13.06.2019

Nowy Napis Co Tydzień #001 / Łobodowski: buntownik, katastrofista i poeta kultury

Portret Józefa Łobodowskiego (1938)

Józef Łobodowski, poeta buntu społecznego, wizjoner nadchodzącej katastrofy, świadek dziejów, wędrowiec po światach kultury, wygnaniec i emigrant, twórca własnej legendy biograficznej, paszkwilant i satyryk, przez sześć dekad tragicznego wieku XX rozwijał i doskonalił swoją poetykę, w języku metafor wciąż od nowa zapisywał obsesje, lęki i sny, a wchodząc w dialog z pisarzami wielu narodowości, wzbogacał swój warsztat twórczy. Barwną, ujawniającą się w tekstach osobowość poety scharakteryzować mogą inne jeszcze określenia: zanurzony we wspomnieniach samotnik, pisarz rozliczający się ze złym losem, artysta, który rozmyślał nad istotą i działaniem słowa. Poeta walczy o wartości, stara się zgłębiać i nazwać zło ludzkiego świata, poddaje się licznym emocjom, sięga po mowę mitów, a wszechobecną grozę historii przeciwstawia odnawiającym się siłom natury. Józef Łobodowski osobną refleksję poświęca przemijaniu i sprawom ostatecznym, z drugiej strony głosi apologię istnienia, nadaje słowu zmysłową intensywność. Pokłada również nadzieję w trwaniu kultury i jej przekazach. Poza (a może ponad) niszczącą historią istnieje dla tego artysty obszar sensów uniwersalnych. Najkrócej rzecz określając, powiemy, że obok założeń katastroficznych rozwija się linia poszukiwań zagubionego ładu świata.

Autor Złotej Hramoty jest poetą pasji i wizji, namiętnego moralistycznego oskarżenia, zaangażowania w sprawy aktualne społeczeństwa i polityki, twórcą rzutującym wypadki własnej biografii na szerokie tło historyczne. Zauważyć też należy jego inne role: mitografa i mitologa dziejów Polski i Ukrainy, następcy dalekiego wnuka romantyków, proroka lamentującego nad gruzami zniszczonego świata. I jak już to zostało zaznaczone, Łobodowski jest zarazem poetą kultury, własne słowo wikłającym w sieć aluzji oraz literackich odwołań, a także subtelnym lirykiem wrażliwym na piękno. Wiele subtelnych opisów osób, sporo portretów krajobrazów i miast znajdziemy w tej poezji.

Już ten rzut oka na całość imponującego dorobku uświadamia, że nie skonstruujemy klarownego wizerunku artysty – powstawać bowiem będzie portret wielokrotny, pełen paradoksów, wewnętrznego rozłamania, niepokoju, zmiany, twórczej niekonsekwencji. I tak wierny wizyjnej onirycznej poetyce katastrofizmu poeta zbliżać się będzie ku nowoczesnemu klasycyzmowi, który kultywuje pamięć dawnych artystów, tak jakby żyli oni dziś, oraz – jako wirtuoz słowa poetyckiego – restytuuje gatunki epok minionych – madrygału, ody, pieśni, trenu, ballady. Jednakże, co podkreślić należy, obca jest poecie olimpijska wyniosłość wobec zdarzeń i spraw aktualnych, okrutnych, „wilczych”. Wizerunek poety-wojownika, który na wzór kozacki najchętniej nie zsiadałby z konia, co oznacza i pragnienie wolności, i poezję czynną, zmieniającą rzeczywistość, kłóci się z potrzebą historiozoficznej refleksji.

Wskażmy jeszcze inny wizerunek poety. Otóż brutalny w swych napaściach, stylizujący się na barbarzyńcę weredyk często przeobraża się w czułego kochanka – miłość wspominającego. Piewca biologicznego instynktu zmienia w estetę doceniającego kontemplację piękna, poetę, który transponuje w słowie sposoby postrzegania rzeczy właściwe sztukom plastycznym. Polemiczny temperament i epickie opowiadania spotykają się u Łobodowskiego z podejściem lirycznym. Świadek historii, który obserwuje spełnianie się proroctwa zagłady, jednocześnie jest poetą prywatnych rozliczeń życiowych, kustoszem własnej pamięci i autorem elegii na temat miejsc i miast utraconych, takich jak Lublin [...]. Postawa heroizmu i walki przechodzi w rezygnację, w której ujawnia się poczucie klęski, coraz intensywniej odczuwana jest samotność – w przeżywaniu wygnania, w przeczuciu rzeczy ostatecznych.

