15.04.2021

Nowy Napis Co Tydzień #096 / Poeta i aktor na krakowskiej polonistyce i w Studiu Dramatycznym „39”

Jeśli młody człowiek o tak wyraźnych skłonnościach religijnych nie szedł do seminarium, to mogło to rodzić domysły, że wchodzi w grę sprawa jakichś miłości czy zamiłowań. […] W tamtym okresie decydujące wydawało się nade wszystko zamiłowanie do literatury, a w szczególności do literatury dramatycznej i do teatruJan Paweł II, Dar i tajemnica, Kraków 1996, s. 8.[1].

Słowa Jana Pawła II, zawarte w autobiograficznej książce Dar i tajemnica, odsłaniają bodaj najpełniej świat młodzieńczych fascynacji Karola Wojtyły i genezę wyboru uniwersyteckiej polonistyki w Krakowie. W samych rodzinnych Wadowicach znany był tamtejszej publiczności teatralnej z wielu udanych kreacji aktorskich, występując w premierach przygotowywanych przez trzy nieinstytucjonalne zespoły: Międzyszkolne Koło DramatyczneTak na ogół nazywano funkcjonujące przy Państwowym Gimnazjum Męskim im. Marcina Wadowity Kółko Dramatyczne, od 1930 r. oficjalnie wspierane przez uczennice prywatnego Gimnazjum Żeńskiego im. Michaliny Mościckiej.[2], prowadzony od 1931 roku przez Mieczysława Kotlarczyka – Amatorski Teatr Powszechny oraz zespół teatralny funkcjonujący przy miejscowym Domu Katolickim. Utalentowany artystycznie gimnazjalista, dysponujący coraz szerszą wiedzą literacką i teatrologiczną obsadzany był z czasem w rolach pierwszoplanowych, wymagających odpowiedniego przygotowania scenicznego i literackiego, był też – z woli samych przełożonych – dopuszczany do zaszczytnych funkcji współreżyserowania kilku premier. Także w okresie gimnazjalnym powstawały jego pierwsze liryki. O ile jednak występy na scenie znaczone były coraz większymi sukcesami, jako poeta pozostawał zasadniczo nikomu nieznany. Czy zwierzał się w tym względzie swojemu wadowickiemu poloniście, a przy tym opiekunowi Kółka Teatralnego, Kazimierzowi Forysiowi? To właśnie wespół z nim reżyserował Zygmunta Augusta Stanisława Wyspiańskiego (premiera na początku 1938 roku) – według własnej, prerapsodycznej konwencji, na trzy lata przed stworzeniem przez Mieczysława Kotlarczyka Teatru RapsodycznegoJ. Ciechowicz, Dom opowieści. Ze studiów nad Teatrem Rapsodycznym Mieczysława Kotlarczyka, Gdańsk 1992.[3]. Profesor najwyraźniej dostrzegał nie tylko głęboką wiedzę swego ucznia i jego umiejętności sceniczne, w tym także odkrywcze zamysły reżyserskie, skoro uznał jego radykalną wizję za nośną i atrakcyjną, by urzeczywistnić ją na wadowickiej scenie. Jest w przypadku tak bliskich artystycznych zamysłów wysoce prawdopodobne, że Kazimierz Foryś wiedział o poczynaniach literackich Wojtyły, może nawet czytał jego wiersze, ale brak w tym względzie jakichkolwiek danych. Jednak któregoś dnia i te jego pierwsze próby literackie, zapewne nieliczne, zaczęły żyć już swoim własnym rytmem. Słowem: ich autor na ogół pisał „do szuflady”, ale w niektórych przypadkach nie czynił z tego tajemnicy. Napisał podobno między innymi tekst do piosenki Miłosny list skomponowanej przez jego kolegę Leopolda Goldberga (zastępował go czasem Wojtyła na bramce w żydowskiej drużynie piłkarskiej), ale jej tekst nie zachował sięT. Szulc, Jan Paweł II papież nieśmiertelny, Warszawa 2005, s. 76.[4]. Po wspomnianej już premierze Zygmunta Augusta, w której występował w roli tytułowej, wręczył swojej scenicznej partnerce, Kazimierze Żakównie występującej w roli Barbary Radziwiłłówny, własnego pióra długi poemat pod tytułem Śmierć Barbary, ze złożonym pod tekstem podpisem „Augustus”. I ten utwór nie zachował się, podobnie jak inne z tamtego, wadowickiego czasu, wobec których zachowywał dyskrecję. Najprawdopodobniej z okresu wadowickiego, w całości lub części, pochodził pierwszy tomik poetycki Karola Wojtyły Ballady beskidzkie, o którym koleżanka z roku krakowskiej polonistyki Zofia Żarnecka, napisała:

 

Nie pamiętam, w jakich okolicznościach, ale na pewno wyrażał negatywną opinię o Zegadłowiczu (Zmory), wnosił zastrzeżenia co do formalnych i treściowych elementów Powsinóg beskidzkich. Powołując się na osobistą znajomość świątkarza Wowry, kwestionował sposób przedstawienia go przez Zegadłowicza. W opozycji do tego poety sam napisał Ballady beskidzkie[…] nie spotkały się one jednak z przychylnym przyjęciem kolegów. Wydaje mi się, że dyskusje te miały miejsce w czasie zebrań Koła Studentów PolonistykiKalendarium życia Karola Wojtyły, oprac. Ks. Adam Boniecki, Kraków 2000, s. 44.[5].

 

Z pokaźnym zatem bagażem doświadczeń artystycznych wyjeżdżał osiemnastoletni Karol Wojtyła z rodzinnych Wadowic do Krakowa. W gronie znajomych osób był postrzegany jako młodzieniec nie tylko o szerokich zainteresowaniach i umiejętnościach w tym względzie, wiele też osób już wówczas upatrywało dla niego drogę do kapłaństwa. Powszechnie znane jest zdarzenie z początku maja 1938 roku związane z wizytą kanoniczną metropolity krakowskiego ks. Adama Stefana Sapiehy w Wadowicach i odwiedzinami tamtejszego gimnazjum państwowego, podczas których w imieniu młodzieży powitał hierarchę maturzysta Karol Wojtyła. Zwrócił on na siebie baczną uwagę metropolity, nie tylko dlatego, że wygłosił swoją „mowę” w całości po łacinie, z zachowaniem prawideł prozodyjnych klasycznej łaciny, ale także można wnosić – kunsztu narracyjnego. Tak to wystąpienie Wojtyły zapamiętano. Książę metropolita, sam perfekcyjnie władający klasyczną łaciną i zaprawiony w tym względzie pracą w Kurii rzymskiej, bezbłędnie dostrzegał te talenty w wystąpieniu gimnazjalisty, z nadzieją, że młodzieniec chce się sposobić do stanu kapłańskiego. Gdy zapytany przez metropolitę o plany związane z wyborem studiów, odpowiedział, że wybiera się na polonistykę na Uniwersytecie Jagiellońskim, hierarcha z nieskrywanym zawodem odparł: „szkoda, szkoda”. Już po zakończonych uroczystościach metropolita powrócił raz jeszcze do osoby Karola Wojtyły, a wtedy w odpowiedzi prefekta ks. Edwarda Zachera padły stwierdzenia, że ten młodzieniec „to ma teatr w głowie” i wybór studiów polonistycznych pragnie sztuce aktorskiej podporządkować. Metropolita nie ukrywał, ze takich ludzi pragnąłby mieć na fakultecie teologicznym. Ale to miało nastąpić po czterech latach.

