06.02.2020

Nowy Napis Co Tydzień #035 / Poezja jako podróżowanie w czasie i przestrzeni

1.

Zmysłowość i duchowość, podróżowanie i myśl egzystencjalna, doczesność i to, co nadprzyrodzone wzajemnie przenikają w wierszach Ludwiki Amber; nie służą one wyznaczaniu barier i granic, trwają w zjednoczeniu. Polska poezja zna płodne i szczęśliwe wyniki tej symbiozy. Jej wyrazem, ważnym w rozwoju poetki, są Sonety krymskie Adama Mickiewicza. Młodzieńcza fascynacja nimi pobrzmiewa w Muzyce oceanuGórach Błękitnych. Jednak u współczesnej poetki wnikliwie obserwowany świat egzotyczny nie wzmaga tęsknoty za tym, co odległe, niemożliwe do osiągnięcia, lecz otwiera się i przeistacza w przestrzeń szeroko wyobrażonego domu-planety. I pozwala jej na praktykowanie empatii.

Trzeba śmiałości, aby poszybować w te odległe i nieznane krajobrazy-refleksje i poddać się im. Wiersze Amber zapraszają w przestrzeń podróżną, w której podejmowane są tematy osobisto-uniwersalne. Czytając połączonych tu osiem cykli lirycznych, wysnutych z pamięci zmysłów, krajobrazów, poruszeń, z intensywnie przeżywanej teraźniejszości osadzonej w realnej geografii, wchodzimy w sferę intymnie wyznawanej miłości do Boga i do człowieka. Doznawaną śmiertelność poznajemy tu jako przejściową właściwość bytu otwartego na Tajemnicę wiecznej perspektywy, bo:

Poezja – tchnienie  w tamtej ciszy

stawanie się czasu ziemskiego oddechu

i płynięcie życia – w życie nieśmiertelne

 

(Ocean narodzin)

Lot w zdumiewający świat przyrody Ziemi i gwiazd łączy się z odczuciem bycia żywą częścią wszechświata.

Stawianie się ponad światem i biegiem czasu, ponad bliźnim i innymi stworzeniami byłoby aktem zacieśniającego człowieka egoizmu, niewybaczalnym omijaniem cudu istnienia. Poezja ta pragnie odsłaniać go, a nie zasłaniać. Ludzie zamiast utrwalać w sobie blokady i uprzedzenia poznawcze mogą chłonąć w sposób sensualno-duchowy urodę ziemskich krain.

Poezja Amber humanistycznie i pięknie zachęca do porzucenia lęku przed innością nieznanej geografii, która stała się jej Domem. Nie obawiajcie się być tam, gdzie was jeszcze nie było, zdaje się mówić bohaterka tych wierszy. Są one zapisami przedziwnymi – zarazem domowe i podróżnicze, odzwierciedlają jednocześnie ruch, przemieszczanie się i przebywanie na terytoriach i wielkich wodach, które nie są zaprzeczeniem tego, co domowe, lecz właśnie stanowią integralną część niebywale przestronnego Domu.

Jak jest możliwe tak paradoksalne postrzeganie rzeczywistości i własnego miejsca w tej przestrzeni świata? Możliwe jest dzięki temu, że słowem kluczowym, głęboko doświadczonym i przemyślanym jest w tej poezji wyraz BLISKOŚĆ. Streszcza się w nim poetycko-filozoficzna, etyczno-poznawcza i emocjonalno-wolicjonalna postawa Ludwiki Amber.

Zanik negatywnego statusu opozycji: moje-cudze, własne-obce, znane-nieznane, bliskie-dalekie, wynika z przepracowania przez poetkę (już zastanych, tradycyjnych od pokoleń) schematów wiążących się z emigracją, postrzeganą w kategoriach kary, przymusu, niesprawiedliwego wyroku losu. Życie poza Krajem Urodzenia w obecnych czasach jest już wyzwaniem, ludzkim zadaniem dla każdego polskiego emigranta, a nie degradującym jego człowieczeństwo czy zdolności wygnaniem i przekleństwem, albo wegetacją „na obczyźnie” odbierającą mu prawo do sensownego i godnego życia.

