06.05.2021

Nowy Napis Co Tydzień #099 / „Zawsze gdzieś się toczy jakaś wojna”. O sile twórczości Isabel Allende

Wydawnictwo Marginesy zaprezentowało niedawno polskim czytelnikom powieść Długi płatek morza, a na półki internetowych i tradycyjnych księgarń wracają – w nowej, odświeżonej przez tłumaczy i redaktorów odsłonie – Dom duchów, Córka fortunyPortret w sepii. Po chwilowej fascynacji literaturą innych kręgów kulturowych, głównie skandynawską, rosyjską i bałkańską, najwyraźniej wzrasta zainteresowanie twórczością Isabel Allende. Czyżby naznaczona pandemią codzienność wzmogła nasz apetyt na realizm magiczny, którym rozkoszowaliśmy się w czasach wielkiego boomu latynoamerykańskiego? A może z powodu ograniczenia bliskich kontaktów międzyludzkich wróciła moda na sagi, powieści o sile przynależności do podstawowej komórki społecznej, jaką jest rodzina? Niewykluczone też – co sama autorka silnie feministycznych powieści podkreśla w ostatnich wywiadach – że to właśnie dziś, bardziej niż kiedykolwiek wcześniej, powinien wybrzmieć głos sprzeciwu marginalizowanych i niedocenianych kobiet, zamkniętych w czterech ścianach z mężem-oprawcą. Jedno jest pewne: chilijska pisarka, córka kuzyna prezydenta Salvadora Allende, zagorzała obrończyni nieidealizującej prawdy historycznej, na kanwie której osnuwa fabułę wszystkich swoich książek, nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa.

*

Isabel Allende, laureatka kilkudziesięciu nagród literackich – przecząc stereotypowemu postrzeganiu pisarza jako tego, który wyczekuje właściwej chwili, powierzając swój warsztat twórczy w ręce muz – przestrzega żelaznej dyscypliny. Co roku ósmego stycznia zasiada do pisania kolejnej książki, a tym samym rozpoczyna żmudną kwerendę, bez której nie wyobraża sobie pisania o rzeczach, które miały miejsce, choć przecież żaden z tych zabiegów nie jest widoczny na poziomie tekstu, gdyż pisarka umiejętnie ukrywa przed czytelnikiem całe zaplecze faktograficzne. Allende nie potrafi przy tym pisać, nie odwołując się do własnych przeżyć, a tych nie da się sfałszować. W wirtuozerskiej umiejętności łączenia tego, co prywatne i jeszcze nieprzetrawione, z niedopowiedzianą historią ogółu – w próbie przedstawienia osobistego mikroświata na tle makroświata – dopatrywałabym się głównej przyczyny niesłabnącego powodzenia powieści chilijskiej pisarki. Jeśli pisanie jest próbą zrozumienia tego, co nam się przytrafia, Isabel Allende udaje się to osiągnąć przez dzielenie się tymi fragmentami (obrazami, wspomnieniami, wykrawkami) własnego życia, w których czytelnik potrafi dostrzec jakiś cień lub zarys samego siebie. Autorka pozwala więc każdemu czytelnikowi odnaleźć się w opowiadanej historii, jakby z każdą powieścią pisała długi list do całej ludzkości, na wzór tego, który stał się podstawą do wydania w 1982 roku Domu duchów, a tym samym otworzył przed przeciętną, jak wówczas mawiano, dziennikarką bramy do świata „wielkiej” literatury. Oczywiście rosnąca popularność nie uchroniła pisarki przed łatką „autorki czytadeł”, ale sama zainteresowana – zawsze niebywale skromna i powściągliwa – bierze to raczej za dobrą monetę w czasach, w których sztuka czytania niepokojąco ustępuje miejsca innym, pośpiesznym formom poznawania świata i ludzi.

