21.06.2021

Ujarzmianie Robigusa, czyli o wędrującym nożyku

Nożyk

Lekturę rozpoczynam od zdjęć. Nożyk, martwa więźniarka na tle obozu koncentracyjnego (jak gdyby zapatrzona łagodnie w niebo), pomnik ofiar holocaustu w Yad Vashem. Potrzebny jest właściwy dystans, aby dostrzec odpowiedni wymiar i perspektywę tych ilustracji…

Prosty i tajemniczy zarazem to zbiór. I niewielki. Jeden poemat, pięć wierszy. Na pozór wszystko tu już znane. Kolejna stacja w przywracaniu pamięci, senne zmory z przeszłości, nadchodzący kres. Ale jakże pogodny jest ton brzmiący w tym pożegnaniu:

dobranoc moi mili
dobranoc
żywi i umarli poeci
dobranoc poezjoT. Różewicz, Nożyk profesora,  Wrocław 2001, s. 31.[1]

Deszcz zaciera kontury zjawisk. Po prostu jest, opada. Odmierza równą miarę rzeczom tego świata. W tle już jawi się jednak kurtyna, która ma niebawem zapaść. Tak – jak spokojnie rejestruje wszystko poeta. Aponia, jej łagodna istota, zdaje się być w zasięgu ręki:

deszcz deszcz deszcz
w Krakowie
czytam Norwida
słodko jest zasnąć
słodziej być z kamieniaTamże.[2]

Trzeba wrócić do początku. Pozwalam przejechać pociągowi, który powraca dzięki przerzuconemu mostowi, łączącemu „przeszłość/ z przyszłością” (Nożyk profesora). Dopóki żyję, zamawiam powrót rzeczy zagubionych w pamięci. Muszę wierzyć, że „przeszłość jest to dziś, tylko cokolwiek dalej”…

To zaś, co trwa w nas – można by rzec – stanowione jest przez… pomniki. I wyobraźnię poety. Nożyk jest śladem Owego Czasu. Śladem, bo odsyła. Nie pozwala być biernym wobec nakazów uruchomionej pamięci. Ale ślad – zdaje się mówić nam Różewicz – aby spełniał swoją funkcję, musi być także czymś więcej. Musi zawierać pod sobą, pod znakową powierzchnią zakrzepłą w pamięci Rzecz Minioną. Poruszamy się po kole. Bo oto temu, co skrywa ślad, potrzebna jest pamięć i świadectwo. Poeta otrzymuje je z ust przyjaciela:

Mieczysław:
myślałem jeszcze
o tym moim nożu
z obręczy od beczki.
Nosiło go się w obrąku
pasiakowatego chałata,
bo zabierali
i mogło to drogo kosztować…
Tak więc pełnił funkcje
nie tylko użytkowe,
ale znacznie bardziej złożone
(warto by jeszcze o tym pogadać)…Tamże, s. 17–18.[3]

Bez nich ślad nie byłby rzeczą, nie zachowałby obrazu Rzeczy Minionej. Bowiem nieubłagany „Robigus pokrywa rdzą/ i pożera powoli/ żelazny nożyk”Tamże.[4].Nożyk-ślad nie jest muzealnym eksponatem. On żyje i wskazuje. W tej nieustannej (prowadzonej przez Różewicza pięćdziesiąt lat, jak dowiadujemy się z dołączonego rękopisu) dialektyce ocalania (sic!) słowo poety pełni funkcję zasadniczą – ono zaświadcza. Najlepszym, to jest najtrwalszym, świadectwem będzie zapewne, gdy przybierze formę samego przedmiotu, który stał się „tekstem i pretekstem”. Dbający nieomal przesadnie o odsłanianie swojego warsztatu Różewicz, w rozmowie z Mieczysławem Porębskim i Andrzejem Sapiją, wyraża jedno pragnienie – aby ów poemat przyjął ciało przedmiotu: „ten wiersz chce się upodobnić do formy tego nożyka… On musi się, ten wiersz, w rzecz zamienić. […] Ale musi mieć w sobie całą historię, swoją duszę…” „Gazeta Wyborcza”, 3 X 2002, s. 15.[5].

