10.10.2019

Nowy Napis Co Tydzień #018 / Pierwszym słowem był pocałunek ojczystej ziemi. O kazaniach Karola Wojtyły

Mija czterdzieści lat od pierwszej pielgrzymki Jana Pawła II do Ojczyzny. W niniejszym artykule kaznodziejstwo Karola Wojtyły – ze szczególnym uwzględnieniem kazań z tej historycznej wizyty, ale nie tylko – będzie analizowane w świetle literaturoznawstwa, homiletyki i retoryki, czyli sztuki wymowy. Tradycyjnie wyróżnia się trzy zasadnicze odmiany wypowiedzi (wystąpień) retorycznych: mowy doradcze (nakłaniające lub zniechęcające do czegoś), mowy sądowe (oskarżenie lub obrona) i mowy oceniające (pochwalne lub ganiące). Kazanie zaliczamy do mów doradczychZob. czym jest retoryka i jak ona sytuuje kazanie: M. Korolko, Podręcznik retoryki homiletycznej, Kraków 2010; tenże, Sztuka retoryki. Przewodnik encyklopedyczny, Warszawa 1990; H. Lausberg, Retoryka literacka, przeł. A. Gorzkowski, Bydgoszcz 2002; J. Ziomek, Retoryka opisowa, Wrocław 1990.[1].

Ze względu na to, czy przedmiotem opisu staje się napisane kazanie (tekst), czy wygłoszone (mowa), kazanie jest opisywane z perspektywy genologii literackiej bądź retorycznej.

Kazanie (i homilia) od samego początku miało – jeśli tak można powiedzieć – podwójny żywot: było mową i tekstem, przy czym w zależności od okoliczności formą pierwotną była forma pisana lub wygłoszona, a między nimi istnieć mogły różnice wynikające bądź to z redakcji zapisu wcześniej wygłoszonej mowy, bądź to z improwizacji dodawanych w trakcie samego głoszenia kazania na ambonieA. Draguła, W poszukiwaniu cech gatunkowych homilii i kazania. Uwagi teologa [w:] Kazanie a literatura – dawniej i dzisiaj, red. J. Sikora, J. Jurkowski, Warszawa 2017, s. 24.[2].

Czym jest kazanie i homilia?

Kazanie i homilia to dwie podstawowe jednostki głoszenia słowa Bożego. Przypatrując się ich genezie – pierwsza była homilia. Od XIII wieku, wskutek przerostów retorycznych, w dużym stopniu wyparło ją kazanie. Od IV wieku coraz bardziej ujawniała się różnica między homiliami rozumianymi jako swobodna analiza tekstu biblijnego niekierująca się ściśle zasadami kompozycyjno-stylistycznymi a kazaniami rozumianymi jako mowy o charakterze religijnym, opracowane i wygłoszone według zasad klasycznej retoryki. Tendencje scholastyczne przyczyniają się do zdominowania homilii przez kazanie. W miarę postępującej dominacji kazania pojawiają się próby podporządkowania homilii wymogom retoryki. Do rozwoju kazania przyczynia się w XI i XII wieku kaznodziejstwo wędrowne, związane z ogłaszaniem wypraw krzyżowych, przybierające w XII wieku charakter kaznodziejstwa ludowego, uprawianego przez zakony żebrzące. Charakteryzuje się ono odstępstwem od komentowania wersetów biblijnych, zmierzając bezpośrednio do pouczania wiernych o sposobach życia pobożnego. W XV wieku przyjmuje postać wędrownego kaznodziejstwa pokutnego, natomiast w wieku XVI postać metodycznych misji ludowych. Reformacja przyczynia się do rozwoju formy kazania polemicznego i apologetycznego. Bujny rozwój kaznodziejstwa w następnych wiekach wzbogaci się o nowe jego formy, takie jak kazania sejmowe (Piotr Skarga), obozowe (Fabian Birkowski), polityczne (Michał Karpowicz). Na przełomie XIX i XX wieku dominuje kazanie katechizmowe, popierane przez neoscholastykę.

Sobór Watykański II (1962–1965) reaktywował i dowartościował homilię. Dokumenty soborowe terminów „kazanie” i „homilia” używają zamiennie, przyznając jednak naczelne miejsce homilii. Co ciekawe, w Katechizmie Kościoła katolickiego ani razu nie występuje termin „kazanie”, natomiast cztery razy „homilia”. Dlaczego? Może autorzy w ten sposób wyeksponowali postulatywność homilijną. Ale jednocześnie wyeliminowali kazanie. W polskiej tradycji, także językowej, bardziej zakorzenione jest kazanie niż homilia. W Małym słowniku języka polskiego nie ma terminu „homilia”, tylko „kazanie”Mały słownik języka polskiego, red. S. Skorupka, Warszawa 1993, s. 269.[3], ale już w pojemniejszym słowniku znajdziemy oba terminySłownik języka polskiego, red. M. Szymczak, t. 1, Warszawa 1987, s. 752 i 905.[4]. Również w Słowniku terminów literackich goszczą i homilia, i kazanie – z podkreśleniem, iż „kazania bywają wybitnymi utworami literackimi”Słownik terminów literackich, red. J. Sławiński, Wrocław 1988, s. 185 i 219.[5].

W porównaniu z kazaniem homilia ma bardziej bezpośredni związek z tekstami biblijnymi (perykopami) oraz z liturgią. W kazaniu występuje natomiast większa perswazyjność i zwykle stanowi ono dłuższą wypowiedź niż homilia. Termin „kazanie” wywodzi się z ogólnosłowiańskiego czasownika „kazać”, oznaczającego rozkazywać, polecać, nakazywać; a także głosić, mówić, nauczać, opowiadać (po rusku skazka, skazywat), głosić Ewangelię; stąd w dawnej polszczyźnie mówiło się: „kazać słowo Boże”. Od czasownika „kazać” pochodzi rzeczownik „kaźń” oznaczający rozkaz, nakaz, przykazanie, stąd też „kaznodzieja” – według Aleksandra Brücknera – to ten, który dzieje, głosi kaźni, czyli przykazania Boże. Kaznodzieja bywał też kiedyś nazywany „opowiadaczem słowa Bożego”G. Siwek, Przepowiadanie jako opowiadanie, „Biblioteka Kaznodziejska” 2005, nr 3, s. 69.[6].