Poetka odkryła w sobie właściwy sposób wyjątkową rolę przyrody i krajobrazu w rozwoju człowieka. Kręgi widzialnego świata służą tu porozumieniu i zbliżeniu osoby z osobą. Na przykład wiersze miłosne, tworzące cykl Pora kwitnienia, układają się w opowieść o więzach i wspólnocie cielesno-duchowej z ukochanym poprzez właśnie obrazy natury. Odpowiadając na pytanie: „Czy to ja?”, pisze poetka:

to my dwa zbocza doliny

naszego świata ruchome strony

poznajemy dotykiem rzeki

 

(z wiersza Czy to ja)

Przyrodnicze widoki uczestniczą w uwiarygodnieniu uczuć kobiety do mężczyzny, żony do męża, człowieka do człowieka. Tak pomyślane hymniczne liryki miłosne głoszą piękno spotykających się jakby wciąż od nowa kochających się ludzi. Towarzysząca im Przyroda pozwala poetce pochwycić słowa wymykające się nazwaniu uczucia: przywiązanie, zachwyt, czułość, poczucie bezpieczeństwa, radość, nadzieję, bezpowrotność czasu.

Nie dziwię się, że wspomniany cykl Pora kwitnienia został wydany trójjęzycznie pod tytułem Pora kwitnienia / Blütezeit / Blossom Season (Kraków 2001). Przekładów dokonali wybitni translatorzy, na język angielski Barbara Plebanek i Tony Howard, zaś na niemiecki Dorothea Müller–Ott. W wierszach wciąż ożywa wigor mowy poetyckiej, bo opiewana przez nią miłość nie zamienia się w statyczną nostalgię, w tlącą się pamięć. Miłość ruchliwa jest. Nie lęka się nowości i nie zastyga w tym, co znane i dawno przeżyte. Jak pamięć, domaga się cierpliwego i wzajemnego dopełniania. Nie szuka usprawiedliwienia i ostatecznej przystani w minionych dniach i latach. Miłość, jeśli jest miłością prawdziwą, chce być coraz bardziej dojrzała, pragnie ruchu wspomnień i doznań, traktuje ofiarowany czas jako „porę kwitnienia”. „Kwitnąć” znaczy tu kochać i być istotą, która jest kochana. Znaczy też podróżować i być obok miłowanej osoby.

W znakomitym i niemającym swojego odpowiednika w literaturze polskiej liryku miłosnym Nasz świat nieprzetłumaczalny czytamy:

A ja jestem tu blisko

na wysokim drzewie

i w dziupli zbieram

skrawki oceanów i zarysy lądów

minionych i przyszłych

Wiarygodne wypowiadanie i wyznawanie miłości graniczy z aktem nie do urzeczywistnienia, jest wyrażaniem niewyrażalnego. Toteż w sposób nieunikniony wzbudza potrzebę posługiwania się paradoksami, które choć nie tłumaczą miłości jako takiej, to umożliwiają odczucie jej żywej obecności. W tym tkwi siła i tajemnica tej oryginalnej liryki, która jest nie tyle afirmacją miłości, ile sekwencją dynamicznych, żywych zmysłowo i duchowo obrazów jej działania. Poezja jest czynem, podążaniem, podróżą w głąb świata i człowieka.    

To ciekawe, że „wiatr” w wierszach Ludwiki Amber zarówno wprawia w ruch liście i wody, jak i plastyczną wyobraźnię, intensyfikuje uczucia, rozbudza wiarę w Dobro, choć nie pozwala zapomnieć o ciemnych, przykrych, bolesnych, niezrozumiałych, trudnych do przyjęcia strefach bytu. „Wiatr” jest z jednej strony Duchem Pocieszycielem, a z drugiej Duchem Miłości, który nieustannie i codziennie przekracza granice swojego oddziaływania, znajduje się na zewnątrz i wewnątrz osoby. Ten poetycki wiew ma inną charakterystykę niż ten dosłowny, fizyczny: „wiatry codzienności / nie wysuszają kolorów i zapachów / w zielnikach naszych dni”. Z tej znajomości rzeczy płynie prośba, aby nie zapadać w bezruch:

wpuśćmy do domu wiatr

pozwólmy mu zamieszkać kochany

pomiędzy stronami książek

niech obraca z nami

słów nieskończoną rozmowę         

 

wiatr wpuśćmy blisko

ogniska oddechu nocy

niech podsyca z nami

ognia rozmowę nieskończoną

 

kochany wpuśćmy wiatr

niech oswaja ciała nasze

w ruchu cienia i światła

niech zagra

niech uwolni muzykę w nas

 

(Wpuśćmy do domu wiatr)

Nie tylko Pora kwitnienia przekonuje mnie, że Amber swój poetycki kosmos wyniosła ze swej kobiecości, mającej odwagę być pogodną, szczęśliwą, gotową do entuzjazmu i podziwu. Nieobca jest jej fascynacja tym, co niespodziewanie napotkane. Poetka adoruje życie w jego niepoznanych wcześniej formach. Potrafi je aprobować i uszanować w obliczu otchłanności bytu – w postaci, którą wyobrażają: pustynie, oceany, kosmos. Bo jej podróż jest podróżą upragnioną.

