27.08.2020

Nowy Napis Co Tydzień #064 / Od Bieszczad do Bałtyku. Fenomen Sierpnia ‘80 – wspomnienia i refleksje

Rzucić wszystko i wyjechać w Bieszczady

Stopień skomplikowania przyczyn, okoliczności, pobudek i motywacji kierujących ludźmi, którzy latem 1980 roku w ten czy inny sposób decydowali się na wystąpienie przeciwko władzy komunistycznej, może pokazać (zachowując proporcje) poniższa historia. W wydarzeniach opisanych uczestniczyłem, pamięć świadka (mnie osiemnastoletniego) została ujęta w ramy metodologii historycznej i zasad analizy źródeł wspomnieniowych (przeze mnie dzisiejszego). Tak powstał mój „egodokument” będący przyczynkiem do historii Sierpnia ’80.

Zostając uczniem Technikum Samochodowego im. Aleksandra Zawadzkiego w Szczecinie, zostałem również – o czym nie wiedziałem – członkiem „klasodrużyny” Harcerskiej Służby Polsce Socjalistycznej. Stworzenie tej formacji pseudoharcerskiej, działającej w szkołach ponadpodstawowych, dokonało się na podstawie ustaleń i uchwał V Zjazdu ZHP obradującego w marcu 1973 roku pod hasłem „Wychowujemy harcerzy na budowniczych i gospodarzy socjalistycznego państwa”. Tak o wprowadzanych zmianach pisze harcmistrz Wojciech Hausner:

Harcerstwo w szkołach średnich, na pewno na poziomie dokumentów i uchwał, znalazło się w świecie absurdu. Drużyny poprzez swoje nazewnictwo i zmianę umundurowania zostały wyodrębnione z całości Związku. Drużyny Harcerskiej Służby Polsce Socjalistycznej (HSPS) w piaskowych bluzach mundurowych oraz granatowych spodniach lub spódnicach miały być nową, socjalistyczną, jakością. Odrywając je od dotychczasowej tradycji, nakazano zmianę dotychczasowych, często używanych przez kilkadziesiąt lat chust harcerskich na czerwone krajki wiązane jak krawaty pod szyją.

Wiosną 1980 roku zdecydowaliśmy wraz z paroma kolegami z klas trzecich B i A, że po raz pierwszy zaangażujemy się w działalność klasodrużyny HSPS i pojedziemy na obóz organizowany przez Komendę Chorągwi w ramach akcji „Bieszczady 40”Akcja zainaugurowana w roku 1974 i zaplanowana na 10 lat – do roku 1984, roku 40-lecia Polski Ludowej. Harcerze z całego kraju mieli w ramach akcji tworzyć infrastrukturę – głównie turystyczną – w dość dzikich jeszcze wówczas Bieszczadach.[1]. Wspominany już burzowy klimat panujący w Polsce w roku 1980 sprawił, że i my, osiemnastoletni młodzieńcy zaczęliśmy kontestować rzeczywistość. Na początek wymogliśmy na komendanturze obozu zgodę na uczestnictwo we mszy świętej. Zgodzili się dość łatwo – chociaż stało to w zdecydowanej sprzeczności z socjalistycznym charakterem organizacji. Może myśleli, że nie będzie się nam chciało maszerować kilka kilometrów: stanica znajdowała się w Bukowcu – tam kończyła się droga, która można było poruszać się samochodem. Zwycięstwo w sprawie mszy świętej sprawiło, że zapragnęliśmy posunąć się dalej. Uznaliśmy, że nie podoba nam się druga, napisana specjalnie dla drużyn HSPS, zwrotka hymnu harcerskiego. Zawierała ona słowa:

Socjalistycznej, biało-czerwonej – myśli i czyny, i uczuć żar
Nauką i pracą dzisiaj tworzymy Ojczyzny jutro, swój w życie start
Wydłuż krok, siły łącz, w serca rytm do celu zawsze dąż.
Z Partią nasz, młodych trud. W przyszłość marsz, harcerzy polskich ród.