Niektóre ze wskazanych przeciwieństw znajdziemy w utworach Józefa Łobodowskiego z tego samego okresu, inne wpisują się w rytm zmian w czasie, zatem, jedynie szkicowo, wskazałem powikłaną, meandryczną, może niekiedy niekonsekwentną linię ewolucji tej twórczości. Stary poeta z innej już perspektywy, po przeżyciu emigracyjnej traumy i zebraniu doświadczenia, wciąż wraca do wypadków z burzliwej młodości – rewolucji społecznej, dylematów w stylu Cezarego Baryki. Formułuje wykładnie zdarzeń w wielkiej skali, zatrzymuje się przy własnym przypadku, prowadzi uważną samoobserwację, stara się przeniknąć wyroki losu. Poeta analizuje zasadność wyborów życiowych i przyczyny pomyłek artystycznych, wskrzesza aurę życia lubelskiej i warszawskiej cyganerii, odtwarza w pamięci umiłowane, pozostawione w ojczyźnie krajobrazy. Również poetyckie narracje przechodzą w rozważania o odpowiedzialności moralnej emigrantów, o zbiorowym etosie polskim, który przetrwać może jedynie na obczyźnie. Nie należy też pominąć gorzkiego sumowania wypadków własnej biografii. U każdego poety istnieją wiersze-wiztówki i wiersze-wyznania, w których obszar szczerości jest szerszy niż w innych wypowiedziach. W przypadku Łobodowskiego wymieniłbym Elegię emigrancką, Rachunek sumienia i może najbardziej znaną Balladę lubelską. Dodać należy, że od samych początków tej poezji figury autoprezentacji często zmistyfikowane – awanturnika, wagabundy, cygana, bolszewika, „atamana Łobody” – pojawiają się dość szczodrze. Potem ten zestaw wizerunków ulegał modyfikacjom oraz uzupełnieniom. Związki biografii i poezji są w tych wierszach bardzo mocne.

Nie sposób w krótkim wystąpieniu przybliżyć wielowątkowej i wielostylowej twórczości Józefa Łobodowskiego, omówić odmiany dykcji poetyckiej – od debiutu w 1929 roku po poezję wieku dojrzałego wskazać stałość i zmiany postawy artystycznej, czy choćby uchwycić całe bogactwo inspiracji, ogarnąć w jednym spojrzeniu obszar synkretycznej tradycji tego poety. Jak wiadomo, eksponowane miejsca zajmują w wierszach lubelskiego katastrofisty, później emigranta w Madrycie, echa romantyzmu, a nade wszystko nawiązania do Słowackiego wizyjnego i twórców szkoły ukraińskiej – Goszczyńskiego, Antoniego Malczewskiego. Dodatkowo widoczne są tropy wielkich poetów rosyjskich: Jesienina, Błoka, Majakowskiego, Pasternaka czy Achmatowej, nawiązania do folkloru ludowego oraz wątki ukraińskie, tak bardzo w tej twórczości wyeksponowane. Inne to: spadek po kulturze antycznej i krąg dziedzictwa Morza Śródziemnego, topika biblijna i judaistyczna, wreszcie – zainteresowanie poezją arabską poprzez kulturowe medium Andaluzji oraz głęboko ugruntowane przyswojenie poetów języka hiszpańskiego. Na tym jednak Łobodowskiego wtajemniczenie w kulturę się nie kończy, musimy bowiem pamiętać o ekfrazach poetyckich, czyli wycieczkach poety na terytorium historii sztuki, do studiów literackich obrazów Goi czy Velazqueza. Poeta sporządza również sugestywne wizerunki miast, Lublina, Madrytu, Tuluzy, Florencji, fascynując się architekturą miejsc.