 

Na tamtym etapie moje powołanie kapłańskie jeszcze nie dojrzało. W tamtym okresie decydujące wydawało mi się nade wszystko zamiłowanie do lektury, a w szczególności do literatury dramatycznej i do teatru. Zamiłowanie do teatru dał początek starszy ode mnie polonista Mieczysław Kotlarczyk. Był on prawdziwym pionierem amatorskiego teatru o wielkich ambicjach repertuarowychJan Paweł II, Dar…, s. 9.[6].

 

Autor Daru i tajemnicy wyznaje, że wybór polonistyki był wyraźnie umotywowany nastawieniem na literaturoznawstwo, ale już po pierwszym roku studiów, pierwszych egzaminach językoznawczych skierował swoje szczególne zainteresowania w stronę fenomenu właśnie języka i funkcji słowa w tym względzie: „Później zrozumiałem, że te studia polonistyczne przygotowywały we mnie grunt pod inny kierunek zainteresowań i studiów: mam na myśli filozofię i teologię”Tamże, s.10.[7].

Wiosną 1938 roku Karol Wojtyła, po ukończeniu ośmioletniego gimnazjum i maturze, którą zdawał według starego typu klasycznego, odbywał wraz z swoimi rówieśnikami czterotygodniowy (od 20 czerwca do 17 lipca) „staż roboczy” w Junackich Hufcach Pracy, poprzedzający studia uniwersyteckie. Młodzi mieszkali w budynku szkoły bądź na kwaterach prywatnych w Zubrzycy Górnej na Orawie i pracowali przy budowie drogi łączącej Orawę z Żywiecczyzną. Tam poznał między innymi Jerzego Bobera, z którym miał za kilka tygodni podjąć, na tym samym roku, studia polonistyczne, a łączyły ich nadto, obok młodzieńczej pasji działania, indywidualne poczynania literackie.

 

[…] każdy z nas miał w zanadrzu trochę wierszy – takich nawet drukowanych, czy jeszcze nigdzie nie opublikowanych. Lolek przywiózł na Orawę dokończony poemat w stylu romantycznym i właściwie od wrażeń po przeczytaniu poematu, powiedzmy nawiasem: w całkiem interesującej interpretacji deklamatorskiej autora, rozgorzały gorące dysputy o pisarstwie tradycyjnym i awangardowym, jego treściach oraz formie […] Karol proponował mi wizytę u siebie w Wadowicach, obiecując dodatkowo wyprawę do pobliskiego Gorzenia Górnego, czyli do siedziby słynnego pisarza Emila Zegadłowicza (którego poznałem wcześniej wraz z Jurkiem Kałamackim, poetą z naszego ugrupowania Klubu Młodych Artystów), ja zaś zaprosiłem sympatycznego Wadowitę do Krakowa na spotkanie autorskie, jakie zobowiązałem się w imieniu przyjaciół poetów zorganizować jeszcze przed jesienią, jeśli uda nam się zebrać odpowiedni zespół i wynająć niezbyt drogą salęJ. Bober, Prycza w pryczę [w:] Młodzieńcze lata Karola Wojtyły. Wspomnienia, red. J. Kydryński, Kraków 1990, s. 10–11.[8].

 

Do spotkania w Wadowicach ani w Gorzeniu u Zegadłowicza nie doszło. Jerzy Bober porozumiał się tymczasem z Tadeuszem Hołujem, Jerzym Kałamackim, Tadeuszem Kwiatkowskim i Jerzym Lauem w kwestiach związanych z postulowaną organizacją otwartego spotkania autorskiego młodych literatów. Dwaj spośród nich: Tadeusz Hołuj i Jerzy Lau, byli o kilka lat starszymi kolegami, zdołali już zaznaczyć swoją obecność w młodopoetyckim środowisku krakowskim. Hołuj (urodzony w 1916 roku) opublikował nawet dwa tomiki wierszy: Dziewczyno, płyniemy naprzód (1936), a kilka tygodni przed planowanym spotkaniem, staraniem Klubu Młodych Artystów, tomik Płonące ścieżki (1938), zamieszczał też od kilku lat wiersze i opowiadania na łamach gazet i periodyków (między innymi „Ilustrowanego Kuriera Codziennego”, „Szkolnych Czasów”, „Naszego Wyrazu”, „Kuźni Młodych”. Także Jerzy Lau (urodzony w roku 1917), który od roku studiował na uniwersyteckiej polonistyce, publikował już w krakowskim międzyszkolnym czasopiśmie „Nasze Czasy”, ale za swoje debiutanckie wiersze uznawał te, które ukazały się z początkiem 1938 roku w miesięczniku „Nowy Wyraz”. Debiutowali też wcześniej dwaj równolatkowie Karola Wojtyły: Jerzy Bober i Tadeusz Kwiatkowski. Bober w 1937 roku na łamach „Naszego Wyrazu” (proza poetycka Przekwitanie), a Tadeusz Kwiatkowski, w tym samym roku, opowiadaniem na łamach „Szkolnych Czasów”.

Karol Wojtyła w gronie zaprzyjaźnionych i nie całkiem anonimowych już w środowisku literatów był poetą – poza Jerzym Boberem, z którym o swojej aktywności literackiej rozmawiał – nieznanym. Był, jak go określił Jerzy Bober, „nową twarzą”, którą dopuszczono do uczestnictwa w planowanym wieczorze poetyckim po jego „żarliwej rekomendacji”Tamże, s. 12.[9].

 

Skądinąd niegołosłownie – dodawał – gdyż Lolek przesłał mi w liście wiersze do wyboru jako „próbkę” własnej twórczości pod krytyczną lupę koleżeńskiego jury. Utwory te wszyscy zaakceptowali bez kręcenia nosem, pozostała więc jedynie kwestia wynajmu sali oraz, po załatwieniu lokum dla imprezy, ustalenie ścisłego jej terminuTamże, s. 10.[10].

