10.12.2020

Nowy Napis Co Tydzień #079 / Zaiskrzyło

Trzeba to powiedzieć wyraźnie. Iskra i kamień to nie jest ani Popiół i diament, ani Kamienie na szaniec, ani tym bardziej Sława i chwała. To zupełnie inna propozycja literatury oraz lektury. Książka prezentuje model postgombrowiczowski, z lekka iredyńskopodobny, w rodzaju Człowieka epoki. Takim człowiekiem epoki jest bohater wykreowany przez Pawła Hohmanna, reżyser filmowy Piotr Kłosowski. W jego losie możemy dopatrzeć się ech twórczości Wawrzyńca Sterna z jego humorem i dygresjami. Ta tradycja pisarska, od dawna niepodejmowana w naszej prozie, została zreanimowana w tej powieści.

Historia przedstawiona w Iskrze i kamieniu jest opowiedziana fascynująco oraz inteligentnie, ze szczyptą łagodnej autoironii, która jest solą literatury. Fabuła jest bardzo oryginalna, wydaje się też ozdrowieńcza z punktu widzenia dobrostanu takich organizmów, jakimi są krajowa kultura oraz literatura. Powieść Hohmanna to konstrukcja zbudowana poza kultem przemocy i seksu, głodu używek, a także sferą rodzinnych melodramatów oraz podobnymi krainami masowej wyobraźni. To wyraźny powiew świeżości w dość monotonnym krajobrazie naszej współczesnej prozy.

Nieprzeciętne walory formy oraz treści, wysoki poziom artystycznej świadomości i autentyzm tego utworu mogą być w przyszłości przedmiotem refleksji antropologicznej. Nam pozostaje ograniczyć się do rzucenia okiem na atrakcyjną tekstową powierzchnię omawianej powieści. Ale i na tym planie świetnie serwuje ona ogólne diagnozy na temat stanu współczesnej kultury.

Iskra i kamień to powieść pod wieloma względami niezwykła. Ta hybryda gatunkowa zaciekawia czytelnika stylem i patchworkową kompozycją, nosząc przy tym wszelkie znamiona eksperymentalnej próby. Sternowskie fastrygi są widoczne zwłaszcza w epilogu utworu. Złożony jest on z fragmentów biografii różnych istotnych postaci oraz zestawu rozmaitych dokumentów, takich jak dossier najbliższych współpracowników głównego bohatera czy recenzji jego filmów. Nowatorski epicki pomysł – palce lizać! To model prozy pozbawiony stereotypowych opisów natury, przyrody, budowli. Najbliżej gatunku Iskry i kamienia byłaby chyba fabularyzowana biografia, której bohaterem jest niezwykle wyrazisty artysta. Ponadto jest to książka innowacyjnie zredagowana, skomponowana z silnie znaczących elementów składowych, a nie breja życiowych bebechów, z którymi walczył już Witkacy.

Niebanalny jest także w powieści sposób prezentacji przedstawionego świata poprzez liczne formy publicystyczne, takie jak recenzje, wywiady, fragmenty monografii. Podane czytelnikowi w popkulturowej atrakcyjnej formule – krótko, łatwo i przyjemnie, w konwencji behawioralnego prymitywizmu, jak to określa sam autor. Porusza się Hochmann na tym polu swobodnie, można rzec, z wdziękiem, o czym świadczą chociażby aluzje do Zygmunta Kałużyńskiego i Zdzisława Pietrasika w postaciach Zygmunta Kałuży oraz Longina Pietruszki. Nie te smaczki są jednak w powieści najważniejsze. To tylko dodatkowe warstwy, które pozwalają wnikliwemu odbiorcy lepiej docenić tę książkę.

Paweł Hohmann, pomimo że w jego utworze dominuje lakoniczny, dziennikarski styl, w wielu miejscach dorównuje elokwencją mistrzowi Rabelais'mu. Czasem wybucha hiperboliczną serią zaskakującej logorei, na przykład gdy parodiuje charakterystykę superbohatera:

Oczywiście skacze z dużej wysokości na bungee, lata śmigłowcem, szybowcem, jest wziętym spadochroniarzem, uprawia windsurfing, jeździ na deskorolce, rowerze górskim, uwielbia wspinaczkę w stylu wolnym po skalistych górach, zagłębia się – z zawodowymi speleologami – w mroku francuskich labiryntowych jaskiń. Odwiedza siłownię, pływa, nurkuje, gra w kręgle, golfa, tenisa ziemnego i stołowego, uwielbia hokej, piłkę nożną oraz ręczną, bywa zapamiętałym triatlonistą, szachistą, koszykarzem, kocha warcaby, brydża, pokera, pasjami rozwiązuje krzyżówki, sudoku, testy na inteligencję (iloraz: 201!). Ćwiczył: boks, karate, judo, zapasy, sumo, gimnastykę sportową, śmiga na nartach (bieg, zjazd, skoki), łyżwach, chciał być dziesięcioboistą, pasjonuje się wyścigami koni, hoduje dwa rumaki, zbiera stare znaczki, płyty: jazzowe, hip-hopowe i country, uczestniczył w rajdach samochodowych (m.in. Paryż-Dakar w 1995 roku). Ma w planach budowę okrętu podwodnego oraz przepłynięcie nim dna Rowu Mariańskiego.

Złamał obie ręce i nogi. Był chory na zapalenie oskrzeli i płuc (filmowanie głębin Bajkału). Trzy razy dopadł go wstrząs mózgu, raz zawał, ma podwyższony poziom cholesterolu, „dorobił się” arytmii serca oraz owrzodzenia jelit. Dwukrotnie cierpiał na nerwicę i bulimię. Ma zaniki pamięci. Przestrzega surowej wegetariańskiej diety. Dawniej zajadał się wieprzowiną z grilla.

