07.02.2020

Mroczne zagadki, gorzkie parabole

Portier i inne opowiadania to debiut Jana Polkowskiego w gatunku małych prób fabularnych. Nazwisko legendarnego poety generacji lat pięćdziesiątych stało się na przestrzeni ostatniego czterdziestolecia synonimem liryki najwyższej próby. Nie dziwi więc, że uznany twórca podejmuje po latach grę z czytelnikiem, ofiarowując mu opowiadanie zamiast wierszowania. I to w aurze błazeńsko-różewiczowskiej ironii. Jest więc Portier… nowinką na twórczej mapie autora, lecz w szerszym kontekście wpisuje się w ciąg nowszych poetyckich dokonań Polkowskiego. Mowa tu w szczególności o tomach Gorzka godzina (2015), Pochód duchów Rozmowy z Różewiczem (oba 2018). 

Zbiór składa się z czterech opowieści, w których pozornie błahy rysunek obyczajowy zostaje skonfrontowany z mroczną tajemnicą, zaś siła realizmu schodzi na plan dalszy w zderzeniu z bogatą wyobraźnią poetycką i liryczną frazą. Polkowski obiera tradycję opowiadania metafizycznego o ambicjach parabolicznych, filozoficznych i eseistycznych. Suspens nie prowadzi tutaj do ostatecznego rozwiązania często demonicznej zagadki. Przeciwnie – towarzysząca zdarzeniom aura wszechogarniającej ironii staje się funkcją losu bohaterów zamkniętych w absurdalnym, kafkowskim świecie-teatrze, w którym o dusze grają wrogie, a może tylko nieznane Siły. Teatralność opisywanego wyraźnie wzmacnia rozluźniająca i spowalniająca tempo fabuły upoetyzowana proza, często o charakterze demaskatorskim względem języka nowoczesnych, totalizujących utopii (np. „kurz był tłusty jak Marks po strawieniu Engelsa”). 

Jest w opowiadaniach Polkowskiego coś z niewypowiedzianego do końca moralitetu, zaś ich otwarta kompozycja i zagadkowy, z lekka demoniczny, ciemny wygłos każe szukać powinowactwa z twórczością klasyków gatunku. Wśród nich prym wiodą Edgar Allan Poe i Gustaw Herling-Grudziński. Tak jak w fabułach autora Dziennika pisanego nocą, sferę widzialną przenika tutaj aura zagadkowej duchowości, która w inicjalnej opowieści zamyka się w motywie po tysiąckroć przepisywanego rękopisu złożonego z trzydziestu trzech słów, będącego zarówno Księgą Wszechrzeczy, listem od Boga, jak i pustą zabawką formalną odsyłającą do nieprzeniknionego mroku. 

Zresztą różne odmiany czerni urastają do miana słowa klucza. Wita ona czytelnika już na wstępie, przechodząc przez sam środek okładki i oddzielając czarnym pasem biel i czerwień. To oczywiście nawiązanie do tytułowego opowiadania Portier, którego akcja rozgrywa się w przeddzień wybuchu drugiej wojny światowej, w obliczu zaledwie przeczuwanego polskiego losu. Stateczny, pięćdziesięcioletni notariusz po nocy spędzonej z kochanką w hotelu zostaje przypadkiem potrącony w drzwiach przez młodego portiera. Pozornie błahy epizod staje się zwiastunem śmierci i przyczynkiem do metafizycznych rozterek. Kiedy scena powraca w sennym majaku, okazuje się, że portier to nieledwie odbicie głównego bohatera. Oto złowieszczy, romantyczny doppelgänger, podwójny wędrowiec, wiecznie błądzący sobowtór. Właśnie sobowtórna, ironiczno-mroczna strona rzeczywistości co chwila wyłania się zza statecznie prowadzonej narracji. Czytamy wszakże: „połykał mnie zmrok i przygniatał bimber nocy”. Z kolei pierwsze i ostatnie słowa książki tworzą szczególną klamrę: „Los zdycha, czas milknie, świat gaśnie”, „słychać obłoki szorujące po dnie nieba i spadający na ziemię pył dnia, który opłotkami zmierza ku ciemności”. Zwłaszcza mocno synestezyjny, stopklatkowy fragment wygłosu sytuuje sensy naddane w kręgu katastrofizmu egzystencjalnego. Deszcz popiołu niknący w mroku to obraz jakby wyjęty z poezji Polkowskiego, która już od roku 1977 stoi nieustannie w „narzeczu zagłady”, pyta o obecnego-nieobecnego Boga i stawia bohaterów przed perspektywą dotkliwego duchowego opuszczenia, niemal mistycznej nocy ciemnej. Ostatnia scena Trzech Gracji nie wyjaśnia zagadki zniknięcia niespełnionego malarza. Starego mężczyznę, który rąbie drewno, oglądamy przez lornetkę, przez podwójny, nie tylko językowy filtr. Powraca więc pytanie o katastrofę języka, o sens słowa, które przestaje odsyłać do rzeczy, rezygnuje z naczelnej, nazywającej funkcji na poczet mowy śmieciowej w służbie ideologii. Ów język ponowoczesnej, marksizująco-kapitalizującej Gazety, etykietek medialnej machiny powraca wielokrotnie w znakomitych parodiach zarówno dawnej nowomowy, jak i zupełnie współczesnych uroszczeń. O komunistycznym systemie kartkowej reglamentacji czytamy: 

może chodziło o mięso podobne do cukru, zrobione z butów, lub buty z cukru, bez kości, chyba tylko na lato i na zapisy dla młodych małżeństw?. 

Z kolei normy poprawności politycznej obnażają takie słowne szarady jak: lament „niewinnych starcokobiet i zawodzenia osieroconych nagle inwalidów i dożywających ostatnich chwil emerytowanych dzieci”. Szczególny efekt dają zabiegi z pogranicza językowego nonsensu, celne stylizacje na literacki kicz (np. „ćma szuka orgazmu płomienia”), albo pamflet w odmianie retro. Warto tu wyróżnić naśladowanie Schulzowskiego Sierpnia:

padły kostropate modrzewie, lipy rozrośnięte jak otyłe z łakomstwa babska, nieskromnie rozebrane do bielizny brzozy i lubieżne kasztanowce pomarszczone ze starości i pożądliwego podglądania młodych brzózek. 

Idea palimpsestu sprawia, że na wpół obłąkany bohater Trzydziestu trzech słów określa się mianem „wiekuistego lustra”, które „scala solidarnie wszystkie losy”. Literacka rozmowa z duchami to stały motyw twórczości autora, tutaj nabierający szczególnego wyrazu. Obłąkańczo studiowany rękopis przypomina bowiem jaszczur z powieści Balzaka, magiczny przedmiot wysysający na mocy śmiertelnego paktu siły żywotne badacza. Szaleńcze solilokwium stawia więc iście faustowskie pytanie: co jeśli literatura jest opętańczą sztafetą, do której wciągają nas umarli oryginałowie? Po to, aby nas w siebie przerobić? Winno się zatem nie tylko pisać, ale i czytać krwią w zapamiętałym romansie z tekstem. I to najważniejsza lekcja tych opowiadań.

 

Źródło tekstu: „Nowe Książki”, numer 1 za 2020 rok, s. 27. 

 

J. Polkowski, Portier i inne opowiadania, Kraków–Sopot 2019.

Książkę można kupić w naszym e-sklepie: tutaj link do książki.

Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Ireneusz Staroń, Mroczne zagadki, gorzkie parabole, Czytelnia, NowyNapis.eu, 2020

Przypisy

    Powiązane artykuły