31.10.2019

Nowy Napis Co Tydzień #021 / Widok ze szpitalnego okna

1.

obudziłem się
na madejowym łożu
z poczuciem krzywdy
że  nie zasłużyłem sobie
na tak haniebne
                 wapnienie     
                             psucie się
                                   rozkręcanie
od środka
sprężystej maszynerii ciała
która
w każdym szczególe
wydawała się doskonała

kochałem
oswajanie
                ujeżdżanie
                         przybyłych zza horyzontu
                                   dni i lat
życie z nimi
pod jednym dachem

pod nogami twardy ląd
który dopiero teraz okazuje się
wzburzonym
oceanem
a nieokulbaczone
dni i godziny
biją zadem
zrzucając z grzbietu

dowodzą
że jestem jeźdźcem bez głowy
przelewaczem pustego w próżne
milionerem 1000 i jednej rzeczy
w wieczystym rozrachunku

co do jednej
zbędnych

2.

obudziłem się
cały
posztukowany
nad krawędzią szpitalnej przepaści
i wtedy właśnie zobaczyłem
w oknie
obłoki

prześwitywały między nimi
                                       blaski i błękidła
przenikając
na wskroś światłem

były tak doskonale obojętne
wobec ziemskich spraw

a jednocześnie tak bliskie
choć bez reszty
skupione na Wieczności 

że moja krzywda
wydała się
pyłkiem
kruszkiem kosmicznym
bez znaczenia

Kraków 2019

Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Józef Baran, Widok ze szpitalnego okna, „Nowy Napis Co Tydzień”, 2019, nr 21

Przypisy

    Powiązane artykuły