Krótki przegląd tematów, form i stylów w poezji Józefa Łobodowskiego wydaje się potrzebny. Jak wiadomo, poeta ze swojej bibliografii dokonań wykreślił młodzieńcze zbiory wierszy z tego względu zapewne, że w dwóch pierwszych tomikach (Słońce przez szpary, 1929; Gwiezdny psałterz, 1931) wykorzystane wzory poezji Skamandra w wydaniu Wierzyńskiego i Tuwima nie pasowały do tworzonej całości, a w kolejnych, trzecim i czwartym (O czerwonej krwi, 1931; w przedzień, 1932), dykcja katastroficzna, choć przecież bardzo widoczna, nie wykrystalizowała się jeszcze w sposób, który mógłby poetę zadowolić. Jakkolwiek w juweniliach realizują się indywidualne pomysły igrania z dźwiękiem, użycia hiperboli i wzmożonej ekspresji, próby mowy zaklinającej, sugestywnego wypowiadania diagnoz marnej sytuacji młodego pokolenia, tworzenia wizji zagłady, dominującej w całej poezji Łobodowskiego („za oknami noc ciemna huczy błyskawic pożarem / wejdzie i dłonią kosmatą wam serca pogłaszcze”[ostateczne]), to jednak nie znajdziemy przekonujących argumentów, że ten początek należy do osiągnięć wybitnych.

Natomiast okres dojrzały omawianej twórczości łączy się z budowaniem znaczącej pozycji poety reprezentującego tak zwaną drugą awangardę w latach trzydziestych zeszłego wieku. Rozmowy z ojczyzną (1936) oraz Demonom nocy (1936), to jedne z ważniejszych rozliczeń duchowych z epoką, w którym Łobodowski zrywa z pisaniem pod dyktando marksistowskiej doktryny i zastanawia się nad udziałem jednostek w historii. Niezależnie od apologii czy rozczarowania przyciągają go indywidualności mocne, takie jak marszałek Piłsudski, ukształtowane wedle romantycznych wzorów. Na świat młodości kładzie się cieniem Wielka Wojna i przeczucie powtarzalności zagrożenia. Oto apostrofa do ojczyzny: „Ziemio, gorzka jak sól, w cmentarzach brodząca po pas”. Poeta posługuje się mową rebelii i mową zagłady. Pojawiają się, jak w wierszu Koń atamana Łobody, motywy ukraińskie, stepowe – pięknej anarchii oraz okrucieństwa i wolności.

Ponurym pejzażom przypisuje się tutaj cechy psychiczne, przestrzeń współuczestniczy w spełnianiu się krwawego misterium dziejów. Wyobraźnia poety obsesyjnie powraca do obrazów wiatru przynoszącego zagładę, księżyca – zwiastuna rzezi krwawej bądź zatrutej ziemi, gwiazd i próchna (podobnie jak u Czechowicza), pożogi, popiołów, koni na stepie. Warto zauważyć, że bezkresność stepu czy wielkość tworów natury tworzy kontrast z bezsilnością jednostki wydanej działaniu żywiołów. z tych zasobów poeta czerpać będzie przez długie lata. Omawiane dwie książki poetyckie przyniosły Łobodowskiemu największy sukces w jego artystycznym życiu. o jego wierszach pisali najlepsi krytycy – Tymon Terlecki, Ludwik Fryde, Stefan Napierski, a za tom Demonom nocy poeta otrzymał w roku 1937 Nagrodę Młodych Polskiej Akademii Literatury.

W czasie drugiej wojny światowej zmienia się orientacja poezji Łobodowskiego. Tragiczna teraźniejszość odczytywana była poprzez historię starożytną i historię polski, nie zwycięską, lecz właśnie naznaczoną klęską. w tomie z dymem pożarów poeta nadmiernie eksponuje patos, a wysoka retoryka odrywa się od realiów nowoczesnej wojny. Ów styl uogólnienia przełamują okruchy autobiografii, epizody z dziejów uchodźstwa, zapisy żalu i desperacji Polaków przeżywających „noc nad granicą”. Szczególne znaczenie dla liryki wojennej na obczyźnie ma wiersz Warszawa, w którym imaginacyjny powrót do stolicy łączy się z aktualizacją wyobrażeń przeniesionych z Uspokojenia Słowackiego: teraz wzrok upiora uderzyć ma w najeźdźców. Zbiór z dymem pożarów dopełnia Modlitwa na wojnę wydana w roku 1947. Poeta dopuszcza tutaj spojrzenie bardziej osobiste (Do Kazimierza i Haliny Wierzyńskich), natomiast  sytuację niepewności uchodźców zestawia z losem przemieszczającego się po świecie Odyseusza.

