09.09.2021

Nowy Napis Co Tydzień #117 / Grydzewski odpędza Dusiołka

Trzy lata temu redakcja „Polityki” zaproponowała rodzaj sondażu-zabawy, który miał wyłonić nowy kanon literatury polskiej na 100-lecie odzyskania niepodległości. Swoje propozycje składali między innymi: Hanna Krall, Marek Bieńczyk, Stefan Chwin, Jacek Dehnel, profesorowie Anna Nasiłowska, Tadeusz Sławek, Ryszard Koziołek i Piotr Śliwiński. Wszystkie utwory ujęte zostały w porządku chronologicznym, a na pierwszym miejscu – w ponad połowie rankingów – wymieniona został Łąka Bolesława Leśmiana (1877–1937), drugi tom w dorobku poety, wydany w dość nietypowych – jak na książkę liryczną – okolicznościach, w samym środku wojny 1920 roku, gdy armia Michaiła Tuchaczewskiego maszerowała na Warszawę. Dziś obecność Łąki – obok Przedwiośnia Stefana Żeromskiego, Cudzoziemki Marii Kuncewiczowej, Generała Barcza Juliusza Kaden-Bandrowskiego, Panien z Wilka Jarosława Iwaszkiewicza czy Balu w operze Juliana Tuwima – nikogo nie dziwi. Jest nawet pewnego rodzaju splendorem dla wielu innych twórców i ich utworów. To stwierdzenie – dla współczesnych Leśmiana – brzmiałoby co najmniej dyskusyjnie, bo jak pisze Piotr Łopuszański, ten – być może najwybitniejszy liryk międzywojnia – był dla współczesnych postacią niejednoznaczną, niekiedy dziwną, kontestowaną po cichu i otwarcie ignorowaną. Postrzegano poetę najpierw i przede wszystkim poprzez fizyczność (najprawdopodobniej dlatego świadomość własnej – i szerzej – ludzkiej cielesności odgrywać będzie tak wielką rolę w jego twórczości):

 

Niektórzy autorzy wspomnień wręcz piszą o jego brzydocie. […] Z czasem zaczął łysieć, więc próbował powstrzymać proces wypadania włosów. Do humorystycznych opowieści przeszły wspomnienia znajomych o planach przeszczepienia włosów lub o kuracji z małpich hormonów. […] musiał mieć 155 cm wzrostu, a więc tyle co Henryk Sienkiewicz. Leśmian był niższy nawet od kobiet, z którymi się fotografował i miał kompleksy na tym tle.

Był skoligacony z Janem Brzechwą i Antonim Lange, a w plebiscycie „Wiadomości Literackich” (u schyłku lat 20.) na najlepszego pisarza współczesnego zdobył zaledwie… siedemnaście głosów.

Piotr Łopuszański, którego cykl książek „Warszawa literacka” stanowi doskonałe tło dla biografii „bywalca zieleni”, Leśmianem zajmuje się od 1986 roku, publikując na temat autora Napoju cienistego cztery rozprawy i szereg artykułów krytycznych. Biografia najnowsza to przede wszystkim obszerne studium – uwzględniające chociażby bardzo szeroko kontekst rodzinny – obejmujące najnowszy stan badań, utwory niedawno odkryte, weryfikujące wiele sądów niesprawdzonych i domysłów. Ukazujące wreszcie Leśmianowski kosmos fantazji jako dość mocno zakorzeniony w rzeczywistych wydarzeniach z życia poety.

Najpierw więc poznajemy przodków, nieomal jak wyjętych z opowieści Klechd sezamowych – fantastów, wynalazców i podróżników. Wśród nich Antoniego Eisenbauma, „gospodarza” i nauczyciela warszawskiej Szkoły Rabinów, zwolennika postępu i świeckiego modelu nauczania, którego wychowankami są przede wszystkim przyszli wydawcy, właściciele prasowych koncernów i najważniejszych drukarń w stolicy: Salomon Lewental, Gabriel i Leopold Kronenbergowie, Samuel i Maurycy Orgelbrandowie. Rodzina matki pochodzi z angielskiej familii Sunderlandów, sprowadzonych przez Stanisława Staszica do Iłży, późniejszych założycieli oraz właścicieli fabryki fajansu. Tak oto – obok protoplastów Leśmiana – możemy poznać dość spory wycinek i historię kilkunastu osób, które na przestrzeni dziewiętnastego stulecia decydowały o kształcie zasymilowanej i świeckiej części społeczności żydowskiej zamieszkującej Warszawę. Opowieść Łopuszańskiego ma przy tym charakter wybitnie dygresyjny. Fragment biografii autora Napoju cienistego staje się często pretekstem do przywołania krótkiej opowieści, niewielkiej anegdoty, kilkunastozdaniowej historii jednej z – pozornie – epizodycznych postaci, których obecność wzmacnia tylko wizerunek głównego bohatera. Przywołam tu malutki urywek, wspomnienie z Leśmianowskiego dzieciństwa, które – tak jakby mimowolnie – kieruje nas ku onirycznym, gdzieś na granicy jawy i fantazji światom Brunona Schulza. Jak się jednak okaże, nie tylko ten świat poety od lat najmłodszych utkany był z symboli i skojarzeń literackich:

