16.01.2020

Nowy Napis Co Tydzień #032 / „Dziennik” (fragment z 1977 roku)

Tłumaczyła Teresa Worowska

14 lutego

Po południu telefon: dzwonimy do Jánosa do Kalifornii. Każde słowo przypływa z daleka i pozostaje daleko; nie tylko w sensie przestrzennym. Czas niszczy uczuciowe, zwyczajne więzi pomiędzy starymi a młodymi – i to jest w porządku.

Pięć tysięcy studentów demonstrowało na Uniwersytecie Rzymskim przeciw kierownictwu organizacji młodzieżowej komunistycznych związków zawodowych – ale to nie „faszyści”, tylko ultralewicowi maoiści zagrozili włoskiej partii komunistycznej, którą uważają za „reakcyjną”, kompromisową, pseudorewolucyjną, żądną władzy, pozycji i łupów (i słusznie, bo taka jest), i przepędzili „czerwonych baronów”, którzy przed rozwścieczonym tłumem zmuszeni byli uciekać bocznym wyjściem. Policja (którą rektor wezwał na pomoc dopiero po upływie tygodnia) w końcu rozpędziła demonstrujących ultrasów, którzy jednak przedtem zdążyli zdemolować wyposażenie sal wykładowych i laboratoriów. Telewizja pokazuje pomieszczenia uniwersyteckie, w których wandale porozbijali i podpalili wszystko, co znaleźli, potłukli cenne pomoce naukowe, mikroskopy – dewastacja była żywiołowa jak trzęsienie ziemi, wandale nie mieli zamiaru argumentować, tylko zniszczyć wszystko, co się da. Fotografie tego spontanicznego wybuchu gniewu, erupcji damnatio memoriaedamnatio memoriae (łac.) – potępienie pamięci w sensie odrzucenia przeszłości[1] dają do myślenia. Komunistyczni uczniowie czarnoksiężnika, którzy rozwalają system prywatnych przedsiębiorstw, będą zmuszeni sobie wkrótce uświadomić, że poza pustymi obietnicami nie są w stanie dać niczego więcej. Jednocześnie zaś rozwścieczeni studenci krzyczą, że dyplom jest nic niewart, ponieważ absolwenci nie mogą dostać pracy. W takich chwilach komuniści milczą jak zaklęci o tym, że w krajach komunistycznych nie ma bezrobotnych inteligentów między innymi dlatego, że nie ma też zapomogi dla bezrobotnych, a komu nie mogą zapewnić pracy zgodnie z dyplomem, tego wysyłają do pracy fizycznej. Absolwenta, który nie podejmuje pracy, uważa się tam za bumelanta i karze się go. W Ameryce absolwent, który nie znajduje dla siebie pracy, idzie prowadzić ciężarówkę i nie czuje się przez to kimś mniej wartościowym. Zwodzony fałszywymi obietnicami włoski absolwent w podobnej sytuacji nie ma zamiaru na okres przejściowego kryzysu wziąć się do pracy fizycznej w Mediolanie czy Neapolu – raczej rozwala Uniwersytet i grozi związkom zawodowym.

Starzy ludzie byli zawsze. Ale nigdy nie było ich tak wielu. A teraz są. Dawniej starych ludzi respektowano – jeśli sobie na to zasłużyli. Tłumu starców nie respektuje nikt, ludzie patrzą na nich z niechęcią, dla społeczeństwa stanowią kłopot i obciążenie. Jestem jedną z jednostek skłądających się na ten tłum i czasami czuję smutek, że urodziłem się w wieku, w którym nie mam możliwości przeżyć osobistej starości: muszę być starcem w tłumie starych ludzi, jestem starym człowiekiem raczej statystycznie niż osobiście.

Studium o tym, że w społeczeństwie masowym kształtują się nowe snobizmy, które jak szalone trzymają się swoich sygnalizujących pozycję społeczną symboli. Już nie arystokrata, nawet nie bankier jest snobem, tylko prostak: auto i podróże przestały dziś być przywilejem niewielu, przeciwnie, stanowią przykład awansu mas. Obowiązkowy jest dziś nie frak, tylko blue jeans. Producent orzeszków ziemnych Jimmy Carter sfotografowany, jak siedzi oparłszy na stole bose stopy i w tej pozycji pisze przemówienie albo gdy spaceruje ubrany w dżinsy po Białym Domu czy sam nosi prezydencką aktówkę, jest popularny, bo just plain folk, einer von unserer Leutjust plain folk (ang.) – całkiem zwyczajny człowiek; einer von unserer Leute (niem.) – jeden z naszych[2]. Miliony jego zwolenników mówią: proszę, tak wygląda prawdziwa demokracja. Ale to nie jest żadna dmeokracja, tylko demagogia, ogłupianie i show business. Zmiana stylu sygnalizuje nie początek, tylko raczej koniec jakiejś epoki.

Każdej nocy Ulisses Joyce’a. Czytałem przed czterdziestu laty po niemiecku. Teraz w oryginale, po angielsku, i – rzecz jest zdumiewająca. Sądzę, że to był najbardziej przegadany i cyniczny literacki blef wieku.

Eurokomuniści. Jak podpalacz, który się przeraził i prędko przebrał się za starażaka.

Z jednego z włoskich cmentarzy zrabowano pogrzebanego już trupa i zażądano miliardowego okupu, taniej nie mieli zamiaru zwrócić trumny. Rodzina zdecydowała, że nie będą się spieszyć z okupem, nieboszczyk ma czas. Trumnę znaleziono w końcu w obcym grobie, obyło się bez okupu. Ci, którzy zostali porwani za życia, nie mieli takiego szczęścia.

8 marca

Sen o świcie: pojawia się w nim nazwisko Ernsta Jüngera, pracowitego i zadufanego, ale nudnego niemieckiego pisarza. Nie znałem go osobiście, nigdy go też nie spotkałem, czytałem tylko jego dziennik, w którym wspomina swoją żonę imieniem Perpetua. Rankiem radio informuje, że dziś są imieniny Perpetui. Co to jest?

Życie pełne jest drobnych tajemnic, ledwie zauważalnych znaków, niepojętych wskazówek. To nie my myślimy to czy tamto – ono tylko przepływa przez nas, przez naszą osobistą antenę, my to tylko transmitujemy.

Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Sándor Márai, „Dziennik” (fragment z 1977 roku), „Nowy Napis Co Tydzień”, 2020, nr 32

Przypisy

    Powiązane artykuły