 

W kilka tygodni po przyjeździe z Zubrzycy, jeszcze w okresie wakacyjnym, razem z ojcem, który zdecydował się na likwidację najmowanego od rodziny Bałamuthów wadowickiego mieszkania, przybył Karol Wojtyła do Krakowa, na zawsze pozostawiając rodzinne Wadowice, które będą już odtąd miejscem jego symbolicznych, sentymentalnych powrotów. Zamieszkali w Krakowie na prawobrzeżnie położonych Dębnikach, przy nadwiślańskiej promenadzie. Miejsce położone było pięknie, z szeroką panoramą lewobrzeżnego, a więc historycznego Krakowa, ale samo mieszkanie mieścić się miało w suterynach niewielkiej, piętrowej kamienicy należącej do wuja Karola, a brata matki, Roberta Kaczorowskiego. Tylko takie pomieszczenia mógł im wtedy zaoferować: dwa niewielkie, stosunkowo niskie, położone w amfiladzie pokoiki, kuchnię, ubikację i maleńki korytarz. Przyjęli oferowane bez opłaty za podnajem locum, które teraz ojciec, przy dorywczej pomocy syna, musiał stosownie zaadaptować do funkcji mieszkalnych. Karol na czas remontu, wobec rozpoczynającego się roku akademickiego, zamieszkał tymczasowo „Na Oleandrach”, w II Domu Akademickim Uniwersytetu JagiellońskiegoSzerzej: S. Dziedzic, Mój dom na Oleandrach [w:] Żaczek nasz dom. Wspomnienia mieszkańców legendarnego akademika, red. S. Szlezyngier, D. Górszczyk, Kraków 2016.[11].

Zanim doszło do owego wieczoru autorskiego młodych literatów, spotkali się oni w mieszkaniu Jerzego Bobera, podczas którego uzgodnione zostały wstępnie szczegóły techniczne tego spotkania. Przyjęto, za wskazaniem Bobera, Kwiatkowskiego i Kałamackiego, że najbardziej atrakcyjnym miejscem, a przy tym niedrogim, byłaby mieszcząca się na II piętrze Domu Katolickiego (obecnie gmach Filharmonii Krakowskiej) sala Błękitna, świetnie, bo w sercu miasta, przy Plantach, zlokalizowana. Poręczenie podnajmu, wobec braku środków na tak zwaną zaliczkę, złożył ojciec Bobera, zawodowy oficer Wojska Polskiego, podobne poręczenie musiał on również złożyć w drukarni celem wydrukowania afiszów. Wszystkim zależało na dobrej frekwencji podczas wieczoru autorskiego, nie tylko z tytułu nadania mu odpowiedniego prestiżu, ale także dlatego, że z opłat za bilety wstępu wypłacone miały być koszty związane z najmem sali i druku afiszów, wsparciem „celu zaolziańskiego”, a także, choćby symbolicznie, honoraria dla osób występujących podczas tego wieczoru. Poetów i prezenterów.

 

O przewidywanej dacie imprezy powiadomiliśmy każdego autora. Najtrudniej, choć to zabrzmi paradoksalnie, przyszło uzgodnić występy miejscowych kolegów. Odpadł Hołuj, a potem Lau. Zostaliśmy z Kałamackim i Kwiatkowskim we trójkę oraz Wojtyła, który zgłosił nie tylko własny udział, lecz także jednej z koleżanek, jako recytatorki. My mieliśmy zapewnioną obecność stałego recytatora naszych spotkań literackich, Jacka Stwory […] oraz Stefka Sokołowskiego, deklamatora i zapowiadacza naszych imprez, studiującego medycynę – i brak pewności czy wystąpi również z nami związana recytatorka Danuta Michałowska, która będąc jeszcze licealistką, przebywała wciąż na wakacjach poza KrakowemJ. Bober, Prycza…, s. 12.[12].

 

W następnym spotkaniu organizacyjnym, które odbyło się w mieszkaniu państwa Boberów, uczestniczyli wszyscy zaangażowani w organizację wieczoru autorskiego (z wyjątkiem Stefana Sokołowskiego). Karol Wojtyła przybył nieco spóźniony wraz z Haliną Królikiewiczówną oraz drugą koleżanką, Kazimierą Hajdysówną, obie przedstawiając i rekomendując jako świetnie zapowiadające się recytatorki. Obie miały wraz z Wojtyłą, Boberem i Kwiatkowskim podjąć już za dwa tygodnie studia polonistyczne na tym samym roku. Projektodawcą tytułu wieczoru autorskiego – Drogą topolowy most był Jerzy Kałamacki. Pochodził on z jednego z przyjętych do programu wieczoru liryków i został teraz zatwierdzony. Rozdzielone zostały funkcje, rolę konferansjera powierzono nieobecnemu Stefanowi Sokołowskiemu, przyjęto też, że ten wieczór poświęcony będzie „braciom zza Olzy”. Kwestiami promocyjnymi, związanymi między innymi z zamieszczeniem stosownych informacji prasowych, podjął się zająć z właściwą sobie w tym względzie skutecznością Tadeusz Kwiatkowski.

Na kilka dni przed zapowiadanym na 15 października 1938 roku wieczorem autorskim, w krakowskich gazetach ukazały się nieomal identyczne zapowiedzi:

 

Braciom zza Olzy młodzi autorzy krakowscy! W sobotę dnia 15 października o godz. 18 odbędzie się w sali błękitnej Domu Katolickiego Wieczór Literacki Drogą topolowy most. Autorzy, którzy biorą udział w wieczorze, reprezentujący najmłodszą grupę literacką Krakowa, postanowili czysty dochód z imprezy przeznaczyć na fundusz zaolziański. Ze względu na doniosłość celu, sala, w której odbędzie się wieczór, powinna wypełnić się po brzegi publicznością. W wieczorze biorą udział: J. Bober, J. Kałamacki, T. Kwiatkowski i K. Wojtyła. Recytują: K. Hojdysówna, H. Królikiewiczówna, S. Sokołowski i J. StworaTamże, s. 15.[13].

 

Frekwencja w istocie dopisała – sala Błękitna Domu Katolickiego była szczelnie wypełniona publicznością. Było to pierwsze publiczne wystąpienie Karola Wojtyły, już wówczas studenta Uniwersytetu Jagiellońskiego, przed krakowską publicznością. Wyróżniał się on wśród czwórki poetów zarówno prezentowanymi utworami, utrzymanymi w poetyce bardziej – niż w przypadku jego rówieśników – tradycyjnej. Wiersze jego były o tematyce regionalnej, osadzonej w motywacjach religijnych, ale nie dewocyjnych, były to utwory o bogatym, zróżnicowanym słownictwie i formach gramatycznych, zasięgniętych ze starej klasyki literackiej, ale i z archaizującymi stylizacjami oraz neologizmami. Ale nie tylko w tym względzie był tego wieczoru Karol Wojtyła odrębny – i pewnie tkwił w tym jego bodaj największy sukces. Sam, a nie Jacek Stwora (tak, to ten w przyszłości as polskiego reportażu radiowego, o rozpoznawalnym w całym kraju niezrównanym głosie i dykcji), nie Leonia Jabłońska czy obie koleżanki wadowickie (wszystkie trzy marzące o karierze scenicznej), postanowił indywidualnie zaprezentować wszystkie swoje wiersze.

Danuta Michałowska, natenczas piętnastoletnia gimnazjalistka, już wówczas występująca jako recytatorka podczas wieczorów poetyckich młodych artystów słowa, uczestniczyła w tym wydarzeniu, wtedy też po raz pierwszy spotkała Karola Wojtyłę. Wyróżniał się wśród swoich rówieśników zarówno prezentowanymi utworami, świetnie postawionym głosem, niezrównanym – mimo tak młodego wieku – sposobem narracji.