*

Jednym z wątków biograficznych, których przy omawianiu twórczości Isabel Allende pominąć nie można, jest prowadzona przez nią fundacja The Isabel Allende Foundation, założona 9 grudnia 1996 roku dla uczczenia pamięci zmarłej córki pisarki, Pauli, która mimo młodego wieku każdą wolną chwilę poświęcała działalności charytatywnej i dobroczynnej. Mottem przyświecającym działalności fundacji są słowa: „We only have what we give” (Mamy tylko to, co dajemy innym), doskonale oddające idee leżące u jej podstaw. Fundacja podejmuje inicjatywy mające na celu ochronę praw dzieci i kobiet dotkniętych problemem marginalizacji, wykluczenia społecznego, dyskryminacji oraz przemocy domowej. Dla autorki są to sprawy tak ważne i niezmiennie aktualne, że znajdują odzwierciedlenie w każdej z wydanych dotychczas książek. Isabel Allende ma pełną świadomość tego, że pomimo wyraźnego postępu cywilizacyjnego, wciąż pozostaje wiele do zrobienia, a obecna sytuacja jedynie wzmaga nieuprzywilejowaną pozycję płci uważanej za słabszą. Dlatego też bohaterkami swoich powieści uczyniła kobiety silne i niesłychanie uparte, przełamujące skostniałe konwenanse, świadome własnej wartości i gotowe urzeczywistniać swoje pragnienia za wszelką cenę. Dość wspomnieć o nieustraszonej Inés Suárez, pierwszej i jedynej kobiecie hiszpańskiego pochodzenia biorącej udział w konkwiście, o Clarze del Valle, obdarzonej nadprzyrodzonymi umiejętnościami i zamkniętej w świecie własnych fantazji i wyobrażeń, czym wyłamuje się z tradycyjnej roli córki, żony i matki, a także o Roser, bohaterce najnowszej z powieści, hardej i niezłomnej, wytrwale stawiającej czoła przeciwnościom losu.

*

Kobiety powołane do życia przez Isabel Allende, wyróżniające się na tle imponującego amalgamatu mniej lub bardziej zarysowanych osobowości, to istne czarownice nieprzystające do czasów, w których rządzi patriarchat, z powodu odmienności wytykane palcami, a nierzadko i szykanowane za śmiałość i nieposłuszeństwo. W filmie biograficznym w reżyserii Pauli Rodríguez Sickert chilijska pisarka wyznaje z przekonaniem, że gdyby na świecie było więcej podobnych czarownic, żyłoby nam się dużo lepiej. Isabel Allende przyznaje też, że nigdy nie była typem księżniczki z wytęsknieniem czekającej na księcia z bajki. Takie też – samodzielne, waleczne i wyzwolone – są bohaterki jej powieści, które z uwagi na poruszaną tematykę możemy przypisać do kategorii literatury zaangażowanej, o wyraźnym głosie feministycznym, wpisującym się w ogólnoświatowy ruch sprzeciwu wobec niesprawiedliwego traktowania kobiet.

Źródeł tak zagorzałego feminizmu pisarka doszukuje się w osobie swojej matki Panchity, która z trojgiem małych dzieci została porzucona przez męża. Patrząc, jak matka, niezdolna do tego, by po rozstaniu samodzielnie się utrzymać, ponosi porażkę w świecie zdominowanym przez mężczyzn, postanowiła podjąć walkę z maczyzmem i społecznym przyzwoleniem dla jego przejawów. Dziś pisarka otwarcie przyłącza się do ruchu #MeToo, wymierzonego przeciwko seksualnemu wykorzystaniu i molestowaniu kobiet. Co roku, z każdą kolejną książką, przerywa milczenie w sprawach jednakowo ważnych we wszystkich krajach świata, choć czyni to w sposób niezwykle subtelny: pod osłoną pozbawionej wyraźnego celu społeczno-politycznego fikcji literackiej, która dopiero w oczach uważnych i wrażliwych czytelników przybiera postać protestu. Myślę, że to kolejny powód, dla którego sięgamy po książki Isabel Allende i zanurzamy się w lekturze, czerpiąc z niej siłę do indywidualnej, a także i zbiorowej walki o lepsze jutro.