Po co według poetki jest poezja? Poezja jest przetrwalnikiem umożliwiającym z jednej strony ocalenie w sobie (i dla innych) urody dzieła stworzenia, naznaczonego obecnością miłosnej wspólnoty, a z drugiej miłosnego obcowania, naznaczonego urodą dzieła stworzenia. Ale temu pragnieniu, tym bardziej że szlachetnemu, towarzyszy niepokój osobisty o dalsze losy wskazanego i opiewanego sposobu współistnienia, przez coraz starszą i coraz bliższą śmierci poetkę i jej towarzysza życia. Wiersz zamykający cykl w Górach Błękitnych pod tytułem Dzień urodzin w górach kończą pytania:               

Czy uda się nam ocalić w sobie

te obrazy głosy ptaków dotyk traw i oddech

Gór Błękitnych na daleką drogę

w  niewidzialną przyszłość?

 

W tamten czas cichy – na brzegu niezatrzymany?

Puenta zaskakuje. Czas zostaje tu otwarty. Chodzi o to, aby pozostawać w czasie poza czasem, czyli jednocześnie w przeszłości, teraźniejszości i przyszłości. Czy na tym polega wieczność?

2.

Na tom o tytule Terra Australis i zamorskie podróże składają się cykle (powstające w latach 1991–2017), które pokazują integralność i wewnętrzne zróżnicowanie poezji Ludwiki Amber. Jej bogata polsko-australijska twórczość ma charakter miłosny, podróżniczy, modlitewny, telluryczny, ekologiczny, autobiograficzny, krajobrazowy, egzystencjalny i metafizyczny.

Pora kwitnienia jest dialogiem kochającej osoby z ukochanym i stanowi preludium do lirycznej opowieści, rozchodzącej się w następnych cyklach w wielu kierunkach, jak trasy i drogi na mapie. Poza liryczną kroniką miłości zanurzonej w codzienność w Porze kwitnienia mamy do czynienia (w wierszu Przychodzi taki dzień) z tęsknotą do większej aktywności życiowej osoby długo chorej, za podróżowaniem:                       

Przychodzi taki dzień

kiedy odczuwam kochany

że ruchomość nie męczy

wielość nie osacza

a kierunek tak trudno uchwytny

oswaja strony świata

 

w taki dzień szybko płynę

i chwytam w płótna żagli

urodzaj wiatru

Podróżowanie w języku lirycznym Amber oznacza coś więcej niż zmianę miejsca pobytu, jest intensyfikacją istnienia, uwalnianiem się z ograniczających człowieka przyzwyczajeń, wzbudzaniem w sobie wewnętrznej muzyki, stanem chłonięcia odmienności, tego, co ofiarowuje na każdym kroku Ziemia.

Cykl Statek na pustyni, jak napisała sama poetka, jest cyklem wierszy-obrazów wyłaniających się w słońcu i pod gwiazdami z australijskiego krajobrazu. Świat ten zamieszkują cienie minionych pokoleń i ludzi żyjących – czarnych i białych. Wyprawa na/przez pustynię w tych krótkich utworach jest wizją odradzającego się w wyobraźni tutejszego życia sprzed tysięcy i milionów lat. To, co przeminęło w różnych epokach, trwa w jednoczesności. Świetnie oddaje tę równoczesność solarna metafora: „wszystkie pokolenia krążą wokół Słońca”. Ale w wierszu pustynia jest tak wielka, z którego pochodzi cytat, dzieje się coś jeszcze. Minione generacje istnień krążą z żywymi w ich „każdym oddechu”.

Nie potrafię wskazać innego cyklu czy raczej lirycznego poematu w poezji polskiej, w którym „pustynia” jawi się w tak wielu odsłonach i metamorfozach. Pustynia przemienia się w ocean lub w przestrzenie kosmiczne, a mimo to następuje zbliżenie czasów, miejsc, ludzi, Boga – pulsuje wieczność, pulsuje „rytm przypływu Życia” (fragm. wiersza w sercu pustyni).