Sztuką wygłaszania kazań zajmuje się homiletyka (gr. homiletike – sztuka rozmawiania), która jest działem teologii pastoralnej (praktycznej). Ukształtowała się – podobnie jak homilia – w pierwszych wiekach chrześcijaństwa, dostosowując do jego potrzeb tradycję greckiej i rzymskiej retoryki. W homiletyce często używa się terminu „przepowiadanie”, znaczeniowo bliskiego „kaznodziejstwu”. „Przepowiadanie można rozumieć bardzo szeroko. W takim rozumieniu obejmować ono będzie także wykład teologiczny, katechezę, dialog religijny, utwory pisane, pantomimę, film”Tenże, Przepowiadanie Słowa Bożego [w:] Teologia pastoralna, red. R. Kamiński, t. 2: Teologia pastoralna szczegółowa, Lublin 2002, s. 131.[7]. W tym artykule zakres terminu „przepowiadanie” zostaje zacieśniony do tradycyjnego pojęcia kaznodziejstwa jako głoszenia słowa Bożego. Ponadto termin „kazanie” jest tutaj rozumiany pojemnie i obejmuje również homilię. Nadmieńmy, że termin „przepowiadanie” ma etymologiczny związek z terminem „kazanie” w języku rosyjskim – propowied.

Kazanie to wypowiedź perswazyjna, w przemożny sposób uwzględniająca obecność odbiorcy. Dawniejsze mowy zakładały większy dystans między nadawcą a odbiorcą. Świadczy o tym między innymi to, że mówiło się z wysoka – z ambony. Częstszy był model kazania dydaktycznego, pouczającego. Obecnie zauważamy bardziej formę postulującą niż dyrektywną. Język ambony jest językiem religijnym, hieratycznym (podniosłym), współcześnie ewoluuje on w kierunku języka potocznego. Stanisław Balbus kilkanaście lat temu pisał o współczesnej „zagładzie gatunków” literackichS. Balbus, Zagłada gatunków [w:] Genologia dzisiaj, w serii: Z dziejów form artystycznych w literaturze polskiej, t. 82, red. W. Bolecki, I. Opacki, Warszawa 2000.[8]. Możemy ująć to zjawisko łagodniej i nazwać rozmyciem gatunków. Rozmywa się także kazanie. Obecnie kazania przybierają niejednokrotnie postać eseju. W takiej formie głosił je na przykład ks. Janusz Stanisław PasierbJ.S. Pasierb, Słowo między ludźmi, Katowice 2010.[9], a także – ale nie z ambony, lecz „książkowo” – nawrócony marksista Leszek KołakowskiL. Kołakowski, Czy diabeł może być zbawiony i 27 innych kazań, Kraków 2006.[10]. Natomiast Zbigniew Herbert wygłasza poetycką HomilięZ. Herbert, Rovigo, Wrocław 1997, s. 26–27.[11]Kaznodziejski wzorzec jest wykorzystywany w satyrze – tego rodzaju kazania wygłaszał, a raczej wyrysowywał, Sławomir Mrożek w cyklu Kazanie na górce. Zaś postmodernistyczna powieść Rebelia Mariusza Sieniewicza to sensacyjno-fantastyczne kazanie o upadku współczesnego świata bez wiary w Boga, bez ściśle określonej aksjologiiM. Sieniewicz, Rebelia, Warszawa 2007.[12]. Kazanie występuje też w znaczeniu pejoratywnym – wymądrzania się, moralizowaniaNa przykład w wierszu Epizod Zbigniewa Herberta czytamy: „wydymasz wargi i mówisz / – powinieneś być kaznodzieją – / i zagniewana odchodzisz / nie kocha się moralistów”. Z. Herbert, Hermes, pies i gwiazda, Wrocław 1997, s. 70–71. Dzięki ironii mam kompromitację mówiącego – antymoralisty. Oczywiście tutaj w takim rozumieniu kaznodziejstwo nas nie interesuje.[13].

Jeszcze raz podkreślam, że w niniejszym opracowaniu dotyczącym kaznodziejstwa Karola Wojtyły interesuje nas kazanie w typowym, kościelnym rozumieniu w sensie zasadniczym (zamiennie z homilią).

Mówił jak prorok

Powszechnie mówi się o wyjątkowości Jana Pawła II, w rozmaitych aspektach, między innymi jako kaznodziei„Jana Pawła II nikt nie zastąpi w roli przygnia­tającego do muru proroka, wyzwoliciela i kazno­dziei, ale otworzy się być może nowa przestrzeń refleksji i działania, w której katolicyzm polski będzie musiał sobie radzić już o własnych siłach. Dzięki pontyfikatowi Karola Wojtyły zgromadził on spory zapas energii i dobrej woli oraz całkiem nowych doświadczeń i świeżych pomysłów – to na pewno bardzo się przyda”. A. Szostkiewicz, Wielkie wiosłowanie. Kościół bez Jana Pawła II, „Res Publica Nowa” 2004, nr 2, s. 60.[14]. Nawet kontrowersyjny teolog niemiecki Hans Küng, krytyk pontyfikatu polskiego papieża, nie odmawia mu talentu: „Jest to człowiek obdarzony wielką charyzmą, który mając dar zjednywania sobie publiczności, potrafi w godny podziwu sposób zaspokajać tęsknotę mas za autorytetem moralnym i wzorem do naśladowania, o jaki tak trudno we współ­czesnym społeczeństwie”H. Küng, Krótka historia Kościoła katolickiego, tłum. A. Skalski, Wrocław 2004, s. 168.[15]. A tak charakteryzuje Jana Pawła II jako mówcę aktor Andrzej Seweryn: „Pełne słowo. Słowo docierające do słuchacza. Poczucie czasu, rytmu. Zaangażowanie. Umiejętność zwieńczania fragmentów wypowiedzi. Wiadomo, kiedy koniec, kiedy początek. Nawiązywanie kontaktu z ludźmi, do których mówi, a nie tylko wygłaszanie. W aktorstwie jest to samo. Ja muszę mieć kontakt z widzem”A. Seweryn, My mamy prawo do kłamstwa, wy – nie, „Przegląd Homiletyczny” 2006, nr 10, s. 133.[16]. Papież osiągnął mistrzostwo w przemawianiu zwłaszcza do licznej publiczności, był doskonałym psychologiem tłumu.