Przecież to czysta kpina z ucieczki w ekstremy współczesnego stylu życia.

Ale na ogół spotykamy się u Hohmanna z oszczędną, acz dobitnie celną beletrystyką skomponowaną jakby w stylu Gombrowicza. Czy to tylko popłuczyny po zdumiewającym Witoldzie? Wolno przypuszczać, że nie do końca. Widać podobny stopień opanowania przyjętej formy wypowiedzi i zmysł artystycznej obserwacji przedstawionego świata. Powieść Hohmanna jest też jak gdyby współczesną mutacją Opętanych, tym razem dotyczącą kręgu filmowców oraz przemysłu rozrywkowego. I nie jest to tylko paszkwil na te środowiska, co najwyżej trzeźwa satyra. Pokazane są chłodnym okiem reportera z tabloidów oraz uważnego obserwatora. Niby Gombrowiczowska kompozycja utworu polega tu na opisywaniu przez narratora faktów wydobytych z biografii głównych postaci. Temu punktowi widzenia służą też między innymi streszczenia filmów Kłosowskiego, stanowiące zarazem subtelne parodie popkulturowych fabuł, recenzji czy wywiadów. Duży literacki potencjał drzemie w Pawle Hohmannie. Potwierdził to tegoroczny werdykt jury konkursu Instytutu Literatury na debiut prozatorski.

Główny szlak opowieści Hohmanna jest zatem afabularny, dygresyjny i asocjacyjny. A więc niebanalny, zaskakujący, interesujący, wciągający czytelnika. Kolejne partie dyskursu krystalizują się wokół etapów życia oraz twórczości głównego bohatera. Nie są pogłębiane i rozwijane, lecz lakonicznie wypunktowywane. Inteligentnie trafiają w punkt za pomocą myślowych skrótów znamiennych dla współczesnych powierzchownych narracji. Z daleka od głębokiej przeszłości, od Prousta i Musila. Mimo to otrzymaliśmy dzieło, które wymaga od czytelnika należnej uwagi. Mamy w nim do czynienia z precyzyjną semantyką oraz kompozycją. W obszernych i licznych fragmentach staje się ta konstrukcja wspaniałą bezpretensjonalną literacką zabawą. Uwodzi stylizacjami i wspomnianą intertekstualnością, w połączeniu z wyrazistym stylem autora.

Czas zapytać, z kim, jako głównym bohaterem powieści Hohmanna, mamy do czynienia? Kłosowski to kreacja na miarę Rolanda Philippe’a Nogarry z Dziennika kwarantanny Tomasza Burka. Piotr to także Sfinks na miarę naszych czasów, z ekspresowymi i zaskakującymi zwrotami artystycznej biografii. Gdy tamten liznął studiów na Sorbonie i Oxfordzie, bohater Hohmanna ukończył w 1957 roku łódzką filmówkę. Potem reżyserował w Paryżu, w Londynie i ostatecznie wylądował w Beverly Hills. Filmoteka Kłosowskiego wskazuje na ponowoczesny slalom wpływów twórczości Andrzeja Wajdy, Romana Polańskiego i Lecha Majewskiego. Może tego ostatniego – najmniej. Kolejne zwroty w jego twórczości to radykalne odcięcia się od poprzednich etapów. Kłosowski debiutował w 1956 roku dokumentalną górniczą trylogią: Sztygar, Szychta, Fajrant. W pełnym metrażu wystartował obrazem Błoto na budowie (1959) o powstawaniu Nowej Huty. Potem był anglosaski Motel (skrzyżowanie Matni z Franticiem), wyprodukowana w Australii Iskra i kamień (1975) i nakręcony w Los Angeles Zeszyt w kratkę (1983), czyli animowana wizja społecznego rozkładu wskutek młodzieżowej rewolty oraz samobójstwa cywilizacji Zachodu. Zamyka tę twórczość katastroficzne Ostatnie pokolenie (1994) w stylu kosmicznego fantasy. Datowanie tych premier nie jest bez znaczenia. Wskazuje etapy przemian globalizującej się kultury.

Trzeba przyznać, że każdy z tych filmów jest realizacją suwerennych pomysłów, a nie efektem seryjnej produkcji. Kłosowski jest artystą ambitnym, wyczuwającym i wyrażającym ducha czasu. Przy tym nie jest powodowany jedynie sukcesem komercyjnym. A że nie jest postacią artysty na miarę dylematów bohaterów Joyce'a czy Manna – to całkiem naturalne. Paweł Hohmann nie zniósłby takiej powtórki. Natomiast można rzec, iż Iskra i kamień to następna w ostatnich latach próba powieści hybrydowej. Odmiana ta dowodzi istotnych gatunkowych przekształceń w epice, uruchomione zostały nowe metody krzyżowania się dotychczas znanych form prozy. Utwór Hohmanna reprezentuje powieściową biografię współczesnego artysty na tle historycznych świadectw recepcji jego twórczości.

Powieść Pawła Hohmanna kreśli aktualny obraz współczesnej kultury. Nic nie szkodzi, że jest to obraz nieco spłaszczony – w tej perspektywie jest adekwatny wobec swego przedmiotu. Wyrażający ją bohater, Piotr Kłosowski, na swój sposób mierzy się z problemami epoki  i  zasługuje na czytelniczą empatię.

P. Hohmann, Iskra i kamień, Instytut Literatury, Kraków 2020.

okładka

Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Krzysztof Krasuski, Zaiskrzyło, „Nowy Napis Co Tydzień”, 2020, nr 79

Przypisy

    Powiązane artykuły