01.07.2021

Nowy Napis Co Tydzień #107 / Habsburski łącznik. Recenzja książki Larry’ego Wolffa „Idea Galicji”

Tam nasz początek. Na próżno się bronić,
Próżno wspominać daleki Wiek Złoty.
Nam raczej przyjąć i uznać za swoje
Wąsik z pomadą, melonik na bakier
I tombakowej brzękanie dewizkiC. Miłosz, Traktat poetycki [w:] tegoż, Wiersze wszystkie, Kraków 2018, s. 399.[1].

Badaczom Europy Środkowej Larry’ego Wolffa nie trzeba przedstawiać. Od kilkudziesięciu lat zajmuje się historią naszej części kontynentu, a dokładniej rzecz ujmując, sposobami konstruowania pojęć wschodniościzachodniości w odniesieniu do Europy, jak można przeczytać w notatce biograficznej zamieszczonej na stronie Uniwersytetu Nowojorskiegohttps://as.nyu.edu/content/nyu-as/as/faculty/lawrence-wolff.html [dostęp: 06.03.2021].[2]. Od niedawna polscy czytelnicy mają okazję zapoznać się z tłumaczeniem jednej z jego kanonicznych prac, której tytuł w polskim przekładzie brzmi: Idea Galicji. Historia i fantazja w kulturze politycznej Habsburgów. Książka ukazała się nakładem Międzynarodowego Centrum Kultury w Krakowie w tłumaczeniu Tomasza Bieronia i w oprawie graficznej Studia SzeryfyW przeciwieństwie do oryginalnego wydania, na okładce widnieje nie fotografia personifikacji Galicji z gmachu dawnego Sejmu Krajowego (obecnie budynek Uniwersytetu Lwowskiego), lecz swoisty palimpsest, na który składają się fragmenty afiszy i innych druków. Taki zabieg bardziej uwypukla kwestie związane z pamięcią o Galicji i jej funkcjonowaniem we współczesnych narodowych narracjach historycznych.[3] (Kuba Sowiński i Wojciech Kubiena) w serii Biblioteka Europy Środkowej pod redakcją Jacka Purchli.

Na przestrzeni dziesięciu rozdziałów amerykański historyk opisuje powstanie, ewolucję, zmierzch oraz życie po życiu idei Galicji, konstruktu polityki habsburskiej doby nowoczesnej. Czytelnik otrzymuje zatem nie tyle kolejną pozycję z zakresu historii politycznej, ile studium geografii wyobrażonej. Jak przyznaje sam autor, książka stanowi kontynuację Wynalezienia Europy WschodniejL. Wolff, Wynalezienie Europy Wschodniej. Mapa cywilizacji w dobie Oświecenia, Kraków 2020.[4]. Tamta praca pokazywała, jakie konsekwencje dla (samo)postrzegania Europy miał oświeceniowy podział kontynentu na WschódZachód, zastępujący wcześniejszy na PółnocPołudnie. W Idei Galicji Wolff wskazuje, że jednym z rezultatów tego procesu było „wynalezienie” Galicji, miejsca definiowanego przez swoją prowincjonalność, które w przeciwieństwie do Czech czy Węgier, posiadających długie tradycje polityczne, było polem dla habsburskiej (pars pro toto zachodnioeuropejskiej) „misji cywilizacyjnej” w Europie WschodniejL. Wolff, Idea Galicji. Historia i fantazja w kulturze politycznej Habsburgów, tłum. T. Bieroń, Kraków 2020, s. 18–19.[5]. Rekonstruując dzieje tytułowej idei Galicji, dąży do „zrozumienia, w jaki sposób ukształtowana w epoce Oświecenia ideologia imperium przetrwała i rozwinęła się w XIX wieku oraz jak ewoluujące napięcia ideologiczne doprowadziły w XX wieku do upadku cesarstwa”Tamże, s. 23.[6]. Sama książka zaś stanowi „intelektualną historię pisarstwa historycznego”Tamże, s. 25.[7], wpisującą się w autoreferencyjne zainteresowania metodologią współczesnej historii.