Postanowiliśmy nie śpiewać dwóch drażniących nas słów: socjalizmu i partii – czy raczej, wedle ówczesnych zasad pisowni, Partii. Gdy najpierw na porannym, a potem na wieczornym apelu głos na tych słowach zawiesiło nas kilku – by potem z mocą ryknąć „biało-czerwonej!” – zamilczenie nasze nie było bardzo słyszalne w chóralnym śpiewie ponad setki męskich i żeńskich głosów. Jednak na drugi dzień do naszej wokalnej walki z socjalizmem i partią przyłączyli się następni – początkowo z naszej drużyny z „samochodówki”, a na kolejnym apelu również z drużyny „łącznościowej”. Gdy już tylko cienkie damskie głosiki ofiarowały myśli i czyny „socjalistycznej”, a „partii” trud, komendant się wściekł. Szczegółów jego emfatycznej tyrady pamięć nie przechowała (bo i po co?), za to doskonale pamiętam, że kiedy padło „ci, którzy nie śpiewali, wystąp!”, wszyscyśmy zrobili trzy kroki naprzód. Tak, w odludnych Bieszczadach, nieświadomi, co dzieje się w Świdniku, Lublinie, naszym rodzinnym Szczecinie i Trójmieście, uczyliśmy się praktycznej solidarności. Komendant nie miał wyjścia – ogłosił, że śpiewać będziemy tylko pierwszą, oryginalnie harcerską zwrotkę. Sądziliśmy, że wygraliśmy po raz drugi. Byliśmy w błędzie. Nie doceniliśmy komendanta – jednocześnie nauczyciela matematyki i sekretarza Podstawowej Organizacji Partyjnej PZPR w naszej szkole. Obóz dobiegał końca, my kończyliśmy kryć papą dach na drewnianym budynku kuchni, gdy przyszedł oboźny i zadzierając głowę, powiedział, że nam wichrzycielom turnus nie zostanie zaliczony, że nie dostaniemy odznaki akcji. Ogłosiliśmy więc strajk.

Teoretycznie rzecz biorąc, słowo to powinniśmy znać wyłącznie z podręczników historii, gdzie odnosiło się do słusznej walki robotników amerykańskich z kapitalistycznymi krwiopijcami. Strajki w socjalizmie nie były wówczas możliwe nawet teoretycznie – nie mogą przecież robotnicy strajkować przeciwko władzy robotniczej. Ale my pochodziliśmy ze Szczecina, w którym wciąż widoczne były ślady po walkach z Grudnia 1970 roku i pamięć o „republice szczecińskiej” następnych miesięcy. Rzuciliśmy więc narzędzia i zasiedliśmy w namiotach, jedni grali na gitarach, inni śpiewali, wszyscy degustowali przemycone i zachomikowane na czarną godzinę produkty jakiegoś lokalnego browaru. I znów wygraliśmy – poproszono nas, byśmy jednak tę kuchnię skończyli, a odznaki otrzymamy. Gdy trzy dni później, po szesnastu godzinach podróży, dotarliśmy do Szczecina, a tam właśnie trwał strajk. Do domu dotarłem tramwajem, następnego dnia komunikacja przyłączyła się do stoczni.