 

Była to recytacja wyrazista i prosta zarazem – wspominała po latach – nacechowana nieskazitelnie precyzyjną dykcją i zupełnie swoistą melodią frazy wiersza. Wreszcie głos: o szczególnie pięknej barwie, ciepły, miękki, niezbyt niski, wyrażający jakąś niepowtarzalną, jego własną, jemu tylko właściwą intymność, zarazem nośny i dźwięczny, doskonale słyszalny. […] czy muszę udowadniać, że zrobił na mnie szczególne wrażenie, iż rozpoznałam go natychmiast, kiedy w kilka miesięcy później powtórnie ujrzałam Karola Wojtyłę […], w poetyckim spektaklu pióra Mariana Niżyńskiego „Kawaler księżycowy”, osnutym na temacie pana TwardowskiegoSpotkanie z aktorem Teatru Rapsodycznego [w:] Dialog Kościoła z kulturą, T. 1, red. ks. S. Misiniec, Kraków 1986, s. 226.[14].

 

Nikt z uczestników tego wieczoru nie pamięta, które wiersze wówczas recytował. Na wspomnianym już afiszu zamieszczone były imiona i nazwiska czwórki poetów i piątki prezenterów – recytatorów, ale tytułów wybranych do prezentacji liryków nie podano. Danuta Michałowska zapamiętała ich klimat i ogólną tematykę. Były wzniosłe, pełne fascynacji beskidzkim krajobrazem.

Jeden z nich – zwierzyła się w rozmowie z autorem tych słów – zbliżony był do hymnu MagnificatRozmowa autora z Danutą Michałowską odbyła się 10 lutego 2002 r.[15]. Szczególnego charakteru nabierałby tamten występ Karola Wojtyły ze słowami:

 

Błogosławionaś pieśni pomiędzy pieśniami!
Błogosławione siejby mej duszy i światła!
Uwielbiaj – duszo moja – Tego, co aksamit
Na moje rzucił barki i władyczy atłas

 

– zważywszy, że tego właśnie dnia, czterdzieści lat później, udał się on na konklawe, które następnego dnia, 16 października 1978 roku, dokonało wyboru Jana Pawła II – najwyższego władyki.

Po zapoznaniu się wydanymi w 1995 roku sonetami i hymnem Magnificat przez Wydawnictwo Literackie oraz tomikiem Psałterz. Księga Słowiańska, Danuta Michałowska stwierdziła:

Dopiero niedawno temu, na 75 urodziny Papieża wyszedł w krakowskim Wydawnictwie Literackim tomik młodzieńczych utworów Karola Wojtyły, pisanych w czasach szkolnych i w pierwszych miesiącach studiów: zbiór sonetów oraz hymn Maginificat. Dodam, że w tomiku tym znajdujemy faksymile rękopisów wszystkich tych wierszy. Otóż jestem przekonana, że właśnie kilka sonetów z tego zbioru czytał Karol Wojtyła owego 15 października 1938 roku.

Dziś, znając już te utwory, z perspektywy minionych od tamtej chwili 60. lat, muszę stwierdzić, że były niezwykłe. Nie tylko ze względu na wyjątkową dojrzałość i horyzonty intelektualne 18-letniego Autora, ale przede wszystkim ze względu na jakiś bardzo śmiały ton profetyczny, który w młodzieńczym wieku był skądinąd zrozumiały, nikt jednak nie traktowałby tego poważnie, gdyby po wielu latach nie potwierdziła tych wierszy rzeczywistośćD. Michałowska, Karol Wojtyła – artysta. Czy można przestać być poetą?, s. 3. Maszynopis życzliwie udostępniony przez autorkę.[16].

 

Wiersze te, jako Sonety. Magnificat, ukazały się drukiem w 1995 roku, a w roku następnym jako pełny młodzieńczy tomik poetycki Psałterz. Księga Słowiańska miałem zaszczyt za osobistą zgodą Autora przygotować do druku i opracować od strony edytorskiej i merytorycznej. Wyłączając hymn Magnificat i liryk Nad Twoją białą mogiłą opublikowany wcześniej, bo w 1979 roku, nakładem Wydawnictwa „Znak”, wszystkie pozostałe utwory wchodzące do Psałterza ukazały się wtedy po raz pierwszy. Cząstkowa edycja wydana była – jak już wspomniano – nakładem Wydawnictwa Literackiego, a całościowy tomik – Oficyny Cracovia. Od wczesnych, gimnazjalnych jeszcze lat „budował swoje teksty według najlepszych zasad retorycznych”K. Ożóg, Retoryka tekstów Karola Wojtyły – Jana Pawła II [w:] Jan Paweł II Odnowiciel Mowy Polskiej, red. S. Mikołajczak, M. Wrześniewska-Pietrzak, Poznań 2009, s. 141.[17]. Oceny te, wydawane zgodnie, dotyczyły zarówno zajęć szkolnych, jego doświadczeń teatralnych, występów recytatorskich i najpewniej także kameralnych spotkań. Tym bagażem doświadczeń i umiejętności, pomnożonych podczas studiów polonistycznych, umiał się dzielić, umiał też w tym względzie zaskakiwać i zachwycać.

 

Karol Wojtyła – stwierdza Kazimierz Ożóg – należał do najlepszych mówców. Znakomicie operował głosem, wspaniale – jak najlepszy aktor artykułował wyrazy, umiał przyspieszyć tempo wypowiedzi, zawiesić głos, mistrzowsko modulować barwę głosu, miał także wrażliwość muzyczną. Bardzo ważną rolę w podkreślaniu znaczenia niektórych fraz odgrywał gest. Niekiedy jego wypowiedź przechodziła w dynamiczną prozę poetyckąTamże, s. 145.[18].

 

Wieczór autorski w sali Błękitnej miał swój ustalony wcześniej scenariusz, ale przewidziano, czy raczej dopuszczano możliwość jakichś od niego odstępstw, liczono się z ewentualnościami improwizacji czy nawet zaskoczeniami. Takie są reguły tego typu spotkań.

Stefan Sokołowski, któremu organizatorzy powierzyli deklamację wierszy Tadeusza Kwiatkowskiego i prowadzenie wieczoru był i fachowcem nie do zastąpienia ze swym specyficznym, superinteligentnym poczuciem humoru i swobodą zachowania się na estradzieJ. Bober, Prycza…, s. 15.[19]. Znane też były jego umiejętności improwizacyjne. Opinie te potwierdził po latach w rozmowie z Martą Burhardt wadowicki kolega gimnazjalny Karola Wojtyły Jerzy Kluger, podkreślając jego poczucie humoru i swobodę narracji, co podnosiło atrakcyjność wieczoru autorskiegoM. Burghardt, Wadowickie korzenie Karola Wojtyły, Wadowice 2013.[20].

