28.05.2020

Nowy Napis Co Tydzień #051 / Ikona jako sztuka wyjścia. Siła obrazu malarstwie Jerzego Nowosielskiego 

„Od samego początku stanęło przede mną pytanie: czy możliwa jest kontynuacja malarstwa ikony w naszych czasach. Innymi słowy, czy ikona stanowi rozdział zamknięty w duchowej i artystycznej historii ludzkości, czy też może być traktowana nie tyle jako wielkość stała i historyczna, ile jako metoda postępowania twórczego, zdolna owocować żywymi realizacjami malarskimi” [Jerzy Nowosielski, „Zagubiona bazylika. Refleksje o sztuce i wierze”]

Gdy profesor Barbara Dąb-Kalinowska zadawała na seminarium w Nieborowie pytanie, czy teologia ikony jest ostatnim słowem w badaniach nad tą formą religijnego i artystycznego wyrażania, nie znajdowała zbyt wielu naśladowców. Próbując znaleźć odpowiedź, łączyła w swojej propozycji dwie arcytrudne dziedziny, chciałoby się powiedzieć, że hermetyczne. Łączenie badań nad sztuką bizantyjską ze znawstwem myśli Hansa-Georga Gadamera (a gdy Dąb-Kalinowska po raz pierwszy zgłaszała swój postulat badawczy, niemiecki myśliciel jeszcze żył i był żwawym dziewięćdziesięcio-kilkulatkiem) wielu po prostu nie mieściło się w głowie. Niżej podpisanemu również. 

Jednakże kwestia estetyki autora Wahrheit und Methode wraca z dużą siłą, gdy podejmujemy problem sztuki sakralnej Jerzego Nowosielskiego. Filozofia Gadamera pozwala na dużo lepsze zrozumienie tego malarstwa. Zrozumienie – podkreślmy to bardzo mocno – opierające się nie tylko na intelektualnych analizach czy estetycznych uniesieniach, ponieważ sztuka Jerzego Nowosielskiego zmusza nas do stanięcia twarzą w twarz z tajemnicą. 

Jest to tym istotniejsze, gdy uświadomimy sobie, że żyjemy w czasach powszechnej banalizacji, która dotyka nawet największych głębi ludzkiego ducha. O ikonach piszą wszyscy, przeważnie bełkotliwie; każdy obraz ukazujący (lub chcący ukazać) scenę religijną jest natychmiast awansowany do rangi ikony – najlepiej w połączeniu z jakimś (zwykle idiotycznym) przymiotnikiem. Zdarzało mi się wysłuchać kazania mówiącego o „wspaniałej ikonie”, która okazywał się niczym innym jak powiększoną do niebotycznych rozmiarów reprodukcją. A tekstów o „pięknie i głębi ikon” nie sposób zliczyć. Paradoksalnie w takim świecie żył i pracował człowiek, który do sztuki ikony doszedł drogą artysty-malarza, dla którego twórczość była drogą wiary i sposobem na życie wiarą.

Dlatego warto poszukiwać nowych dróg spotkania ze sztuką Nowosielskiego i ponownie zadać pytanie, czy teologia ikony, zbanalizowana do granic profanacji, jest jedyną możliwą. Nie można także zapominać, że sam twórca przekraczał sztywne ramy ortodoksji, nawet tej prawosławnej, którą uznawał za najbardziej otwartą, zabezpieczoną przed schematyzmem i banalizacją duchowości.  

Oniemienie. Sztuka jako sposób poznania

Myśl estetyczna Gadamera jest zbyt rozległa, aby można było ją tutaj zreferować w sposób dostateczny. Niemniej jednak jest ona jednym z najdoskonalszych przykładów siły, jaką ludzkiemu rozumowi i duchowi daje hermeneutyka. I znowu nie dając, z braku czasu i miejsca, wykładni swojego toku rozumowania, muszę postawić tezę, że sztuka Nowosielskiego da się odczytać w pełni nie tylko w świetle myśli teologii prawosławnej, ale także w odniesieniu do współczesnego świata, jego kultury i duchowości. Zresztą nic w tym dziwnego – teologia chrześcijańska nie powinna być jałowym ćwiczeniem duchowym, oderwanym od otoczenia. Zwrócenie się ku światu nigdy nie jest odwróceniem się od religii. 

Co znajdujemy wspólnego w Gadamerowskich analizach i sztuce Nowosielskiego? Przede wszystkim głębokie przekonanie, że przeżycie estetyczne zawarte w obcowaniu ze sztuką wiedzie nas do prawdy. Żaden z nich dwóch nie zdefiniował owego fenomenu, ale jednocześnie u obu widzimy jak na dłoni przekonanie, że doświadczenie estetyczne jest jednoznacznie doświadczeniem bezpośrednim. Zarówno twórca, jak i odbiorca, stając wobec dzieła, doświadczają go bez zapożyczeń i pośrednictwa. Sztuka staje się odniesieniem do najbardziej podstawowej rzeczywistości. Sztuka jest wehikułem, który odnosi nas do prawdy. 

