12.02.2020

Obrazy domu w twórczości Czesława Bednarczyka

W wierszach Czesława Bednarczyka bardzo ważna jest problematyka zadomowienia i zakorzenienia, a także oswajania obcego świata, tworzenia prywatnej przestrzeni. Dom staje się azylem, wyłączonym ze zgiełku życia obszarem łagodności, w którym codzienne rytuały podtrzymują bezcenną więź międzyludzką oraz pozwalają tworzyć prywatne mity. Wnętrza zapełnione przedmiotami stają się modelem ładu świata. Ten porządek jakby osmotycznie przenika do najbliższego otoczenia – ogrodu, ulicy, suburbium. Na domowej scenie grywa się również poważne dramaty. W utworach Bednarczyka odnajdziemy świadectwa trudnych doświadczeń emigranta i jego przygód z historią, zapisy bolesnej pamięci, refleksje o przemijaniu, namysł nad ostatecznymi przeznaczeniami. I co istotne – poeta, sięgając po formy konwersacyjne, odrzuca wielkie słowa. Świat w małej skali odpowiada owej zwykłości w zakresie wyrażania.

Swobodny, pozornie niedbały czy też nieoszlifowany język w lirykach Czesława Bednarczyka służy komunikacji bezpośredniej, nie nastawionej na pewno na efekty powierzchownej literackiej piękności. Rozmowa, dziennik, opowiadanie liryczne (dalej: notatki, zapiski, prolegomena, zauważenia poetyckie) z założenia nie mają odbiegać od reguł rozmów potocznych. W ten sposób przekaz zaświadczać ma o autentyczności przeżyć i rzetelności spostrzeżeń. Wiersze Bednarczyka zbudowane zostają z materii rzeczywistej postrzeganej zmysłowo, mowa poetycka, oszczędna w stylistyczne ornamenty, opisuje sytuacje codzienne. Słowem: poezja Bednarczyka wyrasta ze zwykłego konkretu. Autor Rodzajów niezgodności stroni od poetyckich obowiązków wobec emigracyjnej wspólnoty, odrzuca kodeksy i odruchy zbiorowe, nie zadaje się z polityką, odwraca się od opresji, jakie narzuca społeczeństwo. Jak to ujmuje Janusz Kryszak: „Czesław Bednarczyk […] jest interesującym i na emigracji odosobnionym, przykładem poety, którego wyobraźnią bez reszty niemal kieruje przeżycie prywatności świata […], która uzewnętrznienie znajduje w kluczowym dla tej poezji motywie domu, ale i w całym rytmie życia, którego zapis chcą przenosić wiersze”J. Kryszak, Zdyszana mowa codzienności [w:] tegoż, Literatura złej chwili dziejowej. Szkice o drugiej emigracji, [Warszawa 1995], s. 127.[1].

W tym szkicu zajmować się będę drugim okresem twórczości londyńskiej Czesława Bednarczyka, w którym topika domu ma najciekawsze artystyczne realizacje. Pragnę przywołać przykłady z tomów Rosocha (1978), Rodzaje niezgodności (1979), Odrastająca pamięć (1981), Z religijnych zamyśleń (1982), Obrysowane cieniem (1983), Szuwary (1987), Czy przyjść musiało (1991) – tak zresztą jak został obmyślony wybór skromnie zatytułowany Wiersze (1997), zawierający liryki najlepsze pod względem artystycznym.

W utworach wojennych poeta dostrajał głos do oczekiwań zbiorowości walczącej, wypełniając obowiązki patriotyczne bądź oskarżając nieludzki czas. Dodajmy jednak, że Czesław Bednarczyk starał się wykraczać poza kanon tematyczno-formalny poezji żołnierskiej. Podejmował eksperymenty bliskie awangardzie, starał się – mniej czy bardziej śmiało – eksponować indywidualne spojrzenie. W wierszach z tomów Na postojach (1943) oraz W walce (1944) ujawniają się dotkliwe doświadczenia bezdomności, tułaczki, wędrówki, obcości zjawiających się nie w porę krajobrazów Bliskiego i Środkowego WschoduPiszę o tym dokładniej w książce: Jerozolima i Babilon, Kraków 1998, s. 207–209. Zob. J. Chłap-Nowakowa, Sybir, Bliski Wschód, Monte Cassino. Środowisko poetyckie 2. Korpusu i jego twórczość, Kraków 2004, s. 235 i następne.[2] oraz piękna Rzymu, które w zasadniczy sposób kłócą się z przeżyciami rozbitków czasu historycznej katastrofy. Jakiż zresztą, jakby powiedział Artur Międzyrzecki, „mieszkańcy namiotów” mogą mieć dom?

Z kolei w Ziemi trudnej (1954), Obręczach (1956), Rdzy (1962) następują powroty do przeżyć wojennych oraz, co istotniejsze – znajdziemy w tych zbiorach refleksje na temat prób zadomowienia oraz portrety domu, głównie jednak związane ze wspomnieniami. Weźmy fragment wiersza Dzieciństwo z tomu Rdza:

Matka, chemik potraw,
Skazana na dożywocie w kuchni,
Zapalała oczy uroczyście,
Gdy stół parę składał sufitowi
I napełniał nam brzuchy
Przy dzwonkach łyżek.

(WW 7)Cytaty z wierszy Czesława Bednarczyka oznaczam skrótami: CPM – Czy przyjść musiało?, Londyn 1991; R – Rosocha, Londyn 1978; RN – Rodzaje niezgodności, Londyn 1979; S – Szuwary, Londyn 1987; W – Wiersze, Londyn 1997, WW – Wiersze wybrane, opracowanie i posłowie M. Pytasz, Warszawa 1990; ZRZ – Z religijnych zamyśleń, Londyn 1982.[3]
 

Czułość połączona tutaj została z delikatną groteską oraz ironią. Można by mówić o celebracji domu: uroczystości zamkniętej w czterech ścianach, kameralnym misterium rodzinnym, liturgii stołu. Udręka kuchenna matki przekształca się w czynność kapłańską, a dom – w świątynię. Wspólnotę rodzinną poeta wspomina w tonie ciepłej żartobliwości, która zresztą chroni przed (przewidywalną w tym miejscu) nostalgią. Co znamienne, autobiografia dzieciństwa prawie zupełnie znika w wierszach Czesława Bednarczyka z okresu późniejszego. Dom nostalgiczny, tak ważny dla emigrantów, jako temat poetycki, zostaje przemilczany, pominięty. Mówiący pragnie zapewne uniknąć stereotypów.

