11.02.2021

Nowy Napis Co Tydzień #087 / Jonasz w brzuchu wielkiej ryby

Moi mili, właśnie nakazano nam noszenie masek na twarzach w miejscach publicznych i w większych zgromadzeniach. Teraz jestem w kościele, czyli jestem w domu. Co więcej, jestem tu zupełnie sam, mogę zatem zdjąć maskę i pokazać kamerze twarz. Rozumiem to jako symboliczny gest do duchowości naszej parafii należy troska o chrześcijaństwo z ludzką twarzą, chrześcijaństwo bez masek

– rozpoczyna swoje kazanie na piątą niedzielę Wielkiego Postu Tomáš Halík. Zdania te padają w połowie książki Czas pustych kościołów, choć bardziej pasują do stron otwierających nową publikację czeskiego duchownego. Jest w tych zdaniach wszystko: czas (pandemia koronawirusa), miejsce (pusty kościół), akcja (głoszenie kazania). Jednocześnie jest także zarysowane całe napięcie niezwykłej sytuacji: samotny kapłan głoszący swoje nauki do pustych ławek, przechadzający się po ulicach Pragi strach wraz z towarzyszącą mu śmiercią, wiara szukająca swojego uzasadnienia. Pamięć podsuwa szereg postaci, które znalazły się niejako w podobnej sytuacji: oto Augustyn głoszący nauki w oblężonej przez Wandalów Hipponie, oto John Henry Newman piszący O rozwoju doktryny chrześcijańskiej na stojąco przy pulpicie jak średniowieczni doktorzy Kościoła, nieraz po kilkanaście godzin dziennie, oto Jean Corbon piszący rozważania do Modlitwy Pańskiej w piwnicy w bombardowanym Bejrucie… W jakiś sposób Tomáš Halík powtarza raz jeszcze te same postawy, gesty i decyzje, co tylu przed nim – tych wymienionych i tych nieznanych. W postaci samotnego księdza rozważającego Ewangelię w opustoszałej nawie skupia się czas liturgiczny (Wielki Post) i czas ziemski. Jeden przynosi opowieść o zwycięstwie życia, drugi niesie wiosnę, która tym razem jest heroldem śmierci. Jest w tym obrazie samotnego w opustoszałej świątyni zapis nazbyt wielu stopni samotności: popularny ksiądz i filozof, zapełniony zazwyczaj kościół Najświętszego Salwatora, jest wreszcie On… I to w zasadzie mi wystarczy, dalsza lektura jest już zbędna. Mam w tym obrazie wszystko. Widzę nadzieję, ale i słyszę, z zupełnie przeciwnej strony, ironię i szyderstwo. I jest to obraz, który nasyca mnie do tego stopnia, że zdaję sobie sprawę, że dalsze słowa z Czasu pustych kościołów będą próbowały tylko nazwać to, co już zostało (nie)wypowiedziane.

