29.04.2021

Nowy Napis Co Tydzień #098 / Krytycznoliteracka przestrzeń robocza? „Wypiski ostatnie” Henryka Berezy

Z ciekawością sięgnąłem po wydane w Państwowym Instytucie Wydawniczym Wypiski ostatnie Henryka Berezy. Edycja objęła komentarze krytyka do książek i maszynopisów z lat 2004–2012 i stanowi kontynuację jego Wypisków, drukowanych od roku 1992 do 2004 w ,,Twórczości”. Teksty przepisał z rękopisu, opracował i opatrzył przypisami Paweł Orzeł, a całość ukazała się w atrakcyjnej graficznie formie wraz z obszernym wprowadzeniem Andrzeja Skrendo.

Wypiski ostatnie są swoistym dziennikiem, notatnikiem czy też szkicownikiem, pomyślanym jako krytycznoliteracka przestrzeń robocza, w której Bereza konkretyzuje swoje wrażenia, przemyślenia oraz analizy, dotyczące czytanych lub przeczytanych utworów. Zapiski te prowadzi – jak można się domyślić – z intencją ich pogłębienia w ,,krytyce właściwej” tudzież sprawdzenia, czy po ukonkretnieniu sądów krytycznych, te utrzymają się w mocy w toku dalszej lub powtórnej lektury. Z tych przyczyn trudno orzec, czy przedstawione oceny są ostateczne, czy też szczątkowe, czy były konkretyzowane z bliższą intencją druku, czy też stanowiły zaledwie punkt wyjścia do dalszych lektur bądź rozważań, na przykład w większym tekście. Można mieć spore wątpliwości, szczególnie gdy Bereza poprzestaje na ,,lekturze orientacyjnej”, która orientacyjna często jest tylko z nazwy i oznacza po prostu pierwsze czytanie lub pobieżną lekturę większego fragmentu. Rewidowanie przez krytyka orientacyjnych osądów każe z rezerwą podchodzić do jego nawet najbardziej bezdyskusyjnie brzmiących werdyktów. Pouczają o tym choćby wypiski z Christianii Bartosza Wójcika, w których wyznaje najpierw, że ,,nie ma w niej żadnych atrakcji literackich i artystycznych”, a następnie stwierdza, że ,,zwyczajna, jakby całkowicie bezpretensjonalna powieść Bartosza Wójcika, jest artystycznie i intelektualnie wyszukana” i wręcz ,,zaprzecza całej tradycji polskiej powieści”. Trudno przy takich okazjach nie odnieść wrażenia, że Bereza zgłębia literaturę z powagą i wolą rozumienia, ale bez czasu niezbędnego, by wszystko właściwie prześwietlić. Wyraźny opór ,,orientacyjnej lekturze” stawia proza Zygmunta Haupta. Przyznam, że oczekiwałem od Berezy świeżego spojrzenia na jej językowe i narracyjne walory. W zakresie poetyki krytyk poprzestaje tymczasem na kilku zdawkowych uwagach, ograniczając się do referowania fabuł utworów bądź opisów lekturowych wrażeń.

W ,,wypiskach” – inaczej niż w ,,krytyce właściwej” – Bereza z konieczności częściej niż na pracy analitycznej polega na tym, co podpowiada mu jego intuicja. Rezultaty są różne: obok ocen trafnych, błyskotliwych uporządkowań i diagnoz, które bez trudu można rozwijać za krytykiem w naukowej rozprawie, pojawiają się wnioski ogólnikowe, werdykty pozbawione argumentacji czy też oceny ferowane w wysokiej temperaturze uczuć:

Adam Kaczanowski, przeczytałem wczoraj i dziś powieść Awersja (Prószyński i S-ka, Warszawa 2007), powieść jakby nie dla mnie, średnio mi się podoba, tylko część pierwsza dwuczęściowej całości.