Kategorie zamieszkania w poezji Czesława Bednarczyka mają dość bogatą semantykę. Sporządźmy wstępny indeks postaci i znaczeń tego motywu. Dom istnieje realnie – w konkretnej czasoprzestrzeni, dom przenosi się w obszar kultury i wówczas jego poetyckie reprezentacje wzbogacone zostają przez uniwersalne znaki i symboleWedług Anny Legeżyńskiej: „Dom w liryce nie tylko osobliwie istnieje, lecz również osobliwie znaczy. Autonomia poetyckiej semantyki Domu jest względna; należy najpierw umiejscowić ją w słowniku pojęć ogólnokulturowych, by potem odkryć specyfikę «zadomowienia» lub «bezdomności» literackiego bohatera” (Dom i poetycka bezdomność w liryce współczesnej, Warszawa 1996, s. 8).[4]. Nakładają się nawzajem dwa poziomy: realna obecność przeradza się w mowę symboli. Także dom staje się przestrzenną metaforą sytuacji egzystencjalnych, ważnym biograficznym mitem przezwyciężającym poczucie bezdomności. W przestrzeni domu deponuje się zdarzenia i przedmioty przechowane przez pamięć, dzięki temu zdarzenia przeszłe powracają w całej wyrazistości. Dom bywa figurą świata przeżyć wewnętrznych. Nie sposób pominąć wymiaru społecznego, czyli interakcyjnych, a zarazem integrujących zachowań w przestrzeni zamkniętej, a z drugiej strony manifestacyjnego oddzielenia od innych ludzi, od miasta czy okolicy. I wreszcie wskażmy dom zbudowany w wyobraźni, wykreowany jako poetycka wizja, która wcale nie musi być porównywana z prawdziwymi wyglądami rzeczy.

Takie odmiany topiki zamieszkiwania i osiedlenia, które – z przesunięciem akcentu na pierwszą kategorię – odpowiadają zaproponowanej przez Annę Legeżyńską typologii wyróżniającej „dom realny, metaforyczny i mentalny”Tamże, s. 25.[5], najczęściej występują w poezji Czesława Bednarczyka. Wyobrażenia domu łączyć należy z rytuałami domowymi i swoistą mową bezpiecznego zakorzenienia, gorączkową obroną prywatności oraz – doznaniami letargicznymi, z wycofaniem się, odmową uczestnictwa w stadnych inicjatywach. W świecie „ja” poszukującego stałego oparcia, miejsce na dom musi być bardzo wyraźnie określoneZob. R. Nycz, Osoba w nowoczesnej literaturze: ślady obecności [w:] tegoż, Literatura jako trop rzeczywistości. Poetyka epifanii w nowoczesnej literaturze polskiej, Kraków 2001, s. 70–71.[6]. O oryginalności tych kreacji poetyckich u Bednarczyka świadczą szczegółowe ujęcia, które odwołują się najpierw do konkretnych doświadczeń biograficznych, a dopiero później do mitycznych struktur wyobraźni.

W wierszach Bednarczyka obrazy zamieszkiwania wiążą się z aksjologicznymi wyborami, a także wiele mówią o rodzaju wrażliwości tego pisarza. Opowieść o budowie domu to historia o rozpoczynaniu się jakiegoś okresu życia od nowa. „Ja” osiedlone, przypisane do miejsca, zwraca się przeciwko „ja” bezdomnemu. By pozostać w kręgu „metafor mieszkalnych”: oto przebudowuje się wizja własnej osoby. Miejsce na ziemi (w całym kosmosie?) nie jest dopustem losu, lecz zostaje zdobyte, wywalczone. Tak przedstawia się u Czesława Bednarczyka zapis początku:

Zbudowałem. Nieruchomy. Wśród zasłużonych wiekiem drzew.
Opasuje go tęgi żywopłot
i choć o niskim dachu
spowodował skandal. Tak. Osiedlenia skandal.

Okrążyły go nagle drogi i dróżki,
ostrzeliwać zaczęły samochody,
podpatrywać sąsiedzi.
Do tego pomylił słońcu kierunek,
zmniejszył siłę wiatru
i pod wieczór kładzie się ociężałym cieniem w poprzek ulicy.

(Dom, RN 49)

Zwróćmy uwagę na słownictwo, które ma wywołać wrażenie stabilności, solidności, ciężaru budowli, choć przecież poeta wcale nie opisuje monumentalnego obiektu. Figura hiperboli użyta została na pół ludycznie, możemy nawet dopatrzyć się w tym miejscu dowcipu polegającego na naruszeniu proporcji, bowiem coś właściwie znikomego, czyli dom, zmienia porządek natury. Jakby cały rytm istnienia został zachwiany, a siedziba ludzka stała się intruzem w wielkim porządku natury. Do powiedzenia „kłaść się cieniem”, oznaczającego dostrzeganie negatywnych skutków jakiegoś zjawiska, Czesław Bednarczyk dołącza realizację metafory: po prostu ściany domu rzucają cień. Zbudowanie domu to według wyobrażeń tradycyjnych główny dowód na spełnienie życiowe mężczyzny. Lecz jednocześnie taka, uwieńczona sukcesem, próba zwraca się przeciwko bezdomnej kondycji ludzkiej, ergo– jest zuchwalstwem i wyzwaniem. Stąd „osiedlenia skandal”.

Teraz trzeba przejść na pozycje obronne. Stare porzekadło „for a man’s house is his castle” nabiera sensu dosłownego, dlatego poeta sięga po obrazy oblężenia i osaczenia. Siły napierające to nie tylko żywioły natury, lecz także rozrastająca się infrastruktura miasta oraz voyeurystyczne skłonności sąsiadów. Jednak obce moce tracą impet, przestają być groźne, a oblężenie nie odbywa się całkiem na serio. W wierszu Czesława Bednarczyka Dom autoironię dopełnia autoanaliza. Zmiana „określenia się” wobec domu skłania do sporządzenia rachunku zysków i strat:

Dzięki tej budowie
Przestałem żyć w odosobnieniu.
Jestem odsłonięty, odkryty
Na nieprzerwane migotanie ciekawości.

Dom zwielokrotnił moje istnienie.

(RN 49)

Ujawnia się w tym miejscu paradoks domu: zamknięcia i otwarcia, małych tajemnic skrywanych wewnątrz twierdzy i odsłonięcia, które pobudza ciekawość innych. Jednakże pokryte lekką warstwą kultury wścibstwo otoczenia uszlachetnia się, gdy „ja” odbite w oczach innych zaczyna rozmyślać nad własnym miejscem w świecie. Jeśli trywialne zaciekawienie przejdzie w zdziwienie filozoficzne, to koniec wygnania (uśmierzona bezdomność) zaowocuje zyskiem w postaci rozwoju człowieczeństwa. Wówczas jawność bycia będziemy rozumieć głębiej – jako ideę zakorzenienia, zamieszkania. Jak poucza filozof, „sposób, w jaki my ludzie, jesteśmy na Ziemi” oznacza „zamieszkiwanie”M. Heidegger, Budować, mieszkać, myśleć. Eseje wybrane [esej tytułowy], tłum. K. Michalski, Warszawa 1977, s. 318.[7]. Samotnik ulega procesowi socjalizacji, a poprzez rozmaite kontakty z innymi, jego osoba musi odgrywać jednocześnie wiele ról. Obserwowani z zewnątrz mieszkańcy domu są aktorami w Goffmanowskim teatrze życia społecznego. Liryczna opowieść o budowie domu, unikająca abstrakcji oraz uogólnień, w ostatnim zdaniu wiersza przechodzi w dyskurs filozoficzny. Pochwała domu w lirykach Czesława Bednarczyka staje się jednocześnie apologią istnienia w świecie. Budowanie własnej siedziby to dostępna człowiekowi kreacja prywatnego kosmosu. Budowniczego można nazwać małym stwórcą, a jego tworzone z pokorą dzieło – cudem w lokalnej skali.