Zrozumiałe jest zatem, że Wolff zaczyna swój opis nie od przedstawienia okoliczności pierwszego rozbioru, lecz od pokazania, jak kraina wymyślona dla uzasadnienia terytorialnych roszczeń Wiednia nabierała politycznej konkretności w przeciągu zaledwie dwóch dekad oraz jak proces ten warunkowały mesjanistyczne ciągoty józefinizmuTamże, s. 23.[8]. W pierwszych dwóch rozdziałach pokazuje, że w czasie, gdy tworzą się zręby galicyjskości, a z mapy Europy znika Polska tuż po samo-ukonstytuowaniu sięJak zauważa Brian Porter-Szűcs, Konstytucja 3 maja oraz Uniwersał połaniecki stanowią akty założycielskie nowego typu państwa, które mogło stać się przedmiotem realnych aspiracji politycznych dlatego, że zaczęło się formować u progu epoki nowoczesnej. Tenże, Całkiem zwyczajny kraj. Historia Polski bez martyrologii, Warszawa 2021, s. 30.[9], dochodzi do paradoksalnego splątania dwóch tożsamości, lokalnej i narodowej, oznaczających dwa uniwersalizmy, habsburskipolski. W rezultacie oświeceniowy konstrukt, ponadnarodowa prowincja pozbawiona odrębnych tradycji politycznych, z biegiem czasu zaczął wytwarzać ramę pojęciową dla zamieszkujących ją ludzi.

W kolejnych rozdziałach (3 i 4) amerykański historyk opisuje przebieg owego procesu oraz pokazuje jego następstwa, nie tylko dla Europy Środkowej. Posiłkując się różnorodnym materiałem źródłowym (wspomnienia, dzieła literackie czy prace naukowe) pokazuje, że idea Galicji zawdzięczała swoją trwałość nie tylko staraniom austriackich władz, ale też samym Galicjanom. Z jednej strony niepodzielność prowincji (a trzeba przypomnieć, że widmo podziału wisiało nad nią aż do końca istnienia monarchii) była dla przedstawicieli lokalnej szlachty rękojmią ciągłości idei Rzeczpospolitej. Niezamierzoną konsekwencją tego podejścia, jak przekonująco argumentuje autor, było zatarcie granicy między polskościągalicyjskością. To, co z początku było konserwatywną z ducha obroną ciągłości instytucjonalnej przed rewolucyjnym zapałem józefinizmu (Magna Charta Ossolińskiego z 1790 roku), z biegiem czasu zaczęło oznaczać utrzymywanie status quo. Inaczej mówiąc, zgoda na zmianę formy Galicji oddalałaby wizję odbudowy Rzeczpospolitej, a to z kolei powodowało, że ta pierwsza potwierdzała swoje istnienie kosztem tej drugiejPor. L. Wolff, Idea Galicji…, s. 70–79, 324.[10]. Wolff pokazuje, że o ile jeszcze w 1848 roku mogło się zdawać, że podtrzymywanie spoistości Galicji jest działaniem na rzecz odbudowy RzeczpospolitejTamże, s. 292.[11], o tyle w kolejnych dekadach oznaczało to polityczną, kulturalną i gospodarczą dominację jednej nowopowstałej grupy narodowej (polskiej) nad inną (rusińską/ukraińską)Tamże, s. 459.[12], a habsburska idea Galicji stała się spoiwem polskości prowincji. Z drugiej strony do kategorii galicyjskości odwoływali się też działacze rodzącego się ukraińskiego ruchu narodowego oraz przedstawiciele społeczności żydowskich, powołując się na jedność krajobrazu i kultury z niej wyrastającej. Nic dziwnego, że sytuacja taka rodziła konflikty. Wolff poświęca im aż dwa rozdziały (5 i 6), skrupulatnie przedstawiając ruskogalicyjskieżydowskogalicyjskie spojrzenie na prowincję, a w kolejnych dwóch pokazuje, jak narastające napięcia znalazły ujście w przemocy fizycznej (terroryzm i antysemityzm), której nadejście przewidział Stanisław Wyspiański w arcygalicyjskim dramacie – WeseluTamże, s. 419.[13].