Na styl i jakość kazań Jana Pawła II, a także na cały pontyfikat, rzutowała jego wyobraźnia artystyZob. K. Dybciak, Karol Wojtyła a literatura, Tarnów 1991, s. 7; A. Kozłowska, Poeta na ambonie. Kazania Karola Wojtyły wobec jego tekstów literackich [w:] Kazanie a literatura – dawniej i dzisiaj, dz. cyt., s. 63–80.[17]. Rzeczywiście Karol Wojtyła miał zapewne przymioty dobrego kapłana i bogatą osobowość, ale nie zapominajmy, że na wszystkich etapach swego życia był także artystą poetą, dramaturgiem, aktoremZob. B. Taborski, „Wprost w moje serce uderza droga wszystkich”. O Karolu Wojtyle – Janie Pawle II szkice, wspomnienia, wiersze, Toruń 2005, s. 14.[18]. Jako kaznodzieja i aktor, w obręb słów włącza bardzo wymowne gesty. Znosi granice między kodem sensu stricto językowym a pozajęzykowym:

Przybywam do Ojczyzny. Pierwszym słowem, wypowiedzianym w milczeniu i na klęczkach, był pocałunek tej ziemi: ojczystej ziemi. […] Pocałunek złożony na ziemi polskiej ma jednak dla mnie sens szczególny. Jest to jakby pocałunek złożony na rękach matki – albowiem Ojczyzna jest naszą matką ziemskąNa lotnisku Okęcie, Warszawa, 16 VI 1983 roku, [w:] Jan Paweł II, Pielgrzymki do Ojczyzny. Przemówienia, homilie, Kraków 1997, s. 213.[19].

Jakie najlepsze kazanie o Polsce usłyszeliśmy na przestrzeni ostatnich kilkudziesięciu lat? W takim aksjologicznym rankingu na pierwszym miejscu postawiłbym kazanie nie usłyszane, ale ujrzane, zobaczone. Ponawiane co kilka lat i ciągle aktualne. Właśnie ucałowanie ojczystej ziemi podczas pielgrzymek do Polski Jana Pawła II – najwymowniejsze i najkrótsze, pozawerbalne kazanie patriotyczne. Tak to kazanie, będące wymownym gestem, przemawiało, że trzeba było podjąć próbę jego dyskredytacji, ośmieszenia. Uczynił to Marek Siwiec – szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego i sekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta RP Aleksandra Kwaśniewskiego17 września 1997 roku Marek Siwiec na lotnisku w Ostrzeszowie wychodząc z helikoptera wykonał w powietrzu znak krzyża w kierunku witających go urzędników i działaczy partyjnych, a następnie – zachęcony przez Aleksandra Kwaśniewskiego – uklęknął i ucałował ziemię. Była to parodia gestu Jana Pawła II.[20]. Czy podważył wartość tego wyjątkowego kazania? Wręcz przeciwnie. Uwydatnił!

A wracając do rankingu. Jakie kazanie umieściłbym na drugim miejscu? Również polskiego papieża. Kazanie będące jedną z najważniejszych wypowiedzi w historii polskiego kaznodziejstwa – na placu Zwycięstwa w Warszawie 2 czerwca 1979 roku, ze słynnymi słowami: „Wołam, ja, syn polskiej ziemi, a zarazem ja, Jan Paweł II, papież. Wołam z całej głębi tego Tysiąclecia, wołam w przeddzień Święta Zesłania, wołam wraz z wami wszystkimi: Niech zstąpi Duch Twój! Niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze ziemi. Tej ziemi!”Homilia w czasie Mszy św. odprawionej na placu Zwycięstwa 2 czerwca 1979 roku [w:] Jan Paweł II, Pielgrzymki do Ojczyzny, dz. cyt., s. 25.[21]. Prorocza treść tej frazy i czas jej wygłoszenia stał się w zbiorowej wyobraźni początkiem końca komunizmu. Niemal równo dziesięć lat później, 4 czerwca 1989 roku, odbyły się w Polsce pierwsze częściowo wolne wybory do Sejmu oraz całkowicie wolne do przywróconego Senatu. Zwycięstwo odniosła w nich „Solidarność”.

Z patriotycznej ambony

Po pierwszej pielgrzymce papieskiej do Polski w czerwcu 1979 roku ks. Józef Tischner niezwykle nobilitująco wypowiadał się o Janie Pawle II, o jego ewangelicznym przesłaniu wpisanym w kontekst chrześcijaństwa oraz w dzieje naszego narodu – zwłaszcza w zmagania o ład moralny:

Jan Paweł II jest pierwszą postacią we współczesnym katolicyzmie, a może nawet w chrześcijaństwie w ogóle. Jest następcą Piotra – człowiekiem, który samą swą obecnością każe nam myśleć o Ewangelii, który przywołuje przed nasze oczy niezwykłe sceny i krajobrazy sprzed dwóch tysięcy lat, który z niezwykłą mocą wewnętrznego przekonania wypowiada słowa, jakich nie mógłby wymyślić człowiek. Kraj nasz na te kilka dni stał się jakby częścią dawnej Galilei, Samarii, Judei. Dlatego trzeba mocno podkreślić: obecność Jana Pawła II wśród nas zaowocowała przede wszystkim modlitwą. Takiej modlitwy polskie niebo jeszcze nie widziało. Wszystko inne już było, może na mniejszą skalę, ale było. Ale na tym nie koniec. Jan Paweł II stał się dla nas również symbolem, który kazał myśleć o dziejach naszego narodu. Jego osoba wyrosła z historii – szczególnej historii. Jej rdzeniem okazują się dzieje polskiego etosu. Za plecami Jana Pawła II uobecniała się nam tysiącletnia walka o ład moralny na tej ziemiJ. Tischner, Idąc przez puste błonia, Kraków 2005.[22].