W innym wierszu dom, tak jak gniazdo, przenika w odwieczną jedność natury:

       O, popatrz, pogodą nagle jesteśmy
i świtem wijącym gniazdo,
       a ptak, tuż obok szuka gałązki.

Wszystko, jak widzisz, zbudowane na nasz obraz.
I te drzwi nawet, dla naszych ludzi.

(W grudniowy dzień, zaraz po śniadaniu, WW 105)

Poeta przywołuje archetyp rajski. W odczytywanym wierszu świat jest jakby większym domem – a wszystko, co się wokół zjawia, stworzone zostało „na ludzkie podobieństwo”. Warto zwrócić uwagę na figurę utożsamienia bohaterów z przyjazną naturą. Odbierają oni dobre emanacje przyrody, z żarliwą gotowością otwierają się na działanie epifanii. Wraz z dniem rozpoczyna się na nowo całe istnienie, a małżonkowie z wiersza Bednarczyka przypominają pierwszych ludzi w Edenie.

W omawianej poezji topika domu nie może być rozpatrywana w oddzieleniu od integralnie powiązanych z nią motywów ogrodu i poezjiZob. M. Pytasz, Czesław Bednarczyk – poeta [w:] tegoż, Kilka opowieści o niektórych dolegliwościach bycia poetą emigracyjnym i inne historie, Katowice 2000, s. 125.[8]. Wyobrażenie Edenu nakłada się na ogród domowy (można by też mówić o miniaturowym raju). Dom w wierszach Bednarczyka otwarty jest na przyjazne żywioły, jakby, wraz z ogrodem, chciała tam wkroczyć cała mnogość rzeczy stworzonych, istnienie w nieustannej zmianie: „Za łagodnym oknem / wszystko możliwe czatowało” (Otworzyłem wieczór,W 83). „Ja” w wierszach Bednarczyka raz po raz powtarza solenny gest otwarcia okna, który odczytywać można jako uchylenie przesłony dzielącej oba światy. Widok za oknem odnawia się każdego poranka, regeneruje każdej wiosny, porą letnią utwierdza zwycięstwo natury. Wciąż od nowa odbywa się: „w szybach codzienne świętowanie blasku” (Po wakacjach, W 159). Słowa Stefana Symoniuka możemy odnieść do odczytywanych wierszy: „Okno objawia swą szeroką naturę, buńczucznie i szerokim gestem odsłania lukę przestrzeni na powietrze i wiatr”S. Symotiuk, „Okiennizacja świata” jako proces kulturowy [w:] tegoż, Filozofia i genius loci, Warszawa 1997, s. 49–50.[9]. Ową regułę ekstatycznego otwarcia potwierdzają takie liryki, jak: Spotkanie, W ogrodzie moim jestzakątek, który nazwałem „głuchą prowincją traw”, „Dubonnet”, Podnoszę myśl. Związek między okiem a oknem jest dość oczywisty, lecz frapujący w tej poezji. Pisarstwo Bednarczyka bierze „swój początek z oczu Poety”M. Pankowski, Muza pogodna [wstęp do:] C. Bednarczyk, Wiersze…, s. 9.[10]. Jak postrzegany jest tutaj ogród? Z uważnymi studiami drzew i kwiatów wiąże się aura odświętności, przejawiająca się w przeżywanych w wyobraźni uroczystych igrzyskach. Metaforyka „uświetnienia”, na przykład muzycznego, jest tutaj szczególnie istotna: „Wokół falował festiwal traw” (Spotkanie z ostem, R 36); „Cały ogród zebrał się w jaśminie weselić” (Ogród, RN 41); „Muzyka tulipanów wyszła przed bramę” (Po drodze do pracy, RN 48).

W kreacjach domu wciąż na nowo stwarza się mały kosmos dwojga mieszkańców. Nie sposób nie zauważyć w tej poezji swoistej poetyckiej „fenomenologii poranków”. Świt to pora szczególna – odnowienia rytmu życia, odrodzenia, powrotu, nadziei lub jeszcze inaczej: odzyskania naiwności i niewinności. Jak pisze Jean-Pierre Richard: o tej porze dnia człowiek zostaje wrzucony „w nowość przestrzeni właśnie rozkwitającej, jakby stworzonej do lotu, radości i podboju”J.-P. Richard, René Char, tłum. J. Prokop [w:] Sztuka interpretacji, oprac. H. Markiewicz, t. II, Wrocław 1973, s. 284.[11]. Poezja Bednarczyka nie jest utrzymana w jednolitej tonacji radości, bo zdarzają się liryki depresyjne, jednakże akceptacja (i adoracja) istnienia najpełniej wyraża się w utworach poświęconych tematowi rozpoczynającego się dnia (na przykład: Przed wstaniem, Świt, Początek dnia, I znowu jedną noc, Jutro mazawsze odrobinę nadziei, Szóstego czerwca, Notatki, cz. 1 i 4).

W wierszu W grudniowy dzień, zaraz po śniadaniu na ekstatyczny odbiór świata nakłada się trzeźwy obrachunek życiowych dokonań i dążeń. Gesty deiktyczne mają tutaj dwojakie odniesienia: do sumowanej przeszłości oraz – aktualnego zachwytu skupionego na przeżywaniu chwili. Lekkość przelotnego spojrzenia miesza się z mozolnym rachowaniem, z przyciężką troską, jaka wypełnia wiele dni zwykłych: „Popatrz: długoletnia krzątanina / sprawia, że życie obraca się ciągle wokół nas” (WW 105). Poeta głosi dwie sprzeczne cnoty równocześnie: artystyczne spojrzenie pięknoducha krzyżuje się z nieefektowną zapobiegliwością, która, jeśli tę kategorię będziemy pojmować szerzej, może być określona mianem egzystencjalnego ciułactwa. Ważne znaczenie ma wzór liryki rozmowy – o skromnym wyposażeniu w tropy poetyckie, gdyż czułość zwrócona ku bliskiej osobie nie znosi retorycznych ornamentów. Wiersz Bednarczyka upamiętniający grudniowy poranek zamyka też cykl roczny, po to, by mógł się rozpocząć następny obrót czasu. Owa archaiczna kolistość nawiązuje do porządku opowieści mitycznych. Wspólnie przeżywane życie nabiera tym samym doniosłości, stając się mitem dla dwojga.

Z przestrzeni konkretnej wyrasta przestrzeń symboliczna. Dom najpierw jawi się w kształcie realnym, zanim to wyobrażenie zacznie wyrażać coś więcej, zanim stanie się pojemnym symbolem. Jednak Czesław Bednarczyk wystrzega się zbyt pośpiesznych uogólniających konstatacji. Wielość znaczenia bowiem musi mieć oparcie w konkretach. Poeta za każdym razem sprawdza dobrze znane szczegóły, posługując się precyzyjną topografią domu. Powrócić wypadnie do tematu poranka:

Gdy pierwsze kroki niosły Twój uśmiech,
wiadomości ranka cisnęły się do okien,
na zamyślonych schodach gwiazdą siedział jasny punkt,
małym istnieniem odmładzał korytarzyk,
wskazywał przejście do rozmowy przy stole.