Czy to przypadek, że w tym samym czasie, z pozornie różnych powodów, w niemal kompletnej izolacji informacyjnej do strajków przystępowały załogi różnych zakładów pracy, że tę formę wyrażenia swego protestu wybraliśmy i my, nastoletni członkowie Harcerskiej Służby Polsce Socjalistycznej? Starałem się pokazać, że to nie był przypadek, lecz wynik skomplikowanego splotu okoliczności, efekt powszechnej już wówczas niechęci do zakłamanej ideologii i prymitywnej propagandy, do nieudolnego i niewydolnego systemu zarządzania państwem, do marazmu każdego dnia. A obok uczuć negatywnych narastały pozytywne – wywołana słowami Papieża nadzieja na to, że jeśli weźmiemy sprawy we własne ręce, to będzie lepiej, piękniej, uczciwiej, świadomość, że jest nas wielu, o wiele więcej niż ich. Uczucia negatywne i pozytywne, synergicznie wzmacniające się, którym dodatkowej mocy nadawały oderwane od siebie i przypadkowe w gruncie rzeczy zdarzenia, w odbiorze społecznym nabierające znaczenia symbolicznego – jak choćby seria tragicznych katastrof w pierwszej połowie 1980 roku. Wszystko razem wzięte dało w efekcie ten unikatowy, nieporównywalny z niczym fenomen polskiego Sierpnia roku 1980, fenomen, który doprowadził w stosunkowo krótkiej, bo kilkuletniej perspektywie do upadku komunizmu i Związku Sowieckiego – czego nikt się nie spodziewał, na co nikt nie liczył i nikt nie był na to przygotowany.

Solidarność przez małe „s”

Jest gorący sierpniowy dzień roku 1980. Parę dni temu wróciłem z Bieszczad, gdzie z kumplami strajkowaliśmy na obozie HSPS-u. Teraz na rowerze kursuję po strajkującym Szczecinie. Szczecin, położony w delcie Odry, podzielony jej odnogami i kanałami, to miasto niezwykle rozległe. A zatem trasa codzienna: z Pomorzan do zakładów Chemitex „Wiskord” w Żydowcach z jedzeniem (tam strajkuje Ojciec) 13 kilometrów, potem z pozostałym prowiantem pod Stocznię Szczecińską imienia Adolfa Warskiego – 14 kilometrów, z powrotem na Pomorzany 7 kilometrów. To stała trasa, są często jeszcze kilometry dodatkowe. Strajkujące, zmęczone życiem w kolejkach i zakłamaniem, piękne miasto. Piękne pięknem ludzi, którym może nie rosły skrzydła, ale prostowały się plecy, na twarze wracał uśmiech, a do serc bardzo, bardzo nieśmiała nadzieja. I pojawiało się coś, co zapewne znali obywatele Polski międzywojennej budujący Rzecz Pospolitą, znali warszawiacy, mieszkańcy Miasta Niezłomnego czasu okupacji i Powstania, miasta, które jak się zdaje, bezpowrotnie zeszło pod ziemię. Tym czymś było poczucie wspólnoty. Wówczas jeszcze bezprzymiotnikowej, jak cały fenomen sierpniowy – spontanicznej i uniwersalnej. Poczucie solidarności. Ale tej autentycznej i empatycznej, pisanej przez małe „es”. Oto dwa obrazki dostrzeżone znad rowerowej kierownicy przez ówczesnego, niespełna 18-letniego mnie, nierozumiejącego tak dobrze, jak ja dzisiejszy, ich znaczenia, ale je intuicyjnie przeczuwającego. Inaczej tak dobrze bym ich nie zapamiętał.

Przystanek autobusowy w centrum miasta. Na nim kłębi się niespokojnie tłum ludzi. Pozornie ich obecność w tym miejscu jest bez sensu, bo przecież komunikacja miejska również strajkuje. Ale oto zajeżdża „żuczek”. Kierowca przechyla się ku prawemu oknu i krzyczy: „na Pogodno!”. I natychmiast grupka pragnących się dostać właśnie do tej dzielnicy miasta rozpoczyna abordaż furgonetki, pakując się na skrzynię pod plandeką. Miejsce w kabinie oczywiście przypada starszej pani. Zgrzyt źle zsynchronizowanej skrzyni biegów i „żuczek” rusza. W tej samej chwili zatrzymuje się „maluch” i okrzyk kierowcy: „Kto potrzebuje na Niebuszewo?”. Do dziś nie wiem, jak czterech w miarę rozrośniętych w barach i gdzie indziej robotników zdołało się wepchnąć do autka. I tak cały czas – bez złorzeczeń, przekleństw, z życzliwością wobec innych i uśmiechem na twarzach dla wszystkich. Nigdy moi rodacy nie byli tak piękni, tak dobrzy jak tego sierpnia. Oto jaką moc przemiany ludzkich serc i umysłów ma nadzieja, świadomość, że wokół są myślący podobnie i że zawsze znajdzie się jakaś wyciągnięta w porę pomocna ręka.