Wydana w Bibliotece Instytutu „Kultury” Złota Hramota, w której znalazła się seria wierszy sprzed września 1939 roku, oraz Pieśń o Ukrainie tworzą dyptyk poświęcony namysłowi nad historią polską i ukraińską. Poszukując w tych regionach własnej genealogii, poeta jawi się jako orędownik zgody, który pragnie „połączyć dwie ojczyzny, sam na pół rozdarty” (Pochwała Ukrainy). Zaznacza się tutaj ponowienie romantycznej tradycji u współczesnego poety Kresów oraz powrót do świata wyobraźni Słowackiego i poetów szkoły ukraińskiej. Jak rzecz sformułował Tadeusz Kłak: „mamy [tu] do czynienia z atmosferą nokturnową i cmentarną, jest to odnowiona poezja grobów i widm, poezja przede wszystkim historii i ubiegłego czasu”. Warto przy okazji wspomnieć o poetyckiej koncepcji „Hellady scytyjskiej”. To pojęcie można rozumieć jako związek Ukrainy z kulturą grecką, a to miejsce na ziemi zagarnięte zostało przez stepową „azjatycką hordę”.

W inny obszar kultury przenoszą czytelnika Kasydy i gazele (1961). Skonwencjonalizowane gatunki lirycznej i opisowej poezji arabskiej, wysławiającej miłość, chwalącej lub ganiącej osoby i rody, zyskują pod piórem Łobodowskiego swobodę, mogą być wariacyjnie przetwarzane, niekiedy w duchu delikatnego żartu. Stylizatorski talent poety bardzo dobrze sie sprawdza w takim zadaniu poetyckim. Do okresu emigracyjnego należą kolejne zbiory poetyckie: Jarzmo kaudyńskie (1969), w połowie wędrówki (1972), Dwie książki (1984), Mare Nostrum (1987), Pamięci Sulamity (1987) i Dytyramby patetyczne (1988). Ukazał się ponadto w Londynie obszerny wybór wojennej i powojennej poezji – Rachunek sumienia (1987). z konieczności czasowych tę zróżnicowaną kolekcję książek poetyckich muszę potraktować łącznie. Poeta posługuje się literacką topiką emigracyjną wędrówki i żeglowania, wydobywa z pamięci rodzime krajobrazy Kresów i Wołynia (znów istnieją one w wierszach w sposób niemal sensualny), wzmacnia rolę elegii i epicediów (pożegnania z odchodzącymi artystami są coraz częstsze), spisuje poetyckie testamenty, utrwala zdarzenia historii współczesnej, tak przełomowe jak wybór papieża Jana Pawła II, podejmuje refleksję o rozpadzie złudzeń, daremności słowa, obniżeniu mitów: „Noc się wyśmiewa z głupich Orfeuszów, niegrzecznie szepcze, że podróż się odbyła / z Offenbachem raczej niż z Dantem” (Jeśli kto mi moje upadki wypomni...).

Sporządzenie katalogu cytatów, parafraz, odniesień do innych artystów, do rozmaitych stylów i gatunków literackich zapełniłoby grubą księgę, a przy tym musiałyby się pojawić pytania: czemu ten rozbudowany intertekstualizm poety służy? Jak Łobodowski gospodaruje słowem cudzym, by wyrazić własne idee? w każdym razie żywioł kunsztownej stylizacji mocno zaznacza się w omawianych wierszach. Łobodowski potrafi przejmować wiele dykcji poetyckich, bywa, że układa pastisze i parafrazy Mickiewicza, Wierzyńskiego, Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej, Czechowicza i innych. Jak wirtuoz słowa obdarzony znakomitym słuchem poetyckim i jak wytrawny krytyk poezji wskazuje cechy wyróżniające imitowanych tekstów, od motywów i obrazowania rozpoczynając, na wersyfikacji kończąc. Warto to podkreślić, że zatrudnienia translatorskie (jak również, powiedzmy w skrócie, wielokulturowość) w praktyce twórczej Łobodowskiego odgrywają znaczną rolę, gdyż, jak napisał Jerzy Święch, „zacierają się granice między stylem własnym a imitowanym, między dziełem oryginalnym a tłumaczeniem czy też parafrazą”.

