07.04.2020

Dopiski na marginesie

Dopiski na marginesie:
Marek Nowakowski, Jak dzięcioł opukiwać, „Rzeczpospolita” 10–11 kwietnia 2010, s. A18–19.

[…] wyznacznikiem osiągnięć w literaturze jest pojedynek ze współczesnością rozumiany nie jako opozycja czy sprzeciw wobec niej ani tym bardziej jako niewolnicza fotografia rzeczywistości. Ale jak to, co nas otacza, duch epoki, jej korzenie, niedawna przeszłość, rzut na przyszłość – znajdują wyraz w dokumentach literackich? Jak są one nasycone najbardziej palącymi problemami epoki?M. Nowakowski, Jak dzięcioł opukiwać, „Rzeczpospolita” 10–11 kwietnia 2010, s. A18.[1].

Cała trudność w tym, czyje to są problemy. Dla kogoś najbardziej palącym problemem epoki jest brak środków do życia, dla innego chciwość czy pożądliwość. A jeśli dla kogoś uchronienie kraju przed niszczycielami, to jak uzasadnić postronnym, iż to nie jest przejaw jego nerwicy ani zindoktrynowania? A jeśli ktoś się przejmuje łamaniem praw człowieka w Chinach, głodem w Afryce, prześladowaniem chrześcijan w Ameryce Południowej, to wskutek manii, hipokryzji, a może naprawdę? I co to znaczy „naprawdę”? Przestajemy coraz szybciej wiedzieć to samo i myśleć tak samo.

Co innego dla jednych jest nudne, puste, a dla drugich ważne, emocjonujące, nadające sens egzystencji.

Wmówienia, manipulacje – zgoda, narzuca się naiwnym hierarchię wartości, na przykład przedstawia się jako niezbędne korzystanie z luksusowej konsumpcji. Można sprzedać własne sumienie i paru kolegów, byleby „mieszkać ładniej”, jak esteta na miarę epoki. Jak jednak udowodnić, że asceza nie jest cnotą z konieczności? Wierność ideałom patriotycznym ciasnotą umysłową? Wszak szerokie jest sumienie, więc i horyzonty zdrajcy… Religia skutkiem manipulacji? Prawda – kłamstwem? Jak przekazać umiejętność odróżnienia racji od siły?

Obrazoburczą próbę wyzwolenia się z pęt ciasnego, bogoojczyźnianego patriotyzmu i podniesienia na piedestał wolności jednostki, czyli zastąpienie Polaka przez Człowieka podjął Witold Gombrowicz […]Tamże.[2].

Rozumiem, że zacytowane zdanie ma charakter mowy pozornie zależnej – quasi-przytoczenia słów pisarza. Zabrakło argumentów na rzecz wątpliwej tezy, że „ja” jest szersze od narodu, kilkadziesiąt lat od długich stuleci (tysiąclecia!).

Charakterystyczne i ważne w tamtych [międzywojennych] dokonaniach pisarskich było czerpanie soków z tego, co nasze, rodzime. Bo i przecież Gombrowicz, najbardziej kontrowersyjny, brał z naszego tworzywaTamże.[3].

Irzykowski był innego zdania, zarzucając awangardzistom „plagiatowość przełomów literackich”. Gombrowicz z naszego tworzywa i nie z naszego brał. A dziś co jest nasze? Ktoś identyfikuje się bardziej z marką – barów sieciowych, aut, kosmetyków – niż z krajem. Przyjaźni się z hobbystami z innego kontynentu, a nie zna sąsiadów „w realu”. Rzeczywistością stała się nierzeczywistość. Jak pisać o koniunkturalnej ucieczce od niebezpiecznych treści: prawdy o historii najnowszej, ubóstwa, łapownictwa do snobowania się na wirtualne światy, wiązania kariery z kłamstwem, zarabiania jako cenzor (moderator) lub posłuszny manipulator (sprzedawca, który się podporządkowuje instrukcji, które książki lub czasopisma eksponować, które ukrywać)? Gdzie jest podmiotowość i godność człowieka, któremu się dyktuje, jak on sam ma wyglądać, na przykład nie wkładać krzyżyka, jak ma wyglądać jego stanowisko pracy? Co jest nasze? Zakłamanie, podłość i strach?