(O wczesnej godzinie, R 18)

Każdego poranka przestrzeń zostaje ukonstytuowana od początku. Oto otrzymujemy bedeker po małym kraju prywatności. W poezji Bednarczyka „badanie” natury przedmiotów rozmieszczonych w przestrzeni ma znaczenie szczególnePaweł Tański nazywa Czesława Bednarczyka „antropologiem codzienności” w szkicu: „Poeta znaczącej codzienności” i bólu. Późne wiersze Czesława Bednarczyka [w:] Poezja polska na obczyźnie. Studia i szkice, red. Z. Andres i J. Wolski, Rzeszów 2005, t. 2, s. 289.[12]. Poeta subtelnie wyznacza hierarchie miejsc, sterując jednocześnie uwagą odbiorcy. Rozpoczyna się od spojrzenia przez okno, a później rolę drogowskazu przejmuje promień słońca. Punkt świetlny pozwala dostrzec pośledniejsze części domu, takie jak schody czy korytarz, ale droga ma prowadzić do niewidocznego jeszcze centrum, do stołu, samej esencji domowego bytowania. Światło sprzymierza się z łagodnym trwaniem. Przypominają się fascynujące opisy nocnego naporu wiatru i wyodrębnianych z mroku przedmiotów przez zabłąkane światło w powieści Virginii Woolf Do latarni morskiej. Przesuwający się blask dokonuje jakby inwentarza rzeczy, utwierdza realność domu. Dom nie poddaje się destrukcji, ma pozostać odporny na erozję czasu. Światło i powiewy wiatru tak są ostrzegane: „Niczego wam tu nie wolno tknąć, niczego zniszczyć”V. Woolf, Do latarni morskiej, tłum. K. Klinger, Warszawa 1962, s. 189.[13].

W omawianej poezji rzeczy mają wielkie znaczenie. Ściślej: pozbawiona gwałtownych zamawiań magia domowych sprzętów. Poeta eliminuje łatwe sztuczki wyobraźni. Mowa rzeczy tylko pozornie jest trywialna, ich (niezwykła w zwykłości) ekspresja wydobywa na plan pierwszy cierpliwą nieruchomość, przyporządkowanie miejscu, uchwytność kształtu, jasne określenie funkcji. Natomiast wrażenia estetyczne schodzą na plan dalszy, gdyż liczy się użyteczne piękno domowych przedmiotów. Przestrzeń umeblowana to wzór ładu, który jest nieosiągalny przez istoty ludzkie – ruchliwe i zmienne. Jak pisze Bednarczyk: „Dobrze ułożone sprzęty, śmieszne w formie, / więc ładne, / i ja wśród nich nie zasługujący na obecność” (I znowu jedną noc, R 42). Cudowne wydaje się to, co określone i przejrzyste. Inaczej niż w przypadku kondycji ludzkiej. Niepewność losu i niejasna tożsamość przesądzają o wyobcowaniu człowieka, są źródłem udręki, przyczyną ciągłej niepewności zakorzenienia. W wierszach Czesława Bednarczyka pojawiają się marzenia o zniwelowaniu dystansu wobec rzeczy i przezwyciężeniu obcości wobec świata. Ładu uczyć się należy od przedmiotów. W oswojonej przestrzeni domu, kiedy uspokaja się nerwowa aktywność, mogą dojść do głosu zdolności refleksyjne. Wygoda zyskuje nowy wymiar, dom bowiem to „miejsce dla rozwijającego się życia wewnętrznego”W. Rybczyński, Dom. Krótka historia idei, tłum. K. Husarska, Gdańsk 1996, s. 44.[14], dla duchowej pracy.

Uśmierzenie niepokoju wędrówki to jednak w tym przypadku nie wszystko, gdyż sprzęty domowe w lirykach Bednarczyka posiadają szczególne właściwości, powiedzielibyśmy: terapeutyczne. W przestrzeni domowej leczy się urazy i lęki. Jak przeczytamy w wierszu Po wakacjach, łóżko potrafi „ukoić ciało schorowane samotnością”, lustro – podobnie cierpliwy „najmądrzejszy ze sprzętów” (W 159) – jak wolno się domyślać, pomaga człowiekowi zaakceptować własną starzejącą się twarz, lampa zaś rozprasza lęk przed śmiercią i grozę istnienia (Lampa). Osiedleni mogą już spojrzeć na siebie jako na mikrowspólnotę. Wskazują sobie nawzajem bezpieczne punkty w przestrzeni, uprawiają radosną kontemplację przedmiotów:

Liryczną ścianę mamy w domu.
Naprawdę, popatrz.
I półkę ozdobioną sękiem
Przechowującym wzrost gałęzi.

(Półka, R 10)

Na półce zamieszkuje i poezja, i natura. Zaciera się granica między „historią naturalną” a biblioteką. Uważny namysł nad prostym sprzętem uwzględnia połączone ze sobą wartości materialne i duchowe. Przeplatają się tutaj dwa rodzaje mądrości – ręki i umysłu, praktycznego urządzenia świata i aktywnej refleksji, która pragnie odgadnąć głębsze sensy naszej obecności wśród rzeczy. Półka dźwiga książki, ale (niejako w głębi) zachowuje ślady rzemieślniczej pracy wytwórcy. Czesława Bednarczyka szczególnie interesuje ten aspekt aktywności ludzkiejPor. C. Bednarczyk, W podmostowej arkadzie. Wspomnienia drukarza i wydawcy londyńskiej oficyny, Londyn 2003, s. 26, 131–133 (wyd. II, uzupełnione).[15]. Bywa również, że pracę pisarza porównuje z trudem robotników (na przykład: Płomień, Wiersz).

Wierne przedmioty w zamkniętej przestrzeni są znakami kameralnego szczęścia, uczuć bowiem należy strzec przed zazdrosnym okiem świataPor. J. Wolski, Oprawianie chwil na pamiątkę [w:] tegoż, Dotykanie wiersza, Rzeszów 2004, s. 195.[16]. Poeta posługuje się, dosłownie pojmowanym, przedmiotowym językiem wyznania, co jednak osobliwe w liryce: „Zgromadzone meble, sprzęty / najweselej łączą nas w czułość” (Sprzęty, RN 52). Delikatne i uważne odczuwanie „wydarzać się” może jedynie w bezpiecznym wnętrzu domu (Wydarzenie). Historyczny przykład mieszczańskiego bytowania w XVII-wiecznej Holandii – w szczegółach przekazany przez świadectwa malarzy, dla których wśród drobiazgów codzienności nie było rzeczy nieważnych – przekonuje, iż wcieleniem idei zamieszkiwania była kobieta, a sprawowanie władzy w kuchni potwierdzało jej centralne miejsceO „feminizacji domu” zob. uwagi W. Rybczyńskiego, s. 77–80.[17].