Jednak ów splot różnorodnych tożsamości i wyobrażeń miał jeszcze jeden zaskakujący skutek – sprawił, że Galicja mogła zamienić się w mit, o czym traktują dwa ostatnie rozdziały (9 i 10). Była bowiem nie tylko (podwójnym czy nawet potrójnym, uwzględniając perspektywę ukraińską i syjonistyczną) Piemontem, ale też realną przestrzenią, którą każda ze stron uważała za własną, stając się ostatecznie, pozytywnym bądź negatywnym, punktem odniesienia dla zjawisk tak różnych, jak izraelska literatura, hollywoodzkie kino czy ukraińskie malarstwoTamże, s. 596–618.[14]. A przez fakt obecności w habsburskim liberalnym imperiumP.M. Judson, Imperium Habsburgów. Wspólnota narodów, tłum. S. Patlewicz, Warszawa 2017, s. 14.[15], doświadczenie galicyjskie włącza współczesne kultury narodowe w historię środkowoeuropejską. Reasumując, chociaż nie było żadnego narodu galicyjskiego, a sama prowincja była pomyślana jako twór ponad- czy też nienarodowy, to istnieli Galicjanie, którzy pamięć o niej włączyli do poszczególnych pamięci narodowych.

Opisanie meandrów galicyjskości było możliwe dzięki temu, że autor przyjął obiektywizującą pozycję zewnętrznego obserwatora, wymijając w ten sposób rafy partykularyzmów narodowych historiografii oraz unikając tak charakterystycznego dla studiów postzależnościowych quasi-religijnego moralizującego tonuD. Uffelmann, Polska literatura postkolonialna. Od sarmatyzmu do migracji poakcesyjnej, Kraków 2020, s. 720.[16]. Zarazem nie zamyka się w „wieży z kości słoniowej”O dylemacie zaangażowania uczonego pisał przejmująco swego czasu Erwin Panofsky: „Obserwator może tylko podnieść alarm. By zaś mógł przynajmniej tyle uczynić, musi trwać na posterunku w swej wieży”. Por. Tenże, W obronie wieży z kości słoniowej [w:] Studia z Historii Sztuki, Warszawa 1971, s. 378–386.[17]. Bliżej Wolffowi do Karla Kraussa, wiedeńskiego felietonisty początku ubiegłego stulecia, subtelnego ironisty z podejrzliwością spoglądającego na wszelkie oczywistości. Kto wcześniej myślał o politycznym podglebiu pisarstwa Fredry i Hofmannsthala? Kwestionując zastane konwencje opisowe, historyk pokazuje, jak zwodnicze mogą być historiozoficzne narracje używane do uzyskania korzyści politycznych, co ilustruje proces rewindykacji Galicji przez tworzące się państwo polskie. Jak kąśliwie zauważa autor, władze II Rzeczpospolitej, podobnie jak Habsburgowie półtora stulecia wcześniej, przyjęły tezę o jednorodności Galicji, de facto kontynuując proces kształtowania jej tożsamości, tyle tylko, że tym razem w odniesieniu do polskościPor. L. Wolff, Idea Galicji…, s. 556.[18]. Rok 1918 oznaczał przecież nie tyle „wskrzeszenie” I Rzeczpospolitej, ile skonstruowanie nowej tożsamości państwowej odwołującej się do jej dziedzictwaNawet uwzględniając słuszne skądinąd spostrzeżenie Andrzeja Walickiego, że na nowoczesne rozumienie polskości, obok romantycznej i endeckiej, składa się tradycja republikańska I Rzeczpospolitej, to już sam fakt wielości źródeł tożsamości politycznej Polaków powoduje, że trudno mówić o prostej kontynuacji. Posługując się przenośnią, Mickiewicz i Dmowski mogliby się nie dogadać z Zamojskim, nie tylko z powodu ewolucji polszczyzny. Więcej: A. Walicki, Trzy patriotyzmy: trzy tradycje polskiego patriotyzmu i ich znaczenie współczesne, Warszawa 1991. Inną kwestią jest utożsamienie Polski z Rzeczpospolitą Obojga Narodów, które w gruncie rzeczy uprawomocnia współczesne narracje postkolonialne upatrujące w tradycji szlacheckiej „polskiej kolonizacji” tak zwanych Kresów.[19]. Trudno o bardziej aktualne podejście badawcze w dobie polityk tożsamościowych anektujących kolejne obszary życia społecznego.

