06.02.2020

„Z jasności, wysokości”. Wokół wiersza Czesława Miłosza „Ale książki“

Ale książki będą na półkach, prawdziwe istoty,
Które zjawiły się raz, świeże, jeszcze wilgotne,
Niby lśniące kasztany pod drzewem jesieni,
I dotykane, pieszczone, trwać zaczęły
Mimo łun na horyzoncie, zamków wylatujących w powietrze
Plemion w pochodzie, planet w ruchu.
Jesteśmy – mówiły, nawet kiedy wydzierano z nich karty
Albo litery zlizywał buzujący płomień.
O ileż trwalsze od nas, których ułomne ciepło
Stygnie razem z pamięcią, rozprasza się, ginie.
Wyobrażam sobie ziemię kiedy mnie nie będzie
I nic, żadnego ubytku, dalej dziwowisko,
Suknie kobiet, mokry jaśmin, pieśń w dolinie.
Ale książki będą na półkach, dobrze urodzone,
Z ludzi, choć też z jasności, wysokości.

1986

(Ale książki)C. Miłosz, Kroniki, Paryż 1987, s. 27.[1]

Ten liryk, o zwartej konstrukcji, złożonej z klarownych wyliczeń i przeciwstawień, gdzie kunsztowne frazy płyną potoczyście, rozpoczyna się w sposób niezwykły. Wyrasta jakby ze środka rozmowy, staje się zapisem głosu wśród innych głosów, próbą zgromadzenia argumentów w dialogu na ogólniejsze tematy. Może jest to rozmowa z samym sobą – zestawianie sprzecznych racji, gorączkowe sumowanie doświadczeń. Jako słowa inicjalnego zwykle nie używamy spójnika. Owo znaczące pogwałcenie reguły gramatycznej w wierszu Czesława Miłosza naprowadza od razu na trop lektury, kieruje uwagę w stronę innych (możliwych) wypowiedzi i sądów, zarówno tych ugruntowanych w kulturze, jak aktualnych, właśnie krystalizujących się przemyśleń mówiącego. Podczas lektury warto pamiętać o postaciach toposów książki i Księgi, takich jak: uświęcenie procedur pisania przez odblask Biblii – Świętej Księgi, „księga losu”, pamięć jako zapisana księga, Księga Natury czy księga jako inkarnacja najdoskonalszych zdolności ludzkiego umysłu”E.R. Curtius, Książka jako symbol [w:] tegoż, Literatura europejska i łacińskie średniowiecze, oprac. A. Borowski, Kraków 1997.[2]. Czesław Miłosz odwołuje się do tych tradycyjnych wyobrażeń i równocześnie z nimi dyskutuje. W tym małym traktacie lirycznym namysł nad pochodzeniem książki, jej istotą, sposobem istnienia, a także miejscem w kulturze i udziałem w duchowości ludzkiej przybiera kształt antynomii, w których ogólne ściera się z jednostkowym, wieczne wchodzi w konflikt z przemijającym. Dzieła poszczególne, niewymienne, konieczne, jak również biblioteki (kolekcje takich dzieł) uznać należy za domeny ładu. Bezbronny, zadrukowany papier ma być – paradoksalnie – trwałą ostoją wartości, bezpieczną wyspą, wolną od szaleństw historii.

Umieszczone na początku wyrażenie „ale książki” łączy się zapewne z autoperswazją, która utwierdzać ma nas w przekonaniu, że jeszcze nie wszystko zostało stracone. Niezbywalne wartości (takie jak idee ładu, dobra, piękna) zapisane na wątłym papierze, nieustannie sprzeciwiać się będą katastrofom, jakie dotykają ludzi i narody. Dopóki będą trwać książki, dopóty zło w świecie nie rozprzestrzeni się bez reszty. Książki to także, na pół złudna, nadzieja śmiertelnych, gdyż przeżyją one swych twórców, świadcząc o pięknym trudzie umysłu i bezcennym darze talentu. Książki zapewnią także poczucie ciągłości trwania rzeczy w świecie. W trudnym rozliczeniu, kiedy zmierzyć się przychodzi z niewyobrażalnym światem przyszłości bez nas, wyobraźnię wzmacniają zapisy wielorakiego życia. Odpryski obrazów – w retorycznym układzie triady: „Suknie kobiet, mokry jaśmin, pieśń w dolinie” – apelujące do wrażeń kilku zmysłów, określają cudowną całość. Trzeba jednak wykroczyć poza literaturę, żeby naprawdę obserwować i doznawać. Może więc żywoty ludzkie i trwanie książek to zupełnie odrębne porządki?

W wierszu Ale książki w sposób zmieniony, a nawet przekorny, poeta pojmuje sens starego przeciwstawienia natura – kultura. Otóż między procesem pisania a rytmem przyrodniczym zachodzi w tym utworze analogia. Książki zjawiają tak, jakby były tworami natury. Obraz „drzewa w jesieni” kojarzy się z apogeum twórczym. W pewnym punkcie biografii poety intuicyjne, może nawet genialne poszukiwania, a dalej – starcia z historią i aktywności wieku męskiego, zastąpione zostają gorzką wiedzą lat dojrzałych.