Bez żadnych spekulacji i myślowych uzasadnień, niejako naturalnie, poprzez spontaniczne przyjęcie najlepszych wzorów życia domowego, w wierszach Bednarczyka dominującą pozycję przyznaje się żonie, która jest celebransem domowych misteriów, takich jak gotowanie, podawanie na stół czy picie kawy. Najważniejszym wyrazem hołdu okazuje się wyznaczenie miejsca we wspólnej przestrzeni, ale także w hierarchii wyznawanych wartości. Jak w litanijnych inkantacjach poeta posłuży się taką apostrofę do żony: „Stolico Domu” (13 marca 1984, S 23). Natomiast w innym liryku przeczytamy: „Moja ojczyzna: żona w drzwiach, a potem w oknie” (Ojczyzna, RN 20). Żonie zostają poświęcone piękne liryki, przy czym wyznań jest mniej (na przykład: Imieniny, Przy śniadaniu), niż zapośredniczonych, niejako ukrytych w sytuacji, dowodów czułości i przywiązania. W tym drugim przypadku wyjazd czy nawet zwykłe wyjście żony z domu okazują się poważnym zakłóceniem domowej homeostazy lub też katastrofą osamotnienia (na przykład: Nie napisany wiersz, Po pożegnaniu). W poetyckiej numerologii Bednarczyka najważniejsza jest liczba „dwa” (Starość, Dwoje nas, Sprzęty). We dwoje bohaterowie tych wierszy przeżywają radości, nadzieje, zwątpienia i lęki. Można powiedzieć, iż traumatyczne doświadczenia zostają w ten sposób złagodzone: jarzmo starości okazuje się lżejsze, codzienne kłopoty – do zniesienia.

Dwuosobowa wspólnota właściwie nie potrzebuje innych ludzi, chociaż nie oznacza to wcale głuchoty na ich problemy – zamknięcia drzwi z obawy przed odwiedzinami. W tej poezji pojawia się wątek poboczny podróżowania oraz zmiany miejsca. Możemy obserwować bohaterów w pokojach hotelowych, w obcych miastach i wtedy są oni nieokreśleni, wyzbyci tożsamości: „nie notowani, / całkiem samotni” (W hoteliku „Witamy”, R 9). Dopiero po przyjeździe do domu konstytuuje się na powrót stały porządek. W tych lirykach nie sposób przeoczyć nieśpiesznej solenności gestów i rozmów. Moment wyłączenia i skupienia jest ważny. W takiej chwili – pisze Bednarczyk: „cały dom spływa w to miejsce” (W kuchni, RN 35). Tautologicznie rzecz ujmując, powiemy, iż w małych rytuałach „domowość” intensyfikuje się i zagęszcza.

Apologia harmonii domowej oraz pochwała wnętrz i rzeczy w poezji Bednarczyka nie jest pozbawiona elementów ludycznych, choć zaznaczają się one jakby mimochodem, a poeta nie pragnie za wszelką cenę zostać łowcą efektownych formuł. Oczywiście napotkamy w tych wierszach wyrażenia konceptualne, żartobliwe peryfrazy, wymyślne personifikacje. Oto przykłady z liryku O wczesnej godzinie: „Stół na okrągło zajął środek pokoju”; „Na równinie obrusa muzeum potraw godnych zwiedzania” (R 18–19). Przedmioty zostają wyposażone w życie psychiczne, nawet wnikają w sekretne myśli oraz sny, stają się powiernikami i prześmiewcami mieszkańców domu: „Przeciągają się łóżka / i poduszki rechoczą przepełnione tajemnicą / głów” (Wieczorem, RN 47). Niekiedy żywoty ludzi i przedmiotów są w tej poezji równoległe (na przykład Lampa), ich pozycja milczących, empatycznych świadków pozwala lepiej znosić egzystencjalne niedole.

W odczytywanych lirykach zrównanie rzeczy wielkich i małych, wydarzeń o wymowie historycznej i mgnień błahych chwil wiąże się z ironią i autoironią:

Gospodarzem jestem w ścianach mego pokoju.
Jestem panem kurzu na parapecie,
Obrazu opowiadającego bitwę pod Somosierrą
oraz pająka,
który wybrał się od jednej ściany do drugiej

(Pająk, R 39)

Można w tym fragmencie dopatrzyć się parodii wyobrażenia dworu, siedziby szlacheckiej, gniazda rodowego – z obowiązkowym, zawieszonym na ścianie obrazem przedstawiającym heroiczną przeszłość. Równą rangę przyznaje się rzeczom z niskich sfer w hierarchii bytów. Mówiący arbitralnie orzeka, co jest ważne i na tym właśnie polega istota przekornego gestu. Włości okazują się mizerne, ale dlatego zachwycające. Może tylko nad taką mikroskopijną częścią kosmosu można panować? Człowiek we wnętrzu czuje się istotą wolną, a pozbywając się ambicji ponad miarę, utwierdza swoją autentyczność. Inny wymiar polemiczności wypowiedzi Bednarczyka odnosi się do niezgody na konwencjonalne symbolizacje domu, jakimi chętnie posługuje się wspólnota wygnańcza.

Zażyłość z przedmiotami i wierność przedmiotów to osobne zagadnienie, które było podejmowane w poezji – szczególnie krajowej. Codzienne konkrety, jak wiadomo, stawały się odtrutką na abstrakcję ideologicznych frazesów. Mikrologie poetyckie poszerzały także skalę wrażliwości twórcy, ćwiczyły umiejętność wykraczania poza „ja”, transcendowania ku przedmiotom. Wreszcie domenę prywatności w biografii poety określały rzeczy codzienne, a pamięć o przedmiotach stawała się wykładnikiem (bardziej uogólnionej) postawy etycznej. W odczytywanych lirykach deklaracja „skręcam w stronę czujących rzeczy” (Notatki, cz. 12, RN 73) przywodzi na myśl wiersze Herberta. Podobnie współistnienie z przedmiotami i wzajemne współczucie obu stron – ludzkiej i nie-ludzkiej. Dodajmy, że Zbigniew Herbert pojawia się w jednej z quasi-krytycznych wzmianek rozsianych w poezji Bednarczyka (Portret). Jeszcze wyraźniejszy jest dialog z Mironem Białoszewskim. Wiersz poświęcony autorowi Obrotów rzeczy ma kształt małej ody, przez co rozumiem pochwałę poety i jego twórczości, pozbawioną wszelako wzniosłej retoryki. Zwrócić warto uwagę na dowcipne konceptualne miano na początku cytatu:

Sprzętokrążco z koszykiem nazbieranych słów
przed twoimi drzwiami

z klamek, krzeseł i zawiasów
stoi poezja

(Miron, RN 29)