W ujęciu Gadamera sztuka powoduje pewien specyficzny sposób przeżywania – można je nazwać „oniemieniem”, ponieważ powoduje jakby oderwanie się od życia codziennego, od bieżących problemów. Niemiecki filozof nigdy nie ukrywał, że jego ujmowanie doświadczenia sztuki jest bliskie doświadczeniu mistycznemu. Ale nie jest to jedyny istotny element gadamerowskiej hermeneutyki. Istotny jest fakt, że w sztuce znajdujemy odniesienie do prawdy, że dzieło sztuki pozwala nam ową prawdę odnaleźć i rozpoznać. 

We współczesnym świecie odchodzimy od pojęć religijnych, dlatego też wielu czytelników będzie wolało używać sformułowań takich jak „głębia”, „prawda” czy „sacrum”, aby tylko uciec od terminologii teologicznej. Jednakże jest to podejście sprzeczne z artystyczną i intelektualną postawą Jerzego Nowosielskiego. Jeżeli malarz poszukiwał nowych dróg, to nie dlatego, by odrzucić myślenie religijne, tylko dlatego, że zdawał sobie sprawę z niewystarczalności słownika, jakim dysponujemy. Tak samo jak Gadamer, Nowosielski żył głębokim przekonaniem, że sztuka jest działaniem w najgłębszym tego słowa sensie duchowym. A ponieważ był on także człowiekiem żarliwie wierzącym (choć nieortodoksyjnie, co brzmi ciekawie w odniesieniu do prawosławnego, czyli „ortodoksyjnego” chrześcijanina), to ową duchowość i prawdę odnosił bezpośrednio do ewangelii i swojej wiary. 

Z drugiej strony – i tutaj ponownie znajdujemy rys wspólny z Gadamerem – chociaż zdawał siebie sprawę z „nieliniowego rozwoju sztuki”, z wielkiego pęknięcia w jej dziejach, to nie widział powodu, aby odrzucać sztukę nową. Jego malarstwo nie stało się skansenem, twórczością schematycznego powtarzania szczegółów i detali. Tkwiąc w samym sercu tradycji ortodoksyjnej ikony, dawało ono widzowi głęboki oddech, włączając go w nowe oddziaływanie sztuk plastycznych. Nowosielski tworzył, tak samo jak wierzył – z głęboką żarliwością i oddaniem. Przenosił widza do rzeczywistości, w której ikona była wyobrażeniem i symbolem, a zarazem bramą do niej wiodącą. 

Sztuka jako droga wyjścia

Jest to myślenie współbrzmiące z tezami zawartymi w gadamerowskim opus magnum Prawda i metoda. Widz zaangażowany w kontakt ze sztuką (nie tylko plastyczną) nabiera dystansu do otaczającego świata, co daje mu zdolność do jego odmiennego odbioru i wyszukania odmiennej, a zarazem najwłaściwszej, perspektywy. Jak pisze Anna Ziółkowska:

[…] sztuka ukazuje inne możliwości zamieszkiwania w świecie, inne sposoby bycia oraz inne sposoby wartościowania. Wkraczając w swoistą przestrzeń sztuki, włączamy się zarazem we wspólnotę sensu, w której nasz horyzont widzenia przenika się z innymi horyzontami, co umożliwia nam uzyskanie pewnej dali, polegającej na wglądzie w to, co zazwyczaj zostaje przesłonięte i oddalone, a zarazem zdystansowanie się od tego, co poprzez zbyt natarczywą, codzienną bliskość uniemożliwia bądź poważnie utrudnia nam szersze widzenie. Dzięki sztuce dystansujemy się również wobec samych siebie, co umożliwia widzenie swoich prywatnych celów z zewnątrz, tak jak je widzą możliwi inni ludzie. To, czego doświadczamy w sztuce, staje się często bliższe prawdy niż otaczająca nas potoczna rzeczywistość. Tym samym sztuka pozwala wymknąć się spod władzy tzw. realnościA. Ziółkowska, „Prawda sztuki a rzeczywistość. Estetyka Hansa-Georga Gadamera wobec wybranych zjawisk sztuki współczesnej”, „Kultura i wartości” 2012, nr 1, s. 80.[1]