Kazania podejmujące kwestie ojczyzny i narodu są kazaniami patriotycznymi. Mają one w kaznodziejstwie polskim długą i rozbudowaną tradycję. Wpisują się w nią tacy kaznodzieje jak: Piotr Skarga, Fabian Birkowski, Tomasz Młodzianowski, Jan Paweł Woronicz, Hieronim Kajsiewicz, Antoni Szlagowski, Stefan Wyszyński, Karol Wojtyła (Jan Paweł II), Józef Tischner, Jerzy Popiełuszko. Szczytowym osiągnięciem w gatunku kazań patriotycznych są Kazania sejmowe ks. Piotra Skargi, które łączą w sobie dwie tradycje: kazania pokutnego i politycznegoK. Panuś, Sztuka głoszenia kazań, Kraków 2008, s. 132–133.[23].

Kazania patriotyczne dawne i obecne stanowią jeden z najważniejszych obszarów polskiego kaznodziejstwa. Zdaniem księdza Pasierba polska ambona jest najbardziej patriotyczną amboną chrześcijańskiego świataJ.S. Pasierb, Miejsce kaznodziejstwa w kulturze polskiej [w:] tenże, Pionowy wymiar kultury, Kraków 1983, s. 102–103.[24]. Emocjonalność, podniosłość, wspólnota przeżycia, sakralizacja pamięci, kult wielkich postaci historycznych, aksjologiczne odwoływanie się do dewizy „Polak-katolik”, romantyczne myślenie o narodzie – to tylko wybrana specyfika ojczyźnianych narracji. Podstawowym celem kazań patriotycznych jest kształtowanie w słuchaczach postawy miłości do ojczyzny.

Zresztą bez odniesień do tradycji trudno wygłosić kazanie o Polsce. Tradycja jako wartość, jako pole wspólnoty komunikacyjnej i aksjologicznej, kształtuje się i trwa bez względu na polityczną argumentację, niekiedy wbrew decyzjom polityków, choć polityczne poparcie bez wątpienia może wpływać na reakcję społeczności (zarówno pozytywnie, jak i negatywnie)Zob. M. Kula, Wybór tradycji, Warszawa 2003.[25].

Jan Paweł II „w szczególny sposób rozwija chrześcijańską teologię narodu. Jego teologia narodu opiera się przede wszystkim na teologii historii. W rezultacie otrzymujemy bardziej teologię historii narodu niż struktury narodu”M. Kowalczyk, Z teologii historii narodu Jana Pawła II [w:] Polska teologia narodu, red. Cz. Bartnik, Lublin 1986, s. 245.[26]. Mamy uwypuklony związek narodu, jego istnienia, z Chrystusem. Polski papież patrzy na pojedynczego człowieka poprzez pryzmat narodowej wspólnoty:

Nie sposób zrozumieć człowieka inaczej jak w tej wspólnocie, jaką jest naród. Jest to jednakże wspólnota szczególna, najbliżej chyba związana z rodziną, najważniejsza dla dziejów duchowych człowieka. Otóż nie sposób zrozumieć dziejów narodu polskiego – tej wielkiej tysiącletniej wspólnoty, która tak głęboko stanowi o mnie, o każdym z nas – bez Chrystusa. Jeślibyśmy odrzucili ten klucz dla zrozumienia naszego narodu, narazilibyśmy się na zasadnicze nieporozumienie. Nie rozumielibyśmy samych siebie. Nie sposób zrozumieć tego Narodu, który miał przeszłość tak wspaniałą, ale zarazem tak straszliwie trudną – bez ChrystusaHomilia w czasie Mszy św. odprawionej na placu Zwycięstwa 2 czerwca 1979 [w:] Jan Paweł II, Pielgrzymki do Ojczyzny, dz. cyt., s. 23.[27].

Chrystus staje się kluczem do zrozumienia człowieka i narodu. W rozumieniu narodu, oprócz historii i ojczyzny, wielką rolę odgrywa kultura. Według Jana Pawła IIkultura polska jest dobrem, na którym opiera się życie duchowe Polaków. Ona wyodrębnia nas jako naród. Naród to wspólnota duchowej, zbiorowej pra­cy, której owocem jest kultura: „Dzieje narodu zasługują na właściwą ocenę według tego, co wniósł on w rozwój człowieka i człowieczeństwa, w jego świadomość, serce, sumienie. To jest najgłębszy nurt kultury. To jej najmocniejszy zrąb. To jej rdzeń i siła”Tamże.[28]. Papież w szeroki sposób rozumie naród. Ujmuje go jako wspólnotę duchową łączącą wszystkie poko­lenia Polaków. Podobnie – jako na wspólnotę ducha – patrzył będzie na jednoczącą się Europę:

Czyż nie można powiedzieć, że po upadku jednego muru [berlińskiego – J.S.], tego widzialnego, jeszcze bardziej odsłonił się inny mur, niewidzialny, który nadal dzieli nasz kontynent – mur, który przebiega przez ludzkie serca? […] Do prawdziwego zjednoczenia kontynentu europejskiego droga jeszcze jest daleka. Nie będzie jedności Europy, dopóki nie będzie ona wspólnotą duchaHomilia w czasie Mszy św. odprawionej w Gnieźnie 3 czerwca 1997 roku [w:] Jan Paweł II, Pielgrzymki do Ojczyzny, dz. cyt., s. 907.[29].

Głęboki namysł nad słowem

Wojtyła z tekstów modlitewnych wybiera słowa i je tłumaczy wiernym, nieraz sięga do etymologii. Uaktualnia ich znaczenie, wchodząc w przestrzeń egzystencjalną moralnego wartościowania:

Maryjo, Królowo Polski,

jestem przy Tobie, pamiętam, czuwam!

Co to znaczy: „czuwam”?