Obrazek drugi – codzienny przystanek przed bramą stoczni, nasłuchiwanie wiadomości ze środka, wymiana na informacje pochodzące z innych dzielnic strajkującego o godność miasta. Pod bramą jest zawsze tłumek, ludzie podają przez pręty ogrodzenia papierosy, słodycze, kanapki, rozmawiają ze strajkującymi robotnikami. Słyszę rozmowę jakiejś kobiety z młodym, niewiele ode mnie starszym chłopakiem. Ona się trochę dziwi, że ten strajk jest taki inny, że strajkujący narażają się dla innych, bo ich żądania nie dotyczą tylko stoczni, są takie… ogólne. Tak – mówi z powagą chłopak – my strajkujemy za pielęgniarki i lekarzy, i za nauczycieli też, bo oni przecież nie mogą strajkować, taką mają pracę, że nie mogą, więc my za nich… To właśnie rodziła się solidarność, gdy jedni drugich ciężary noszą…

Błogosławieni, którzy łakną sprawiedliwości…

Przez ostatnich 40 lat wielokrotnie przeprowadzał się wraz ze mną: Szczecin, Lublin, Sandomierz, znowu Lublin i wreszcie podlubelska wieś, mieszkań nawet nie liczę. Ale znalazłem go bez problemu – leżał wśród najważniejszych pamiątek. Stary notes w tandetnej niebieskiej, plastikowej okładce, z lekko już pożółkłymi kartkami i z wyblakłymi zapiskami. W nim włożone zdjęcie (moje), walet treflowy (sierota po zaginionej talii), stuzłotówka z Waryńskim. Na pierwszej stronie spisane z tablic przydrożnych (słowo billboard jeszcze wówczas w Polsce nie istniało) trzy hasła, z którymi wchodziła Polska w pamiętny rok 1980: „Partia nakreśla ambitne cele – z honorem wykonamy każde zadanie”, „Młodzież w sojuszu z partią zda na piątkę egzamin życiowy” (moje ulubione i często cytowane), „Chcemy lepiej żyć, lepiej pracujmy”. Następnych pięć stron… egodokument odświeżający pamięć.

Któregoś – nastego dnia sierpnia (daty niestety nie zapisałem) na tablicy pod stocznią pojawiają się postulaty (nowe słowo w ówczesnym języku). Jest ich trzydzieści sześć. Przepisuję je pracowicie do notesu. Charakter pisma okropny, trudno mi dziś to przeczytać, ale też pisałem „w powietrzu”, wśród przepychających się ludzi, jak co dzień tłumnie obecnych przed bramą stoczni. „Moja” – ale przecież pierwsza kopia oryginału – wersja postulatów różni się od wszystkiego, co po latach znalazłem w sieci. Niektóre skróty mogłem zastosować z pośpiechu w trakcie przepisywania, ale pewien jestem, że poniższa wersja jest pierwotna, żadnych zmian do niej nigdy nie wprowadzałem. Te żądania – osobliwa mieszanka socjalizmu i prostych, naiwnych wyobrażeń o sprawiedliwości – zostały później lekko przeredagowane, stając się postawą do negocjacji z przedstawicielami rządu z Kazimierzem Barcikowskim na czele.