W pamięci uczestników tego wieczoru zapisał się zabawny epizod związany z prezentacją jednego z wierszy Tadeusza Kwiatkowskiego przez Halinę Królikiewicz:

 

Mnie przypada wiersz Tadeusza Kwiatkowskiego, późniejszego mego męża, pod tytułem Mercedes – o hiszpańskiej dziewczynie, która ginie w Madrycie w czasie rewolucji 1937 roku. Wiersz kończą słowa „Już cię nie było Mercedes” – a cała sala naszych politycznych przeciwników chórem dodaje „Bęc”, nawiązując do samochodowej firmy „Mercedes Benz”H. Kwiatkowska, Porachunki z pamięcią, Kraków 2002, s. 26.[21].

 

Było to pierwsze i bodaj jedyne biletowane spotkanie autorskie z udziałem Karola Wojtyły. Cena biletów wynosiła 49 i 30 groszy za miejsce. Wypełniona – jak już wspomniano – sala Błękitna dowodziła umiejętności organizacyjnej i marketingowej ze strony młodych poetów, a także stosownego nagłośnienia imprezy.

 

W moim krakowskim mieszkaniu wisi wyblakły zielony afisz wieczoru poetyckiego z 15 października 1938 roku, na którym figuruje nazwisko Karola jako autora i wykonawcy swoich wierszy. […]

Duma rozpierała nasze serca na widok rozklejonych na mieście afiszy. Po wieczorku, na którym każdy z nas zarobił oszałamiająca sumę dwóch złotych, poszliśmy do modnej wówczas miodosytni „Pasieka”, jednak bez Karola Wojtyły, który nie marnował ani jednej chwili na niepotrzebne Jego zdaniem, rozrywkiH. Kwiatkowska, Wielki Kolega, Kraków 2003, s. 44.[22].

 

Karol Wojtyła, choć był zaprzyjaźniony z grupą młodych, początkujących poetów, z których niejeden związany był z jakimś ugrupowaniem artystycznym, sam do żadnej z takich grup twórczych nie należał. Był, jak wielu polonistycznych rówieśników, czynnie zaangażowany w działalność istniejącego przy krakowskiej polonistyce Koła Polonistów. Uczestniczył w organizowanych w środowisku uniwersyteckim spotkaniach literackich, bardziej już kameralnych, odbywających się głównie w pomieszczeniach „gołębnika”. Prezentował utwory pochodzące zapewne ze wspomnianego już tomiku poetyckiego Ballady beskidzkie oraz późniejszego tomiku Psałterz. Księga Słowiańska, zwany też Renesansowym psałterzem, który autor pisał podczas krakowskich już studiów. Mogły to być także inne jego wiersze, których w żadnym z tych tomików nie zamieścił. Uczestniczył także Karol Wojtyła w konkursach literackich, organizowanych w środowisku akademickim. O jednym z takich konkursów dowiadujemy się ze wspomnień napisanych przez starszego o trzy lata od Karola Wojtyły kolegi z krakowskiej polonistyki Tadeusza UlewiczaZob.: T. Ulewicz, Młodość – rzeźbiarka, czyli studenckie i wojenne lata Karola Wojtyły [w:] Servo veritatis. Materiały z sesji naukowej poświęconej myśli Karola Wojtyły Jana Pawła II, Warszawa–Kraków 1988.[23].

Karol Wojtyła od początku studiów polonistycznych uczestniczył w „lektoracie żywego słowa”, prowadzonym przez dra Władysława Dobrowolskiego.

W październiku 1938 roku, z inicjatywy Tadeusza Kudlińskiego i Wiesława Goreckiego, powstała w Krakowie Konfraternia Teatralna. To bractwo ludzi kochających teatr, doceniających jego społeczną, artystyczną i patriotyczną funkcję, stawiało przed sobą szereg zadań, nierzadko bardzo ambitnych i wymagających dobrego przygotowania merytorycznego. Wśród pilnych do podjęcia zadań członkowie Konfraterni stawiali dbałość o jakość przygotowania zespołu adeptów sztuki teatralnej, warunkujących rozwój teatrów nieinstytucjonalnych. Adeptom, którzy zdolni byliby wyjść poza ciasne kanony ówczesnej sztuki scenicznej i formułę „teatru pudełkowego”, a przy tym poza teatralne mury, stworzyć artystycznie ponętne imprezy plenerowe.

 

Myśl stworzenia zespołu – wspomina Tadeusz Kudliński – wyzwolonego spod obciążeń profesjonalizmu wciąż nie opuszczała mnie i w 1936 roku przedstawiłem projekt utworzenia w Krakowie studia teatralnego. Radca ministerstwa Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego, Michał Rusinek, okazał zainteresowanie tą propozycją i obiecał ze swej strony poparcie. W opracowanym memoriale uzasadniałem potrzebę stworzenia studia aktorskiego dla amatorów, połączonego z doświadczalną sceną dla aktorów […]. Tak, pod patronatem Związku Literatów, przy niewielkiej, wręcz symbolicznej subwencji ze strony ministerstwa, powstało w połączeniu z Krakowską Konfraternią Teatralną „Studio 39”. „Studio” jako trzyletnia szkoła aktorska dla amatorów miało wyhodować zespół teatralny na festiwale organizowane z okazji Dni KrakowaWażne przestrzenie życia. Z Tadeuszem Kudlińskim rozmawia Stanisław Dziedzic [w:] S. Dziedzic, Dialogi trzy. Maria Dłuska – Konrad Górski – Tadeusz Kudliński, Kraków 2000, s. 134.[24].

 

Oficjalna nazwa szkoły: Studio Dramatyczne „39” swój liczebnik „39” zawdzięczała dacie jej uruchomienia. Było to 2 stycznia 1939 roku, a wykład inauguracyjny – prelekcję na temat amatorstwa w teatrze – wygłosił Adam Polewka. Oficjalnie mówiono o kształceniu adeptów dla teatrów niezawodowych, ale aspiracje organizatorów i wielu znawców sztuki teatralnej były nie bez podstaw większe. Wielu wiązało ze Studiem Dramatycznym „39” nadzieje na przekształcenie go w przyszłości w uczelnię artystyczną. Zespół wykładowców skomponowano z niemałą starannością.

 

Znaleźliśmy fachowych wykładowców – stwierdza kierownik Studia, dr Tadeusz Kudliński – takich, jak prof. R. Stramfeld – specjalista od ustawienia głosu, stosujący w ćwiczeniach wynalezioną przezeń maseczkę, pozwalającą wyczuć rezonatory twarzy i zaangażować je w czasie mówienia, czy prof. K. Meyerhold – muzyk, kompozytor i dyrygent, zarazem komunikatywny pedagog i praktyk teatralny, przyswajający słuchaczom muzyczne wartości słowa i śpiewu. Ćwiczenia ruchowe prowadził K. Łukaszewicz, utalentowany samouk, amator, późniejszy reżyser „Kawalera”. Inne zajęcia prowadzili aktorzy Teatru im. J. Słowackiego: T. Białkowski, W. Woźnik w zakresie analizy i interpretacji tekstu […] Uzupełniały te ćwiczenia wykłady z historii teatru, dramatu i aktorstwa, powierzone znawcom przedmiotu. Byli to: dr W. Dobrowolski, prof. R. Dybowski, W. Gorecki, prof. K. Homolacs, Z. Leśniodorski, L.H. Morstin, K. Polewka, W. Radulski, J. Wiśniowski oraz autor niniejszego opracowania [T. Kudliński – przyp. aut.]T. Kudliński, Głosy teatromana do młodzieńczej biografii Jana Pawła II [w:] Tamże, s. 45.[25].