Frapujące wydaje się porównanie książek z kasztanami. Takie fructa nie nadają się przecież do bezmyślnego natychmiastowego zjedzenia. Raczej są one estetycznymi przedmiotami natury – o malarskich werniksowanych powierzchniach, o zakrytym tajemniczym wnętrzu. Wymagają kontemplacji i aprobaty. Przyciągają oko i dotyk. Ciepło ludzkiej ręki budzi je do życia. Analogia z książkami jest bardzo wyrazista, gdyż owe idealne wytwory, zaklęte w mniej czy bardziej udanym kształcie materialnym, bez czytelników pozostają martwe. I może się nie mylę, jeśli uznam, że Czesławowi Miłoszowi chodzi o bibliotekę arcydzieł. Książki zgromadzone na półkach to kolekcja nieodzowna, nie dająca się niczym zastąpić. Bez niej wyznaczenie miary wartości – estetycznych i moralnych – byłoby niemożliwe. Thomas Messer powiada, iż w przypadku arcydzieł mamy do czynienia z „wiecznymi komunikatami”E. Basara-Lipiec, Arcydzieło. Teoria i rzeczywistość, Warszawa 1997, s. 72.[3]. Książki o których mowa zawsze są aktualne, dobre – jako źródło zachwytu i pouczenia – dla kolejnych pokoleń. Z rytmem natury wiąże je ponadto cykliczna powrotność. Takie książki nie przemijają razem z sezonami, nie są to więc owoce mody estetycznej, o których rychło nikt nie pamięta.

Nie można przeoczyć ani twórczego impulsu (za Miłoszem moglibyśmy go określić jako czułe dotknięcie), ani empatycznego współudziału odbiorców. Tak zatem przedstawia się każde genesis w kulturze, jeśli zjawienia się książki nie potraktujemy jako grymasu, pozy czy próżnej zabawy w słowa. Skoro w omawianym wierszu książki mają tak wielką moc odczyniania zła, mogą sprzeciwiać się zniszczeniu, potrafią przetrwać zawieruchy dziejowe, wędrówki ludów, wygnania, to poeta nie mógł mieć na myśli pospolitych czytadeł. Na tej szali, która demonstruje, że dotkliwe, lecz incydentalne katastrofy historii są lżejsze, położyć należy arcydzieła. Dopiero taki pojedynek sił niszczących i ocalających odsłania cały swój dramatyzm.

Na rozważane miejsce w tekście (książki „[…] trwać zaczęły / Mimo łun na horyzoncie, zamków wylatujących w powietrze / Plemion w pochodzie […]”) rzuca światło wcześniejszy o pół wieku wiersz O książce z tomu Trzyzimy, w którym poeta zestawia wieczne wartości z wizją apokaliptyczną, ład kultury z rozprzęganiem się porządku świata, z wirowaniem rzeczy w chaosiePor. T. Burek, Dialog Wolności i Konieczności albo historyczne wtajemniczenie [w:] Poznawanie Miłosza. Studia i szkice o twórczości poety, red. J. Kwiatkowski, Kraków–Wrocław 1985, s. 272.[4]. Katastroficzna wyobraźnia młodego wówczas poety wietrzy plagi przynoszące totalną destrukcję świata, która się zaczyna, która się staje. Zaklęcia słowne nie powstrzymają zniszczenia, pozostaną jedynie pustym lamentem. W wieku żelaza lub „wieku zamętu” nie znajdzie się miejsca dla książek, gdyż wyklęte zostaną mądrość i piękno. Odrzucone będą: kontemplacja natury wespół z myśleniem o zasadach moralnych w prozie Conrada, boska interwencja w ludzkie sprawy, jak to zobaczył Goethe, uspokojenie, które niesie delikatna zadumana miłosna poezja Hafiza, także – historiozoficzna refleksja NorwidaZob. W. Bolecki, O książce [w:] C. Miłosz, Trzy zimy. Głosy o wierszach, red. R. Gorczyńska i P. Kłoczowski, Londyn 1987, s. 90–91.[5]. Widzimy, iż poeta zgromadził idealną bibliotekę, wyselekcjonowaną pod względem rozmaitych wizji ładu, ułożoną według kryterium sensowności urządzenia świata. Przedstawił także dowody triumfu myśli, wrażliwości, twórczej wyobraźni. Wzmiankowani pisarze różnych kultur, krajów i epok to różnorodne (w jednorodności) exempla. W umyśle czytelnika mogą się pojawić inne zestawienia w tak ukształtowanym kanonie. Po cóż zatem zwołuje się wielkie duchy? Czy tylko po to, by uznać, że ich wysiłek poszedł na marne, albo by przekreślić jednym gestem chlubne dziedzictwo, anachroniczne w złych czasach? Nie wydaje się to możliwe. Raczej podtrzymana zostaje dramatyczna ambiwalencja. Wszakże w Trzech zimach apokaliptycznymi obrazami zespolonymi z poetyką klasycystyczną rządzi żywioł sprzecznościK. Wyka, Ogrody lunatyczne i ogrody pasterskie [w:] tegoż, Rzecz wyobraźni, Warszawa 1977, s. 272 (II wyd.); A. Fiut, Moment wieczny. O poezji Czesława Miłosza, Warszawa 1993, s. 130–132; E. Czarnecka [R. Gorczyńska], Podróżny świata. Rozmowy z Czesławem Miłoszem. Komentarze, Warszawa 1984, s. 26–27.[6]. Generacja poetycka Miłosza (gramatyczne „my” w wierszu O książce jest znaczące) odrzuca zbawienie przez sztukę, nie pragnie sławy, ale równocześnie poszukuje obszarów, gdzie nie sięgałyby moce zagłady. Owe domeny pewności i nadziei znaleźć można w wielkiej literaturze. Wskazać jeszcze należy podziwiany przez poetę porządek formy, absolutną konieczność połączenia składników konstrukcji – wywierających ukryty wpływ na całość istnienia, zyskującej w kulturze wieczne trwanie.

