14.06.2021

Odchodzenie

Babci Anastazji

Czasem chciałbym spędzić noc
i nie obawiać się jutra.
Nie myśleć, że być może ktoś
ode mnie oczekuje odpowiedzi.

Każda rzecz, która istnieje,
ma w sobie jakąś rację bytu.
To już kolejny dzień, kiedy
zmagam się z ogniem
przeszywającym trzewia.

A jeszcze niedawno piłem
amerykańską whisky
i karmiłem umysł
czytając Thomasa Mertona.

Widziałem wtedy kamienie,
które raniły stopy niewiast.
W oknach starych domów
widziałem ciepłe ogniki świec
rozświetlające drogę,
którą wędrowali pielgrzymi,
aby ucałować święte relikwie.
Kiedy wracali, utrudzeni
wieloletnią tułaczką,
wstępowali do mnie
i wręczali mi fragmenty przeszłości,
a ja trzymałem je w dłoniach
i patrzyłem na nie uważnie.
Każdy był w innym kolorze,
ozdobiony wschodnimi ornamentami
i lekko falował.
Przyglądałem się jego niewinnym ruchom,
a później kładłem obok siebie – na łóżku –
i płakałem, aż do zaśnięcia.

Więc moja podróż dobiega końca?
Jesień prosi mnie o chwilę rozmowy?

Przytulcie mnie do drzewa,
obmyjcie wodą z górskiego strumienia,
a na grobie złóżcie kawałki nieba,
które wciąż trzymam w kieszeni starego płaszcza.

Jak opowiedzieć niewypowiedziane?
Jak zebrać z pól życia resztki ziaren
rozsiewanych sękatymi rękami bólu
i złożyć w mogile nadziei?

Tekst został zakupiony w ramach programu Tarcza dla Literatów. 

Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Andrzej Dębkowski, Odchodzenie, Czytelnia, NowyNapis.eu, 2021

Przypisy

    Powiązane artykuły