To znaczy, że staram się być człowiekiem sumienia. Że tego sumienia nie zagłuszam i nie zniekształcam. Nazywam po imieniu dobro i zło, a nie zamazuję. Wypracowuję w sobie dobro, a ze zła staram się poprawiać, przezwyciężać je w sobie. To taka bardzo podstawowa sprawa, której nigdy nie można pomniejszyć, zepchnąć na dalszy plan. Nie. Nie! Ona jest wszędzie i zawsze pierwszoplanowa. Jest zaś tym ważniejsza, im więcej okoliczności zdaje się sprzyjać temu, abyśmy tolerowali zło, abyśmy łatwo się z niego rozgrzeszali. Zwłaszcza, jeżeli tak postępują inniMaryjo, Królowo Polski, jestem przy Tobie, pamiętam, czuwam! Do młodzieży w czasie Apelu Jasnogórskiego, Jasna Góra, 18 VI 1983 [w:] Jan Paweł II, Pielgrzymki do Ojczyzny, dz. cyt., s. 263.[30].

Ten kaznodzieja dla uwyraźnienia problemu stosuje emocyjne udobitnienia, dodatkowo z gradacją siły nacisku: „Nie. Nie!”. W duchu personalizmu, stawiając na pierwszym miejscu człowieka, podchodzi do zagadnień ogólnych. Zgrabnie operuje zawartością semantyczną przywoływanych słów. Dlaczego w jego kazaniach znajdujemy dużo refleksji i medytacji nad słowem? Między innymi należy w tym widzieć zwrot ku Bogu, który jest Słowem, wprawdzie odwiecznym, ale właśnie słowem. Wojtyła już w młodzieńczym Renesansowym psałterzu ogromną rolę przypisuje słowu. Mówi o jego boskim pochodzeniu, mocy płynącej wprost od Boga: „w słowach są moce, jest hyr idący, / jest błogosławieństw i przekleństw władza – / i wiem, że słowem ogarnę, strącę, / albo sam legnę trupem na głazach / i w pierś mi motłoch wszczepi swój kancerz. / Przeto się uczę wieczornej mowy, / psalmów pokutnych, izraelowych(Słowo – Logos)K. Wojtyła, Poezje zebrane, Kraków 2003, s. 76.[31]. Słowo ma moc zbawczą, stało się Ciałem, przyjęło bosko-ludzką naturę w osobie Jezusa Chrystusa: „W Słowie się stało nasze zbawienie, / co wrosło w boskie i ludzkie progi (Słowo – Logos)”Zob. J. Sikora, Poetyckie pieśni słowiańskiego Dawida. O „Renesansowym psałterzu” Karola Wojtyły [w:] Poezja Karola Wojtyły – duchowe spojrzenia, wybór i opracowanie J. Sochoń, Pelplin 2003, s. 90–91.[32]. W kazaniach Wojtyła, podobnie jak w poezji, sięga do głębi znaczeń słów. Eksponuje maksymalizm poznawczy i etyczny, gruntowny namysł nad ukrytymi sensami.

W kazaniach Karola Wojtyły możemy zauważyć pewną ewolucję. Otóż przed okresem papieskim były one bardziej zakorzenione w kaznodziejskiej tradycji. O ich specyfice tak mówi Mieczysław Maliński – przyjaciel papieża:

Jak byłem katechetą w liceum rabczańskim, przyjeżdżał [Wojtyła – J.S.] do Rabki na wielkanocne rekolekcje przez sześć lat. Rok za rokiem. Bo jak pytałem dziewcząt i chłopców, kogo chcą mieć za rekolekcjonistę, odpowiadali – Wojtyłę. On był wykładowcą, a więc miał taki styl, że kazanie było bardziej wykładem. Ale przez ten wykład przebijał się jego osobisty duch, zaangażowanie w to, co mówił. I chociaż kazanie było podobne do wykładu, przeżywał je osobiście i prawdziwie dzielił się tym, co odkrył, co przeżył, czym się zachwycił, czego się przestraszyłK. Modzelewski, Warsztat kaznodziejski a warsztat aktorski [maszynopis], Olsztyn 2006, s. 76.[33].

Wojtyła z czasem od tej formy zobiektywizowanej przechodzi do bardziej refleksyjnej, medytacyjnej. W rozmaitych formach wypowiedzi, nie tylko kaznodziejskiej, i w języku mówionym, i pisanym słowem posługiwał się w piękny sposób, znał jego wagęZob. A. Markowski, Przedmowa [w:] Świat słowa Jana Pawła II. Refleksje – wspomnienia – opinie, oprac. M. Dalgiewicz, Tarnów 2007, s. 5.[34]. Również przez pryzmat języka patrzył na świat i go opisywał używając kategorii lingwistycznych. Na przykład prawo moralne porównuje do gramatykiM. Dalgiewicz, Wprowadzenie [w:] Świat słowa Jana Pawła II, dz. cyt., s. 8.[35]. W świetle teolingwistykijęzyk ludzki staje się ucieleśnieniem języka Boga, który objawia swoją prawdę „zniżając się” przedziwnie do naszego poziomu, zgodnie z logiką WcieleniaZob. Jan Paweł II, Fides et ratio, s. 68.[36]. Papież mówił dynamicznie, dopiero gdy był starszy i cierpiący, wtedy zauważamy w jego języku mniej dynamizmu. Ale nawet gdy mówił ciszej, to i tak wypowiadane przez niego słowo żyło, pulsowało, mieniło się barwą. Przywracał słowom dawne znaczenia„Wyznam, że dzięki Janowi Pawłowi II – mówi Jan Miodek – wprowadziłem do swojego języka słowo «owszem» w jego dawnym, prawie już dziś zapomnianym znaczeniu «ba, mało tego, co więcej»”. Świat słowa Jana Pawła II…, s. 113.[37].

Wojtyła wchodzi w dialog nie tylko horyzontalny – ze słuchaczami, ale i horyzontalno-wertykalny (również ze sferą sacrum). Wtedy szczególnie mamy do czynienia z obecnością sytuacji medytacyjnych, zwłaszcza w zakończeniach kazań, przyjmujących formę modlitwy. W jednym z nich jest takie zakończenie: „Teraz więc od Niej [Maryi – przyp. J.S.] pożyczmy słów i aby zakończyć dzisiejszą pielgrzymkę kapłańską, wyśpiewajmy MagnificatK. Wojtyła, Kazania w sanktuarium kalwaryjskim, Kalwaria Zebrzydowska 1988, s. 128.[38]. Charakterystycznym zakończeniem kazań są właśnie sekwencje modlitewne.