Podążając za taką interpretacją, dopowiem, iż Łobodowski nie tylko przyswaja polszczyźnie oraz kulturze polskiej utwory poetów ukraińskich, rosyjskich i hiszpańskich, ale też przekłada własne wyobrażenia i myśli na język innych artystów, rozszerzając skalę głosu, nakładając cudzemu słowu signum własnej indywidualności. Według Osipa Mandelsztama „cytata to cykada”, a zatem w rozpatrywanych wierszach rozbrzmiewają frazy i rytmy, które czytelnik powinien rozpoznać. Józef Łobodowski przywiązywał wielką wagę do rymu i rytmu poezji. Twórca tak rzecz uzasadniał, zwracając uwagę na oralny wymiar poezji:

Rym ośmiela imaginację, rym jest przewodnikiem po kraju fantazji. Wprowadza nas w asocjacje. a poza tym poezja była zawsze dla mnie sztuką wokalną, sztuką mówioną. Wiersz dopiero żyje, kiedy się go mówi. a rym i rytm to podstawy sztuki wokalnej.

Niekiedy zdolności stylotwórcze i sprawność retoryki imitowania w przypadku Łobodowskiego stają się przekleństwem, gdyż poeta nie zna umiaru w tworzeniu ornamentów w prezentacjach własnej wirtuozerii. z drugiej strony jednak, w tym postępowaniu artystycznym kryje się radość literackiej gry. Konceptyzm poważny i niepoważny każe pomyśleć o dziedzictwie baroku. Popisy elokwencji, sekwencje apostrof i zdań pytających, jak też dysymetrie kompozycji wskazują właśnie na tę tradycję. Retoryce ozdobnej i kunsztownej poeta przeciwstawia „szorstką mowę” – bez ornamentów, bez ostentacyjnej literackości. w wielu wierszach Łobodowskiego pojawia się też język potoczny, związany z kolorytem lokalnym opisywanych krain bądź wspierający ekspresję niezgody i napaści.

Wrócić jednak chciałbym do wątków dialogowych. Wiersze Józefa Łobodowskiego zaludniają artyści, politycy, przywódcy, postaci historyczne, ale też bliskie osoby z kręgu rodzinnego i prywatnego. Często autor Dytyrambów patetycznych posługuje się drugą osobą gramatyczną, aktualizuje wzory liryki inwokacyjnej, zwiększa perswazyjność, z wymienionymi z nazwiska adresatami wierszy prowadzi negocjacje na temat własnej prawdy. Sporo miejsca w spuściźnie Łobodowskiego zajmuje nekrologia poetycka – świadectwa żalu tak wyrażane, by śmierć nie przerywała rozmowy, dialog bowiem trwa w pamięci oraz kulturze. Tak jak w dawnych gatunkach poetyckich ody czy listu poetyckiego, obrazy „ty” zostają wyeksponowane w tytułach. Weźmy na przykład takie utwory jak Do ojca, Do Kazimierza i Haliny Wierzyńskich, Do kapitana Broniewskiego, Pawlikowskiej, Oda do Rustawelego, Kantata na intronizacje Jana Pawła, Na śmierć Czechowicza, Na śmierć Czechowicza, Na śmierć Sulamity – osadzenie w kulturze, podtrzymywanie nadziei, że poezja nie zniknie w barbarzyńskich czasach, przezwyciężanie samotności, otwarcie na inne światoodczucie oraz inną wrażliwość, prowadzony na wielu planach dialog określają istotę rozmów ponad czasem, poza historią. Samotny poeta porozumiewa się z wielką wspólnotą artystów, często wykorzenionych i wygnanych, cierpiących, zabijanych przez nierozumne siły historii. i on sam jest jednym z nich.

Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Wojciech Ligęza, Łobodowski: buntownik, katastrofista i poeta kultury, „Nowy Napis Co Tydzień”, 2019, nr 1

Przypisy

    Powiązane artykuły