Jarosław Iwaszkiewicz i Ukraina (red. Robert Papieski, Muzeum im. Anny i Jarosława Iwaszkiewiczów w Stawisku, Podkowa Leśna 2011), przeczytałem już ponad połowę tej książki, skończyłem blok korespondencji Jarosława Iwaszkiewicza i Mykoły Bażana, początkowo konwencjonalna i uprzejmościowa w partiach końcowych staje się – dla mnie wzruszającym – świadectwem czysto pisarskiej czy poetyckiej przyjaźni dwóch poetów dwóch narodów. […] Końcową partię tych listów czytałem niemal ze łzami –

Joanna Bator, czytanie Piaskowej Góry jak piłowanie drzewa na huculszczyźnie, ileż wszelakiej obrzydliwości, o połogu Jadzi i urodzinach Dominiki czyta się jak chamską pornografię. Formalna poprawność językowa nie łagodzi fałszywości tego języka narracyjnego, to język wymyślnej pizdowatości –

W konsekwencji Wypiski ostatnie okazują się zbiorem dość nierównym. Zawierają się w nim diagnozy odkrywcze, które inspirują i zachęcają do lektury, ale też sądy opaczne i wprost niesprawiedliwe – jednak występujące rzadziej – które trudno skwitować czymś więcej niż wybuchem śmiechu lub wzruszeniem ramion. Do takich należy opinia krytyka o Czesławie Miłoszu, który ,,był poetą z rzadka”, ,,dzikim grafomanie” Jerzym Kosińskim czy lekkomyślnym jakoby Ryszardzie Kapuścińskim. Nawet jeśli z trudem akceptuje się niektóre opinie, jedno pozostaje niezmienne: krytyka Berezy – nawet w roboczym szkicu czy fiszce z lektury – prowokuje do dyskusji.

Nie lekceważąc tego, co w obu tomach szkicowe, należy podkreślić ich poznawcze walory. Zgromadzone w nich notatki układają się bowiem w swoisty, choć wysoce zindywidualizowany, przewodnik po polskiej literaturze z lat 2004–2012. Bereza, omawiając dzieła debiutantów, ale też autorów, których niegdyś ,,odkrył” (na przykład Marian Pilot, Józef Łoziński czy Urszula Kozioł), przeciera szlaki przed historykami i teoretykami literatury. Jego rozgraniczenia i analizy nierzadko mają charakter porządkujący – wybrane utwory krytyk czyta, poszukując w nich momentów osobnych i idiosynkratycznych; czyta je w głąb, zaglądając w przestrzeń tradycji literackiej, oraz wszerz, łącząc twórców w grupy lub szkoły. Idiom wypisków jest przy tym łatwo rozpoznawalny: to styl swobodny i dosadny, a czasem wręcz wulgarny, cechujący się aforystyczną trafnością sformułowań oraz czupurną przekornością. Ową przekorę ujawniają między innymi kąśliwe uwagi krytyka na temat ,,pisania uczonego”; to choćby sugestia, że ontologię dzieła literackiego zwięźlej i przenikliwiej od Ingardena wykłada w swojej powieści Milorad Pavić, czy też złośliwe w intencji przypuszczenie, że Janusz Palikot ,,potrafiłby pisać tak zwane naukowe teksty filozoficzne, bo robią to często niepiśmienni profesorowie filozofii lub filologii”.