Metoda twórczego minimalizmu, który łączy się z dominacją konkretów, a przy tym – powiedzielibyśmy staroświecko – łaskawość Muz, swoista nagroda, jaką jest sam literacki produkt, odnoszą się również do praktyki poetyckiej Bednarczyka. Czytelnik wcale się nie zdziwi, jeśli w zwierzeniach na temat sztuki poetyckiej znów pierwszą pozycję zajmą przedmioty podręczne, rozmieszczone w zasięgu wzroku, ledwie przekraczające terytorium domu. Oto credo pisarskie: „Wolę tematy zdejmowane z drzwi i okien. / Porywam je – Europę, i w strofach pielęgnuję” (Notatki, cz. 12, RN 73). Przywołanie historii mitycznej oznacza i przywłaszczenie sobie części świata w słowie, i równocześnie – wynalazki poetyki rzeczowości, gdyż stłumiony okrzyk „porywam Europę” brzmi trochę jak „Eureka”. Pierwszym zadaniem poezji jest wyrażanie kameralnych odkryć i prywatnych epifanii, ponawianie zachwytu, oddalanie egzystencjalnej grozy. Nie należy też zapominać o głoszeniu nieefektownych cnót domowych. Zanim sztuka poetycka pojawi się na salonach świata, musi sprawdzić swoją odkrywczość i rzetelność w przestrzeni domu. Bednarczyk poszerza pole znaczeń toposu, mianowicie dom faktyczny przeradza się w dom fantasmagoryczny, a zatem wyobrażenie domu odnosi się do procesu pisania i stanów świadomości piszącego, albo też uznane zostaje za „wartość przestrzenną”A. Legeżyńska, s. 21.[18], ujawnianą w chwilach szczególnego podniesienia ducha. W wierszu o rozdwojeniu podmiotu, w którym zjadacz chleba oddziela się od pisarza, który pragnie zamieszkać w wiecznym czasie kultury, poezja jest domem – albo na odwrót. Oto charakterystyka drugiej postaci:

ufa słowu,
pozwala ludziom przychodzić i odchodzić,
- - - - - - - - - - -
ma taką siłę
że potrafi wznieść się w górę
i to z całym domem.

Jest nieśmiertelny.

(Dwóch, W 35)

W chwilach zwątpienia, nie obcych każdemu poecie, wyobrażenie przestrzenne domu jako metafory pisania również wybija się na plan pierwszy: „Z trudem o lasce idzie wiersz, / zabytek zmyślony / na domowy użytek” (Wiersz z sierpnia, RN 51). Poeta z pokorą (i lekką tylko kokieterią) przyznaje sobie miejsce poślednie na współczesnym Parnasie. Niewiara w skuteczność zapisu złagodzona zostaje przez autoironię, podkreśloną zabawowym rymem. Definicja „wiersz na domowy użytek” kojarzy się z „muzą domową”, z programem twórczości prywatnej, który żywi się samowystarczalnością życia w oswojonej przestrzeni, echem dawnego poezjowania w stylu na przykład Zbigniewa Morsztyna.

Musa domestica sprzyja poetom, gdyż wyklucza próżne światowe ambicje, zapewnia czyste relacje między ludźmi, pilnuje porządku świata oraz ładu wysłowienia. Obraz domu poety wciela mit czarnoleski. Taka idylla twórczości odnaleziona zostaje, czy raczej przekształcona w konstrukcję mityczną, w wierszu Wizyta u poety (Kazimierza Wierzyńskiego). Gospodarska zapobiegliwośćartysty słowa – zgodnie zresztą z poszukiwaniami autora Korca maku – likwiduje wyłom między człowiekiem a naturą, znosi różnicę między słowem a rzeczą („poeta krząta się wśród strof / płynący obłok przystanął”, „do ręki podchodzą rzeczy w słowach”, Wizyta u poety, W 95). Skromna pracownia artysty ma stać się gospodarstwem całego świata. Inni poeci też zostaną ugoszczeni. To, co niepozorne (paradoksalnie) jest najcenniejsze, a zatem książka z wierszami staje się bezcennym darem. W Wizycie u poety Czesław Bednarczyk uruchamia asocjacje z „domem odnalezionym” w twórczości Wierzyńskiego, wyborem sposobu życia, pozwalającym odbudować zakorzenienie w świecie, odzyskać „spokój miejsca”A. Rydz, Emigracyjne domy Kazimierza Wierzyńskiego [w:] Literatura utracona, poszukiwana czy odzyskana. Wokół problemów emigracji. Studia i szkice, red. Z. Andres i J. Wolski, Rzeszów 2003, s. 51 i następne.[19].

Podkreślana jest przez Bednarczyka „naturalność” wyrazu, gdyż poeta ma świat udomawiać, czyli przybliżać, ocalać, przemieniać w terytorium bezpieczne, nadawać rzeczom sens, nie zaś nakładać nań olśniewający sztuczny wystrój słów, bawić się zbyteczną pięknością. Posługując się gwałtownym skrótem, powiemy, iż Czesław Bednarczyk nie ceni mitologii romantycznego lotu, ponad podniebne natchnienia przedkłada przyziemną krzątaninę. Asocjacje z nieefektownymi czynnościami codziennymi przybliżają istotę pisania.

W dyskurs poetycki wnikają metafory domu. Przypomnieć należy, iż utrwalanie rzeczywistości u Bednarczyka jest jej udomowieniem. Nie tylko twórczość w słowie, ale i pragnienia oraz oczekiwania przybierają postać takiego procesu. Myśl otwiera się „ścieżką, domem” (Na marginesie tęsknoty, W 84). Ład przestrzenny wyrażany jest poprzez ideę zamieszkiwania, to ona określa klarowność sytuacji, przejrzystość rzeczy, bezpieczne miejsce w świecie. Bednarczyk stara się obiektywizować przeżycia wewnętrzne, przenosząc zdolności poznawcze w sferę przedmiotów. Na przykład: droga „opowiada legendę zadomowionych układów” (I takie miewam pragnienia, W 85); „Żyjemy […] wśród mebli ludzkich ciekawości” (Notatki, cz. 14, RN 75). W oderwaniu od zarysowanego kontekstu tego rodzaju stwierdzenia brzmiałyby raczej ekscentrycznie. Bywa też, choć incydentalnie, że poeta posługuje się motywami domu w duchu psychoanalizy – zstępowaniem do piwnic ciemnych instynktów i lęków (na przykład Zebranie emigrantów), wdrapywaniem się na strych sublimacji poetyckich. Ważniejsza jest kwestia określenia suwerenności własnego wnętrza, zamknięcia przed innymi, a nade wszystko może obrona pozycji outsidera. Takie wyznaczanie granic łączy się również z postawą kontemplacyjną. Poecie znów przychodzą w sukurs metafory mieszkalne. I zauważyć należy, iż o ile w tych wierszach otwarcie na świat natury jest spontaniczne, żywiołowe, o tyle odgrodzenie od traumatycznej przeszłości, wielkiej historii, aktualnych sporów środowiska okazuje się szczelne oraz radykalne. Zdarzają się nawet gniewne gesty odmowy. Weźmy wyznanie z wiersza Płot: „stawiam sobie płot mocny, żeby moje ja nie powróciło / w ubraniu wypchanym tutejszym pragnieniem” (R 46).

„Dom mentalny” Czesława Bednarczyka to przestrzeń bezpiecznego wyłączenia, ale także obszar zamknięcia, gdzie pielęgnuje się „rodzaje niezgodności”, czyli kontrowersje i rozdźwięki z poglądami innych ludzi, dramatycznie ujawnia konflikt między „ja” a światem, odrzuca płytkie idee życia społecznego, demaskuje niszczące siły cywilizacji. W najbardziej ambitnie zakrojonym (poznawczo i artystycznie) cyklu poetyckim Notatki – który jest zasadniczym, bolesnym rozrachunkiem z własnym życiem, losem zbiorowym, historią, paszkwilem na współziomków i współ-emigrantów, rozprawą o wartościach moralnych, przewodnikiem po ideach pisarskich, dziennikiem metafizycznym i testamentem poetyckim – przeczytamy o życiu „oczyszczonym […] z kory środowiska” (RN 70), napotkamy pokusę, by ukryć się w „bezimiennym cieniu” (RN 77). Ciężar egzystencji jest coraz trudniejszy do udźwignięcia, słowo ocalające okazuje się mirażem, próby dialogu rodzą nieporozumienia, przeto zamilknięcie, o którym poeta wielokrotnie wspomina, może być wyjściem rozsądnym, lecz naznaczonym klęską.

