09.11.2023

Nowy Napis Co Tydzień #228 / Wiersze, fortepian, Miłobędzka, Rani

1.

Krystyna Miłobędzka (obok Urszuli Kozioł) jest najstarszą żyjącą polską poetką – urodzona w 1932 roku w Margoninie koło Chodzieży, 8 czerwca obchodzić będzie swoje dziewięćdziesiąte pierwsze urodziny. Jej tom Więcej nic ma się ukazać jesienią bieżącego roku nakładem wydawnictwa Wolno. Ta sama oficyna ogłosiła wiosną 2021 roku przygotowany i opracowany przez Jarosława Borowca wybór wierszy poetki z Puszczykowa pod tytułem jest / jestem. Znalazło się w nim sześć zapisów zapowiadających nowy tom. Tymczasem do naszych rąk trafił trzeci (jeżeli dobrze liczę) wybór wierszy poetki, o tytule ciebie ode mnie, wraz z dołączoną do niego płytą Hani RaniK. Miłobędzka, H. Rani, ciebie ode mnie, Lusowo 2022. Wszystkie cytaty według tego wydania. [1]. To znakomita okazja, aby raz jeszcze dokonać rekapitulacji i spróbować od nowa przyjrzeć się tym sześciu dekadom poezjowania autorki Anaglifów debiutującej przeszło pół wieku temu. Z tyłu głowy niech zostanie cytat z Rogera Caillois jako motto do dalszej skrupulatnej, cichej lektury: „Moja poezja nie przypomina każdym słowem, że jest poezją. Nie domaga się natarczywie, aby jej słuchać z czcią należną wyroczni. Nie potrzebuje żadnych komentarzy. Nie zawiera zagadek ani pułapek. Piękno jej trwa i wtedy, gdy jej tajemnica zostanie przeniknięta”R. Caillois, Odpowiedzialność i styl. Eseje o formach wyobraźni, tłum. J. Błoński, K. Dolatowska, A. Frybesowa, L. Kukulski, J. Lisowski, wybór M. Żurowski, wstęp J. Błoński, posłowie T. Swoboda, Warszawa 2019, s. 217. [2].

Wybór przygotowany przez Jarosława Borowca składa się z dwudziestu dwóch wierszy, do których gra Hania Rani, znakomita pianistka, której płyta – gdzie głosowi poetki towarzyszą dźwięki fortepianu – została dołączona do książki. Całość trwa godzinę z niewielkim okładem. Słowa wierszy nakładają się na muzyczne pasaże, a introwertyczna momentami gra Rani znakomicie współgra z czytanymi przez poetkę tekstami. Muzyka anonsuje teksty, stanowi ich tło, kontrapunkt, czasami wybrzmiewa po ostatnich słowach. Momentami ma się oniryczne wrażenie jakby słowa poetki rezonowały dźwiękami, które płyną nie tylko na pocieszenie. Artystka gra „szeroko”, wydobywa głębię z pojedynczych dźwięków, pozwala osiągać im swoją pełnię. To muzyka w dużym stopniu medytacyjna, ilustracyjna, w której mieszkają nie tylko słowa poetki. Płyta Hani Rani jest integralną częścią publikacji, w której, przy końcu, pomieszczone zostało zdjęcie Igora Zielińskiego przedstawiające artystki siedzące na tapczanie, w minimalistycznym wnętrzu. Miłobędzka patrzy w okno, a Rani na jej dłonie. Przejmujący kadr. Ma się wrażenie, jakby cichym bohaterem fotografii pozostawał nieuchwytny czas, który kładzie swój stempel na wszystkim. Za stronę graficzną odpowiada Łukasz Pałczyński, którego kreska podobna jest dziecięcemu kleksowi, gęstniejącemu pod naporem wzroku, meandrującemu jak rzeka (heraklitejskie skojarzenia są jak najbardziej na miejscu). Przyjrzyjmy się pomieszczonym w zestawie wierszom, dajmy się ponieść tej słowno-muzycznej opowieści o kruchości istnienia, o chwilach, ich potencjach, byciu przy istnieniu. Na ostatniej stronie jest jakby posłowie, kartka-pożegnanie napisana przez Krystynę Miłobędzką, gdzie czytamy:

Są takie miejsca – ważne i jedyne – które zabieramy w siebie już na zawsze. One też nas w siebie zabierają. Być może jest tak, że to nie my je wybieramy, ale one wybierają nas. Życie jest łatwiej wypłakać, niż opowiedzieć. Wszystkie nasze wobec i nasze nie dość.