Następowała [w PRL] ucieczka od niebezpiecznej rzeczywistości w groteskę, absurd, metafizykę czy baśniowe regiony najdawniejszej przeszłościTamże.[4].

Po pierwsze, literatura polska powstawała także, jeśli nie głównie, na wychodźstwie. Po drugie, metafizyka nie jest ucieczką od niczego, tylko głębszym aspektem rzeczywistości.

Euforia literatury podziemnej, tej poczętej od 1976 roku i rozwijającej się wbrew cenzurze, tylko częściowo rozrywała okowy. Bywała często powierzchownym lub koniunkturalnym rozprawieniem się z komunizmemTamże.[5].

Jakim cudem „koniunkturalnie” rozprawiać się z czymś, co triumfuje?

Obcy nami nie rządziTamże.[6].

Kiedy? W 1989 roku, gdy resorty siłowe są w rękach przedstawicieli poprzedniej władzy? Po kolejnych etapach oddawania prawodawstwa Brukseli? Kiedy uzależniamy się od dostaw gazu ze Wschodu? Kiedy dokładnie „Obcy nami nie rządzi”? A może ktoś ironizuje?

Pisarze często stawali się heroldami zwalczających się racji. Ze starego nawyku pragnęli mieć Przewodnika, Mentora. Tracili swą wewnętrzną niezależność. Rodzą się surogaty literatury. Płaskie, tendencyjne, wypreparowane. Nie pomaga nawet najpiękniejsza formaTamże.[7].

Jacy pisarze? W których utworach? Jasne, przykre byłyby ataki personalne, ale jeśli się nie napisze: Janusz Rautszko, Andrzej Pilipiuk, Waldemar Łysiak, Marian Stanisław Hermaszewski i Józef Węgrzyn (a także czy nie Andrzej Horubała?), to ktoś pomyśli, że któryś z tak różnych, jak: Bronisław Wildstein, Rafał Ziemkiewicz, Piotr Wojciechowski, Stanisław Srokowski, Wacław Holewiński, Jacek Dukaj, Marek Krajewski, Wacław Grabkowski, Paweł Lisicki, Piotr Zaremba, Marek Harnyczy dramaturg i prozaik Kazimierz Braun? Kto, kiedy przeczyta, przemyśli, zinterpretuje prozę Anny Bojarskiej czy mało publikującej Joanny Waliszewskiej? Nawet gdyby zarzucać niektórym powieściom wyżej wymienionych nadmiar treści publicystycznych, którym groziłaby utrata aktualności (co nie jest wcale oczywiste!), to zagadką pozostanie „Przewodnik, Mentor” w latach, w których brak niekwestionowanych personalnych autorytetów. Szkoda likwidatorskim gestem obejmować autobiograficzne tomy Janusza Krasińskiego, Stanisława Murzańskiego, Przemysława Bystrzyckiego, Andrzeja Kalinina. A co z licznymi książkami Marka Nowakowskiego? Nie istnieją?

Prowokując dyskusję, znakomity pisarz niepotrzebnie zaryzykował przykładanie ręki do likwidacji dorobku własnego i kolegów. Trudno dotrzeć do potencjalnego czytelnika, którego uwagę rozpraszają hałaśliwie migotliwe media elektroniczne, a jeszcze zniechęcają go lekkomyślnie formułowane, negatywne uogólnienia.

O młodych: Pochłania ich moloch rynku”Tamże.[8].

Prawda.

Państwo trochę na niby. Wizja przyszłości trochę na niby. Klasa polityczna – to samo. Autorytety na nibyTamże.[9].

Zależy dla kogo, które i jakie autorytety. Nie jest sprawiedliwe uogólnienie „klasa polityczna” i łączenie ofiarnych aż po śmierć patriotów z ciasnymi sprzedawczykami. Zdaję sobie sprawę z konwencji publicystyki, szanuję i w najwyższym stopniu podziwiam Autora jako pisarza i autorytet deontyczny. Tym bardziej nie mogę pogodzić się z ewentualnością nieporozumień, do których prowadzą pochopne generalizacje w jego tekście.