 

Konfraternia nie pobierała opłaty od słuchaczy Studia Dramatycznego „39” za udział w zajęciach kursowych, a wynagrodzenia pedagogów i administracji oraz koszty wynajęcia lokalu pokrywane były z subwencji ministerialnej. Około pięćdziesięcioosobową grupę słuchaczy stanowili w większości ludzie młodzi, głównie studenci, choć były też osoby pracujące, poważniejsze wiekiem. Spośród studentów I roku polonistyki na zajęcia te uczęszczały głównie osoby o szerszych, a nawet sprecyzowanych aspiracjach literackich i teatralnych – między innymi Bogusława Czuprynówna, Krystyna Dębowska, Tadeusz Kwiatkowski, Juliusz Kydryński, Stefan Rydel oraz Karol Wojtyła.

Zajęcia odbywały się zasadniczo w wynajętych pomieszczeniach przy ul. Sławkowskiej, w godzinach popołudniowych i wieczornych, tak aby można było je godzić z zajęciami uniwersyteckimi czy pracą zawodową. Dla Karola Wojtyły, podobnie jak dla kilkorga jego koleżanek i kolegów z polonistyki uniwersyteckiej, łączenie zajęć akademickich z kształceniem warsztatu aktorskiego było najwłaściwszym kierunkiem zdobywania kwalifikacji aktorskich. Możliwości takie pojawiły się dopiero z początkiem 1939 roku, wraz z otwarciem Studia Dramatycznego „39”.

Dążąc do przełamania dotychczasowego modelu i charakteru, organizowanych od 1936 roku Dni Krakowa, a przy tym przygotowania możliwie trwałej propozycji repertuarowej, Konfraternia uznała, iż pierwszą propozycją sceniczną powinien być gatunek widowiska popularnego, najlepiej komedia muzyczna. Wybrano temat arcykrakowski: legendę o mistrzu Twardowskim. Spośród innych zagadnień, związanych nieodłącznie z Krakowem, które wytypowano na następne lata – jako zajęcia warsztatowe, były teksty o Wicie Stwoszu i jego ołtarzu mariackim oraz o wielkim jałmużniku Krakowa – Bracie Albercie Chmielowskim. Obie ostatnie propozycje nie miały oczywiście charakteru komediowego. Napisanie sztuki o Twardowskim zaproponowano krakowskiemu pisarzowi i malarzowi, czasowo mieszkającemu w Warszawie, Marianowi Niżyńskiemu, dramat o Wicie Stwoszu – Adamowi Bunschowi, a o Bracie Albercie – Wiesławowi Goreckiemu. Zarówno Bunsch, jak i Gorecki byli blisko związani z Konfraternią.

Niżyński, który po swoich doświadczeniach związanych z konkursem krakowskim sprzed trzech lat na sztukę o charakterze niepodległościowo-legionowym (jego Trzy mgły zdobyły pierwsze miejsce i były z naruszeniem intencji autora wystawiane na scenie Teatru im. J. Słowackiego), zastrzegał się wprawdzie wielokrotnie, iż nigdy niczego już nie napisze na zamówienie, ugiął się jednak wobec perswazji Tadeusza Kudlińskiego i jeszcze jesienią przysłał maszynopis Kawalera księżycowego.

 

[…] napisał dla nas wierszem – wspomina Tadeusz Kudliński – barwną, lekką i fantastyczną komedię o przypadkach i kłopotach mistrza Twardowskiego. […] Aprobowaliśmy z satysfakcją tekst Niżyńskiego, gdyż odpowiadał w pełni naszym wymaganiom zarówno pod względem artystycznym, jak i okolicznościowym. Muzykę do Kawalera, o „fakturze” idealnie zgodnej z nastrojem komedii Niżyńskiego, napisał na nasze zamówienie Stanisław MikuszewskiTamże, s. 44.[26].

 

Także Adam Bunsch nieomal „od ręki” napisał sztukę drukowaną później pod tytułem Ręce Stwoszowej Basi, zaprojektował też do tego przedstawienia, które miało się odbywać w Barbakanie, ekspozycję ołtarzowych figur. Ale wojna i okupacja hitlerowska uniemożliwiły realizację tego zamierzenia. Jedynie Wiesław Gorecki nie zdołał napisać sztuki o Bracie Albercie. Zdaniem Tadeusza Kudlińskiego, wyręczył go w tym względzie Karol Wojtyła. Jego dramat o artyście – powstańcu, który porzucił malarstwo, by bez reszty poświęcić się opiece nad bezdomnymi i nędzarzami, miał Kudliński w rękach, nie zdążył go jednak bliżej przeglądnąć, zanim tekst przepadł w zawierusze wojennej.

Warto podkreślić, że na dwa tygodnie przed rozpoczęciem przez Karola Wojtyłę studiów, w pobliżu gmachu polonistyki, w Pałacu Sztuki Towarzystwa Przyjaciół Sztuk Pięknych, 11 września 1938 roku otwarta została pierwsza większa wystawa dzieł Adama Chmielowskiego, na której zgromadzono między innymi kilkanaście obrazów Brata Alberta, a także trzy słynne jego portrety: pędzla Leona Wyczółkowskiego, Michaliny Janoszanki i popiersie wykonane przez Karola Hukana. Wystawa wywarła niemałe wrażenie na Karolu Wojtyle, właśnie wówczas ukazała się też próba jego artystycznej monografii pióra Franciszka Woltyńskiego Adam Chmielowski jako malarz.

Wojtyła tekst własnego dramatu o Bracie Albercie przedstawił Tadeuszowi Kudlińskiemu jeszcze przed obraniem drogi kapłańskiej. Wskazują na to słowa twórcy Studia Dramatycznego „39”: „Nie przyszło mi wtedy na myśl, że wybór tego tematu prognozował już problem własny Karola, problem zerwania z artyzmem na rzecz wyższych powołań, który go zapewne już nurtował”Tamże, s. 51.[27].

W innym miejscu tego samego tekstu, Kudliński pisząc o swojej długiej rozmowie z Karolem Wojtyłą, której celem była próba „wybicia mu z głowy klasztornych intencji”, podaje przykłady argumentacji, które miały skłonić go do odstąpienia od powziętego zamiaru:

 

Po tej nieudanej ofensywie powracałem wciąż do problemu brata Alberta – jego oczywistej paraleli do przełomu duchowego Karola Wojtyły. Przypomniałem sobie utwór dramatyczny Karola, w którym – jak widać – nie przypadkowo obrał za temat los Chmielowskiego, temat nie pozostał w sferze problematyki literackiej, ale realizował się konkretnie w życiuTamże, s. 55.[28].