Gdzież jest miejsce dla ciebie w tym wieku zamętu,
Książko mądra, spokojna, stopie elementów
Pogodzonych na wieki spojrzeniem artysty?

(O książce)C. Miłosz, Wiersze, Kraków–Wrocław 1984, t. I, s. 22.[7]

Książka, zauważmy, nie jest już odbitką składu drukarskiego, lecz stopem, jak gdyby odlewem ze spiżu, i w takiej zmonumentalizowanej postaci może skuteczniej opierać się złym żywiołom. Przetrwać można dzięki literaturze i tradycji, a to romantyczne przekonanie nie jest wcale Miłoszowi obceWięcej na ten temat: E. Kiślak, Walka Jakuba z aniołem. Czesław Miłosz wobec romantyczności, Warszawa 2000, s. 15, 113 i następne.[8]. W wierszu Ale książki powracają motywy ładu i zniszczenia, jednakże jakby ścieśnione, uogólnione, z inaczej wyznaczoną relacją między sprzecznymi składnikami wypowiedzi. Teraz wartości zapisane w książkach mają triumfować, gdyż wiecznym i wzniosłym ideom nie zagrażają katastrofy, chciałoby się powiedzieć, zaledwie dotykające fizykalnej materii świata. Mamy więc do czynienia z repryzą i repetycją. Poeta nie ujawnia już, jakie książki ma na myśli, nie łączy też katastrofy z momentem w dziejach. Rozważa historię wieku dwudziestego w ścisłym związku z własną biografią świadka, ale też otwiera perspektywę ostatecznych przeznaczeń. W sukurs rekonstrukcji znaczeń powinna przyjść pamięć czytelników Miłosza, znających nie tylko wiersz O książce. Jak się bowiem wydaje, obraz „zamków wylatujących w powietrze” z Ale książki odsyła do wizji katastroficznej z Ptaków (z tomu Trzy zimy). Tak oto wypełnia się mroczne proroctwo: „syczą spalone zamki króla Baltazara”Tamże, s. 9.[9].

Zagłada książek i cierpienia książek to temat Miłosza, który dochodzi do głosu w tomie Ocalenie. Do wielkiego rachunku strat wojennych, kiedy wszystko płonie, dodać należy biblioteki. W napisanym w Warszawie w 1941 roku wierszu Książka z ruin niezwykły pod względem skojarzeń opis unicestwienia księgozbioru splata się z refleksją o zabijaniu wartości. W takich momentach w dotkliwy sposób odczuwany jest podwójny wymiar klęski. W wierszu Miłosza wyprawa do spalonej biblioteki staje się równocześnie dziwną speleologią, badaniem śladów jakiejś pierwotnej cywilizacji, przechadzką po uschniętym lesie, równocześnie wyprawą paleontologiczną, która ma zbadać odciśnięte w zwęglonych resztkach „organizmy książek” – ich odległe (niepojęte już) życie. Czesław Miłosz został zatrudniony przy wydobywaniu z ruin księgozbioru Instytutu Francuskiego, a znaczną część swojej biografii wojennej związał z pracą w bibliotece uniwersyteckiejO różnych wymiarach i znaczeniach „przebywania wśród książek” Miłosz pisze w rozdziale GG [w:] Rodzinna Europa, Paryż 1983, s. 194 i następne.[10]. Przytaczane opisy przypominają późniejsze świadectwo Bogdana Korzeniewskiego – relację o metodycznie spalonych przez Brennkommando zbiorach teatrologicznych Biblioteki Krasińskich w Warszawie. W tomie Książki i ludzie, bardzo wysoko ocenionym przez Czesława MiłoszaZob. C. Miłosz, Korzeniewski [w:] tegoż, Inne abecadło, Kraków 1998, s. 83–84.[11], Korzeniewski pisze, iż „w wyroku zagłady” na naród: „Mieściło się […] obok ludobójstwa również i książkobójstwo”B. Korzeniewski, Książki i ludzie, Warszawa 1993, s. 114–115.[12].