Zawieszenie aktywności, odgrodzenie od spraw zewnętrznych, baczna obserwacja z ukrycia, prowadzenie zamaskowanej gry ze światem to bez większej wątpliwości rysy melancholijne. Mówiący nie wchodzi w otwarty dialog, od rozmowy woli przemyślane i ugruntowane konstatacje. Wycofujące się „ja” tworzy psychologiczny teatr jednego aktora. Nie przypadkowo wiersz Bednarczyka nosi tytuł Scena. Oto granice wolności: „mogę siedzieć w miękkim fotelu / i patrzeć w okno na wybujałe już drzewa” (R 29). Gra się tutaj równocześnie (wmówione) zadowolenie i (autentyczny) zachwyt nad uporządkowanym światem w małej skali.

Czesław Bednarczyk powraca do wątku samoedukacji – ćwiczeń z zakresu zamykania się w sobie czy też „nauki spokoju”, ale za takie zaciekawienie płaci się wysoką cenę. Redukcjonistyczny program prywatności okazuje się niewystarczającyZob. J. Kryszak, s. 128.[20]. Wiara we własny wybór obwarowana jest tutaj wątpliwościami. Zatem muszą odsłonić się antynomie radości i smutku, akceptacji i postaw rezygnacyjnych, energii twórczej i życiowego zmęczenia. Zgodnie z założeniem, by wypowiedzieć całą prawdę, ta poezja ujawnia nastroje depresyjne, cierpienie, lęki egzystencji.

Chwytanie pięknych chwil czy pogodna akceptacja błahych zdarzeń codziennych nie jest w stanie odsunąć na dalszy plan poważnych pytań egzystencjalno-metafizycznych. Przeto bez eufemizmów i wybiegów retorycznych poeta mówi wprost o starości, śmierci oraz ostatecznych przeznaczeniach (Chyba dlatego, Fragment schyłku, Mrocznezdziwienie, Jesienią, Notatki, cz. 11). W wielu utworach dochodzi do głosu niewiara w skuteczność poetyckiego słowa, więcej jeszcze: daje o sobie znać „zwodniczy pozór łagodności świata”S. Szymutko, Niepokój zwyczajności [w:] Poszukiwanie realności. Literatura – Dokument – Kresy. Prace ofiarowane Tadeuszowi Bujnickiemu, red. S. Gawliński i W. Ligęza, Kraków 2003, s. 237. (W tej pracy autor interpretuje wiersz Czesława Bednarczyka Wieloryb z notesem z tomu Rodzaje niezgodności).[21]. Metafory domu nadal pozostają produktywne, choć zmienia się ich waloryzacja. Kiedy poeta wykracza poza opowieść autobiograficzną, w uogólnionej formie aforyzmu możliwa staje się nagła (rozbłyskowa) refleksja o wygnaniu i bezdomności jako wyznacznikach ludzkiej kondycji: „Nie ma osiadłych ludzi / słońce zawsze świeci gdzie indziej” (Człowiek, R 44).

Rytm starzenia się i odchodzenia obejmuje wszystko oraz wszystkich, lecz najlepiej obserwować te wyłomy w istnieniu na przykładach z najbliższej okolicy. Można nawet mówić o żałobie wyrażonej w obrazie degradacji domu. Po odejściu człowieka:

…drży z zimna dom,
mruczy nadmiar cienia klonu,
pierwsza dachówka obsunęła się na pół taktu,
pełznąć zaczął mech po rynnie.

Ślady po nim zacierają chwasty.

(Po drugiej stronie ulicy, R 26)

Bukoliki przeradzają się w elegie. Arkadia zostaje zakwestionowana. W poetyckim testamencie opanowany smutek odchodzenia ma postać paradoksu obecności – nieobecności. Solenne upamiętnienie staje się jedynie śladem, powidokiem po życiu:

Kiedy odejdę
pozostanie pomnik mojej stopy w trawie
i w najbarwniejszym zakątku ogrodu
mój pochylony cień.

(Kiedy odejdę, R 47)

Oczywiście ślad odciśnięty zostaje w najpiękniejszym i najbardziej przyjaznym miejscu, może ponawiać się w niezniszczalnym trwaniu natury. W tej liryce antynomie i sprzeczności nadają przeżywaniu świata rys tragiczny. Tylko poeta naiwny mógłby upierać się bez końca przy optymistycznej wizji zadomowienia. Interioryzacje domu w lirykach Bednarczyka mają dwoistą postać, lokując się jednocześnie po stronie nadziei i po stronie zwątpienia.

Oswojona przestrzeń nie zostaje dana raz na zawsze, przeciwnie – artysta słowa musi ją wciąż zdobywać. Pochwała istnienia brzmi bardziej wiarygodnie, jeśli z tła nie zostaną usunięte udręki, jakie są udziałem każdego z nas. Język poetycki anektuje obrazy domu, które przynoszą pocieszenie, mogą stać się remedium na ból lub – co nawet ważniejsze – nadają sens przeżyciom traumatycznym. Myśl o powrocie do domu stara się przezwyciężyć osamotnienie, zamknięcie w cierpieniu, ograniczyć tyranię choroby. W poetyckim dzienniku szpitalnym Czesław Bednarczyk umieścił takie słowa: „Jednak ślady odmiany prowadzą już do otwartych drzwi. / Postanawiam więcej pokory przyjąć pod nasz dach” (Poprawa, Londyn 15 Luty 1991, CPM 10). Ostrze cierpienia, kiedy choroba zostanie udomowiona, czyli przyjęta jako własne doświadczenie, przestaje już być tak dojmujące.

W omawianej poezji metaforyka domu tworzy rozbudowaną, wieloznaczną całość. W liryce religijnej małe istnienie – domowe, prywatne – polecane jest Opatrzności. W wyliczeniu drobnych przedmiotów i zamierzeń mieści się całe istnienie. Znikomy jest świat ludzkiego posiadania. Nieskończony i Wszechmocny otrzymuje ziemskie nazwy, gdyż tak tylko – w kalekich przybliżeniach – może być uchwytny. Wiersze religijne Bednarczyka zestawić można z poezją Jana Twardowskiego, w której Bóg odgadywany jest i odnajdywany w świecie poprzez Dzieło Stworzenia, odczytywane z podziwem za pośrednictwem naiwnego, jakby dziecięcego, zdziwieniaZob. Z. Zarębianka, Poezja wymiaru sanctum. Kamieńska, Jankowski, Twardowski, Lublin 1992, s. 141 i następne.[22]. W modlitewnej pochwale Bednarczyka Stwórca uwielbiony zostaje przez konkretne rzeczy, które w odbiciu sacrum nabierają symbolicznego znaczenia:

Boże urodzin i Boże skonów,
              nadziei, świecy, brzęczenia muchy,
              domu w budowie, lampy na stole

Boże, o Boże.