Zapewne to największy uniwersalizm 21 postulatów gdańskich, sprawił, że stały się one „tekstem kanonicznym” Sierpnia ’80. Ale o nich napisano wiele, ja swoim wspomnieniem chcę tylko upomnieć się o miejsce Szczecina w historii tego wspaniałego Sierpnia. Pod bramą stoczni słuchałem również transmitowanego pożegnalnego, jak mi się zdaje, przemówienia Gierka. Chyba miało być dramatycznym apelem, ale spotkało się wyłącznie ze śmiechem i gwizdami. Następnego dnia również przez nagłośnienie stoczniowe słuchałem komunikatu o rezygnacji pierwszego sekretarza ze względu na zły stan zdrowia. A notes służył mi jeszcze czas jakiś: kilka kartek zajmują moje młodzieńcze wiersze ze stanu wojennego, a ostatnim wpisem jest plan zajęć na pierwszym roku studiów z października 1982. Ale to już inna epoka, inne miasto.

Postulaty szczecińskie:

  1. Powołać wolne i niezależne od Partii związki zawodowe oraz stworzyć warunki do ich niezależnej działalności.
  2. Żądamy odczuwalnej przez społeczeństwo poprawy zaopatrzenia rynku w artykuły spożywcze i konsumpcyjne.
  3. Żądamy odczuwalnej podwyżki płac w wysokości 2 tysięcy w odniesieniu do obecnego wynagrodzenia na poszczególnych zawodach i stanowiskach.
  4. Podwyższyć najniższe renty i emerytury do 3 tysięcy zł.
  5. Pracownikom, którzy utracili zdrowie w zakładzie pracy: utrzymać zarobki nie niższe niż na poziomie poprzedniego stanowiska pracy.
  6. Żądamy trzyletnich urlopów macierzyńskich.
  7. Żądamy zrównania zasiłku, wysługi lat, rent i emerytur dla wszystkich grup zawodowych do poziomu pracowników MO [Milicji Obywatelskiej] i WP [Wojska Polskiego].
  8. Rozpowszechnić treść Karty Praw Człowieka z konferencji w Helsinkach w drukuAutorzy tego postulatu połączyli w jeden dwa dokumenty: Międzynarodowy Pakt Praw Człowieka ONZ z 1945 roku i Akt Końcowy Konferencji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie z 1975 rok.[2].
  9. Zalegalizować prawo do strajku w Konstytucji.
  10. Żądamy gwarancji nierepresjonowania strajkujących, a w szczególności przedstawicieli wybranych przez załogi w czasie strajku.
  11. Zaprzestać prześladowań działaczy opozycji i umożliwić konstytuowanie nowych ugrupowań polityczno-społecznych.
  12. Żądamy całkowitych swobód do pracy Kościoła katolickiego w PRL oraz nadawania w radio i telewizji w niedzielę i święta Mszy świętej.
  13. Ufundować przed bramą Stoczni tablicę upamiętniającą ofiary grudnia 1970 r.Według oficjalnych danych zginęło wówczas w Szczecinie szesnaście osób.[3]
  14. Zlikwidować niepotrzebne dla PRL wydatki typu Hermaszewski i pomoc dla trzeciego świataChodziło tu o udział polskiego kosmonauty Mirosława Hermaszewskiego w locie radzieckiego statku Sojuz 30, na przełomie czerwca i lipca 1978 roku. Pomoc rządu dla Trzeciego Świata powszechnie postrzegano jako wspieranie ruchów komunistycznych.[4].
  15. Żądamy poprawy lecznictwa w Polsce, a w szczególności zaopatrzenia w leki oraz zrównania cen do obowiązujących MO i WPW specjalnych sklepach, dostępnych dla członków PZPR, funkcjonariuszy MO i żołnierzy WP, było lepsze zaopatrzenie, a niekiedy także niższe ceny niż w handlu ogólnodostępnym.[5].
  16. Zahamować wzrost cen i wzmóc kontrolę cen usług sektora prywatnego i państwowego.
  17. Zlikwidować sklepy wewnętrzne milicji, wojska i partii.