Dwa sposoby odczytania

Można zatem czytać Czas pustych kościołów tak, jako zostały napisane. To bardzo ciekawe ćwiczenia duchowe przeznaczone na okres Wielkiego Postu. Czytelnik znajdzie tu wszystko za co ceni czeskiego filozofa w koloratce. Są śmiałe nawiązania do socjologii, sięganie do historii Kościoła, szczypta popularyzacji nauki (zwłaszcza filozofii), jest wreszcie – brzmiący w tym zestawieniu naprawdę świeżo – wykład wiary. Układ książki odpowiadający ważniejszym punktom okresu wielkanocnego: od Środy Popielcowej, poprzez wszystkie niedziele Wielkiego Postu, aż do Triduum Pasyjnego i Pięćdziesiątnicy. Tak, Czas pustych kościołów jest książką religijną. Jednocześnie jest to książka Halíka, a to oznacza, że jest to książka dla każdego zainteresowanego stykiem religii i współczesnego świata z jego problemami. Posiadł Tomáš Halík trudną umiejętność pisania w taki sposób, który nikogo nie nawraca. W zasadzie jest raczej odwrotnie: wierzący otrzymują zestaw świetnych „tekstów wątpiących” dla swojego duchowego poczucia bezpieczeństwa, zaś niezdecydowani religijnie – pytania egzystencjalne, które nie pozostawią obojętnym. Tak to już jest u Tomáša Halíka – może nastąpić nieoczekiwana zamiana miejsc. A nawet jeśli tak się nie stanie, to choć przez chwilę powstanie taka myśl. I to jest cenne samo w sobie. Ale można też czytać Czas pustych kościołów jako swoisty raport o stanie wiary i uzasadnienie dzisiejszego chrześcijaństwa. Czy Kościół zdąży wyciągnąć odpowiednie wnioski wobec seksualnych drapieżców w sutannach? Co z bogactwem duchownych w świecie coraz większych różnic społecznych? I wreszcie: czy dotychczasowa doktryna urzędu nauczycielskiego nie powinna się w pewnych przypadkach (wspomnę o tym niżej) zmienić się, aby naprawdę odpowiadać wyzwaniom współczesnego świata, a nie być tylko anachronizmem niewolącym ludzi? Do pierwszego odczytania nie czuję się kompetentnym, aby zabierać głos na tych łamach. Zresztą obraz samotnego proboszcza przemawiającego do pustych ławek jest dla mnie wystarczający sycący. Drugi z kolei jest na tyle intrygujący, że nie sposób nie wysłuchać tego głosu księdza, który został potajemnie wyświęcony w komunistycznym państwie, a dziś ma już ponad siedemdziesiąt lat i pozostaje wnikliwym i śmiałym komentatorem rzeczywistości.