Przed naszymi oczami przeto odwinięta zostanie ze szpuli pamięci prywatna historia przyjaźni poety z Mieczysławem Porębskim. Zawsze ów nożyk towarzyszy bohaterom; jest on w końcu nie mniej ważny niż historia (wszak ów nożyk ma zdolność jej uruchamiania):

Mietek leżał w szpitalu na Szaserów
obudził się z narkozy
siedziałem sam w jego pracowni
na ścianach znajome obrazy
Strumiłło Nowosielski Brzozowski
autoportret Mietka z czasów okupacji

nożyk leżał na gazetach

na lotnisku czytałem napisy
pisarze do pióra syjoniści do domuT. Różewicz, Nożyk…, s. 20.[6]

Ów cudownie ocalony nożyk spaja całą opowieść. Wszak nie o Historię będzie szło, lecz o podmiotowe przeżycie Prywatnej historii, o perspektywę jedynie nam dostępną, w której splatają się losy ludzi, przedmiotów i zjawisk.

Odnajduję wreszcie sens – zadanej niejako na marginesie – hierarchii zdjęć umieszczonych wewnątrz obwoluty książki i na okładce. Góruje nożyk. Na poły pokryty rdzą, z (jeszcze) błyszczącym ostrzem. On jeden wydaje się konkretny (owej konkretności, namacalności, tego, że dalej jest poręczny, dodaje mu tytułowy poemat). On jeden jeszcze jest rzeczą, ponieważ daje się odnieść do pewnej opowieści, jest jej integralną częścią. Mało tego – on tę opowieść pozwala rozpocząć. Fotografia martwej więźniarki jest głosem anonima, obrazem pozbawionym rzeczywistości. Wyzuta z tożsamości kobieta leżąca na śniegu wydaje się lalką, kukłą. Jest i pozostanie niema. Czas, który zatarł kontury, zamknął ową kobietę w zimnym mauzoleum estetyki. Oglądając ową ilustrację, nie pytamy: kto to? Pomnik-symbol ofiar w Yad Vashem – podobnie. Odsyła do przeszłości, ale nie posiada ostatecznej referencji, na nikogo nie wskazuje. Budzi grozę, ale nie jest świadectwem konkretnym.

Nożyk zostaje ocalony i ocala. Pozwala przejawiać się indywidualnej historii, zachować tożsamość opowiadającego, umożliwia istnienie, bo przywraca pamięć.

 

Tajemnica pociągu

W pociągu pełnym banalnego zła zjawia się młoda kobieta. Wehikuł poematu pozwala Różewiczowi na operację usunięcia z oka rzeźbiarki grudki węgla, które wpadały co rusz do oczu tych, co zmierzali do stacji Treblinka. Oglądamy tę scenę oczami przybysza z przyszłości:

…a Pan gdzie jedzie? Jeśli można wiedzieć

 

ja? ja tak sobie! do lasu
na grzyby na jagody
na świeże powietrzeTamże, s. 25.[7]

Kiedyś myślał, że nie ma lasu i jagód… Dziś jest Satyrem, który rozbawia dziewczynę

teraz już mogę pani zdradzić
wysiadam na najbliższej stacji
miejsce postoju oddziału nazywa się
„wysokie drzewa”Tamże.[8]

Widok wysokich drzew. Symbol stałości, doskonałej rozwagi (równowagi), stoickich ideałów – jak pamiętamy – obrał pierwszy mistrz Różewicza Leopold Staff za punkt orientacji, co pomogło mu ujść cało z wojennych pożóg. Aby Istnieć, nie można inaczej.

Ten, który ocalał „prowadzony na rzeź”, i ten, który „gotuje jajko na śniadanie” w  jeden z poranków XXI wieku, to Jeden. Przychodzi przeto czas na spłacenie przypadkowych długów. Nie będzie zapłatą romantyczne świadectwo, lecz codzienna pamięć.

