pary. Stanowią quasi-dystychy. W rezultacie ukrywa się w tomie quasi-oktostych. Pod względem wersyfikacyjnym książka jest popisem szerokiej gamy umiejętności formalnych. Słowem – ponowoczesna ironia i postponowoczesna harmonia idą tu w parze. Świat i Europa tańczą salonowego kontredansa. Rozrywa tę całość grupa tekstów z reminiscencjami z pamięci kulturowej i historii najnowszej. Słowa i obrazy, które kojarzą się z okrutnym, niebywałym na terenie Polski ostatniego pięćdziesięciolecia zamordowaniem księdza Jerzego Popiełuszki.

Jeśli mówi się, że erudycyjna poezja klasycystów, takich jak Czesław Miłosz, jest zapisem pamięci obywateli minionej Rzeczypospolitej Obojga Narodów, Polaków, Litwinów, to język poetycki twórcy młodszego pokolenia, Przemysława Dakowicza, zawiera składniki świata kultury, zapamiętanego przez wrażliwych i myślących uczestników narodowej wspólnoty. Nie potrafię pozbyć się obawy, że jest ich już zatrważająco mało. Kształcenie i wychowanie, spotkanie osoby ucznia z nauczycielem, zastąpiono subkulturą administracyjnego przymusu, formularza i nowomowy. Ciasny normatywizm sprzedajnych nieuków dopełnia dzieła zniszczenia. Oto wmawia się adeptom wiedzy, że istnieje tylko jeden poprawny sposób komunikowania. Najprostszy. Bez aluzji (tylko bez aluzji! – rzekłby cenzor), efektów estetycznych, swobody, wieloznaczności. Jak proroczo powiedział Stanisław Jerzy Lec o dyktaturze analfabetów; im nie przeszkadza, że nie umieją pisać, gdyż dyktują. Pokładam nadzieję w erudycyjności, której myśl przewodnią zaczerpnięto ze św. Augustyna – retora, który się zmieniał, niejako zapowiadając procesualną tożsamość (po)nowoczesnych intelektualistów. Wyzwanie może być terapią dla rozleniwionych czytelników i wezwaniem, by zrezygnować z powtarzania pustych deklaracji, że nie warto nic wiedzieć.

„Naczelne zadanie poezji jest doskonale zbieżne z funkcją psychoterapii egzystencjalnej” – napisał poeta w programowym eseju Nowoczesność schizofreniczna. Nie należę do grona zwolenników psychoanalizy, ale obiektywnie wypada przyznać, że założenia programowe młodego, choć nieuchronnie przemieszczającego się w stronę wieku średniego, poety są spójne. Co więcej odpowiadają one znaczącej tendencji we współczesnej kulturze. Humaniści odnajdują prowizoryczne uprawomocnienia swoich praktyk poznawczych w psychoanalizie, biologii, neurologii, słowem – w różnorodnych interdyscyplinarnych konfiguracjach teorii lub nauk empirycznych. Dzisiejszych ludzi cechuje, jak pisze Dakowicz, miękka podmiotowość, to znaczy rozmiękczona, osłabiona, przez masę. „Kto pozostaje poza granicą normy (scilicet dysponuje wyrazistą podmiotowością i twardą tożsamością), zostaje napiętnowany, a następnie poddany bezwzględnej pedagogice śmiechu lub przemilczenia” – stwierdził nie bez goryczy Dakowicz w „Toposie” w 2012 roku, w eseistycznym manifeście Schizofreniczna nowoczesność (ten najbardziej oczywisty kontekst interpretacyjny dostępny jest na stronach wortalu „Topoi”).

Za emblematyczne (czyli reprezentatywne) postaci nowoczesności schizofrenicznej jako swego rodzaju epoki przyjął Nietzschego i van Gogha. Schizofreniczna osobowość naszych czasów wywodzi się z neurotycznej osobowości czasów minionych.

Poezja została przez autora ukazana jako poszukiwanie sensu egzystencji, które leczyłoby schizofreniczną osobowość współczesnego człowieka. A przecież można by żądać od poezji więcej: oddawania sprawiedliwości widzialnemu światu, dawania świadectwa, czystej kreacji (bo poiein znaczy po grecku tworzyć). Według programu Dakowicza poezja ma leczyć, stanowić zatem farmakon, specyfik uzdrawiający, lecz i trujący. Poezja ma w konsekwencji ocalać narody i ludzi od rozpaczy, nihilizmu i unicestwienia. Cisną się na usta niedokładne synonimy: neantyzacja, samounicestwienie, zagłada, śmierć… Różne bywają unicestwienia z ich przyczynami i skutkami, ofiarami i sprawcami, sensami i bezsensem.

Przed oczyma czytelnika przewijają się znaczący filozofowie i poeci XIX i XX wieku: Kierkegaard, Edyta Stein, Paul Celan… Wzniosłość przeplata się z niepokojącą grą konwencji literackich: od dziecięcych bajeczek do grozy spraw ostatecznych. Dramatyczny los pierwszej żony Eliota, pełnej temperamentu kobiety wtrąconej do zakładu dla obłąkanych, ewokuje problematykę transgresji i feministycznych rewizji kulturowych. Femme fatale? Muza? Osoba zbyt zmysłowa, niezdolna docenić wysublimowane poszukiwania duchowe? Próby charakterystyki samotnie dogorywającej właścicielki „niepotrzebnych nikomu kolan” zależą od naszych założeń antropologicznych: kim jest człowiek, jaka jest hierarchia jego zainteresowań, w jakim stopniu zachodzi konieczność podporządkowania się obyczajowości i przekonaniom danej epoki. W rezultacie nasuwa się multum zagadnień, które podlegają rozbieżnym próbom rozwiązań lub interpretacji.

Czy wielość skojarzeń jest wadą? Oczywiście nie. Przeciwnie, jest walorem. Czy wzorem Eliota należy zaopatrzyć tekst poetycki w przypisy lub przynajmniej komentarze? Raczej tak. Może niekoniecznie już teraz, ale w przyszłości, kiedy będą wydawane pisma zebrane lub wybory poezji Dakowicza. Niemożliwe? Żądajmy niemożliwego.

Przemysław Dakowicz, Boże klauny, Sopot 2014.

Tekst ukazał się pierwotnie w: Dorota Heck (Maria Tarczyńska), Recenzje bez cenzury, Lublin 2015.

Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Dorota Heck, Naturalna neantyzacja nihilizmu, Czytelnia, NowyNapis.eu, 2020

Przypisy

    Powiązane artykuły