17.06.2021

Nowy Napis Co Tydzień #105 / Kilka akapitów o czytaniu „Słonecznej rulety” 

Zacznę od tego, że wybór poezji Józefa Barana zapełnił pewną lukę na rodzimym rynku wydawniczym. Autor Słonecznej rulety jest poetą, który ogłasza swoje tomiki od 1974 roku, a jego nazwisko stanowi ważny punkt na poetyckiej mapie Polski. Chociaż na rynku pojawiały się jego wiersze wybrane, to po pierwsze miało to miejsce przeszło trzydzieści lat temu, a po drugie brakowało jednej obszernej publikacji, spajającej całość jego twórczości – jego dorobek poetycki wręcz domagał się wydania wyboru liryków. Zadania tego podjął się Państwowy Instytut Wydawniczy, publikując ładnie wydaną i bardzo estetyczną wizualnie książkę.

Słoneczna ruleta. Wiersze przebrane z lat 1969–2020 prezentuje bardzo bogaty, przemyślany oraz selektywny wybór poezji Józefa Barana. Na książkę tę składa się właściwie dorobek ponad pięćdziesięciu lat pracy twórczej, nadmieńmy, dorobek liczący kilkadziesiąt wydanych książek. Już sama ta liczba jest imponująca i doskonale pokazuje, przed jakim karkołomnym zadaniem stanął autor, dokonując selekcji. Wiersze ułożone są w większości chronologicznie (według dat publikacji poszczególnych tomików), od najstarszego do najnowszego. Od tej reguły następują dwa odstępstwa – pierwszym są wiersze z tomu Na tyłach świata, ogłoszonego drukiem w 1977 roku, poprzedzone utworami z opublikowanego rok później zbioru Dopóki jeszcze. Drugim zaś liryki pochodzące z Domu z otwartymi ścianami (2001), które znajdują się przed wierszami z tomu Pod zielonym drzewem życia (2000). W obu sytuacjach tomiki dzieli zaledwie rok różnicy – być może wynika to z tego, że niektóre wiersze powstawały wcześniej, ale finalnie zostały opublikowane później… Nie wiem, mogę się jedynie domyślać. W wyborze niektóre tomy pominięto całkowicie (na przykład Czułość), nie wynika to ze względów objętościowych, tylko jakościowych. Słoneczna ruleta ma – jak czytamy na stronie PIW – prezentować „wiersze najlepsze”https://piw.pl/pl/sloneczna-ruleta [dostęp: 15.04.2021].[1]. Warto odnotować, że oprócz utworów już ogłoszonych drukiem w książce zmieściło się także kilka niepublikowanych wcześniej liryków. Jest to o tyle ważne, że tytuł zbioru zaczerpnięty został właśnie od jednego z tych wierszy. Oto jego fragment:

znów dzieje się dzień
kręci się 
ruleta słońca 
puszczona w ruch
przez Niewidzialnego KrupieraJ. Baran, Słoneczna ruleta [w:] tegoż, Słoneczna ruleta. Wiersze przebrane z lat 1969–2020, Warszawa 2021, s. 429. Dalej cytaty z tego tomu zaznaczam w tekście głównym, podając w nawiasie kwadratowym tytuł utworu oraz numer strony.[2]

Myślę, że tytułowa metafora dobrze oddaje charakter twórczości poety, która cały czas pozostaje „puszczona w ruch”, zapowiadając dalsze działania poety.

Całościowa lektura omawianego tomiszcza pokazuje – choć zabrzmi to banalnie – drogę twórczą, jaką przebył Józef Baran. Stanowi zapis prawie całego jego „życia poetyckiego”, będąc niezwykle reprezentatywną próbą jego twórczości, która co prawda zmienia się, ale zachowuje swoją tożsamość. Poeta pozostaje autentyczny, pisze o tym, co go bezpośrednio dotyczy, na przykład o konkretnych scenach z życia zawodowego czy prywatnego. Jego styl na przestrzeni pięćdziesięciu lat ulega oczywiście modyfikacjom, jednak nigdy nie wychodzi poza określone ramy. Nie należy traktować tego jako zarzutu, raczej konstatację, ponieważ stylowi Józefa Barana niewiele można zarzucić. Może oprócz kilku fałszów, szczególnie w najwcześniejszych wierszach, na przykład w Balladzie o imieninach nauczycielskich, gdzie czytamy: „jest nas dziesięcioro apostołów wiedzy / siedzimy przy stole prowincji” [Ballada o imieninach nauczycielskich, s. 31]. Takie momenty są jednak ważne dla mnie jako badacza, ponieważ pozwalają zobaczyć potknięcia, wejrzeć głębiej we wzmiankowaną wyżej drogę. Wreszcie obrazują całość twórczości, a nie tylko jej szczyty.

Nie będę tutaj nawet próbował ująć charakterystycznych motywów twórczości Józefa Barana, bo to temat na monografię, a nie recenzję. Przejdę zatem do lektury wybiórczej, która –w przypadku tego typu zbiorów – wydaje mi ważniejsza od lektury całościowej, nie mamy przecież do czynienia z jednym tomem, czyli czymś, co ma stanowić spójną opowieść. Czytając wybory, staram się raczej wyłuskać dla siebie kilka wierszy, które wcześniej przegapiłem lub które nabrały nowego znaczenia. W przypadku twórczości Józefa Barana jest to o tyle łatwiejsze, że poeta, dokonując wyboru, kierował się kryterium wartości artystycznej. Dzięki temu udało mi się zapoznać z utworami, z którymi nie dane mi było wcześniej się spotkać.