U Wojtyły medytacja to nie jest coś przynależne tylko jego kaznodziejstwu. To również cecha rozbudowanych utworów poetyckich – poematów-traktatów, na przykład Pieśni o Bogu ukrytym i Pieśni o blasku wody, Tryptyku rzymskiego, którego druga część ma „medytacyjny” tytuł: Medytacje nad Księgą Rodzaju na progu Kaplicy Sykstyńskiej oraz utworów dramaturgicznych – zwłaszcza takowy charakter ma Promieniowanie ojcostwaPrzed sklepem jubilera, którego podtytuł przecież brzmi: Medytacja o sakramencie małżeństwa przechodząca chwilami w dramat. W historii literatury pięknej znajdziemy taki gatunek wypowiedzi, jakim są „medytacje” (w liczbie mnogiej). Występuje on w trojakiej formie. Po pierwsze, to gatunek prozatorski w literaturze późnego średniowiecza funkcjonujący pod nazwą „rozmyślań” o nacechowaniu pasyjnym (na przykład Rozmyślania przemyskie). Po drugie, w romantyzmie „medytacjami” nazywano liryki o charakterze refleksyjnym. Po trzecie, w obrębie dyskursu filozoficznego takie określenie stosowano w tytułach rozpraw filozoficznych (na przykład Medytacje o pierwszej filozofii Kartezjusza)Zob. Słownik terminów literackich, dz. cyt., s. 271.[39]. Papieskich medytacji z żadną z powyższych trzech form nie sposób bezpośrednio wiązać, bowiem u Jana Pawła II mamy do czynienia bardziej z medytacyjną metodą podejścia do biblijnego tekstu niż z medytacyjną formą wypowiedzi w sensie gatunkowym.Papież mówiąc homilię czy kazanie, sam nieraz określa swoją wypowiedź jako medytację, rozważanie.zachęca do medytacji, do namysłu odbiorcę, z którym stara się nawiązać bliższy kontakt chociażby przez użycie apostrof jako ważnych formuł oralnych. Tworzy bardzo angażujące odbiorców struktury wypowiedzi. Oto fragment kazania z wykorzystaniem do tego celu sekwencji pytań:

Jak żyjecie, drodzy Bracia i Siostry? Jak żyjemy wszyscy? Czy horyzont naszego życia nie zamyka się w tym tylko, ażeby urządzić się w świecie? Czy nie oddajemy temu światu naszej ludzkiej istoty bez reszty?Jan Paweł II, Homilie na niedziele i święta, Kraków 2007, s. 232.[40]

Dialog miłości i siła autorytetu

Ulubionym środkiem oratorskiej ekspresji papieża jest pytanie retoryczne. Szczególnie często stosuje powtórzenia, przeważnie w zakończeniach kazań. Szybko wchodzi w interakcje z otoczeniem. W kazaniach, zwłaszcza wygłaszanych podczas pielgrzymek do Polski, buduje kategorie bliskości i ważności, wykorzystując napisy na transparentach pielgrzymów, przez co dowartościowuje słuchaczy i zbliża do siebie, a wypowiedź kaznodziejską wzbogaca o spontanicznośćZob. wypowiedź Wiesława Przyczyny [w:] Świat słowa Jana Pawła II, dz. cyt., s. 117–118.[41]. Mamy znakomitą umiejętność nawiązywania dialogu z odbiorcą, zjednywania go. W sukurs kaznodziei przychodzi jego niesamowity zmysł obserwacyjny – widzi i słyszy oraz na gorąco tę swoją obserwację włącza w strukturę wypowiedzi. Zwłaszcza ujmuje tym ludzi młodych. Dochodzi również humor sytuacyjny:

Widzę, a jeszcze bardziej słyszę, że jest was tutaj dzisiaj znaczna część. Kto wie nawet, czy nie większość. Sądząc po sile głosu, byłoby tak pół na pół. Przeważnie widzę młode twarze. Albo mi się tak wydaje, albo rzeczywiście to są młodzi, albo się wszyscy w Polsce tak gwałtownie odmłodzili. Poza tym na chorągiewkach pokazują napis Elbląg, więc przypuszczam, że też są z Elbląga. Bo chyba nie wymyślili tego, żeby zwodzić Papieża. Zresztą prima aprilis już minąłAnioł Pański z papieżem Janem Pawłem II, Watykan 1982, s. 364. Książka zawiera przemówienia Jana Pawła II wygłoszone w pierwszych trzech latach pontyfikatu podczas niedzielnych i świątecznych spotkań z wiernymi na wspólnej południowej modlitwie Anioł Pański.[42].

Papież mówi do wszystkich, a jednocześnie do każdego z osobna – personalistycznie i ewangelicznie„Nie lubię wyrażenia tłum, które naznaczone jest anonimowością; wolę określenie rzesza […] Chodził Chrystus po drogach Palestyny, a za Nim często szły wielkie rzesze ludzi; tak też było w przypadku Apostołów. Oczywiście, posługa, którą pełnię wymaga ode mnie spotkań z wieloma ludźmi, czasem z wielkimi rzeszami”. Jan Paweł II, Wstańcie, chodźmy!, Kraków 2004, s. 58–59.[43]. W jego wypowiedziach kaznodziejskich słowa kluczeJadwiga Puzynina używa określenia „słowa-drogowskazy” [w:] Świat słowa Jana Pawła II, dz. cyt., s. 122–123.[44] to: Bóg, wiara, nadzieja, prawda, miłość, spotkanie, człowieczeństwo… Ma ulubione zwroty i słowa: „Cóż powiedzieć?”, „pragnę”, „szczególny”, także charakterystyczne podwójne przeczenie. Stosuje wyrażenia metaforyczne oparte na doświadczeniach znanych czło­wiekowi, zrozumiałe, wyraźnie określone. Czy często używał metafor? Tutaj zdania są podzielone. Katarzyna Leszczyńska twierdzi, że takTamże, s. 119.[45], Jan Miodek, że nie„Miodek drąży skałę”. Z wywiadów prasowych skomponowała Joanna Pyszny, Wrocław 1993, s. 53.[46]. Moim zdaniem w kazaniach Jana Pawła II występuje raczej umiarkowana liczba metafor. Chyba najczęściej spotykane i najważniejsze metafory to: „wyobraźnia miłosierdzia” i „cywilizacja śmierci”Pamiętajmy, że metafora nie ogranicza się tylko do związku dwóch wyrazów, ale promieniuje na tekst, tworząc tak zwany obraz metaforyczny.[47].