*

Żadne omówienie twórczości chilijskiej pisarki nie byłoby pełne bez nawiązania do Pabla Nerudy, wybitnego poety chilijskiego pochodzenia i laureata Nagrody Nobla w dziedzinie literatury. To właśnie jemu zawdzięczamy tytuł najnowszej powieści Isabel Allende, to do jego wierszy pisarka nawiązuje z uporem wiernej czytelniczki, tak w treści własnych utworów, jak i w udzielanych wywiadach. Po części z podziwu dla oryginalnego stylu poetyckiego, po części zaś z uwagi na podobną trajektorię osobisto-artystyczną, gdyż Pablo Neruda z jednakową bezceremonialnością nie oddzielał pisania od życia, a słowa uważał za skuteczny oręż w rękach ludzi gotowych do tego, by zmienić bieg historii. W słynnym wierszu pod tytułem La palabra (Słowo) poeta pisze o języku jako o darze, który morze wyrzuciło na brzeg Nowego Świata wraz z konkwistadorami, bezwzględnymi i owładniętymi gorączką złota. Z każdym stawianym krokiem słowa wypadały konkwistadorom z butów, wysuwały im się spod hełmów, sypały na ziemię z nieogolonych bród… Ostatecznie – pisze Neruda – najeźdźcy odebrali rodzimej ludności wszystko, ale i zostawili po sobie to, co mieli najcenniejsze: język hiszpański. Ten sam, którym dzisiaj pisze Isabel Allende, przekonana, że jedyną istniejącą magią jest właśnie magia słowa. To słowem pisarka odmalowuje obrazy, które – jak zauważa jedna z tłumaczek jej powieści na język polski Marta Jordan – przewijają się przed oczami czytelnika niczym film, „karaibskie, ciepłe, kolorowe”, tak wyraźne, że aż trudno uwierzyć.

*

Przyjrzyjmy się teraz dwóm powieściom, którymi Wydawnictwo Marginesy zachęca nas, czytelników, byśmy na powrót zajrzeli do świata Isabel Allende i przekonali się, że jest to świat leżący bardzo po sąsiedzku, a rządzące nim prawa, pozory i zbiegi okoliczności do złudzenia przypominają to, co zwiemy codziennością. Wydany w 2020 roku w Polsce Długi płatek morza oraz wznowione wydanie Domu duchów to książki, po które i ja sięgnęłam bardzo chętnie, skuszona obiecującą zapowiedzią, ale i ciekawa tego, co pisarka – w wywiadzie udzielonym hiszpańskiemu dziennikowi „El País” – nazywa „skokiem ewolucyjnym”I. Allende: Tenemos que imaginar un mundo muy diferente. Va a ser un salto evolutivo, https://elpais.com/cultura/2021-01-29/isabel-allende-tenemos-que-imaginar-un-mundo-muy-diferente-va-a-ser-un-salto-evolutivo.html [dostęp: 18.02.21].[1]. Ów termin można interpretować jako zapowiedź zmian, które mają szansę dokonać się w naszym społeczeństwie, o ile otworzymy oczy na tyle, by dostrzec rysę na tafli szkła, o ile znajdziemy w sobie dość odwagi, by jak bohaterki omawianych tu powieści podważyć zasadność myślenia schematycznego. Chilijska pisarka zwraca się z tym przesłaniem nie tylko do kobiet, lecz także do czytelników płci przeciwnej. Tworzona przez nią literatura nie jest – jak można by przypuszczać – karykaturą męskich postaci, a jedynie próbą odwzorowania pewnych utrwalanych kulturowo przekonań, przez które ani kobietom, ani mężczyznom nie żyje się dobrze.

*

Pierwszy z utworów, poruszający temat uchodźctwa i poszukiwania własnej tożsamości, zapamiętam szczególnie ze względu na określony zabieg, jakim posługuje się Isabel Allende. Mam tu na myśli celowe odwrócenie uwagi czytelnika – otóż nie od razu zdajemy sobie sprawę, że czytamy historię o ludziach, którzy w 1939 roku, w popłochu spowodowanym zwycięstwem generała Franco w Hiszpanii, wsiedli na „statek nadziei”, by uciec od przeszłości, i że jest to ucieczka w sensie psychologicznym. Cały kontekst polityczny natomiast, z niezaprzeczalną rolą Pabla Nerudy – pomysłodawcy i głównego organizatora przedsięwzięcia – jest tylko pretekstem, blednącym na tle indywidualnych, choć tajemniczo splątanych ze sobą losów, przypadkowo tylko osadzonych w takim czy innym momencie dziejowym. W rozmowach z czytelnikami autorka podkreśla często, że dostrzega niepokojącą analogię pomiędzy zmianami zachodzącymi w świecie dziś a okolicznościami poprzedzającymi wybuch drugiej wojny światowej,

[…] kiedy to czasy wymuszały taki pośpiech, że zacierała się granica między spotkaniami zaplanowanymi a odbytymi, między obecnymi i zaginionymi, żywymi i martwymi (Długi płatek morza).