Skończył się wiek XX… I potrzebna jest coda. Na koniec i początek:

przyjechałem do Ustronia
w lipcu roku 2000 z Wrocławia
Krakowa przez Wadowice
chciałem zobaczyć miasto rodzinne poety Jawienia
poruszony zobaczyłem jego góry chmury
dom rodzinny szkołę ubogi kościółTamże, s. 27.[9]

Odnalezienie siebie w rzeczach tego świata pozwala na umocowanie w bycie. Strategia ocalania „wymyślona” przez Miłosza staje się także udziałem Różewicza. Zabiegi tego ostatniego polegają jednak na drobiazgowym przywracaniu pamięci o cudownych życia drobiazgach. Teraz „tajemnica wiersza” to sprawa odkrywania prawdy prywatnej historii, indywidualnego doświadczenia czytelniczego, przygoda wyobraźni i reminiscencji, tropienie Eminowicza.

Zapomniany poeta, odnaleziony nożyk, porządkowanie pamięci, śniadanie z przyjacielem, a w tle meandry Historii, kataklizmy, losy ludzi przychodzących i odchodzących.

Z TERAZ droga wiedzie już tylko w…

 

Bramę

Jakże sarkastycznie brzmią słowa Różewicza, kiedy mowa jest o możliwościach eschatologii. Piekło zostało „zdemontowane/ przez teologów/i psychologów głębi”Tamże, s. 35.[10]. Współczesność lubuje się w mnożeniu elementów konsolacyjnych. Czy raczej eliminuje grozę rzeczy ostatecznych. Nie psujmy sobie dobrego humoru. Lepiej zamieńmy piekło „w alegorię/ ze względów humanitarnych/ i wychowawczych”Tamże.[11].

I wydawać by się mogło, że wreszcie Różewicz decyduje się na porzucenie postawy niezaangażowanego klerka, że napomina, wskazując właściwy kontekst i źródła refleksji o potępieniu i odkupieniu. Już w tomie Zawsze fragment. Recycling dało się przecież odnaleźć istotną zmianę w stosunku do problemu Transcendensu (by przypomnieć genialny wiersz Widziałem Go). Teza o absolutnym ateizmie poezji Różewicza, którą wysunął po wydaniu tomu Regio Ryszard Przybylski (oparta na przesłance konsekwentnej ignorancji w stosunku do sfery religijnej), nie wydaje się do utrzymania. I jakkolwiek racjonalizm (vide polemika autora Nic w płaszczu Prospera z mistycznymi skłonnościami i sposobem refleksji Miłosza) i sceptycyzm Różewicza wciąż będą naczelnymi dyrektywami poetyckiego światopoglądu, perspektywa wolności-ku wierze rysuje się już wyraźniej.

A co będzie/ nieznajomy panie?” – zapyta – no właśnie, kto? – tajemniczy adwersarz lub sam Różewiczowski protagonista. Odpowiedź będzie zaskakująca:

będą kamienie

kamień
na kamieniu
na kamieniu kamień
a na tym kamieniu
jeszcze jeden
kamieńTamże, s .36.[12]

Przyczynek do aluzji apokaliptycznej zostaje niespodziewanie rozbudowany w szereg powtórzeń, które przydają tekstowi enigmatyczności. Pozostaną kamienie. A nie – NIC. Ale to chyba od nas będzie zależeć, czy z owych kamieni da się ułożyć jakiekolwiek lapidarium, jakikolwiek kształt pamięci, czy też zostaną one rozrzucone kapryśną ręką złośliwego Demiurga, Historię, Los i Czas. To wszystko, co nieubłagane.

 

Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Adrian Gleń, Ujarzmianie Robigusa, czyli o wędrującym nożyku, Czytelnia, NowyNapis.eu, 2021

Przypisy

    Powiązane artykuły