Mocą swego urzędu mógłby nakazywać, ale on często unika trybu rozkazującego i zamiast nakazywania prosi, nakłania słuchacza do przyjęcia określonych postaw moralnychZob. wypowiedź Doroty Zdunkiewicz-Jedynak [w:] Świat słowa Jana Pawła II, dz. cyt. s. 116.[48]. Nie nakazuje jak zwierzchnik, ale jak brat zwraca się z prośbą, a gdy używa imperatywu, często przyporządkowuje go pierwszej osobie liczby mnogiej. W zakres powinności włącza więc i siebie samego. W kazaniu wielkopostnym postuluje i zachęca poprzez powtarzanie powinnościowego „trzeba”:

Idziemy […] w kierunku Święta Zmartwychwstania. Trzeba, ażeby nasze serca dojrzały do tego momentu. Trzeba, ażebyśmy skosztowali, jak dobry jest Bóg. […] Trzeba, ażebyśmy coraz lepiej rozpoznawali, jak bardzo miłuje nas ChrystusJan Paweł II, Homilie na niedziele i święta, dz. cyt., s. 164.[49].

Papież ma ogromny autorytet. I właśnie z racji na autorytet mówcy, nieraz instrumentalnie wykorzystywano jego kazania: „Był tak wielką postacią, że każda opcja ideologiczna czy polityczna usiłowała wykorzystać jakieś strzępki jego wypowiedzi, kazań”K. Dybciak, Cud trzech milionów książek. O twórczości literackiej Jana Pawła II z prof. Krzysztofem Dybciakiem rozmawia Aleksandra Żuczkowska, „Cuda Jana Pawła II” 2006, nr 10 (dodatek do „Dziennika”), s. 9.[50].Wypowiedzi kaznodziejskie Jana Pawła II oddziałały kształtująco na świadomość odbiorców. I należy się spodziewać, iż ich wpływ nie będzie ograniczał się do jednego tylko okresu historycznego. Chociaż dopiero przyszłość pokaże w pełni, czy nadal nie stracą zdolności oddziaływania i nie ulegną zapomnieniu. Zasięg ich oddziaływania był (i nadal w jakiś sposób jest poprzez przywoływanie) niewspółmiernie większy niż innych kaznodziejów. Cóż, Jan Paweł II był nie tylko znakomitym kaznodzieją, ale kimś wpływającym na losy świata:

[…] współautorem głównego procesu cywilizacyjnego przełomu wieków – przynajmniej na Zachodzie, bo nie należy zapominać, iż koniec komunizmu to sprawa przyszłości dla ponad miliarda Chińczyków i milionów poddanych w paru innych marksistowskich dyktaturach – a mianowicie przejścia od społeczeństw rządzonych przez ideologie (a dokładniej: grupy twórców i dystrybutorów ideologii) do społe­czeństw rządzonych przez systemy masowej komunikacji głównie wizualnej („obrazkowej”), przenoszonej przez media elektroniczne. Można ten proces historyczny przełomu tysiącleci nazwać skrótowo „zastąpieniem ideokracji przez ikonokrację”Tenże, Papież epoki cywilizacyjnego przełomu [w:] Przestrzeń słowa. Twórczość literacka Karola Wojtyły – Jana Pawła II, red. Z. Zarębianka, J. Machniak, Kraków 2006, s. 431.[51].

Swoim autorytetem mówca może utrwalić uznane dotąd za niepoprawne sposoby użycia języka, na przykład określenie „na przestrzeni” w znaczeniu „w ciągu”. Jan Miodek zauważył: „Należałoby mówić: «w ciągu pięciu lat», a u papieża jest wszystko «na przestrzeni» (tych klęsk na przestrzeni stuleci było wiele). Można powiedzieć, że papież nie jest w zgodzie z normą. Ale on to lubi. Ten błąd zresztą nie irytuje, a wyszukiwanie nieznacznych potknięć byłoby czepialstwem”„Miodek drąży skałę”, dz. cyt., s. 52.[52].

Językowe odsłanianie sensu

Ten sam mówca, ale już jako poeta, w Tryptyku rzymskim pyta i odpowiada, kim jest Bóg:

Kimże jest On? Niewypowiedziany. Samoistne Istnienie.

Jedyny. Stwórca wszystkiego.

Zarazem Komunia Osób.

W tej Komunii wzajemne obdarowywanie pełnią prawdy,

dobra i piękna.

Nade wszystko jednak – niewypowiedzianyJan Paweł II, Tryptyk rzymski, Kraków 2003, s. 21.[53].

Jan Paweł II z Bogiem się nie wadzi, chociaż – jak wszyscy – nie potrafi pojąć i wyrazić Go w pełni. Bóg u Wojtyły jest jako sine qua non istnienia świata, jako coś, bez czego nie może funkcjonować i człowiek, i cały światZob. M. Skwarnicki, Poemat o Niewypowiedzianym, „Znak” 2003, nr 4, s. 116.[54]. Taki On jest i w poezji, i w kazaniach, chociaż w kazaniach mniej filozoficzny, bardziej osobowy, bliski.

Ulubionym zabiegiem składniowym i najczęstszym chwytem retorycznym Wojtyły jest powtarzanie pojedynczych słów albo całych sekwencji, co przydaje słowom ekspresji, ale i zmusza odbiorcę do skupienia i wytężonego namysłu nad sensem wypowiedzi. Są metajęzykowe passusy, ze szczególnym namysłem nad jednym lub kilku słowami i relacjach semantycznych między nimi.