Dlatego najnowsza książka Allende nie zasługuje na miano powieści historycznej. To raczej opowieść o wpisanym w historię ludzkości antagonizmie kata i ofiary, o bezustannej wędrówce w poszukiwaniu miejsca, które chciałoby się nazwać domem, o sprzeczności intencji, osobowości i uczuć, z których najsilniejszym jest miłość. Jeśli jednak szukamy w książce wyłącznie miłości romantycznej i pełnej uniesień, możemy się nieco rozczarować, a już na pewno zdziwić, że najtrwalsze uczucia to takie, które przychodzą po czasie, i że nawet wtedy nie jest na nie za późno.

*

Dom duchów, książka powstała niejako przez przypadek na kanwie listu pożegnalnego pisanego do umierającego dziadka, to zdaniem wielu najbardziej magiczna z powieści chilijskiej autorki. W wielopokoleniowej historii rodziny Trueba prawdziwe i przyziemne wydarzenia przeplatają się z wytworami wyobraźni (duchami, zjawami, przepowiedniami, przeczuciami…), absurd zaś – z gorzką prawdą o życiu. Jedną z najbardziej charakterystycznych postaci powieści jest Clara, najmłodsza córka Nivei i Severa, obdarzona niezwykłym darem przechodzenia z rzeczywistości w nierzeczywistość, urzekająca swoim szaleństwem i iście dziecięcą naiwnością. Nieczęsto spotykamy w książkach postaci, bez których cała fabuła ległaby w gruzach, choć one same żyją jakby poza światem przedstawionym. Pewnego dnia, na przykład, bohaterka wyrusza na poszukiwanie głowy swojej matki, która kilka tygodni wcześniej zginęła w wypadku samochodowym, a zwieńczeniem groteskowych poszukiwań jest rozczarowanie godne większej sprawy, kiedy to okazuje się, że znalezionej głowie nie można zamknąć oczu… Makabryczność tego rodzaju scen nie przeraża jednak i nie zniechęca. Wręcz przeciwnie, oglądamy je jakby w kalejdoskopie, w plątaninie wielobarwnych figur i form, co pozwala nabrać dystansu do opowiadanej historii, a może nawet – alegoryzując czytaną treść – do samego siebie. Podsumowując, jest to lektura lekkostrawna, przyjemna i skłaniająca do refleksji nad mechanizmami leżącymi u podstaw pojedynczych rodzin, z ich namiętnościami i niesnaskami, a także całych społeczności.

*

Powieści Isabel Allende zostały przetłumaczone na ponad czterdzieści języków. Dzięki pracy tłumaczy, którym autorka wyraża wdzięczność przy każdej sposobności, dotarły one (i wciąż docierają) do najdalszych zakątków świata. Niejako równolegle do przekładów powstają też audiobooki, seriale i filmy. Warto w tym miejscu wspomnieć o słynnej ekranizacji Domu duchów z 1993 roku, która w Polsce ukazała się pod tytułem Dom dusz, czy o wyprodukowanym niedawno serialu Inés, pani mej duszy, dostępnym na Amazon Prime Video. Są to produkcje świadczące o niesłabnącej popularności twórczości chilijskiej pisarki. Wszystko wskazuje na to, że i w Polsce o Isabel Allende znów robi się głośno.

Ponieważ czytam jej powieści w oryginale, zastanawiałam się, czy autorka ma szczęście do tłumaczy, nierzadko zdarza się przecież, że dzieła tracą swój lokalny koloryt z winy tłumacza, a pewne treści, stanowiące o oryginalności pierwowzoru, rozmywają się lub całkiem zacierają się w przekładzie. Cytowana wcześniej Marta Jordan, która kilka lat temu miała okazję spotkać się z pisarką osobiście, uważa, że to tłumacze mają szczęście do niej, że dzięki jej powieściom mogli poznać świat, o jakim wcześniej wiedzieli niewiele. Cóż, przekonały mnie te słowa i wierzę, że tak właśnie jest, a jeśli założyć, że wspólnym mianownikiem wszystkich historii opowiadanych przez Isabel Allende jest przekonanie, że dopóki „zawsze gdzieś się toczy jakaś wojna”, dopóty trzeba pisać – jeszcze długo pozostaniemy pod wrażeniem jej twórczości.

Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Agata Joanna Kornacka, „Zawsze gdzieś się toczy jakaś wojna”. O sile twórczości Isabel Allende, „Nowy Napis Co Tydzień”, 2021, nr 99

Przypisy

    Powiązane artykuły