29.05.2019

Nie wiadomo, skąd

Piotr siedzi i patrzy na ścianę. W głowie ma zupełnie pusto, tym jaśniej widzi na ścianie jakieś plamy i smugi sadzy. Wzbiera w nim złość. Tak jakby ktoś nasypał mu do piersi popiołu. A w popiele tym pali się mała iskierka, rozpala się i Piotr czuje, jak całe jego ciało ogarnia złość. Zrywa się z krzesła i znów siada. Gazetę, którą trzymał w ręce, opuszcza na podłogę. W tej chwili drzwi się po­woli otwierają i Piotr wie, że do pokoju wchodzi żona, ale nie odwraca się do niej. Żona zachodzi więc z boku i staje tak, że Piotr musi ją zobaczyć. Żona ma na sobie nowy płaszcz, który przed chwilą przyniosła od krawca. Piotr patrzy w milczeniu na jej twarz, na ręce, które trzy­ma opuszczone wzdłuż ciała, i na nowy płaszcz. Piotr patrzy, patrzy i nic nie mówi. Taka cisza trwa dłuższą chwilę.
– Więc nie podoba ci się? – pyta żona i głos jej drży.

Piotr w milczeniu patrzy na nią. Płaszczyk jest taki sobie, skromny, ale przyjemny. Ładny kolor, znośny fason. Jednym słowem – przyjemny. I nawet dobrze jest w nim żonie. Piotr myśli o tym wszystkim i patrzy w milczeniu na stojącą przed nim kobietę. Nie chce mu się mówić. Nie chce mu się i koniec. Żona tymczasem obraca się dokoła i z coraz smutniejszym wyrazem twarzy oczekuje na to, co on powie. To mruczenie dodaje jej odwagi.
– Co mówisz?... że źle leży...
Piotr krzywi się i nic nie odpowiada. Ale jego grymas jest zauważony.
– No, powiedz, co jest źle? Ten klosz nie podoba ci się, ale przecież sam mówiłeś, wybierałeś... można przerobić...

Znów zapada milczenie. Piotr mówi do siebie: „Odezwij się”... Ale zaczyna znów w nim rosnąć złość, jest jej coraz więcej i nie wiadomo, skąd się bierze. Piotr patrzy na żonę jakby pogardliwie i wrogo. Jej oczy przygasają i z twarzy niknie nawet ślad żałosnego uśmiechu.

Piotr wie, że ten płaszcz jest dla niej rzeczywiście ważną sprawą, długo o nim mówiono, naradzano się nad materiałem, krawcem. Był to jej pierwszy płaszcz po wojnie...

Płaszcz, płaszcz... Piotr powtarza to słowo ze złością i odwraca się. W oczach żony pojawiło się coś błyszczącego i wilgotnego.
– Piotr, co tobie? Może cię głowa boli, nie jesteś chory? Może chcesz proszek, przyniosę.
– Nie. – To jest pierwsze słowo wypowiedziane przez Piotra, wypowiedziane tak ostro, że przecina możliwość dalszej rozmowy. Po tym zimnym, ostrym „nie” Piotr nie może ze siebie nic więcej wydusić. A złość w nim rośnie i rośnie. Żona stoi jeszcze chwilę, a
 potem odwraca się, ką­tem oka Piotr widzi jej przygarbione plecy. Płaszcz wisi na ramionach jakoś tak żałośnie, jakby był bardzo stary, nawet wydaje się, że stracił swój jasny kolor i pociemniał.

Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Tadeusz Różewicz, Nie wiadomo, skąd, Czytelnia, NowyNapis.eu, 2019

Przypisy

    Powiązane artykuły