Wróćmy do Książki z ruin. W tym wierszu Miłosza mocne wrażenie wywołuje seria skojarzeń „epoki książek” z najodleglejszą przeszłością. Poeta staje się znawcą archaiki kultury, gdyż w czasach zagłady, niejako z dnia na dzień, humanistyczne złudzenia zapisane w książkach tak dalece straciły aktualność. Jednakże w Książce z ruin lament nad bibliotecznym pobojowiskiem przeradza się w próbę odzyskania pięknych fikcji i odprysków zniszczonego świata. Sukces musi pozostać połowiczny, gdyż pismo sprzed zagłady jest w połowie zatarte. Tak oto: „z księgi, z pomiędzy rozwalin / Podniesionej, z daleka, senna dawność błyska”C. Miłosz, Książka z ruin, tamże, s. 88.[13]. Nie pojawia się więc w pełni uchwytnym kształcie, niejako nakłada się na ponure pejzaże wojenne, zaraża się bez-formą ruin. Obcujemy z serią rozsypanych kartek, okruchami fabuł, przepływaniem migotliwych obrazów. To tylko chwile zatrzymane w czasie, nie triumfalne zmartwychwstanie dawnych światów, bowiem nieśmiertelność – powiada Miłosz – nie może być „Samotna, lecz z dniem naszym złączona”Tamże, s. 89.[14]. Ergo w marnych czasach prości ludzie nie łakną wyżynnych wtajemniczeń we własny los, nie chcą uniwersalnych nauk, jakichudziela literatura. Ocalałe książki – przez co objawia się ironia dziejów – mogą się przydać utylitarnie: z dostojnych woluminów układa się po prostu stół. Tak krzewi się życie na ruinach.

Jan Błoński w pięknym eseju Książka z Atlantydy, poświęconym korespondencji Czesława Miłosza z Jerzym Andrzejewskim uznał wiersz Książka z ruin za realizację artystyczną „mniej znakomitą”, niż na przykład Błądząc czy Campo di FioriJ. Błoński, Miłosz jak świat, Kraków 1998, s. 171.[15]. Być może znawcę poezji Miłosza nie satysfakcjonowały: podniosła retoryka, meandryczny tok przerzutniowy, bluszczowaty układ metafor, gąszcz intertekstualnych odniesień. Patrząc jednak z drugiej strony, wrażeniu wizyjnego błądzenia nie sposób się oprzeć. Niejasności wyobrażeń (obcujemy z kształtami niepewnymi, ni to biblioteką, ni to kolekcją kopalnych trylobitów), zmieszaniu czasów, splątaniu wartości odpowiada właśnie taka labiryntowa konstrukcja Książki z ruin. W tym utworze nie wiadomo, co począć z odnalezionymi szczątkami biblioteki z Atlantydy. Czy w czasie katastrofy lamentować nad utratą ładu i sensu świata, czy rozważać sprzeczność między ideami wiecznymi a mało wysublimowanymi potrzebami życia i przeżycia, a może sycić nadzieję smakowaniem „archaicznego” piękna?

Książki solidarnie dzielą wspólny los z ludźmi. Mówiąc metaforycznie, pismem dziejów jest płomień. Pogrom biblioteki wiąże się z unicestwieniem ludzkiego ducha, ale jednocześnie, na przekór wojennym katastrofom, dzięki przechowanemu dziedzictwu kultury możliwe staje się jego odrodzenie. W odczytywanym wierszu Ale książki z tomu Kroniki poeta wyraźnie akcentuje dwoistość bytową zamkniętych między okładkami światów: nietrwałą postać materialną i zapis niezniszczalnych wartości. Idealna biblioteka opiera się złu i zniszczeniu. Bardzo ciekawa wydaje się, tak to nazwijmy, chóralna pieśń nadziei w wierszu Ale książki: „Jesteśmy – mówiły, nawet kiedy wydzierano z nich karty / Albo litery zlizywał buzujący płomień”. Spłonąć mogą tylko egzemplarze, nie zaś przesłania tekstów, a bezmyślny ogień-pożerca nasyci się jedynie papierem. Idealne światy wyjdą z takich prób bez szwanku. Czesław Miłosz w lapidarnym dystychu zamyka wojenne dzieje książek, nie tylko w wieku dwudziestym. Wystarczyłoby przywołać liczne przykłady z kronik i pamiętników, pierwszej czy drugiej wojny światowej, by wykazać, na ile różnych sposobów barbarzyństwo bierze odwet na kulturze. Znęcanie się nad książkami to ulubione zajęcie żołdactwa. Książki nadają się do wszystkiego, tylko nie do czytania. W przywołanych już opowiadaniach Korzeniewskiego krasnoarmiejcy najchętniej używają ich kart do zawijania machorki. Przypomnijmy, że od palenia książek 10 maja 1933 roku, jeśli ten fakt potraktujemy symbolicznie, rozpoczął się pożar świata rozniecony przez nazistów z III Rzeszy. Odwet brany na książkach wciąż powraca, nawet w mniej groźnych (obłędnych) pomysłach, takich jak wzmiankowana przez Miłosza próba spalenia biblioteki w Berkeley przez „zwolenników powrotu do Natury”C. Miłosz, Pochwała filologii [w:] tegoż, Życie na wyspach, Kraków 1997, s. 41.[16].

