15.02.2021

Drzewo

Może nie wszystkie anioły ziemskie
uciekły spod panowania słońca
słowa mają tyle znaczeń
Ale z cierpienia nie wyrośnie nawet najbardziej karłowate drzewo

 

Kłamią mówiąc o tajemnicy i że wszystko jest wiadome też

 

Wyrastają z nami
Nadlatujesz na swoich małych skrzydłach które są wiarą i obietnicą
Oskubać cię z symboli to jak zerwać liście
Przeminą tysiące trzeciorzędów a trzeciorzędni bakałarze to już na pewno
Na Sądzie wypowiesz wreszcie swoje credo
Ja stwór rzekomo nierozumny znam wszystkie prawa życia i reguły sztuki

 

Olśniewałem pioruny które ze wstydu gasły w piasku obłoków
Trzy razy ucinając sobie gałęzie ratowałem wisielców
A w ilu ptakach żyje wspomnienie tych gniazd
Ja ombu Ja sekwoja Ja dąb Ja topola
Magia ustanowiona przez księgi wody i wiatru
Jestem rewolucyjnym postanowieniem życia
Zielonym wyłomem w nicości
Jestem stół biesiadny i miejsce klątwy
A żadna sprzeczność mną nie targa

 

Na piaskach pustyni jestem negacją negacji
Wśród innych potwierdzeniem tak zwanej hipotezy całości
Słój po słoju konserwatywne
Ile trzeba głupoty aby uwierzyć w przemoc
Wyprowadzone z raju z adamem orałem siałem polowałem
zastawiałem wnyki na wnuki
i nigdy nie zastanawiałem się nad sensem istnienia
bo to zupełnie głupie zajęcie nie dające nowych nasion
Pył wieczności to specjalność ludzi
taka doraźna piosenka dzikusów
Sięgam głębiej
Zębami wypijam szorstką powłokę kredy
dążąc do strumieni wieczysty metabolizm wiosen mnie nie cieszy

 

Obojętne

 

Dziwisz się że w mym cieniu doznał oświecenia
Ja tysiąc bodiszawów nie rodząc zrodziłem
A ile krzyży we mnie
a ile zaczynu

 

Nie ma takiej religii która we mnie rzuci kamieniem czy oszczerstwem

 

Tylko człowiek głupi ścian nie pełzające witalne płomienie
Jakby nawet szmer życia drażnił go i nękał

 

Jestem królem istnienia
wzniosłą ścianą bytu
Raz kalekę opatrzę
Raz kołyskę dojrzę

 

Nie ma we mnie słów zbędnych zbytecznych korzeni
Jest to co być powinno

 

Już arystoteles mawiał że przysługuje mi atrybut konieczności
Niby nierozumne plenię się jak czysta abstrakcja
Was nie będzie
Nazw nie będzie

 

I gdzie lasu szukać Współbiesiadników

 

W jakich korzeniach rozsypanych zamieszkać
Jednak jestem sprzecznością lecz tylko gdy mówię
gdy przez szelest przechodzi ten zbyteczny powiew
nazywany umieraniem

 

Spytajcie aniołów dlaczego ich skrzydła są tak ciche jak oddech
milczenie dziur czarnych czy ucieczka galaktyk w sen o uciekaniu

Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Andrzej Tchórzewski, Drzewo, Czytelnia, NowyNapis.eu, 2021

Przypisy

    Powiązane artykuły