Moją szczególną uwagę zwrócił raczej znany, bo funkcjonujący w recepcji szkolnej, wiersz Mam 25 lat. Ten dedykowany Różewiczowi liryk nawiązuje wprost do Ocalenia:

mam dwadzieścia pięć lat 
a moje życie zamyka się w siedmiu dniach
jeden z tych siedmiu dni 
jest dniem moich urodzin 
jeden z tych siedmiu dni
będzie dniem mojej śmierci 

[Mam 25 lat, s. 36]

O ile Różewicz poszukuje nowego Boga, który przywróciłby wiarę w sens istnienia, o tyle Józef Baran wydaje się ukazywać świat jako miejsce w pełni doskonałe, zamknięte w siódemce, w której ramach mieści się także, według biblijnego przekazu, stworzenie świata. Poeta polemizuje z Różewiczem, ukazując harmonijny obraz rzeczywistości. Jednak najważniejsze jest dla mnie to, że istnieje jakaś magiczna wspólnota, którą wytwarza tajemnica poezji – uruchomił ją zarówno we mnie, jak i w Józefie Baranie autor Kartoteki. Ocalenie to wiersz ideał. Oprócz informowania przeżyciach pokolenia Kolumbów otwiera niezwykle pojemną przestrzeń polemiczną, co poeta sprytnie wykorzystał, tworząc Mam 25 lat. Obaj zresztą zdecydowaliśmy się stworzyć utwór, będący aluzją literacką do Ocalenia właśnie. Tyle prywaty.

Moją uwagę przykuł także inny tekst, będący metaforą nowoczesności, a ubrany w formę prostej piosenki. Kluczowy jawi mi się następujący dwuwiersz: „Świat się zerwał jak latawiec z uwięzi /i przed siebie jak szalony gdzieś pędzi” [Piosenka o współczesnym czasie, s. 301]. Ubranie tego, zapoczątkowanego przez Goethego, wiecznego, nowoczesnego ruchu w w ramy prostej, momentami może nawet naiwnej, piosenki wydaje mi się bardzo atrakcyjne. Utwór organizuje paradoks – słowa Józefa Barana są zarazem lekkie w formie i trudne w treści. Rytm tej piosenki zdaje się oddawać prędkość rozpędzonego świata, który pędzi przed siebie bez celu, bo przecież ruch sam w sobie jest celem. Z pewnością już sam zacytowany wyimek otwiera szeroką gamę interpretacyjną, co więcej nie przeszkadza, tylko sprzyja mu w tym z pozoru banalne rymowanie.

Najbliżsi nie muszą być stale z nami to kolejny wiersz, któremu chciałbym poświęcić kilka słów. Choć należy do grupy najnowszych utworów, to dopisek z datą „1996/2020” świadczy o tym, że na swój ostateczny kształt czekał prawie ćwierć wieku. Być może ktoś uzna moje odczytanie za nadinterpretację, jednak według mnie ów liryk podejmuje jeden z uniwersalnych tematów – odchodzenie, którego doświadczenie nie omija nikogo, szczególnie w czasach pandemii (poświęcono jej nawet wzmiankę w wierszu: „zarówno /w czas moru / jaki w czas pokoju”, Najbliżsi nie muszą być stale z nami, s. 430). I choć w tym tekście ani razu nie wspomina się wprost o śmierci, to samo mówienie o obecności drugiego człowieka nasuwa to skojarzenie. Niektóre słowa powinny pozostać niewypowiedziane i tak dzieje się w tym liryku. To mądry wiersz napisany doświadczeniem długiego życia.

Co ważne, poezja Józefa Barana jest prosta – w dobrym tego słowa znaczeniu. Może dotrzeć do odbiorcy, który nie musi być świetnie zorientowany w meandrach współczesnej polskiej poezji. Inkluzywność tej liryki stanowi jej wielką zaletę, zresztą w tym zakresie w pełni spełnia intencje poety, który mawia: „wiersze adresuję do wybrednych znawców sztuki, ale i do tzw. zwykłego odbiorcy”J. Baran, Słoneczna ruleta…, s. 4 okładki.[3]. Słoneczną ruletę po prostu warto mieć na swojej półce, choćby tylko po to, by od czasu do czasu do niej zajrzeć i wyłuskać dla siebie trochę dobrej poezji. Recenzowana twórczość z pewnością zasługuje na odrobinę uwagi, odbiorca wyniesie z niej satysfakcję oraz będzie mógł przeżyć odrobinę zadumy z poezją, która nie usiłuje być, tylko po prostu jest klasyczna. I nie ma w tym ani żadnej fałszywej pozy, ani smrodu naftaliny. To po prostu twórczość, która wie, jaka chce być.

 

J. Baran, Słoneczna ruleta. Wiersze przebrane z lat 1969–2020, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 2021.

Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Dariusz Żółtowski, Kilka akapitów o czytaniu „Słonecznej rulety” , „Nowy Napis Co Tydzień”, 2021, nr 105

Przypisy

    Powiązane artykuły