W czasie, gdy urodził się poeta, w kamienicy na parterze, z wejściem na rogu Chmielnej i Brackiej, mieścił się sklep kolonialny dawnego zesłańca Antoniego Pawłowskiego. […] W zakurzonym oknie wisiał pajac, przedstawiający Kozaka z nahajką w ręku. W drzwiach, oszklonych do połowy, po jednej stronie stał koń na biegunach […] Pawłowski miał czerwone od odmrożenia dłonie, bowiem kiedyś rąbał zimą głowy cukru bez rękawic. […] Prus znał Pawłowskiego, ba, poradził mu nawet, by zainstalował urządzenie do rąbania cukru, co ten uczynił.

To świat skojarzeń, warszawskiego centrum, ale – co bardzo wyraźnie podkreśla autor biografii – źródeł fantastyki i wyobraźni Leśmianowskiej nie trzeba szukać w religii i folklorze żydowskim („Świat Żydów ortodoksyjnych, chasydów z małych miasteczek, świat Nalewek w Warszawie był Leśmianowi obcy. W wieku dojrzałym pisząc o Miasteczku Szaloma Asza, poeta podkreślał swoje zaskoczenie obyczajami i kulturą żydowską”).To czy przyszły „notariusz z Hrubieszowa” miał wśród swych przodków osoby wyznania mojżeszowego, czy pisał się Leśmian czy Lesman, w modernistycznej stolicy, w Polsce lat międzywojnia i w środowisku literackim nie miało żadnego znaczenia. Pochodzenie zaczyna odgrywać rolę w życiu poety dopiero w latach 30. wraz z pojawieniem się antysemickich nastrojów, wraz z gwałtownie rosnącą rolą polskich narodowców.

Rodzina Lesmanów (głównie za sprawą ojca), a w następstwie charakteru samego Bolesława, stała się rodziną podróżników. Wczytując się w biografie polskich (a szerzej: nawet europejskich – może z wyjątkiem francuskich i włoskich) pisarzy, od początku romantycznej fali, aż do powojennego egzystencjalizmu, dominującym okazuje się właśnie topos wędrówki. Leśmian mieszka w Warszawie, by w czasach gimnazjalnych i studenckich trafić do Kijowa, powrócić do Warszawy, odwiedzać Paryż i Lazurowe Wybrzeże, bywać często w Iłży, lata wojny spędzać w Łodzi, życie zawodowe w Hrubieszowie i Zamościu. Wciąż jednak i wciąż będzie powracać do stolicy, z którą łączy go nić literacko-towarzyska. Tu na poważnie – po raz pierwszy – zaangażuje się w publikacje prasowe, stanie wiernym uczniem „Miriama” Przesmyckiego i współpracownikiem „Chimery” (a przy okazji „bohaterem” jednej z rozlicznych intryg Stanisława Przybyszewskiego). Choć na swój sposób awanturnicze, intrygujące są romantyczne przygody twórcy Dusiołka i ich odbicie w lirycznych strofach, jak analizuje to wnikliwie Łapiński, podając wiele przykładów ze słynnej Łąki, to już ciekawsze jest stwierdzenie o proweniencji Leśmianowego lingwizmu. Autor biografii stawia bowiem tezę, iż głośne ze słowotwórczego nowatorstwa poetyckie frazy wcale nie były tak odkrywcze:

Poeta posiadał w swej bibliotece „Słownik języka polskiego” Samuela Bogumiła Lindego, który czytał jak powieść, „Słownik wileński”, a nawet słownik gwary złodziejskiej. Dzięki słownikom Lindego, Karłowicza, tzw. „wileńskiemu”, który również miał w swej bibliotece, Leśmian poznawał etymologię słów, przyswajał wyrażenia ciekawe, które już wyszły z użycia. Wiele rzekomych neologizmów poety, którymi będzie się posługiwał w dojrzałym i późnym okresie twórczości, to wyrażenia archaiczne.