Sztuka ikony, w tym także twórczość Jerzego Nowosielskiego, nie prowadzi nas do jakichś odmiennych stanów świadomości, jakiegoś niebytu czy ułudy. Nie jest to sztuka nakierowana na byty abstrakcyjne. Wręcz odwrotnie – stykamy się z malarstwem wiodącym widza ku rzeczywistości bardzo konkretnej. Jest nią rzeczywistość wywodząca się z Bożego Objawienia. W jego najgłębszym przekonaniu religia i sztuka są nierozłącznie sprzęgnięte. Twórca jest „teologiem w swoim malarstwie, to znaczy musi mieć absolutne poczucie integracji swoich poszukiwań malarskich ze swoją intuicją teologiczną, musi być teologiem przez malarstwo, a nie obok malarstwa”J. Nowosielski, „Zagubiona bazylika. Refleksje o sztuce i wierze”, red. Krystyna Czerni, Kraków 2013, s. 154.[2].

Kerygmat, czyli „podprowadzenie”

Jak zauważa Krystyna Czerni, słowem kluczowym dla malarstwa Nowosielskiego jest kerygmat. 

Redukując chrześcijańskie przesłanie do podstawowych prawd wiary, rezygnując z rozbudowanej ikonografii, funkcji katechetycznej i pedagogicznej Kościoła, Nowosielski przeznaczał sztuce funkcję kerygmatyczną. Kerygmat – zwany w teologii także „pierwszym głoszeniem” – jest podstawowym orędziem o Zbawieniu i Miłości Boga. W przeciwieństwie do zmieniających się w historii, wyznaniowych doktryn, kerygmat – wspólny dla wszystkich odłamów i nurtów Kościoła – poprzedza katechizowanie, jest początkiem, podprowadza na próg wiary. Sens kerygmatu to świadectwo o obecności Boga, podkreślanie prawdy o powszechnym odkupieniu i Bożym Miłosierdziu. Zbawienie pochodzi od Boga, jest skutkiem darmowej, niezasłużonej Łaski. Miłość Boga do człowieka jest większa niż nawet najcięższy grzech. Kerygmat jest głoszeniem tej prawdy i przekonywaniem o jej ciągłej aktualnościK. Czerni, „«Ikona nieoswojona». O formacji ideowej Jerzego Nowosielskiego, jego wizji Kościoła i koncepcji sztuki sakralnej”, „Teologia Polityczna co Tydzień”, https://teologiapolityczna.pl/krystyna-czerni-ikona-nieoswojona-o-formacji-ideowej-jerzego-nowosielskiego-jego-wizji-kosciola-i-koncepcji-sztuki-sakralnej [dostęp: 24.05.2020].[3]

Warto przy tym sobie uświadomić, że kerygmat nie był dla Nowosielskiego jakimś kluczem interpretacyjnym, ani – tym bardziej – kliszą językową, powszechnie nadużywaną w religijnej nowomowie. Na fakt banalizacji i zużycia słowa „kerygmat” zwracała uwagę na przykład Jadwiga Waniakowa. Wskazując na ogromne pole nadużywania tego słowa, określiła ona jego stosowanie mianem „mody językowej”, która w gruncie rzeczy nie wniosła nowych wartości w życie Kościoła w PolsceJ. Waniakowa, „Kerygamt – czyli o modzie w kościelnej odmianie języka”, „Socjolingwistyka” 2015, t. 29, s. 219–226.[4]. Zostało ono wprowadzone do powszechnego języka eklezjalnego bez zrozumienia. Chociaż, jak informuje autorka, w internecie jest ono używane ponad 80 tysięcy razy rocznie, w praktyce okazuje się, że ma za zadanie jedynie intrygować i nadawać tekstom pozór intelektualnej głębi. Jak pisze Jadwiga Waniakowa:

Obcy, stosunkowo nowy na gruncie polskim, niekojarzący się z niczym przeciętnemu katolikowi, wyraz stał się nadzwyczaj modny, potrzebny i nic nie wskazuje na to, by został wycofany z obiegu. Wydaje się, że właśnie chodzi o to, by był tajemniczy i intrygował. Warto sobie wszak uzmysłowić, że wraz z nastaniem mody na kerygmat nic nie zmieniło się w nauce Kościoła. Nie powstało nic nowego, co należałoby określić nowym terminem. Kerygmat wyparł tylko wcześniejsze określenie Dobra Nowina. W innych bowiem znaczeniach […], kerygmat właściwie nie występujeTamże, s. 224.[5]

Podejmując się hermeneutycznej interpretacji sztuki Jerzego Nowosielskiego, należy zatem dołożyć wszelkich starań, aby uniknąć owej banalizacji języka religijnego (zjawiska absolutnie obcego temu artyście). 