 

Nie znamy oceny dramatu Karola Wojtyły o Bracie Albercie przez Tadeusza Kudlińskiego, ale fakt okazania go pisarzowi nie podlega wątpliwościSzerzej: S. Dziedzic, Romantyk Boży, Kraków 2014.[29], można też powątpiewać, że ten tekst był tożsamy z którąkolwiek z zachowanych wersji dramatu o Bracie Albercie. Jeśli zostanie odnaleziony, stanie się ciekawym przyczynkiem nad kształtowaniem się spuścizny literackiej Karola Wojtyły dotyczącej krakowskiego Biedaczyny – wybitnego malarza – ojca impresjonizmu i jego dróg miłości miłosiernej. Dwie zachowane wersje dramatu: Przyjaciel naszego BogaBrat naszego Boga dowodzą, jak bliska mu była złożona problematyka dramatu w sensie narastającego osobistego, duchowego i artystycznego doświadczenia. Sprawa genezy powstania Przyjaciela naszego Boga jest wciąż otwarta: czy jest to utwór sprzed wstąpienia Karola Wojtyły do seminarium duchownego, o którym wspomina Tadeusz Kudliński, czy – jak utrzymuje Bolesław Taborski – ta wcześniejsza zachowana wersja powstała w latach 1944–1945, a więc w okresie seminaryjnym? W odniesieniu do Brata naszego Boga spekulacje dotyczące genezy dramatu przeciął sam autor stwierdzeniem, że powstał on w okresie wikariatu w parafii św. Floriana. W książce Dar i tajemnica o Bracie Albercie i jego wpływie na systemy wartości Jan Paweł II stwierdził wręcz: „Dla mnie jego postać miała znaczenie decydujące, ponieważ w okresie mojego własnego odchodzenia od sztuki, od literatury i od teatru znalazłem w nim szczególne duchowe oparcie i wzór radykalnego wyboru drogi powołania”Jan Paweł II, Dar…, s. 32.[30].

Fascynacja osobą „patrona trudnego przełomu” – jak określał Brata Alberta, ale najpewniej także dziedzictwo Konfraterni Teatralnej, wreszcie coraz mocniej odczuwany przełom w jego życiu osobistym, legły u genezy tego dramatu, a właściwie dwóch – trzech dramatów. Właśnie „konfraterskie” poczucie wspólnotowości miało niebagatelny wpływ na powstanie tych tekstów, zarówno w odniesieniu do Adama Bunscha, jak i Karola Wojtyły. A może, w przypadku Wojtyły, w tym konfraterskim epizodzie tkwiło też źródło pogłębienia nowych motywacji?

Także Adam Bunsch, który bezzwłocznie stworzył zamówiony przez Konfraternię dramat o Wicie Stwoszu i jego mariackim ołtarzu, najzupełniej niezależnie od poczynań Wojtyły napisał podczas pobytu w Wielkiej Brytanii (jako uczestnik kampanii wrześniowej, internowany na Węgrzech, po przedostaniu się do Francji wstąpił tam do Wojska Polskiego, a po upadku Francji został ewakuowany wraz z wojskiem do Wielkiej Brytanii) trzyaktowy dramat Gołębie brata Alberta (1941, wydane w Glasgow, pod pseudonimem Andrzej Wart). Już po wojnie, w 1947 roku, w nieco zmienionej wersji sztuka ta ukazała się w Krakowie pod tytułem Przyszedł na ziemię święty. Jej prapremiera odbyła się 5 października 1947 roku w Częstochowie. Tego samego roku, w wieczór wigilijny, wystawił ją ks. Karol Wojtyła w języku francuskim przed międzynarodowym audytorium w Kolegium Belgijskim w Rzymie. Był to czas rzymskich studiów ks. Wojtyły na Angelicum i przygotowywania doktoratu. Przedstawienie oparte było na fragmentach dramatu (najpewniej na ostatnim akcie – Ogrzewalnia) i miało charakter rapsodyczny.

W przeciwieństwie do dramatów o Wicie Stwoszu i Bracie Albercie Chmielowskim, wpisana w strukturę dramatu opowieść o czarnoksiężniku z krakowskich Krzemionek była w istocie śpiewogrą, żartobliwą i swobodną trawestacją ballady Adama Mickiewicza, o znacznie rozszerzonej fabule, z elementami komedii dell’arte i pełnym cudowności światem pozaziemskim.

Premiera Kawalera księżycowego odbyła się 7 czerwca 1939 roku na dziedzińcu Kolegium Nowodworskiego UJ, które wraz z usytuowanym obok gmachem Collegium Maius było wówczas siedzibą Biblioteki Jagiellońskiej. Spektakle odbywały się w okresie Dni Krakowa (to jest do 24 czerwca) z niezmiennym powodzeniem.

Charakterystyczną postać Twardowskiego stworzył Lech Petecki, pani Twardowskiej – Maria Borowiczowa, Żywego (syna Twardowskiego) – Stefan Rydel (na zmianę z Emilem Dańko), Panny – Bogusława Czuprynówna (na przemian z Krystyną Dębowską). W roli Polskiego Biesa występował Tadeusz Kwiatkowski, Wodnika – Juliusz Kydryński, a zodiakalnego Byka – Karol Wojtyła.

 

Wojtyła – wspomina Tadeusz Kudliński – występował w orszaku zodiakalnym, a ponieważ dysponował dobrym głosem i pewnością wystąpienia, przeznaczyliśmy go na pierwsze wejście w przedstawieniu i wygłoszenie pierwszych słów tekstu. Miało to niemałe znaczenie na tle amatorskiego debiutu i połączonej z tym tremyT. Kudlinski, Glosy…, s. 46 .[31].

 

Z uniwersyteckiego rocznika polonistycznego Karola Wojtyły w Kawalerze księżycowym występowali zatem: Bogusława Czuprynówna, Krystyna Dębowska, Juliusz Kydryński, Tadeusz Kwiatkowski i Karol Wojtyła. Poza Zodiakiem występował również balet diablic pod kierunkiem i z udziałem Elżbiety Ungeheuer, a także chór krakowiaków i przekupek. W gronie diablic występowała mistrzyni Polski w gimnastyce – Janina Skirlińska.

 

Może i nie zdawaliśmy sobie sprawy – pisał Tadeusz Kudliński – z ogromnego ryzyka, występując z premierą wielkiego widowiska, granego przez zespół amatorski po półrocznym tylko szkoleniu, bo jedynie orkiestra i balet rekrutowały się z artystów zawodowych. Próby Kawalera odbyły się w salce „Studia 39” przy fortepianie, było nas stać na jedną zaledwie próbę z orkiestrą i na właściwej scenie. A przedstawienie toczyło się na trzech kondygnacjach, bo na górnej galerii arkadowej, którą dwubieżne schody kamienne łączyły z podestem półpiętra i następnie z estradą na poziomie dziedzińca; cała ta architektura obrośnięta dzikim winem, bez żadnej dekoracji, tylko w światłach reflektorów, okazała się świetnym tłem dla korowodów kostiumów i dekoracjiT. Kudliński, Młodości mej stolica, Kraków 1970, s. 392.[32].

 

Widowisko z udziałem około czterdziestu aktorów i trzydziestoosobowej orkiestry miało w istocie charakter monumentalny.