  18. Zlikwidować sklepy komercyjne oraz ceny komercyjne i ekspresowe.
  19. Żądamy zaniechać sprzedaży atrakcyjnych towarów w PeweksieSklepy Pewexu oferowały znacznie bogatszy asortyment towarów, ale za waluty wymienialne. Ich czarnorynkowy kurs sprawiał, że ceny w tych sklepach były zbliżone do cen za Zachodzie, a więc poza zasięgiem przeciętnego obywatela PRL.[6].
  20. Żądamy wyjaśnienia sytuacji teraźniejszej w Kraju i wyciągnięcia konsekwencji w stosunku do winnych.
  21. Skończyć z „cichą” podwyżką cen.
  22. Żądamy lepszego zaopatrzenia Stoczni w materiały produkcyjne.
  23. Przywrócić prawo do pracy ludziom zwolnionym za działalność w Komisjach Robotniczych w 1970 r. i przyjąć ich do pracyDziałacze komitetów strajkowych z 1970 roku byli szykanowani i – najczęściej – wyrzucani z pracy w macierzystych zakładach. Postulaty przywrócenia im praw pracowniczych były jednymi z ważniejszych rewindykacji formułowanych przez Wolne Związki Zawodowe przed sierpniem 1980 roku i potem w czasie strajków sierpniowych.[7].
  24. Znieść cenzurę w PRL.
  25. Żądamy sobót wolnych i płatnych dla wszystkich.
  26. Żądamy przedstawienia przez Rząd programu rozwiązania kwestii mieszkaniowej z gwarancją, aby okres wyczekiwania na mieszkanie nie trwał dłużej jak 5 lat.
  27. Ograniczyć okres szkolenia wojskowego do jednego roku, a pozostały okres służby wojskowej przeznaczyć na pracę na rzecz gospodarki narodowejZasadnicza służba wojskowa w Ludowym Wojsku Polskim wynosiła dwa lata (w Marynarce Wojennej trzy), z czego sam program szkolenia nie przekraczał połowy tego czasu i żołnierze jeździli na żniwa lub wykopki do PGR-ów (Państwowych Gospodarstw Rolnych) albo pracowali na „wielkich budowach socjalizmu” (na przykład budując Hutę Katowice). Postulat jest dowodem na zdroworozsądkowe i realistyczne rozumowanie robotników, którzy chcieli skończyć z fikcją i oddzielić bezpłatną służbę publiczną od szkolenia wojskowego (które zresztą stało na niskim poziomie).[8].
  28. Pracowników niesprawdzających się na kierowniczych stanowiskach przesuwać na niższe, a nie jak dotychczas na równorzędne.
  29. Dokonać obiektywnej kontroli zbędnych etatów pracowników umysłowych oraz zlikwidować etaty fizyczne, na których pracują pracownicy umysłowi.
  30. Włączyć Biuro TK do Stoczni w celu zmniejszenia administracji.
  31. Zwiększyć wysokość diet pracownikom w podróżach służbowych.
  32. Zaprzestać oddelegowywania pracowników do szkół partyjnych na koszt zakładu. Wybieralność organów wybieralnych maksymalnie dwie kadencje.
  33. Ujednolicić „Kartę Stoczniowca” z „Kartą Górnika”Górnicy, szczególnie w okresie rządów Edwarda Gierka, byli postrzegani jako warstwa uprzywilejowana wśród pracowników najemnych. Formalną gwarancją ich zdobyczy socjalno-bytowych była „Karta Górnika”.[9].
  34. Przyznać przywileje socjalne wynikające z „Karty Stoczniowca” pracownikom firm obcych pracującym w Stoczni.
  35. Wynagrodzenie za czas strajku wypłacić z funduszy Związków Zawodowych pochodzących ze składek związkowych.
  36. Postulaty wysunięte przez strajkującą Stocznię ogłosić w prasie.
Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Tomasz Panfil, Od Bieszczad do Bałtyku. Fenomen Sierpnia ‘80 – wspomnienia i refleksje, „Nowy Napis Co Tydzień”, 2020, nr 64

Przypisy

    Powiązane artykuły