Niewątpliwą słabością książki jest nieuwzględnienie roli polskich polityków, takich jak hrabia Kazimierz Badeni czy Julian Dunajewski, piastujących najwyższe urzędy w Austro-WęgrzechPor. W. Łazuga, Kalkulować: Polacy na szczytach c.k. monarchii, Poznań 2013; D. Szymczak, Galicyjska „ambasada” w Wiedniu. Dzieje ministerstwa dla Galicji 1871–1918, Poznań 2013.[20], w zdefiniowaniu idei Galicji à rebours jako laboratorium polskości, jak zauważa autor posłowia Jacek PurchlaJ. Purchla, Posłowie [w:] L. Wolff, Idea Galicji…, s. 631.[21]. A fakt, że Polacy mieli możliwość awansu na sam szczyt hierarchii społecznej monarchii, podważa założenia WolffaNawiasem mówiąc, uwzględnienie roli Galicjan w życiu Wiednia oraz pozytywnej roli stolicy imperium w formowaniu kultury galicyjskiej podważałoby dominujące narracje w polskiej historiografii.[22]. Orientalistyczny schemat nie dopuszczałby współuczestnictwa ludzi z prowincji w zarządzaniu centrum. W końcu nawet najwyżsi rangą przedstawiciele społeczności afrykańskich czy azjatyckich nie zasiadli w parlamentach Francji i Wielkiej Brytanii doby imperialnej, nie wspominając o kształtowaniu kultury. Tymczasem jedną z najważniejszych postaci w austriackim życiu artystycznym był hrabia Karol Lanckoroński, o którym historyk nie wspominaLanckoroński odpowiadał między innymi za zakupy do państwowych kolekcji sztuki. Hrabia angażował się również w sprawy dotyczące wiedeńskiej architektury. Więcej: J. Winiewicz-Wolska, Karol Lanckoroński i jego wiedeńskie zbiory, Kraków 2010.[23].

Uderza również brak wzmianek o galicyjskich Żydach w Wiedniu, żeby przywołać tylko najbardziej rozpoznawalne nazwiska Moritza Szepsa i jego córki Berty Zuckerkandl-SzepsWolff rozpatruje obecność galicyjskich Żydów w stolicy monarchii właściwie wyłącznie w kontekście zawiłości kwestii asymilacyjnych (s. 360). Moritz Szeps był przyjacielem następcy tronu Rudolfa i jednym z ważniejszych dziennikarzy liberalnych, założycielem opiniotwórczego „Neue Wiener Tagblatt”. W salonie Berty Zuckerkandl spotykali się najwybitniejsi przedstawiciele wiedeńskiej moderny i medycyny, poszukujący odpowiedzi na pytanie o to, jak funkcjonuje ludzki mózg, w jakiej pozostaje relacji do umysłu oraz jak działa proces percepcji. To tam po raz pierwszy padł pomysł zawiązania Wiedeńskiej Secesji. Sama Berta sprzyjała sprawie polskiej i była wielką admiratorką twórczości Wyspiańskiego. W jej rodzinnym domu miano mówić po polsku. A. Baranowa, Krytycy wiedeńscy o „Sztuce” – Ludwig Hevesi, Hermann Bahr, Berta Zuckerkandl [w:] Stulecie Towarzystwa Artystów Polskich „Sztuka”, red. A. Baranowa, Kraków 2001, s. 72–73. Mimo znaczącego zaangażowania w polskie życie kulturalne w Galicji, Berta Zuckerkandl nie doczekała się osobnej monografii w języku polskim. Najobszerniejszą wzmiankę można znaleźć u Romana Taborskiego. Tenże, Polacy w Wiedniu, Wrocław 1992, s. 161–162.[24]. A przecież ich obecność w stolicy oraz zaangażowanie w sprawy kraju ich pochodzenia również wpływały na jego obraz. Wolff omija również kwestie kształtowania granic II Rzeczpospolitej i Traktatu Ryskiego dla dalszych losów idei GalicjiJ. Purchla, Posłowie [w:] L. Wolff, Idea Galicji…, s. 641–642.[25]. Ponadto nie zauważa Aktu 4 listopada 1916 roku, który przewidywał zmiany ustrojowe w prowincji oraz zmianę nazwy na Małopolskę. Taka decyzja oznaczałaby, w połączeniu z Aktem 5 listopada, wskrzeszającym polską państwowość, redefinicję samej Galicji w powojennym świecie. Można też żałować, iż polski wydawca nie zdecydował się na usunięcie powtórzeń (o metropolicie Szeptyckim czytelnik niemal za każdym razem dowiaduje się, iż pełnił swój urząd do 1944 roku) czy uzupełnienie indeksu o brakujące nazwiska (Beardsley pojawiający się na stronie 426). Przy kolejnym wydaniu należałoby też usunąć oczywiste błędy, jak w przypadku tytułu dzieła Hofmannsthala, które nie jest Listem do lorda Chandos, ale Listem lorda Chandos (s. 442).