Chyba żadna inna polska poetka nie napisała tylu wierszy o Aborygenach. Z powodu przejęcia się ich często tragiczną historią poetka stała się pierwszą tłumaczką pieśni i wierszy Aborygenów na język polski. Zostały one opublikowane w tomie Billabong. Poezja australijska, wydanym przez Państwowy Instytut Wydawniczy w 2001 roku (zaledwie cztery lata po ukazaniu się książki o roli kultury i sztuki w życiu Aborygenów autorstwa ich poety, Mudrooroo pod tytułem Mitologia Aborygenów).

Amber aborygeńską kulturę i losy włączyła także w dzieje rodzinne:

mój dziadek ten pochowany w Lidzie

odnalazł na mapie pustynię w Australii

 

i już stoi z cieniami Aborygenów

przy ich pustynnej studni

 

słyszę ich męskie rozmowy

o historii wczorajszych imperiów

widzę w oślepiającym słońcu

 

jak podają Babce przezroczystą butelkę

 

plastykową – Babcia pochyla się

nade mną woda rozlewa się

ale piję piję piję…

„Kochanińka” wzdycha Babcia

i tak patrzy na mnie

jakby nie umarła dawno

przed moim narodzeniem

Pustynia w niekiedy jakby bezkresnych wierszach Amber jest przestrzenią, z której na żywych patrzą umarli; stamtąd ktoś lub coś woła:

sama w bezkresnej ciszy

po latach mogłam powrócić

do radości dziecinnej piosenki –

 

(z wiersza kolęda na pustyni)

Pustynia przywraca widzenie spraw najważniejszych, związanych ze współistnieniem teraźniejszości z przeszłością.

Cykl Muzyka oceanu wykołysały fale Pacyfiku wokół Nowej Zelandii i Australii. Oceaniczne wody, ptaki morskie, światła na otwartym oceanie, głębiny zapisane są w wierszach tak, jakby bezustannie znajdowały się w ruchu. W geograficznie określonych przestrzeniach toczy się życie jako stan wędrowny. Wiersze Amber budują figury wędrowności, przeżywanej lub obserwowanej, jak w wierszu Australijska noc, w którym między innymi czytamy:

Australijska noc w naszym ogrodzie

na niebie małe bumerangi samolotów

migając przelatują na sydnejski brzeg oceanu

Oceany oblewając Ziemię, jednoczą ją, więc nic dziwnego w tym, że geografia poetycka odnosi się do australijskich i pozaaustralijskich lądów i mórz dalekich bez hierarchizowania ich. Telluryczna i akwatyczna poezja Amber nie dzieli przestrzeni na obszary centralne i peryferyjne, lepsze i gorsze.

Pewną wyjątkowością naznaczona jest Ziemia Święta, ale i ona jakby rozciąga się na całą naszą planetę, ożywia pamięć osobistą i biblijną, dając jej  grunt. Ciekawe, że pielgrzymka po rodzinnej krainie Jezusa otworzyła poetce dawny czas dzieciństwa, kulturowe źródła jej osobowości. Stwierdzenie z wiersza W Nazarecie: „Tu wszystko się zaczyna ma sens także autobiograficzny i odsyła do Dziejów Objawień. W cyklu Ziemia Święta, wiersze z podróży w roku 2000, hymniczność (znana już z innych zbiorów poetki) przybiera postać dyskretnej i lirycznej psalmiczności, jak w Psalmie betlejemskim:

wierzę i kocham tak lekko

jakbym nabierała powietrza

 

wybacz mi Boże niepamięć

że kiedyś było inaczej

 

że nie prosząc o nic

jak drzewo i gniazdo ptaka

 

otrzymałam tak wiele

w zielonym ogrodzie –

leżę w cieple Twoich rąk

ukryta jak jajko

 

stukam w skorupkę nocy

i otwierasz mi niebo pierwszą Gwiazdą.

Podróżując po Ziemi Świętej poetka zdała sobie sprawę, że bez Jezusa Chrystusa „nie ma dokąd pójść” (z wiersza Wielka Sobota). Geopoetyka chrześcijańska Amber jest aktem wiary i tożsamości z biblijnymi miejscami, z przesłaniem Ewangelii, wydarzeniami, ludźmi.