Zniszczona i poniżona zostaje materia, ale – paradoksalnie – z tych popiołów odradzają się idee ponadczasowe: filozoficzne, artystyczne. Jakże wobec nich bezsilny jest żywioł ognia. Chór książek powtarza „jesteśmy” i ten argument ostatecznie zwycięża. Triumfuje Miłoszowe „esse”, nieśmiertelność zaklęta w chwilę. W tym miejscu można również pomyśleć o epifanii jako „reprezentacji, w miejsce obecności”M. Zaleski, Zamiast. O twórczości Czesława Miłosza, Kraków 2005, s. 181.[17]. W obcowaniu z książką przecina się to, co trwałe i to, co skończone. Idee jawią się w miejsce przedmiotu, który łatwo zniszczyć, który jest właśnie unicestwiany.

W małym traktacie poety-myśliciela Ale książki kolejnym punktem rozważań staje się porównanie natury książek z naturą ludzką, przesłań (i wzruszeń czytelniczych) – z naszym krótkotrwałym pobytem na ziemi, z egzystencjalną udręką śmiertelnych. W tym miejscu od problemów uniwersalnych poeta przechodzi do własnej biografii oraz elegijnego sumowania doświadczeń i dokonań. Pora jesieni, o której pisałem na początku tego szkicu, sprzyja refleksji o sprawach ostatecznych. Wtedy rozpoczyna się powrót do przeszłości, do własnych początków. Drogi wiodą w głąb pamięci. Wyczuwalne jest również przez wędrowca pobliże państwa umarłych, chociaż pragnie on odczynić wyrok, oddając się „celebracji” chwili, kontemplując momenty istnienia wyjęte z czasu (Sezon, Café Greco). Literatura i sztuka obdarza ludzi ułomną nieśmiertelnością, przechowuje bowiem wizerunki osób oraz nazwiska śmiertelnych twórców (Maria Magdalena i ja, Rozmowa o sławie). Należy jednak zauważyć, iż transcendująca myśl czy też wyostrzona świadomość, która nie lubi żywić się mitami kultury, poprzez umieszczenie ludzkich życiowych prób w kosmicznym teatrze całego istnienia (Moce), tym samym godzi się na przemijanie. Taka jest cena zażyłości z żywiołami. Oczywiście próba zatrzymania czasu, skroplenie go w chwili, wiąże się u Miłosza z wątpliwościami i niepokojemPor. M. Stala, Ekstaza o wschodzie słońca. W kręgu głównych tematów Czesława Miłosza [w] tegoż, Trzy nieskończoności. O poezji Adama Mickiewicza, Bolesława Leśmiana i Czesława Miłosza, Kraków 2001, s. 177.[18], gdyż wszystko, co z ludzkiego świata pochodzi, pogrąża się na powrót w Heraklitejskiej rzece.

Związki wiersza Ale książki z cyklem Kronik są na pewno wielowątkowe. Kiedy poeta rozważa relację między ograniczonym istnieniem ludzkim a długim trwaniem w kulturze, nie może uniknąć pytania o istotę, obszar i kres naszej pamięci. Pamięć – podobnie jak dotknięcie ręki („ułomne ciepło”) – szybko się rozprasza, nieuchronnie przemija. Zatem biblioteki tworzą wspólną pamięć zastępczą. Można dopowiedzieć, iż nie są one wielkim magazynem mnemonicznym, gdzie wszystkie epizody poszczególnych żywotów mogłyby zostać na równych prawach utrwalone. Świadectwo książek jest doskonałe pod względem artystycznym, krzepiące ze względu na przesłania moralne, ale jednocześnie kłamliwe, niewystarczające. Drogi człowieka i książek splatają się i rozchodzą. Sam poeta chciałby przyjąć pozę miłośnika książek, uczonego, „szkolarza” czy jako tłumacz Biblii – być człowiekiem obcującym z Księgą, ale nie jest to do końca możliwe, gdyż Miłosza-poetę pociąga „ekstatycznie pojmowane życie” i ten konflikt jest „najbardziej stały”Czesława Miłosza autoportret przekorny. Rozmowy przeprowadził Aleksander Fiut, Kraków 1988, s. 339.[19] w jego pismach i twórczej biografii. W zawierzeniu książkowym mądrościom kryje się podejrzane ułatwienie. Znieruchomiałe rzędy książek to zapisy istnienia zatrzymanego, wyzbytego ruchu i owego pierwiastka płochej nieodpowiedzialnej zmiany, który musi się zaznaczyć w każdej rozwijającej się biografii. Książki na półkach przypominają rzeźby lub – co w pismach Miłosza częstsze – twory natury. Na przykład w Notatniku z Prywatnych obowiązków jaskinia pełna stalaktytów i stalagmitów w wyobraźni poety przekształca się w księgozbiór.