Mimo sygnalizowanych wyżej braków, książka Wolffa stanowi dobry punkt wyjścia do refleksji nad współczesną polskością czy szerzej – tożsamością narodową. Zmusza bowiem do zmierzenia się z jednym z najważniejszych pytań filozofii polityki: co konstytuuje wspólnotę polityczną? Lekcja Galicji może być tu niezwykle pomocna, ponieważ dobrze obrazuje twórcze napięcie między konstruktywistycznym a esencjalistycznym pojmowaniem wspólnot politycznych. Nawet jeśli odwoływano się do jakiejś tradycji państwowej (Księstw Ruskich czy Rzeczpospolitej), to w efekcie powstawała nowa wspólnota. W końcu przedrozbiorowa republikańskość była doświadczeniem jednej warstwy społecznej, ale dopiero wyjęta z pierwotnego kontekstu stała się jednym z fundamentów nowoczesnej polskości.

Galicja to tygiel kultur wreszcie. Nie tyle miejsce wielu tożsamości, ile tożsamości polifonicznychSymptomatyczny jest tu casus nieopisywanego przez Wolffa Józefa Mehoffera, potomka austriackich urzędników o morawskich korzeniach. Pamiętany obecnie głównie ze znajomości ze Stanisławem Wyspiańskim, był w swoim czasie uznanym polsko-austriackim malarzem. Ludwig Hevesi, jeden z najważniejszych wiedeńskich krytyków doby fin de siècle’u, określił go mianem „najpotężniejszego kolorysty monarchii”. Por. L. Hevesi, Modern Painting in Austria [w:] The Art-Revival in Austria, red. C. Holme, London–Paris–New York 1906, s. VIII. Dziadek malarza, Joseph von Mehoffer, był naczelnym niemieckojęzycznego krajoznawczego pisma „Galicja”. Więcej: L. Wolff, Idea Galicji…, s. 193. Sam Mehoffer w obrazie W laurowej Sali czynił aluzję do związków z Wiedeńską Secesją, umieszczając charakterystycznie kuliście przycięte drzewka za siedzącą postacią. Jednakże w późniejszych opracowaniach ów wiedeński kontekst znika i Mehoffer rozpatrywany jest jedynie w kontekście młodopolskim. Informację tę zawdzięczam profesor Dorocie Kudelskiej z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego.[26]. Ich badanie może być niezwykle aktualne nie tylko w kontekście budowania relacji z innymi krajami Europy Środkowej, ale także może pomóc w zrozumieniu tożsamości diaspor narodowychChodzi tu zarówno o Polaków czy Węgrów żyjących na terenach naszej części Europy, ale także emigrantów żyjących na Wyspach Brytyjskich i w Skandynawii, których obecności współczesna polska kultura właściwie nie zauważa.[27]. Cóż lepiej nadaje się do takiego opisu niż zaproponowana przez Wolffa nienarodowa perspektywa? Last but not least, należałoby sobie życzyć, aby podobne skrupulatne analizy powstały o innych terenach byłej Rzeczpospolitej Obojga Narodów, przede wszystkim tak zwanych Kresów. To jednak byłaby nieco inna opowieść.

Larry Wolff, Idea Galicji. Historia i fantazja w kulturze politycznej Habsburgów, tłum. T. Bieroń, Międzynarodowe Centrum Kultury, Kraków 2020.

Okładka książki

Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Michał Strachowski, Habsburski łącznik. Recenzja książki Larry’ego Wolffa „Idea Galicji”, „Nowy Napis Co Tydzień”, 2021, nr 107

Przypisy

    Powiązane artykuły

    Loading...