 

Postscriptum

Po latach, przed olsztyńską konferencją poświęconą Markowi Nowakowskiemu i innym realistom w powojennej prozie polskiejOgólnopolska Konferencja Naukowa Marek Nowakowski i inni. Oblicza realizmu w prozie polskiej XX i XXI wieku, Olsztyn 16–16 kwietnia 2015 roku.[10], raz jeszcze przemyślałam etyczne przesłanie twórczości literackiej autora Nekropolis. Inaczej niż w chyba niefortunnym wystąpieniu publicystycznym w dawnej „Rzeczpospolitej” pisarz w swoich książkach bezspornie dowiódł przenikliwości w ocenie współczesnych mu ludzi. Największym osiągnięciem antropologii literackiej Nowakowskiego jest, jak sądzę, odkrycie szczególnego typu godnościPojawia się w tym kontekście nawet odniesienie do etosu rycerskiego.[11]. W autobiografii intelektualnej Nowakowski znalazł miejsce dla żołnierzy wyklętych i dla prześladowanych, wiernych sobie i II Rzeczpospolitej pisarzom przedwojennym. Autor unika nazwisk, pisząc ze współczuciem i szacunkiem o upokorzeniu prawych ludzi„Przeważnie biednie odziani, spłoszeni, nieśmiali. Bywszy ludzie. Zapomniani poeci, eseiści, prozaicy, debiutanci z czasu tuż przed pożogą, z dawnej, przedwojennej Warszawy. Niektórzy coś wydawali, publikowali zaraz po wojnie, potem zamilkli. Wypadli z obiegu. […] Niektórzy siedzieli w osławionych więzieniach: Wronkach, Rawiczu, Strzelcach Opolskich, piwnicach bezpieki, syberyjskich łagrach” (M. Nowakowski, Pióro. Autobiografia literacka, Warszawa 2012, s.10).[12]. Bohaterowie szeregu (choć nie wszystkich) utworów cierpią nędzę, ale zachowują wewnętrzną, osobistą suwerenność. Cechuje ich niezależność myślenia, a także niepodatność na pokusy zapewnienia sobie wyższego statusu materialnego za cenę podporządkowania się władzy. Co istotne, godność ta nie jest literackim konstruktem, lecz postawą empirycznie zweryfikowaną postępowaniem pierwowzorów bohaterów prozy Nowakowskiego. Obserwacja odważnych zachowań w rzeczywistości pozaliterackiej pozwoliła pisarzowi wykreować fikcyjny świat, który stanowi korelat realiów społecznych, a na ich tle ukazać prawdziwy fenomen: godność człowieka mimo niesprzyjających jej okoliczności, godność nieoczywistą, bo przynależną ludziom narażonym na poniżenie. Nieoczywistość ta jest tym większa, że w polskim piśmiennictwie naukowym dotyczącym pojęcia godności na pierwszy plan wysuwają się publikacje, których przedmiot stanowi katolicyzm„Często grupy młodych ludzi wpadały w kryminalne życie, złodziejstwo; oni żyli poza oficjalnością, uważali się za «rycerzy wolności»” (Okopy Świętej Trójcy. Rozmowy o życiu i ludziach. Z M. Nowakowskim rozmawia K. Świątek, Poznań 2014, s. 83).[13]. Pisarz natomiast potrafił stworzyć postaci samotne i samodzielne, dalekie od wspólnot religijnych, a jednak emanujące wewnętrzną wolnością, niezależnością, czystością moralną (jak na przykład ekskomunistka, „koleżanka Woroniewicz”), godnością. Powściągliwość w podejmowaniu wątków religijnychW Notatkach z codzienności (Paryż 1983) pisarz zaznaczył, że spotkania autorskie w kościołach zanadto schlebiają próżności literatów, a więc zamierza z takich form kontaktu z czytelnikami zrezygnować. Wydaje się, że ten typ wrażliwości charakterystyczny byłby dla pokolenia „Współczesności”, które laicką odmianę egzystencjalizmu odebrało w swojej młodości jako ożywczy nurt filozoficzny.[14], a zarazem nieskrywana sympatia do świeckich ruchów o charakterze etycystycznymMam tu na myśli wzmiankę o rotariańskim emblemacie w klapie pozytywnego bohatera, adwokata w opowiadaniu Dwa dni z Aniołem.[15] korespondują z ideą po świecku rozumianej godności osoby. Antropologia literacka Nowakowskiego jest indywidualistyczna, w pewnym sensie personalistyczna (byłaby to laicka odmiana pozytywizmu), lecz nie solipsystyczna ani egotystyczna.