Obrazy pierwotności i pradawności sugerują starszeństwo książek, mówią także o onieśmieleniu podróżnika, który wchodzi w labirynt półek bibliotecznych. Książki istniały przed nami i będą powstawać po naszym odejściu. Paralela ze światem natury odsłania tutaj względną obcość, a raczej dziwny splot bliskości i odpychania. Nic bardziej oczywistego, niż ludzka umiejętność pisania, ale przecież twórczość literacka to rodzaj niebezpiecznej zabawy w demiurga, którą można by nazwać uzurpacją nieśmiertelności. Fikcje powstają bowiem wbrew świadectwom ciała. Prawdziwe umieranie nie jest tekstem, książki jedynie „zagadują”, zasłaniają słowami istotę samotnego, nie dającego się wypowiedzieć metafizycznego zdarzenia.

Trzy wersy z wiersza Ale książki, rozpoczynające się od słów: „Wyobrażam sobie ziemię kiedy mnie nie będzie” – mogą wyglądać na dygresję, wtrącenie luźno zespolone z sądem o rozpraszaniu się materii życia i energii pamięci. Tymczasem ten fragment jest dla odczytywanej całości kluczowy. Nagły zwrot ku autobiografii i rozmyślaniom zakorzenionym w jednostkowym konkrecie, wbrew uogólnieniom, które dotychczas poetę obowiązywały, otwiera inną perspektywę myśli oraz wyobraźni. W tomie Kroniki, zauważa Stanisław Barańczak, zwrócić należy uwagę na „zjawisko coraz częstszego posługiwania się w wierszach historycznym lub autobiograficznym faktem – dla celów jednakże nie tyle reporterskich czy kronikarskich, ile metafizycznych”S. Barańczak, Ulotne i wieczne, „Zeszyty Literackie” 1988, nr 22, s. 109.[20]. Rozmyślania nad czasem niszczącym i ocalającym obejmują zarazem przeszłość i przyszłość. Najtrudniej wyobrazić sobie własną nieobecność. To właśnie wydaje się najbardziej niepojęte. Świadomość wykraczająca poza „ja” ograniczone przez czas życia nie tworzy jakichś przybliżeń ziejącej nicości. Przeciwnie, w przyszłym świecie „bez nas”, jak już się powiedziało, niczego nie brakuje. W odczytywanym wierszu odczucie utraty i żałoby zastąpione zostaje barwnym korowodem obrazów, które absorbują uwagę, działają na zmysły, nawet nęcą obietnicami rozkoszy. Teatr istnienia grany jest nieustannie. Wymieniają się pokolenia, ale scenariusz życia pozostaje właściwie niezmienny. W tym miejscu przypomina się wiersz Powrót do Krakowa w roku 1880 z konkluzją, która pada po kilku migawkowych scenkach ulicznych: „trwa ziemia, każdą drobną sprawą / I żywotami nie do odwrócenia”C. Miłosz, Nieobjęta ziemia, Paryż 1984, s. 59.[21]. „Dziwowisko” nie może zostać przerwane, tylko niemal niezauważalnie wymieniają się aktorzy. Warto też mieć na uwadze – jak to nazywa poeta – „ponęty” tej ziemi, mrowiącą się wielość stworzonych rzeczy. I chwila zjednoczenia z tym wszystkim, co istnieje, wywołuje pokusę umysłu: „Żeby przez krótką chwilę nie było śmierci / I czas nie rozwijał się jak nitka z kłębka rzuconego w przepaść”C. Miłosz, Ogród rozkoszy ziemskich, tamże, s. 15.[22].

Czesław Miłosz powraca wielokrotnie do tej szczególnej tanatologii poetyckiej sprzęgniętej z pochwałą istnienia. Choćby w takiej frazie: „Na myśl, że liście będą, kiedy mnie nie będzie. / Próbuję zrozumieć, co ta radość znaczy”C. Miłosz, *** (Szerokie palce hawajskiej paproci…) [w:] tegoż, Dalsze okolice, Kraków 1991, s. 56.[23]. Podobna próba podjęta zostaje w wierszu Ale książki. Przypomnijmy, w książkach przechowana zostaje pamięć o ludziach, którzy przeminęli i świecie, który odszedł w przeszłość. Poprzez układanie zdań pisarz udziela istnienia rzeczom, ale także marzy o mocach, które jego samego przeniosłyby w obszar wielkiego tekstu, będącego inkarnacją wiecznego trwania – w „nad-formie gramatycznej” (jak przeczytamy w liryku W słoju). A zatem książki, bytujące na pograniczu materii oraz czystych idei, zastępują absolut, bądź zdają się być – ułomną co prawda, ale dostępną – jego postacią.