Nas jednak, być może, powinny zafrapować wybrane trzy momenty z poetyckiej biografii, które – mówiąc językiem Tyrmanda – rzucą nie tylko cień i światło na życie towarzyskie i uczuciowe stolicy, ale będą doskonałą ilustracją literackiego krajobrazu lat międzywojennych.

Zacznijmy od wydawców – jest autor Łąki przez wiele lat związany z Jakubem Mortkowiczem. Wydawca wciąż nie płaci honorariów i zaniża nakłady. Tak oto te przypadki Leśmiana stają się tak typowe dla literackiego rynku dawnej Warszawy. Pisarze chwytają się najróżniejszych wybiegów – Żeromski podpisuje każdy egzemplarz, podobnie stara się sygnować swe tomiki autor Napoju cienistego. Inni wciąż domagają się zapłaty, a nawet chodzą po warszawskich księgarniach i liczą egzemplarze swych utworów. Cały surrealizm tej praktyki możemy odnaleźć w pierwszym tomie pasjonującej biografii Gombrowicz. Ja, geniusz pióra Klementyny Suchanow.

Paradoksalnie kolejna odsłona przeniesie nas do Łodzi, bo Leśmian w Łodzi to przypadek nader charakterystyczny. Do „ziemi obiecanej” trafia poeta w 1916 roku wraz z rodziną, uciekając z głodującej stolicy. Zatrudniony w Teatrze Polskim, odpowiada za repertuar, zajmuje się również reżyserią niektórych spektakli. Widzimy, jak wyraźnie rozchodzą się pragnienia Leśmiana realizacji widowiska artystycznego zgodnego z najnowszymi trendami scen europejskich i pragnienia widowni (wraz z częścią krytyki) – teatru narodowego i patriotycznego. Gdy Leśmian wystawia i reżyseruje Salome Oscara Wilde’a, krytyka niemiecka przyrównuje go do Maxa Reinhardta (!), a recenzenci polscy i publiczność nie rozumieją zamysłów. To samo spotyka go po premierze Księdza Marka Juliusza Słowackiego. Teatralna przygoda poety to katastrofa kompletna. Pokazuje ona zarazem istotę odbioru poezji Bolesława Leśmiana, często zbyt wysublimowanej, ze swej natury modernistyczno-artystowskiej i – sąd ten może wydać się na pozór dziwny – nowocześniejszej od wielu awangardowych eksperymentów. Twórczości przewyższającej „zdejmującą już płaszcz Konrada” nieomal całą lirykę międzywojnia. W tym może tkwić trzeci element układanki. Okryty mgłą milczenia i najbardziej tajemniczy. Związane ze skamandrytami, prowadzone przez Mieczysława Grydzewskiego „Wiadomości Literackie” – najbardziej poczytny tygodnik kulturalny dwudziestolecia międzywojennego – przez ponad dziesięć lat nie wspominają ani słowem o istnieniu Bolesława Leśmiana, a jego śmierć kwitują zaledwie jednozdaniowym nekrologiem.

Czytamy więc Bywalca zieleni nie dla potężnej bibliografii, nie dla ciekawie poprowadzonej narracji, nie tylko dla anegdot śmiesznych. Czytamy jak panoramę dziejów korporacyjnej literatury (to wtedy właśnie rodzi się ona nad Wisłą) i „prasowego światka” sprzed niemal stu lat, jak opowieść o zrzucanych na margines „pisarzach przeklętych”. A chichoczący Dusiołek tymczasem – właśnie Leśmiana skazanego na zapomnienie uczynił największym.

 

Piotr Łopuszański, Bywalec zieleni. Bolesław Leśmian. Biografia, Wydawnictwo „Iskry”, Warszawa 2021.

okładka książki

 

Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Paweł Chmielewski, Grydzewski odpędza Dusiołka, „Nowy Napis Co Tydzień”, 2021, nr 117

Przypisy

    Powiązane artykuły