Potrzeba interpretacji kerygmatycznej

Uświadomienie sobie ogromnych pokładów religijności w sztuce oraz istotowej niemożliwości rozłączenia religii i sztuki stanęło zresztą u źródeł hermeneutycznego podejścia do literatury religijnej. Już Paul Ricœur wskazywał na konieczność usystematyzowanego podejścia do odczytywania literatury religijnej. W Polsce powstała na przykład szkoła oparta na podejściu hermeneutycznym podejmująca tę problematykę. „Interpretacja kerygmatyczna” z całą pewnością jest tym kierunkiem myślenia i komunikowania, który zabezpiecza nas przed banalizacją nie tylko słowa „kerygmat”, ale całego języka religijnego.  

Literatura odczytywana w świetle kerygmatu to, najogólniej, próba powiedzenia czegoś o sztuce słowa z perspektywy Słowa-Logosu. W takiej zaangażowanej, „wyznawczej” lekturze poezji – lekturze z gruntu „Logo-centrycznej” – to właśnie Dobra Nowina o Mesjaszu służy jako filtr, który blokuje pewne skojarzenia, a przepuszcza inne, tym samym organizuje cały system wyobrażeń o utworze. Kerygmat profiluje więc i projektuje (a z konieczności także deformuje) interpretację, odsłania i zasłania równocześnie, pozwala ujrzeć układy słowne w nowych konstelacjach i również dokonać ich odmiennej – zgodnej z kerygmatycznym „wzorem” – waloryzacjiI. Piekarski, „Interpretacja kerygmatyczna a tradycje i perspektywy badań literackich” [w:] „Interpretacja kerygmatyczna. Doświadczenia – rewizje – perspektywy”, red. E. Fiała, J. Borowski, I. Piekarski, Lublin 2014, s. 23–24.[6].

Właściwe podejście do sztuki Jerzego Nowosielskiego wymaga od widza i czytelnika podjęcia wysiłku budowania „interpretacji kerygmatycznej” w odniesieniu do jego malarstwa. Jest to postulat badawczy stawiający przed historykami sztuki oraz teologami spore wyzwanie, jednakże jest on odpowiedzią na potrzebę nieustannego pogłębiania rozumienia tej twórczości, niejednokrotnie wyrażaną przez wybitną znawczynię sztuki Nowosielskiego, Krystynę Czerni.

Jak zatem przyjmować malarstwo Jerzego Nowosielskiego, skoro jest ono na wskroś religijne, lecz świat jego odbiorców już taki nie jest? Sekularyzacja dotyczy nie tylko relacji społecznych, czy relacji Kościół–państwo. Dotyka ona także (a być może przede wszystkim) sfery społecznego imaginarium. Sztuka w najmniejszym stopniu nie pełni już roli Biblii dla ubogich i nie znających pisma (Biblia pauperum), jest to niemożliwe, ponieważ mamy do czynienia z brakiem wiedzy na temat tego, jak wygląda chrześcijańska symbolika. 

Artystyczna twórczość Nowosielskiego pełni rolę przewodnika do świata Objawienia, mimo że jest ona „nieuporządkowana”. Sam artysta miał głęboką świadomość, że „język malarski z natury oddziałuje na jakieś tajemnicze struktury psychiczne człowieka, o których my niewiele możemy powiedzieć czy wiedzieć, że malarstwo jest nader tajemniczą rzeczą” „Religia jest rzeczą bardzo niebezpieczną”. Z Jerzym Nowosielskim rozmawia Rafał Zmysłowski, http://niniwa22.cba.pl/religia_jest.htm?fbclid=IwAR2QC5QR-KX245AiGqrs9eIe1M1Pz15Xkkpdm1h-Sk4ibonOR2Lv6_OMEDE [dostęp: 26.06.2020].[7]. Jednakże nie uciekał od jasnego stwierdzenia, że tym, co liczy się w jego sztuce jest wiara. Cała sztuka jest ikoną, mówił, co znaczy po prostu, że nie istnieje sztuka niereligijna. Brak religijności stawia pod znakiem zapytania możliwość istnienia działalności artystycznej. 

Artysta staje się współuczestnikiem aktu twórczego – sztuka Nowosielskiego współbrzmi doskonale z listem do artystów Jana Pawła II. A twórczość malarza jest owym nowoczesnym kerygmatem. Współczesny świat wciąż jest gotów na przyjęcie sztuki – przez nią może zaś otwierać się na rzeczywistość wiary. 

Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Juliusz Gałkowski, Ikona jako sztuka wyjścia. Siła obrazu malarstwie Jerzego Nowosielskiego , „Nowy Napis Co Tydzień”, 2020, nr 51

Przypisy

    Powiązane artykuły