Książki, które trwają na półkach, niezmienne, odporne na przemijanie, w jakimś stopniu koją żałobę odchodzenia. Stanisław Wyspiański pisał niegdyś o książeczce, która jest „pociechą smutną”S. Wyspiański, Pociecho moja ty, książeczko… [w:] tegoż, Wybór poezji, oprac. A. Łempicka, Kraków 1979, s. 29.[24]. Smutną, gdyż twórca wcale nie ma pewności, że rozproszone przez czas kartki dzieła przechowają jego imię. Nie o taką nieśmiertelność poprzez wtopienie w czas kultury chodzi Czesławowi Miłoszowi. Autor Kronik właściwie przemilcza temat napisanych przezeń książek. Dzieło i tak dołączy do wielkiej biblioteki, będzie przemawiać jako całość, a poszczególne pozycje wejdą w skład Księgi. Ale czy czerpać z tego pociechę? Słusznie pisze Elżbieta Kiślak: wiersz Ale Książki „przekracza wymiar Exegi monumentum, indywidualną chwałę poety cedując na bezosobowe dzieła, obdarzone własną, niezależną nieśmiertelnością”E. Kiślak, s. 14.[25].

Miłosza niepokoi rozziew między człowiekiem a artystą. Między podłą kondycją ludzką wraz z przyziemnymi doświadczeniami i trywialną małością (ale także z udziałem zła w ludzkim losie) a szlachetną stroną ducha, czyli domeną książek. Jakby dwie strony ludzkiej natury nawzajem się kwestionowały. Jak to możliwe, że śmiertelni aspirują do nieśmiertelności? Jakże to do pomyślenia, że zbrukani złem dostępują wzniosłego szlachectwa myśli? Wskazane rozbicie musi pozostać. Wytwory kultury zaświadczają o człowieku wydźwigniętym na wyższy poziom. By ocalić reputację istoty duchowej, książki odrywają się od cielesnego twórcy, z dobrą intencją kłamią o całości ludzkich spraw. Oferują bezpieczną abstrakcję.

Powrót do realnego pisarza – osoby z krwi i kości – musi przynieść rozczarowanie. W cytowanym już Notatniku Miłosz umieścił takie zdania:

Mijałem grube tomy na półkach biblioteki z rodzajem chichotu, bo na tych tomach były nazwiska ludzi, których znałem w ich cielesności, wahaniach, drobnych grach, śmiesznostkach, upadkach, bredzeniach. A tutaj zamrożeni, utrwaleni – na zawsze. Złączeni mentalnością, stylem (różnice między nami zblakną) rzeźbiliśmy w czasie nasze państwo, niszę czy pieczarę, która będzie omijana przez bezpośrednich następców, odkryta dopiero później, oceniona z jakiejś nowej perspektywyC. Miłosz, Prywatne obowiązki, Paryż 1980, s. 171.[26].

Jaskinię można by też nazwać purgatorium literatury, a w tej przestrzeni książki prowadzą utajony żywot, destylują się tam wartości. Przyszłość wyznaczy rangę dokonań, nawet jeśli okażą się one wybitne, nie obejdzie się to bez walki, czyli surowych osądów. W odcieleśnieniu literatury i zerwaniu więzi ze zwyczajnym życiem na razie przeszkadzają i autorzy (tacy sami niedoskonali ludzie, jak inni przedstawiciele gatunku), i świadkowie, czyli ci, którzy pamiętają. Znów paradoksalnie metamorfoza osoby w mit pisarza (zamrożenie na zawsze) to zwycięstwo okupione klęską, gdyż prawda o człowieku, który ma prawo do głupstwa i błędu, upraszcza się, petryfikuje. Inaczej jeszcze: nawet najbardziej umiłowany księgozbiór nie może być remedium na przeżywane dramaty życiowe. Wówczas biblioteka okazuje się zbiorem ciał astralnych. Książki nie z tego świata nie mogą odpowiadać na zbyt ziemskie pytania. Zacytujmy Stefana Napierskiego: „wybłyskują jak srebro gwiazd, / ach, tytuły – daremne tytuły”S. Napierski, Księgozbiór (wiersz z tomu Chmura na czole, 1938) [w:] tegoż, Poezje wybrane, oprac. L.B. Grzeniewski, Warszawa 1985, s. 106.[27].

Ironiczny i szyderczy chichot, ale też autoironia (w Notatniku forma „oni” odnosząca się do pisarzy przechodzi we wspólnotowe „my”), a na końcu refleksja o przyszłości literatury, w wierszu Ale książki zastąpione zostają przez apologię tworów ludzkiego ducha. Zwrot „dobrze urodzone” oznacza u Miłosza sublimację spraw zwykłych, lecz zarazem wyższe sfery, w jakich bytują książki, kontaktując się – w naszym ludzkim imieniu – z wymiarem transcendencji. Otwierają się na tajemnice naszego istnienia w świecie.