Uwikłanie w praktyczny (a nie filozoficzny, choć nie są one tak rozłączne, jak życzyliby sobie teoretycy) immoralizm nie jest u Nowakowskiego idealizowane.

Krótko mówiąc: pisarz nie gloryfikuje przestępców. Wymuszanie haraczy niszczy ludzi, a nie tylko ekonomikę. W jednym z Opowiadań ulicznych, zatytułowanym Ogrody Semiramidy, sportretowano restauratora zniszczonego przez mafię: „Nie było w nim ani śladu niedawnego zaangażowania i pasji. Zagoniony przez presję konieczności coraz większych dochodów, uwikłany w pajęczą sieć zależności”M. Nowakowski, Ogrody Semiramidy [w:] Opowiadania uliczne, Warszawa 2002, s. 164.[16].

Precyzyjnie rysuje pisarz wizerunki bandytów: „Pojawiło się kilku nadmiernie umięśnionych młodych mężczyzn o kwadratowych szczękach i oczach bez wyrazu. Spokojni, grzeczni, ale cały czas czuło się skumulowaną w pogotowiu siłę, widoczną w barach rozpychających podkoszulki i szybkich, zdecydowanych ruchach”Tamże, s. 160.[17].

„Potem jeszcze raz przyszli. Ale już inni. Eleganccy panowie w średnim wieku. O ile ci pierwsi byli grupą siłową, następni to raczej spece od strony koncepcyjnej. Rewizorzy, rzec można, studiowali ceny w karcie, przypatrywali się kolejce młodzieży do kasy po bilety wstępu”Tamże.[18].

Jeśli w konwencji pracy literaturoznawczej mieściłoby się wyrażenie wątpliwości etycznej, warto wspomnieć o takich opowiadaniach jak Ratusz czy też Miłość do śmietnika. Otóż rysuje się w nich ewentualność zgody na los bezdomnych. Wprawdzie monografia socjologa Jerzego Żurki wręcz zawiera szokujący laika wniosek o „konserwatywnej” postawie bezdomnych, którzy obawialiby się powrotu do normalnego życia, związanych z tym wyzwań, a zwłaszcza ryzyka powtórnej utraty domu; niemniej czytelnik prozy narracyjnej, fikcjonalnej pozostaje w niepewności, czy afirmacja bezdomności jest wyrazem empatii i szacunku dla każdego człowieka, bez względu na jego status ekonomiczny, czy przeciwnie – wyrazem braku wyobraźni. Cierpienia i deprywacje, na jakie narażona jest osoba bezdomna, nie pozwalają pogodzić się z taką sytuacją. Co prawda, w okresie tak zwanego realnego socjalizmu pisanie o środowiskach marginesu społecznego uchodziło za sposób na ominięcie cenzury i wyrażanie w zawoalowany sposób tęsknoty do niczym nieskrępowanej indywidualnej swobody w wyborze stylu życia, ale nad zgodą na cierpienie innego człowieka zawsze wypada postawić znak zapytania.