Dowód tożsamości z ran

Dwa możliwe sposoby odczytania nakładają się na siebie. Czasem jeden bardziej dochodzi do głosu, innym razem dominuje drugi. Jest w tym zasadnicza myśl autora, który zagłębia się w tajemnicę Wielkanocy, w śmierć i zmartwychwstanie. Zmartwychwstanie nie jest jednak powrotem do przeszłości. To nie ocucenie tego, co było. Jezus w Ewangelii nie jest zombie. Zmartwychwstały jest ten sam, ale jednak inny; uczniowie poznają Go i nie poznają zarazem. Coś się zmieniło. Zmartwychwstanie nie jest zwykłym powrotem do przeszłości. Nie jest też kasującym wszystko złe ckliwym happy endem. Przeciwnie: jeśli Jezus jest rozpoznawany przez swoich uczniów, to właśnie przez rany. Bez tego swoistego „dowodu tożsamości”, w którym wpisane są znaki szczególne poniżenia, bezbronności, rechotu oprawców, Zmartwychwstały zostałby wzięty za kogoś innego. Może za jakiegoś ducha, zjawę, ale nie za siebie. W rozważaniach Halíka ten obraz będzie raz po raz powracał: Jezus jest zraniony, nosi ślady morderczego upokorzenia, nie odżegnuje się od brutalnej przeszłości, której stał się ofiarą, a jednocześnie nie zatrzymuje się na tym. Historia, którą ma wypisaną na ciele, nie zamknęła Go w nieustannym rozpamiętywaniu (rozdrapywaniu?) ran. Dźwigając tę przeszłość – jako swoją część tożsamości – wychodzi w stronę przyszłości. Tutaj Pismo zatrzymuje się, mówiąc o „ciele chwalebnym”, teologia próbuje przeniknąć ten moment eschatologicznej zapowiedzi życia po śmierci, a mistycy zamykają swoje doświadczenie w języku poetyckim – pięknym, ale nieprecyzyjnym. I to musi wystarczyć. Halik, kierując wzrok czytelnika (słuchacza) na postać Ukrzyżowanego, który jest Zmartwychwstałym, wskazuje, że podobną drogę przechodzi współczesna postać chrześcijaństwa i Kościoła. Musi nastąpić przemiana: skandale i krzywdy, tak doznane, jak i wyrządzone, nie zostaną zamiecione pod dywan, ale staną się znakiem rozpoznawczym tak Kościoła, jak i chrześcijaństwa. Dźwigając swoje winy i ponosząc ich konsekwencje (prawne, ekologiczne, społeczne…), nastąpi powrót do rdzenia Ewangelii. Halík stawia kilka ważnych pytań o styk sytuacji życiowych i doktryny, zastanawiając się, czy nie powinno tu dojść do owej przemiany wielkanocnej. Znaczące są tu rozważania z trzeciej niedzieli Wielkiego Postu, gdzie kaznodzieja komentuje spotkanie Jezusa z Samarytanką przy studni Jakuba (J 4, 1–26). Konsekwencje, które wyciąga Halík z tej perykopy stają się niemal programem dzisiejszego chrześcijaństwa. Mistrz z Nazaretu rozmawia po pierwsze z  kobietą, po drugie, z kobietą, która jest w zagmatwanej sytuacji małżeńskiej, ale jej nie potępia, a po trzecie, Samarytanka, nie zmieniając swojej życiowej sytuacji (czyli nie opuszczając męża, choć przywódcy religijni kwestionują jej związek), staje się apostołką. Wszystkie te punkty duchowny rozważa, a na potrzeby recenzji trzeba streścić je do konkretu. Morderca, który szczerze się wyspowiadał, choć nie może przywrócić odebranego życia, może przystąpić do Stołu Eucharystycznego. Osoba, która opuściła swojego legalnego (religijnie) partnera, stworzyła nowy dom i nową rodzinę, może przystąpić do Eucharystii jedynie za cenę zaprzestania życia po małżeńsku (czyli stawiając pod znakiem zapytania szczęście i trwałość związku). Takich pytań o rdzeń Ewangelii jest w książce dużo. Nie są one bynajmniej kierowane pod publiczkę, bowiem Halík pokazuje też przykłady kościelnej doktryny z XIX wieku (zakaz publikacji gorszących dzieł, walka z modernizmem), z których Kościół się wycofał. Wycofań owych kapłan nie traktuje jak klęski czy porażki Kościoła, a właśnie jako docieranie do rdzenia Ewangelii.

Religia nie jest przeciw komuś

No dobrze, ale czy z nauk głoszonych w pustym Kościele przez Tomáša Halíka płynie jakiś program naprawy? Raczej nie całościowy, ale kilka cennych sugestii z pewnością. Na pewno Halík świetnie odczytuje rzeczywistość, w której zostaliśmy pozostawieni przez koronawirusa (albo które koronawirus tylko obnażył).

Podczas gdy w naszym kraju w czasie epidemii przywódcy Kościoła przeważnie milczeli, a kierownictwo państwa dopuściło się szeregu błędów, społeczeństwo obywatelskie na poziomie gmin oraz różnych inicjatyw obywatelskich czy małych grup chrześcijańskich świeckich zademonstrowało swoją witalność i efektywność. Ze strony hierarchii nie zabrzmiał żaden głos, który świadczyłby o pasterskiej mądrości, odpowiedzialności i dbałości o całe społeczeństwo. Oficjalne stanowisko Kościoła sprowadzało się przede wszystkim do „rutynowej działalności religijnej”, na przykład do zaleceń, aby oglądać transmisje mszy w kościelnych mediach.