2.

Wybór otwiera wiersz o incipicie to będzie tamto niebo, pod niebem jesion. Wiersz kończą wersy:

pokaż mi to miejsce
twoje miejsce na zacznij, na znowu

zaczynam

Poezja Krystyny Miłobędzkiej jest czuła na wszelkie działanie czasu. W liście z lipca 1986 roku do Tymoteusza Karpowicza poetka zapisze: „Ale znamy u siebie doskonale ten połykany coraz szybciej czas”Blisko z daleka. Listy 1970–2003. Maria Karpowicz, Tymoteusz Karpowicz, Andrzej Falkiewicz, Krystyna Miłobędzka, oprac. J. Borowiec przy współpracy K. Miłobędzkiej, posłowie J. Orska, Wrocław 2021, s. 122. [3]. Dlatego stale inicjuje chwilę teraźniejszą, której wagę i ciężar kolejne strofy próbują oddać i zmieścić. Miłobędzka to poetka początku, inicjacji, momentów stawania się, przychodzenia do życia. Nade wszystko zafiksowana jest na obecności, na tym, co z niej się wyłania, co ku nam przychodzi. Jej wiersze rejestrują drobiny istnienia, którego wielorakości próbują sprostać. W tę twórczość wpisana jest wieczna tęsknota za daniem słowu odpowiedniego imienia, za celnym nazwaniem zjawisk i rzeczy. Wszak wszystko się wymyka, nieustannie dzieje, wiecznie rozpoczyna, a wiersz już zawsze wobec tego będzie spóźniony. Poetka pisze na przekór tej stracie, jakby wiersze chciały niwelować granicę oddzielająca je od swoich tematów, zjawiających się już zawsze – mówiąc tytułem jednego z tomików – po krzyku. Poeta jest ciągłym debiutantem wobec mnogości istnienia, które próbuje w swoim zapisie zmieścić. Dobra chwila istnienia bowiem to ta, która angażuje nas bez reszty. Jesteśmy w tym, co jest i to zdaje się największe dla nas błogosławieństwo. Dlatego poetka zapisze:

wciąż źle wymawiam długie schody i szybkie bicie serca, nie
mówiłam śniegu, nie miałam tak czystej sposobności

Poezja Miłobędzkiej jest wciąż ponawianym trudem nazwania tego, co jest. Jak mało która twórczość jest świadoma swoich ograniczeń. To literatura ze wszech miar arcydzielna, osobna i odrębna, pozostająca na każdym kroku i etapie istotną sprawą dla jej autorki. Z kolejnych wersów wyczytujemy znój i trud nazywania, a mimo to wiersze starają się jakoś trzymać tempa zmian: „mamy siebie krótko na wieczne zdziwienie”. W tym wersie mieści się cały poetycki program autorki Wszystkowierszy. Istotnie: wydani jesteśmy nicestwiejącemu działaniu czasu, który bezlitośnie odmierza nas do końca. Świat jest nieprzebranym bogactwem i anonsuje się nam w formach, dla których czasem nie starcza zachwytu, choć nie brakuje dla nich uwagi. Czas to królewska domena, to temat nadrzędny tej poezji, próbującej oddać widzenie in statu nascendi. Przeczytajmy kolejny fragment:

w ciszy słyszę twój oddech, tylko wtedy słyszę twój oddech
kiedy wstrzymam własny, coś szybkiego ci się śni