Prozaik portretował przedstawicieli wielu, choć nie wszystkich, kręgów społecznych. Słusznie odnotowała Irena Maciejewska, że:

Obok […] złodziei, domokrążców, przestępców i lumpów z pierwszych tomów Nowakowskiego w ostatnich jego książkach spotykamy, i to prawie wyłącznie, zwykłych mieszkańców polskiej powszedniości. Nauczyciela (Gonitwa) i szofera (Opętana), lekarza (Pierwsza praktyka) i krawca (Wielki dzień żony krawca), sklepikarza (Sarkoma) i inspektora handlowego (Młody inspektor PIH-u); spotykamy robotników, chłopów, urzędników, milicjantów […] słowem penetracje społeczne, które rozpoczynał pisarz od marginesów, sięgnęły dziś samego socjologicznego centrum, owej codziennej statystycznej […] polskiej przeciętności usytuowanej obyczajowo i mentalnie „pomiędzy” miastem a wsiąI. Maciejewska, Zawieszeni pomiędzy, „Odra” 1978, nr 4, s. 46; cyt. za: K. Zabierowska, Składnia utworów Marka Nowakowskiego, Katowice 1990, s.7.[19].

Po kilkudziesięciu latach twórczości, a zwłaszcza od ósmej dekady do 2014 roku, trzeba dodać, że prozaik charakteryzował również elity, szczególne bywalców opiniotwórczych salonów i ambasad, biznesmanów, prawników, nie wykluczał też pozastołecznych i międzynarodowych kontaktów postaci literackich. Jednakże nadaktywność środowisk przestępczych w formowaniu elit finansowych III RP sprawiła, że również studiowanie socjolektów uprzywilejowanych warstw społecznych stawało się w ostatnim ćwierćwieczu poznawaniem lumpenproletariackiego żargonu. Koncepcja człowieka, czyli antropologia stróża-bimbrownika, u którego prokurator nazwiskiem Anioł (w gwarze złodziejskiej „donosiciel”) alkoholizuje się nazajutrz po nocnej libacji, jest prosta:

– Ludzie to są kurwy – rzekł z przekonaniem.

– Kurwy – podjął Anioł. – Ilu jest takich! Ja przy nich to łagodna owieczkaM. Nowakowski, Dwa dni z Aniołem [w:] Sierota Europy, Warszawa 2006, s. 223.[20].

 Zdemoralizowany prokurator w ten sposób własnymi słowami przypieczętował swoje odczłowieczenie. Animalizację postaci literackich uosabiających prymitywizm i materializm uznaję za przejaw regresu kultury duchowej w środowiskach absolutyzujących wartość cywilizacji materialnej. Ukazał je pisarz, kiedy się konsolidowały w drugiej połowie lat osiemdziesiątych. Diagnozy społeczne są zarazem trafnym rozpoznaniem przebiegu historii współczesnej od prób zachowania suwerennej prywatności, przez masowy bunt przełomu siódmej i ósmej dekady, po jego pacyfikację i następnie rozlewającą się bardzo szeroko demoralizację w polskim społeczeństwie. Naturalnie, pesymistyczne wnioski nie są wnioskami ostatecznymi, lecz wyrazem pragnienia zmiany sytuacji kraju. Nie wychodząc z roli diagnosty i twórcy, pisarz może raczej wskazywać wzorce godności w sylwetkach przedstawicieli przedwojennych jeszcze elit niż programować przyszłość. Pewnie dlatego im więcej goryczy w opisach teraźniejszości, tym więcej nostalgii za wielobarwnym, otwartym na przygodę i swobodną grę wyobraźni (jak w mikropowieści Empire) światem dwudziestolecia międzywojennego. Wbrew pozorom poznawcza funkcja literatury tworzonej przez takich prozaików polskich, jak Nowakowski, nie jest przejawem prowincjonalnego anachronizmu. „Objaśniana w zwierciadle literatury historia człowieka, w ostatecznym rozrachunku służy jako unaocznienie tego, co «niekonstruowalne»: zdarzenia źródłowego”W. Iser, Czym jest antropologia literatury? Różnica między fikcjami wyjaśniającymi a odkrywającymi, tłum. A. Kowalcze-Pawlik, „Teksty Drugie” 2006, nr 5, s. 25.[21] – uogólnia teoretyczną koncepcję antropologii dla ogółu literaturoznawców, bez względu na realne czy też wyimaginowane hierarchie geopolityczne, Wolfgang Iser.

 

Dorota Heck, Recenzje bez cenzury, Lublin 2015.

Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Dorota Heck, Dopiski na marginesie, Czytelnia, NowyNapis.eu, 2020

Przypisy

    Powiązane artykuły