Powrót do Australii następuje w cyklach: W Górach Błękitnych, Pani Drzewo opowiada o Australii, Śnieżna nocModlitwy wieczorne. Każdy z nich cechują inne emocje, inny ton wypowiedzi, ale rozlega się w nich coraz więcej ciszy, którą z nagła, rozsadzają bunt i niezgoda na przejawy zła, na ludzkie tragedie. Bohaterka wierszy dialoguje z bliskimi jej poetami (nawiązuje do Blake’a, Mertona, Baczyńskiego, Herberta, Kochanowskiego), opisuje spotkania   z papugami, ptakiem lirogonem. Nie wstydzi się swego zmęczenia życiem i starości, wchodzi w głębiny wyciszenia, wymiary eschatologiczne. Nieobce jej są lęki przed śmiercią i nastroje elegijne. Poetka przekracza samą siebie, powołując do poetyckiego życia postać „Pani Drzewo”, która

choć stoi tutaj nieruchoma

jednocześnie szybuje lekko płynnie

 

(z wiersza Pani Drzewo szybuje nad doliną)

 To wszystko toczy się „na otwartych ścieżkach w Górach Błękitnych” (z wiersza Aborygeni z dalekiej pustyni).

W te australijskie krajobrazy Amber włącza coraz częściej polskie reminiscencje, dobrze to ilustruje wiersz Pan Cogito płynie do Australii, który przytaczam tu w całości:

Pan Cogito płynie do Australii

 

                                               Dorocie Pieńkowskiej,

                                               na przełaj przez czas

 

Nie wiedziałam o tym

mówi do siebie Pani Drzewo

że Pan Cogito wyruszył w lipcu

z Warszawy do Sydney:

 

nie odrywając się od lądów

nie odrywając się od wody

płynął cicho płynął

 

Rozmowy i stare listy

drobne pismo linie wierszy

rysunki szkice z podróży

przedwojenna fotografia na Helu

z sierpnia 1939

Na chwilę PRZED

 

I co to znaczy w roku 2008?

„To już historia”.

Czyja historia –

a tamci ludzie?

Ich sny?

 

Co na to Pan Cogito

z wiosłem ołówka na morzach?

 

We wrześniu dotarły

do pani Drzewo na dalekie Południe

pierwsze śniegi spod Lwowa

głos o tyranii kłamstwa

 

i te uparte pytania poezji:

o grozę prawdy

o piękno.

 

W Sydney ocean oddychał spokojnie

i Pan Cogito narysował linię nowego brzegu.

W poetyckich miniaturach Chwile w Górach Błękitnych – podobnych w stylu i nastroju do japońskich miniatur haiku – poetka próbuje uchwycić zanurzone w pejzażu mgnienia, rozbłyski, zapachy, dźwięki, ulotne scenki.

Ludwika Amber pragnie opowiedzieć Australię przez to, co na tej „Wielkiej Wyspie Południa” jest rodzime. Wydaje się, że najbardziej precyzyjnie i opisowo narracja  o mało znanej w Europie Terra Australis  snuje się w cyklu Pani Drzewo opowiada o Australii. Intencją krótkich opowieści jest przekazanie wiedzy o tym dalekim kontynencie osobom bliskim, które pozostały za morzami, overseas…

W Śnieżnej nocy znowu wybrzmiewa tematyka miłosna, ale inaczej niż wcześniej. Miłość, po wielu latach małżeństwa, jest tu w stanie tęsknoty i oczekiwania na powrót ukochanego, podróżującego do zamorskich krajów. Z poczuciem humoru i lekką nostalgią próbuje zapisać historię tych dni i tygodni rozstania.

Wiersze zatytułowane Modlitwy wieczorne, czy wyświetlają nam „grozę prawdy”? Niektóre z nich kontynuują wątki wiary z Ziemi Świętej.  W tym cyklu modlitewnym australijskie klimaty i krajobrazy odchodzą łagodnie w tło. Coraz starsza już poetka koncentruje się na wewnętrznych przeżyciach człowieka, coraz bliższa śmierci mówi o umieraniu, odkrywa w sobie nowe pokłady niewiedzy i nadziei. W Pieśni wieczornej, zamykającej cały ten cykl, ufnie mówi:

idę za Tobą coraz odważniej w głębokie leśne doliny:

w te zielone strony niebieskiego spokoju.

Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Zbigniew Chojnowski, Poezja jako podróżowanie w czasie i przestrzeni, „Nowy Napis Co Tydzień”, 2020, nr 35

Przypisy

    Powiązane artykuły