15.10.2019

Rzeka

Jestem młodszy o ponad pół wieku,
łowię patykiem ryby w młynówce.
Jednak zanadto się przechylam i po chwili, chybocąc się,
płynę i bulgocę jak wrzucona do wody pusta butelka.
Tę krótką podróż przerywa mama, która krzycząc z przerażenia
wyciąga mnie na brzeg.
Budzę się później w domu i ostrożnie dotykam siebie.
Istnieję – znajduję kawałek wierzbowego łyka
przylepiony mocno do skóry.
Kim jestem, czy kim się staję gdy go odlepiam?
Tym, który tonie i który śpi? Tym, który umiera i budzi się?
Tym, który widzi i tym, który rozpacza?
Leżę, nowonarodzony, w nakrochmalonej pościeli i dotykam
zamkniętej w suchym kawałku kory przeszłości i przyszłości.
Po raz pierwszy odkrywam urywany puls wewnętrznej
ciemności i czuję słodki smak
wszechświata.

Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Jan Polkowski, Rzeka, Czytelnia, NowyNapis.eu, 2019

Przypisy

    Powiązane artykuły