Książki przewyższają swoich autorów. Kreator wciąż znajduje się poniżej swojego dzieła. Przyciężki demiurg musi więc wznosić się na wyżyny, które kiedyś w niepojęty sposób osiągnął. Natomiast – taka jest druga strona relacji – literatura, nauka, w tym szlachetna „filologija”, a nawet słowa umieszczane w dykcjonarzach: „Jakby nie z ziemi, nie z nocy, nie z ciała, / Przybyły, ale z górnych eterycznych włości”C. Miłosz, Filologija [w:] tegoż, Dalsze okolice, s. 14.[28]. Metaforyka wznoszenia się i zstępowania jest tutaj bardzo istotna. Cytowane słowa wiążą się z wygłosem wiersza Ale książki. Można wyobrazić sobie, iż w grze z idealnością w wierszach Miłosza ujawnia się osobliwe następstwo rzeczy: najpierw istniały (jakby) absolutne projekty, a dopiero później spełniły się one za pośrednictwem „ciał piszących”. Zatem książki przechowują odblask wyższego porządku, ważniejszego niż żywoty poszczególnych twórców.

Powracamy do dwoistości tego, co cielesne i duchowe, zabrudzone i czyste, niespełnione i dokonane, grzeszne i zarazem anielskie. Książki pochodzą od ludzi, ale „też z jasności, wysokości” – pisze Czesław Miłosz. Emocjonalne oddziaływanie tej doskonale ułożonej frazy jest mocne, ale nie sposób, czytając wiersz, pozbyć się rozterki, gdzie ulokować wysokie sfery twórczego i stwórczego ducha i czy one tak naprawdę są dla nas dostępne? Odpowiedzi może być kilka, a wszystkie niewystarczające. Biblioteka na wysokościach to zapewne kanon tradycji, trwający niezależnie od historycznych zmian, posiadający „atrybuty transcendencji”E. Kiślak, s. 14.[29]. Świadectwa myśli oraz kunsztu pisarskiego dobitnie mówią o lepszej stronie natury ludzkiej, poezja otwarta na niewyrażalne jest przekraczaniem poznawczych możliwości i wyobrażeń, a prawdziwie wzniosłe słowo zakorzeniać się powinno w religijnym przeżywaniu świataPor. Z. Łapiński, Między polityką a metafizyką. O poezji Czesława Miłosza, Lublin 1985, s. 29–30.[30]. Wyższy wymiar – kultury, losu ludzkiego, całego istnienia – przeciwstawia się rozpadowi, bezsensowi i nicości. „Jasność” i „wysokość” łączą w sobie afirmację bytu, którego istota uchwytna jest poprzez doznania epifaniczne połączone z wyobrażeniami odwiecznego porządku.

Czesław Miłosz nie poświęcił książkom osobnego eseju. O mocnych związkach człowieka i książek wypowiadał się często przenikliwie, ale zarazem – przygodnie, przy okazji roztrząsania innych, znacznie obszerniejszych zagadnień. W utworach poetyckich nie jest to również główny motyw. W swoim szkicu nie odnotowuję zresztą wszystkich przypadków, w których pojawia się tematyka pisania i odczytywania książek, jak też błądzenia po labiryntach bibliotecznych. Ważne jest to, że powtarzany argument „ale książki” – ustanawia miarę i ład, staje się wyobrażeniem trwania, pozwala też spojrzeć na ludzkie życie z perspektywy historii i pozaczasowego universum kultury. W wierszu Ale książki sprzeczności nastawień nie sposób rozwikłać, gdyż wypowiedź zawieszona jest między dytyrambem a elegią, ekstatyczną radością a refleksją o śmierci, wyznaniem a obiektywizacją, odsłonięciem a tajemnicą. Trwanie kultury przeciwstawiane jest okrutnym dziejom. Ogląd spraw ludzkich zderzony zostaje z niedosiężną, wyobrażaną jedynie, Boską perspektywą. Odbiorców książek jest wielu, ale ich sens ustali ostatecznie Wielki Czytelnik.

Odbiór książek staje się równocześnie lekturą Księgi świata. Czesław Miłosz to poeta Księgi – jako tłumacz Biblii, jako pisarz poważnych życiowych obrachunków układający bibliotekę dzieł własnego autorstwa w istotną całość, jako eksplorator tajemnic istnienia, artysta badający ukrytą istotę bytuPiszą o tym między innymi A. Fiut, Moment wieczny…, s. 245–251; M. Stala; J. Zach, Miłosz i poetyka wyznania, Kraków 2002, s. 259 i następne.[31]. Od książki przechodzimy więc do Księgi. Poeta podejmuje daremny, lecz konieczny trud odszyfrowania. Czym jest zatem Księga? Tak formułuje odpowiedź na to pytanie Aleksander Fiut: „Odwzorowaniem, powtórzeniem w słowie całego universum; tekstem, który tylko wtajemniczonymzdradza sposób jego odczytania; prefiguracją świata, który – jak pergamin – Bóg zwinie przy końcu ludzkich dziejów”A. Fiut, Moment wieczny…, s. 250.[32]. Książki przybliżają rozumienie życia i losu, lecz – jeśli zjawiają się „z jasności, wysokości” – nie mogą już być na wpół przypadkową kolekcją tomów bez znaczenia. Zatem wpisują się w porządek Księgi.

Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Wojciech Ligęza, „Z jasności, wysokości”. Wokół wiersza Czesława Miłosza „Ale książki“, Czytelnia, nowynapis.eu, 2020

Przypisy

    Powiązane artykuły