W stylu dominują składniowe środki stylistyczne: powtórzenia wyrażeń przyimkowych, spójników, partykuł. Wojtyła bardzo często zaczyna zdanie lub równoważnik zdania od „i”: „i oto…”, „i dlatego…”, „i kiedy…”, „i chociaż…”, „i skoro…”, „i trzeba…”, „i niech…”, „i możemy…”, „i otóż…”, „i tu…”, „i co…”. To znamiona stylu addytywnego (dodającego). Jest on charakterystyczny dla żywej, ekspresyjnej mowy.

Co ciekawe, w kazaniach Wojtyły paradoksalnie występuje chyba mniejsza abstrakcyjność i intelektualizacja języka niż w jego poezji.Dochodzi do głosu uczuciowość i duża modalność, czyli nasycenie piętnem subiektywizmu, co jest ewenementem w tradycji przemówień papieskich. Czasowniki modalne wyrażają chęć, pragnienie, wolę, powinność. Częstym słowem papieża jest już wspomniany czasownik „pragnę”Zob. „Miodek drąży skałę”, s. 51.[55]. Jan Paweł II mówi całym sobą. Dochodzą pogoda, humor, żart. Jego język kaznodziejski jest po części językiem kreacyjnym, nieraz słowem poetyckimA. Karoń-Ostrowska, Wypowiadanie Niewypowiedzialnego. O języku homilii Jana Pawła II, „Znak” 1995, nr 12, s. 78.[56]. To język religijny, a więc nawiązujący do symboli.

W kaznodziejstwie Wojtyła jest czasem bardziej poetą niż w swej twórczości sensu stricto poetyckiej czy dramatycznej. Jego język nie tylko opisuje, ale także – według rapsodycznej ideiPrzypomnijmy, że Karol Wojtyła był aktorem w Teatrze Rapsodycznym w Krakowie.[57] – ukazuje, odsłania, wprowadza w świat – czyniąc słuchaczy uczestnikami i świadkami rozgrywających się w tym świecie wydarzeń. Słowo ma moc twórczą i w pewnym sensie stwórczą, gdyż jest słowem wyznania własnej wiary i dania osobistego świadectwa oraz dialogu ze światem. Znaczy ono nie tylko swoim brzmieniem, ale i zamilknięciemA. Karoń-Ostrowska, dz. cyt., s. 79- 83.[58].

Zdaniem Anny Karoń-Ostrowskiej „moc słowa Jana Pawła II nie leży w adekwatności i bogactwie języka czy w pięknie retoryki, ale w jego autentyczności”Tamże, s. 83.[59]. Takie wartościowanie jest zbyt kategoryczne. Sądzę, że i w jednym, i w drugim. Ale na pewno dawanie świadectwa, wymiar egzystencjalny, pochylenie się nad człowiekiem jest tym, co wspólne u Wojtyły jako kaznodziei, poety, filozofa i teologaAlfred Wierzbicki o poezji i filozofii Karola Wojtyły pisze: „Poezja i filozofia Wojtyły wypływają z tego samego źródła, jakim jest fascynacja człowiekiem i jego osobowym bytem. Jest to poezja metafizyczna w bardzo precyzyjnym personalistycznym sensie i polega na próbie odczytania najgłębszego zapisu swego bytu”. A. Wierzbicki, Najgłębszy zapis mego bytu (O roli poezji w myśli Karola Wojtyły), „Akcent”1998, nr 3, s. 126.[60].

Podsumowanie

Chrystus nie pisał, tylko mówił. W Biblii tylko raz spotykamy Jezusa, kiedy coś pisze na piasku. Kaznodzieja również mówi (głosi) kazanie. W mówieniu jest większa otwartość niż w różny sposób ograniczonej – chociażby kartką – strukturze tekstu. Kazanie wychodzi poza tekst. Jako utwór oralny ma większą otwartość na audytorium. Z kolei audytorium ma wpływ na mówcęJ. Japola, Tekst czy głos? Waltera Onga antropologia literatury, Lublin 1998, s. 67-69.[61].

Jan Paweł II – tym razem jako autor encykliki – twierdzi, że jednak „swoim ograniczonym i historycznie ukształtowanym językiem człowiek potrafi wyrazić prawdy, które przekraczają ramy zjawiska językowego. Prawda bowiem nigdy nie może być zamknięta w granicach czasu i kultury”Jan Paweł II, Fides et ratio. Encyklika o relacjach między wiarą a rozumem, Kraków 1998, s. 106.[62]. Autor tych słów także w swoich kazaniach usiłuje użyć jak najpełniej języka, chociaż był świadomy jego ograniczoności, wyraża za jego pomocą trudne prawdy i sensy, zwłaszcza dotyczące Transcendencji.

Jacek Łukasiewicz już w 1987 roku pisząc o kaznodziejstwie Jana Pawła II, stwierdzał, że „homilie papieskie ogromnie wpłynęły na zmianę publiczności literackiej, a przez to i na literaturę. […] wpłynęły na język, a przez to i na dzieła literackie”J. Łukasiewicz, Homilie polskie, „Więź” 1987, nr 1, s. 24.[63]. Zauważmy więc, że nie tylko literatura wpływa na kazania, ale i odwrotnie!

Polski papież postawił wysoko poprzeczkę polskim kaznodziejom. „Ta poprzeczka jest prawie niemożliwa do sforsowania”A. Karoń-Ostrowska, dz. cyt., s. 83.[64]. Rzeczywiście, trudno przeskoczyć. Ale inni kaznodzieje mogą podpatrywać kaznodziejstwo Karola Wojtyły i przez to podnosić poprzeczkę przy głoszeniu własnych kazań, ciągle patrząc, jaka jeszcze jest odległość względem papieskiej poprzeczki. Nie będzie przesadą, gdy Karola Wojtyłę-Jana Pawła II umieścimy wśród czołowych kaznodziejów drugiej połowy dwudziestego wieku.

Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Jerzy Sikora, Pierwszym słowem był pocałunek ojczystej ziemi. O kazaniach Karola Wojtyły, „Nowy Napis Co Tydzień”, 2019, nr 18

Przypisy

    Powiązane artykuły