Halík ze swoim zespołem parafialnym wybrali inną strategię. Przede wszystkim: brak transmisji mszy. Eucharystia to nie kwestia uczuć, czy smakowanie poprzez ekran. To misterium chrześcijańskie, które dzieje się we wspólnocie wiernych. Post eucharystyczny, choćby wymuszony, jest wedle czeskiego księdza po coś – na przykład by postawić się w sytuacji osób odsuniętych od Stołu Pańskiego. Jeśli do czegoś zachęca Halík, to w zasadzie do samych fundamentalnych rzeczy: medytuj oraz czytaj Pismo. Bądź chrześcijaninem w świecie – bez pokusy nawracania innych, bez szufladkowania innych, ale także bez afiszowania się własna wiarą. W tej wskazówce jest nawiązanie do drogiej sercu Halíka idei „księży-robotników”, którą wielokrotnie opisywał w swoich książkach. Przede wszystkim Czas pustych Kościołów jest jakimś przekornym – zarówno dla niewierzących, jak i wierzących – zaproszeniem do wejścia w milczenie Boga.

Czytałem kazanie pewnego polskiego księdza, dla którego wszystko od razu jest jasne: pandemia jest karą Bożą za homoseksualizm, małżeństwa jednopłciowe, aborcję, teorię gender i tak zwaną konwencję stambulską. Jakiś czas temu z kolei pewien znany ewangelikalny kaznodzieja z USA chwalił się, jak mocą swoich modlitw odwrócił tornado, dzięki czemu nie zniszczyło jego kościoła i domu, ale za to zabiło wielu ludzi gdzie indziej.

Religia nie służy więc do siania strachu, zbijania kapitału politycznego. Nie jest przeciwko komuś. Nie jest też obszarem działań magicznych, do których Halík zaliczył objeżdżanie (czy nawet oblatywanie) zakażonych terenów z monstrancją.

W ten teatralny sposób prezentowali regres od chrześcijaństwa do archaicznego świata magii, niezdolni do rozróżnienia wiary od bluźnierczej manipulacji świętością. Pewien polski biskup odmawiał przestrzegania zaleceń higienicznych podczas rozdzielania Eucharystii, twierdząc, że „Pan Jezus przecież nie może przenosić infekcji”. Prawdopodobnie nigdy nie zrozumiał tradycyjnego katolickiego nauczania o transsubstancjacji, różnicy między […] duchową a materialną stroną Eucharystii.

Gdy kilka miesięcy temu recenzowałem na tych łamach poprzednią książkę Tomáša Halíka Od „podziemnego Kościoła” do labiryntu wolności, zżymałem się nieco na nazbyt celebrycki wymiar tej autobiografii. Jednocześnie wynotowałem zdania, które zyskują swoje twórcze rozwinięcie w Czasie pustych kościołów. W autobiografii pisał Halík:

Teolog, religioznawca, kaznodzieja musi mówić o Bogu. Tym ważniejsze jest, żeby umiał o Bogu także milczeć, aby umiał milczeć przed Bogiem i z Bogiem, by umiał milczeć w Bogu, słuchać Bożego milczenia. Jeśli my, którzy „profesjonalnie” mówimy o Bogu, nie mamy być bezwstydnymi bluźniercami, musimy także kultywować milczące komunikowanie się z tą niewysłowioną tajemnicą, komunikowanie, które zwie się życiem duchowym. Nasze słowa muszą wychodzić z milczenia i wpływać do niego.

Najnowsza książka tego dziarskiego siedemdziesięciolatka stanowi dopełnienie tak medytacyjne, jak i filozoficzne tych słów. Autobiografia i Czas pustych kościołów powinny być sprzedawane w komplecie. Ta ostatnia książka jest lekturą, która nie bojąc się ważnych pytań, uczy także wejścia w milczenie Boga. Pozostaje mi mieć nadzieję, że nie przegadałem głównych myśli Halika.

 

T. Halík, Czas pustych kościołów, tłum. Tomasz Maćkowiak, WAM, Kraków 2020.

Okładka ksiązki

Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Marcin Cielecki, Jonasz w brzuchu wielkiej ryby, „Nowy Napis Co Tydzień”, 2021, nr 87

Przypisy

    Powiązane artykuły