Uczestniczący w próbach i spektaklu premierowym reporter „Asa” Jarosław Janowski pisał:

 

Świat czystej fikcji łączy się tu z rzeczywistością, sen miesza z jawą, a przecież autor nie gubi się w abstrakcyjnych obrazach: daje rzecz pełną wigoru i barwy, życia i ruchu, treściwą a wyrazistą w stylu.

Nie brak też Księżycowemu kawalerowi szczypty soli attyckiej, krystalicznych ziaren „kawalerskiego” humoru, dodających mu „smaczku”. Takie akcenty satyry i ironii mają swoją tradycję w dawnym teatrze i w widowiskach tego typu. Epizody humorystyczne są dobrą odskocznią i pożądanym intermezzo dla scen poważnych czy nastrojowychJ. Janowski, Studio 39 i „Dni Krakowa”, „As” 1939, nr 22, s. 5.[33].

 

Kawaler księżycowy i podobnie organizowane we wcześniejszych latach widowiska plenerowe, pod gołym niebem, na placach i dziedzińcach starego Krakowa, stały się prawdziwą ozdobą Dni Krakowa, ostatnich przed wybuchem wojny światowej. W 1937 roku ogromną popularnością cieszyło się plenerowe widowisko Kopernik Ludwika Hieronima Morstina, wystawiane z niemałym rozmachem na dziedzińcu wawelskim, a w roku następnym niebywałą popularnością cieszyło się widowisko utrzymane w stylu średniowiecznego moralitetu, Igrce w gród walą Adama Polewki, wystawiane w Barbakanie. Powodzenie Igrców spowodowało, że pod naciskiem publiczności miały być one prezentowane podczas Dni Krakowa w roku następnym. Wtedy, w 1939 roku, wystawiono w plenerze Kawalera księżycowegoIgrce w gród walą. Postulowano, aby oba widowiska weszły odtąd do „żelaznego repertuaru” kolejnych edycji Dni Krakowa.

O powodzeniu Kawalera księżycowego zaświadczała także inicjatywa zaprezentowania widowiska podczas Zjazdu Legionistów, 6 sierpnia 1939 roku. Mimo okresu wakacyjnego i związanych z tym kłopotów ze skompletowaniem zespołu, spektakl Kawalera odbył się, ale z konieczności w zmienionej nieco obsadzie.

Jak w literackim kabarecie, intermedialna rola znaków Zodiaku wyrażała się głównie w wypowiedziach żartobliwych oraz satyryczno-politycznych.

Niżyński nie stronił w nich bowiem od głębszych refleksji i wyrazistych aluzji odnoszących się do międzynarodowej sytuacji Polski w obliczu zagrożenia wojennego i do jej niewiele znaczących sojuszy. Sytuację tę – potwierdzoną już kilka miesięcy później – unaocznił w rozmowie dwóch zodiakalnych Bliźniaków, Leszka i Mieszka, dokonując zręcznej i swobodnej trawestacji Mickiewiczowskiej ballady Przyjaciele.

Kawaler księżycowy przemówił do wyobraźni i artystycznych gustów wielu uczestników tamtych Dni Krakowa. Śpiewogrę tę obejrzał Tadeusz Kantor. Urzeczony literackim ujęciem legendy o czarnoksiężniku z krakowskich Krzemionek, a także sposobem jej inscenizacji, napisał własny dramat o Twardowskim. Niestety – jak dotąd – nie udało się go odnaleźć. Tadeusz Kantor podkreślał, że źródłem jego inspiracji był spektakl, który obejrzał podczas tamtych Dni Krakowa, na dziedzińcu starej Książnicy, Biblioteki Jagiellońskiej.

Renesansowy dziedziniec uniwersytetu był wspaniałą scenerią Kawalera księżycowego. Po latach, we wspomnieniowej książce Pamięć nie zawsze święta, Danuta Michałowska napisała:

 

Po krużgankach przewijał się korowód dwunastu „znaków zodiaku” –wśród nich: Julek Kydryński jako Wodnik i Karol Wojtyła jako Byk. Widziałam to przedstawienie: Karol ubrany w strój sportowca boksera: czarne spodenki, biała koszulka, rękawice bokserskie, pod pachą wnosił wielką maskę Byka, i to właśnie Byk rozpoczynał spektakl słowami:

„Ja jestem Byk co udaje
Od czasu do czasu człowieka
Boks mi papusiać daje
Więc żrę i na posadę czekam…”

Potem zakładał głowę Byka i następował dialog z Lwem…D. Michałowska, Pamięć nie zawsze święta. Wspomnienia, Kraków 2004, s. 127.[34]

 

Nie było – z powodu wybuchu wojny – premier obu następnych spektakli warsztatowych Studia Dramatycznego „39”, niebawem swojej oficjalnej działalności zaprzestała Krakowska Konfraternia Teatralna, a „rozbitkowie” ze Studia przeszli do podziemia, by pod opieką Tadeusza Kudlińskiego i Juliusza Osterwy mierzyć się z wielką literaturą romantyczną i młodopolską, z której pod kierunkiem Mieczysława Kotlarczyka zrodził się fenomen rapsodyzmu.

Ale lato i radość tworzenia pozostają w pamięci tych młodych ludzi skazanych wkrótce na najcięższe doświadczenia – jako czas młodzieńczych tęsknot. Pisał o nich Juliusz Kydryński:

 

Lato 1939. Cudowne wieczory, miasto pełne w tych dniach poezji, muzyki i tańca, gdy spokojnymi, dobrze oświetlonymi Plantami wracaliśmy po przedstawieniach do domu, byliśmy rozśpiewani, radośni. Byliśmy aktorami i występowaliśmy przed prawdziwą publicznością, która przyjmowała nas z entuzjazmem. Byliśmy poetami. Co prawda nie drukowaliśmy jeszcze wierszy, ale nasze nazwiska były już znane w młodocianym środowisku. Kochaliśmy świat i życie. Byliśmy odważnie otwarci na wszystko, co los mógł nam przynieść. Nie wyobrażaliśmy sobie jeszcze, jakiej odwagi naprawdę było nam potrzebaJ. Kydryński, Pomazaniec z Krakowa [w:] Młodzieńcze lata…, s. 96.[35].

 

W tym właśnie czasie, gdy Karol Wojtyła uczestniczył w próbach, a następnie występował przed krakowską publicznością w spektaklach Kawalera księżycowego, ukończył „na Święty Jan 1939” – młodzieńczy tomik poetycki Psałterz Księgę Słowiańską.

Artykuł Stanisława Dziedzica znajdzie się w książce Milcząca wzajemność. Artystyczne inspiracje młodego Karola Wojtyły, która ukaże się w 2021 roku w serii Biblioteka Pana Cogito, we współpracy wydawniczej Biblioteki Kraków i Instytutu Literatury.

Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Stanisław Dziedzic, Poeta i aktor na krakowskiej polonistyce i w Studiu Dramatycznym „39”, „Nowy Napis Co Tydzień”, 2021, nr 96

Przypisy

    Powiązane artykuły