(Hymn II, ZRZ 30)

W poezji Bednarczyka ponawiane są próby odzyskiwania domu, a restytucja przeszłości należy do ważnych zadań słowa poetyckiego. Polega na tym, by wyniesiony z dzieciństwa zapamiętany wzór zamieszkiwania odzyskał swoją klarowność. Opowieść biograficzna układana jest przez poetę przeciwko niszczącym siłom historii, a czas odzyskany ma być jej przedmiotem. Jak pisze poeta: „chcę odrobić obraz zamulony, / siebie wstawić raz jeszcze w śpiew domu szczęśliwy” (Wciąż, W 112). Z domu rodzinnego bohater rusza na wojnę, do domu londyńskiego powraca po latach tułaczkiZob. M. Pytasz, s. 125–126.[23]. Ta autobiografia w jakiejś mierze korzysta ze schematów baśniowych, wszystkie drogi bowiem prowadzą do domu. Dom jest nagrodą po czasach życiowej poniewierki. Oszczędna i powściągliwa narracja liryczna, fragmentaryczna, jakby celowo nieskładna, uwypukla moment kulminacji – budowania nadziei, osiedlenia się w stałych uczuciach:

byłem na wojnie.
               Dwukrotnie ranny
               poznałem sytuację tymczasową.

Leżąc tęskniłem do uregulowanych pomyłek,                         
domu umeblowanego słowami: Kocham, jestem kochany.

(Fragment życiorysu, RN 43)

Wymarzony dom – spełniona fantasmagoria – jest formą międzyludzką, hipostazą miłości i czułości. Wracamy do obrony świata prywatnego. Tutaj czas się zatrzymuje, a przynajmniej jego upływ jest mniej widoczny. Bezzdarzeniowość – jeśli przymierzymy zwykły rozkład dnia do wielkich przełomów i wstrząsów – to istota doświadczenia człowieka zadomowionego. Może on rozkoszować się „pustymi” minutami i godzinami, smakować czas rozproszkowany na atomy chwil. Brak dramatycznego rozwoju wypadków okazuje się zbawienny. Poeta na swój prywatny użytek ogłasza koniec historii. „Absolutną teraźniejszość” związaną z wyobrażeniami domowego sposobu istnienia uznać należy za stan umysłu, który konstruuje lepszą wersję rzeczywistości. Jak pisze Karl Heinz Bohrer: „Wewnętrzna świadomość czasu dostrzega fenomeny szczęśliwego momentu życia, nie interesuje się jednak «ideami», ani «przyszłością», które należą do sfery «czasu monumentalnego»”K.H. Bohrer, Absolutna teraźniejszość, tłum. K. Krzemieniowa, Warszawa 2003, s. 181.[24]. Po osiedleniu i zakorzenieniu, kiedy zrealizuje się idea domu, lepiej, by nic się nie działo.

Redukcja myślenia o wielkich obszarach czasu jest u Bednarczyka odpowiedzią na nadmiar dotkliwych zdarzeń we współczesnych dziejach. Jak już pisałem, poeta odrzuca zbiorowe mitologie, radykalnie przeciwstawiając się idei domu-ojczyzny, i to zarówno w wersji martyrologicznej (domu rozburzonego), jak i legendarnej – „Mickiewiczowskiego domu tradycji, domu-siedliska polskości”I. Maciejewska, Obrazy domu-ojczyzny w poezji polskiej z lat II wojny światowej (związki z tradycją romantyczną) [w:] Z badań nad polską tradycją literacką, red. J. Łukasiewicz, Wrocław 1993, s. 108.[25]. Według Bednarczyka takie symbolizacje są szkodliwe: rozwijają egzaltowane deklamacje – bez pokrycia w faktach, tworzą skonwencjonalizowane obrazy, które już nic nie mówią o zwyczajnym życiu, a nawet odbierają prawo do wytyczenia na obczyźnie skrawka ziemi naprawdę własnej.

Kiedy poeta wraca do realiów, odzyskuje optymizm i wiarę, a także, na innym planie – wigor polemiczny. Obsesyjnie powtarzane formuły tworzą dobrze przemyślaną strategię: powiadamiają o konkretnym adresie w Londynie (Spacer, Chwast), drażnią odbiorców (jawnie przekornym) doborem trywialnych i przyziemnych składników autobiografii (Czekam), epatują wąskimi horyzontami spojrzenia, które ogranicza się do własnego mikroskopijnego gospodarstwa. Czesław Bednarczyk na pytania dotyczące obowiązkowej geografii emigrantów, udziela odpowiedzi sprzecznych z oczekiwaniami. Twierdzi mianowicie, że ojczyzna mieści się w granicach prywatnego domu i okolicy. Albo w ogóle nie poczuwa się do obowiązku zwierzeń i przecina dyskusję na ten temat (Ojczyzna). Dom ma być enklawą odzyskanego spokoju i najważniejszym punktem odniesienia wszelkich życiowych usiłowań. Ideał pogodnej zgody na wybrany los nie powinien być prowokacją, a jednak nią jest. Oto fragment z wiersza Życie spokojne:

Mało tu znaczę
Z ziemią pod polską podeszwą.
- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
Wiodę życie spokojne.
Mieszkam w północnym Londynie.
Na drzewach siedzą piosenki
I pada deszcz

(W 105)

Przeciwników zdenerwować ma lekceważenie powagi, z jaką zwykło się rozprawiać o wysokim posłannictwie poezji emigracyjnej. Taktyka poetycka, którą stosuje Bednarczyk, polega na spokojnym, niby niewinnym, mówieniu herezji. Jeśli uwzględnimy udział ironii i paradoksu, to wspomnianą szczególną jakość przybliżą takie określenia, jak zawoalowane manifestacje, łagodna walka, ciche paszkwile, dyskretne parodie.

Czesław Bednarczyk pośrednio polemizuje z tradycyjnym postrzeganiem zadań emigracji politycznej, odrzuca jej style myślenia i kodeksy zachowań. Z nieufnością podchodzi do konwencji poezji nostalgicznej. Narzędziami wskazanego sporu jest odwrócenie hierarchii (to, co nieważne, okazuje się ważne), dominacja wartości domowych, wybór poetyki codzienności. Aksjologiczne zorientowanie topiki domu jest tutaj szczególnie ważne.

W wierszach Bednarczyka monumentalna scena historii, a także zdarzenia społeczne w wielkiej skali ustępują miejsca kameralnej przestrzeni, w której rozgrywają się najważniejsze epizody życia. Budowanie i zamieszkiwanie to próby rozumienia rzeczywistości, osiąganie bogactwa emocjonalnego więzi międzyludzkich, rozwój tożsamości poprzez mocną przynależność do konkretnego miejsca. Idea domu wymyka się unieruchomieniu poprzez raz na zawsze ustalone pojęcia. Dlatego zmieniające się obrazy domu oraz migotliwe znaczenia im przypisywane wciąż powracają jako przedmiot poetyckiej refleksji, bowiem w „porze doskonałości” – „ostrożnie, ostrożnie / wydarza się Dom” (Wydarzenie, RN 57).

 

Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Wojciech Ligęza, Obrazy domu w twórczości Czesława Bednarczyka, Czytelnia, nowynapis.eu, 2020

Przypisy

    Powiązane artykuły