Rozpatrując projekt ,,wypisków” w perspektywie ,,krytyki właściwej” Berezy, nie można nie wspomnieć o wyraźnym zawężeniu w nich jego krytycznoliterackiego programu. Z zarysowanej we wprowadzeniu ,,filozofii literatury” krytyki w ,,wypiskach” ostają się elementy i pojęcia niezbędne (które tak czy owak warto widzieć w szerszej perspektywie). Elementarnymi wymiarami dzieł literackich, podlegającymi oglądowi, są: narracja i język; poszukiwaną w tych wymiarach wartością: nowatorstwo. Przyglądając się sposobom budowania narracji i językowi pisarzy, Bereza wyprowadza swoje najczęstsze zarzuty: ,,bezradność w praktyce narracji”, ,,amatorszczyznę narracyjną”, ,,opisywacki nadmiar” czy ,,artystyczny anachronizm”Szczególnie krytycznie Bereza przygląda się ,,żurnalizmowi”, czyli ekspansji języka dziennikarskiego we współczesnej liryce i epice. Takie utwory określa wprost ,,wierszowaną publicystyką” tudzież ,,dziennikarskim wypracowaniem beletrystycznym”.[1]. Jednocześnie – z tych samych pozycji – formułuje on pochwały i akty uwielbienia, doceniając ,,sprawność narracyjną”, ,,kunsztowność formalną” czy ,,artystyczną autonomię języka”. W przedstawionych wartościowaniach uwyraźnia się ponadto przekonanie o autonomii ,,prawdziwej literatury” względem tego, co zewnątrztekstowe (kontekstowe, pozaartystyczne); założenie to wybrzmiewa w obu tomach wielokrotnie, czy to jako zarzut ,,rozliczeniowej ideologiczności” u Feliksa Netza, czy też wprost w zastrzeżeniu, że:

Nie było, nie ma i nie będzie żadnej odrębnej sztuki heteroseksualnej i homoseksualnej, jak nie ma żadnej literatury feministycznej, Edward Pasewicz nie jest, choćby najsilniej chciał, ani gejowskim poetą, ani gejowskim prozaikiem, jest wybitnym poetą i debiutującym prozaikiem.

Wypiski ostatnie portretują Berezę jako krytyka wiernego wartościom estetycznym, choć nie eskapistę, oraz czytelnika, który poszukuje w tekstach ,,przyjemności lektury”. W zawiłym wywodzie Skrendo pojawia się sugestia, że ,,wolność do bycia pozaspołecznego i niepolitycznego okazuje się wartością głęboko społeczną i polityczną”. Nie sądzę, aby dodatkowa licencja prospołeczna czy polityczna była autorowi Sztuki czytania do czegoś potrzebnaWe wprowadzeniu zawiera się interesująca presupozycja na temat tego, czym faktycznie była krytyka literacka autora – utajoną krytyką społeczną lub polityczną. Retoryka Skrendo jest następująca: Bereza ,,nie wierzył” w żaden naturalny porządek rzeczywistości, więc ,,pochwalał bunt” w literaturze, był ,,buntownikiem” także w wymiarze pozaartystycznym. Pozwolę sobie zauważyć, że kwestia tego, w co ,,naprawdę wierzył”, pozostaje tu w sferze domysłów. Wizerunek ,,buntownika” autor dość arbitralnie podbudowuje, przyrównując Berezę do Fryderyka Nietzschego; arbitralność tego zestawienia staje się wyraźna w toku lektury, kiedy krytyk co najmniej parokrotnie wyznaje, jak ważną postacią dla jego duchowego rozwoju był Montaigne, jego ,,duchowy fundament”.[2]. Jego osądy, diagnozy i uporządkowania – tym razem wyłożone w roboczych ,,wypiskach” – mają jednak to do siebie, że skutecznie ,,bronią się same” bez dodatkowych licencji, nawet jeśli tu i ówdzie zaskakują nadmierną dezynwolturą. Odbiorca żądający niespodziewanych tropów znajdzie w nich inspirujące ścieżki lektury wiodące przez mnogość przykładów i przypadków; historyk lub teoretyk literatury – istotny materiał do przyszłych badań. Wypiski ostatnie stanowią imponujące dzieło w toku, a zarazem tę część spuścizny krytyka, w której najsilniej uobecnia się jego literacka intuicja.

 

H. Bereza, Wypiski ostatnie, oprac. Paweł Orzeł, PIW, 2020.


okładka książki

 

Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Piotr Prachnio, Krytycznoliteracka przestrzeń robocza? „Wypiski ostatnie” Henryka Berezy, „Nowy Napis Co Tydzień”, 2021, nr 98

Przypisy

    Powiązane artykuły