Miłobędzka to również poetka matkująca, przejmująco opisująca codzienność kobiety, matki, dziewczynyZob. K. Szopa, Feminizm ogniska domowego. Poezja Krystyny Miłobędzkiej wobec reprodukcji życia codziennego [w:] Polityki awangardy, red. A. Karpowicz, J. Kornhauser, M. Rakoczy, A. Wójtowicz, Kraków 2021, s. 193–208. [4]. Krzątanie się wokół spraw małych i większych, każdorazowy trud, jaki ponosi się, przysposabiając dziecko do życia. To poezja rutynowych zatrudnień, trudnej i gęstej monotonii dnia codziennego, który wymaga od nas momentami więcej, niż potrafimy dać. Poezja troski nie tylko o chwilę obecną, ale i o męża, syna, kota. Miłobędzka pokazuje, jaką cenę płaci kobieta uwikłana w kontekst pracy i rodziny. Karolina Górniak-Prasnal pisze w swojej znakomitej monografii: „autorka Domu, pokarmów zwraca uwagę przede wszystkim na postrzegalny zmysłowo konkret, na to, co człowiekowi najbliższe, intymne i co pozostaje mocno zakorzenione w codziennym doświadczeniu”K. Górniak-Prasnal, „Otwieranie wszechświata”. Polska powojenna awangarda poetycka: Tymoteusz Karpowicz i Krystyna Miłobędzka, Toruń 2022, s. 118. [5]. Czytamy dalej:

chciałabym tylko biec
biec po nic
biec do nic
samo biec
żeby biec

biec

Biegniemy szybką kroplą – parafrazując wers poetki – po ciemnym liściu i nagle robi się noc. To jeden z najdoskonalszych wierszy Miłobędzkiej. Kondensujący w sobie wszystkie aspekty tego pisarstwa. Dojrzałość, brak złudzeń, akceptację – wszystkie te stany i momenty zapisane w efemerycznych wersach, stojących ruchem. Ruch to przecież kardynalny temat tej poezji: dotkliwej i bolesnej w zdawaniu sprawy z ludzkiego przemijania, z metamorfoz i zmian perspektywy. Dojrzałość w przyjmowaniu losu. Brak złudzeń wobec działania czasu. Akceptacja, choć trudna, samego faktu, że się jest, zdarzyło, żyje. W pojedynczej osobie wpisywanej stale we wszelkie Ty i My. Bo o całą resztę przecież chodzi tu najbardziej. O pojedyncze fenomeny, o pełnię świadomości skupionej na tym, co wypełnia swą treścią każdą kolejną chwilę. Stąd nie może dziwić zapis:

tym czasem niepoświadczone dzieje się beze mnie. Skąd siebie
zacząć?

Chciałoby się dopowiedzieć: wciąż i od nowa. Prawda być może jest w mijaniu. Jest kiedy mija. Co nam pozostaje? Można raz jeszcze wyjść i popatrzeć w to samo i inne. Potem zerknąć w swoje myśli, sprawdzić, jak w nich odbija się rzeczywistość, czy myśli są dla niej zaporą, czy może kalką. Dużo niewiadomych. Mało pewników, prawie żadnych rozstrzygnięć. Żywioł istnienia i pojedyncza na to świadomość. I to musi, i to wystarcza. Wszystko ostatecznie zgubi się po drodze. Zostanie zapodziane i zapomniane, odłoży się w to, co było. A przecież najważniejsze jest to, co jest, co mnie zaprząta, co nadaje sens pojedynczemu istnieniu, wpisanemu we wspólnotę oddechu.

z tego prochu kurzu, nie trzyj oczu, gdzie jesteś, tak cię pusto

Poezja Miłobędzkiej to także znakomite exemplum czasu starości. Powolnego odchodzenia, tracenia, zamierania. Kiedy wiek rozregulowuje aparat zmysłów, kiedy nas coraz mniej. „Kiedyśmy się rozstali, choć posiani razem?”. „Co mamy zdążyć zanim co?”. „Których siebie zostawiam innym?”.

Wróć i bądź jeszcze dalej.

Idź i jeszcze raz zostań.

K. Miłobędzka, H. Rani, ciebie ode mnie, red. J. Borowiec, wolno, Lusowo 2022.

Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Bartosz Suwiński, Wiersze, fortepian, Miłobędzka, Rani, „Nowy Napis Co Tydzień”, 2023, nr 228

Przypisy

    Powiązane artykuły

    Loading...