29.05.2019

Spostrzeżenia i propozycje

Kiedy „młody” lub „normalny” pisarz zamierza opisać zewnętrzny wygląd wiejskiego bogacza, zaczyna od jego oczu. Oczy bogacza są zawsze malutkie i utopione w tłuszczu. Bogaczowi „świecą się żywo małe, siwe oczy”. Małe oczka bogacza nie tylko się żywo świecą, są one zazwyczaj rozbiegane i myszkują. Bogacz z normalnymi oczami jest rzadkim okazem. Bogacza z wielkimi oczami w mizernej twarzy w ogóle się nie spotyka. Trudno sobie nawet wyobrazić coś takiego. Spróbujmy jednak. Raz kozie śmierć! „Gniot siedział za górką na piętnastu hektarach. Miał cztery konie, osiem krów dojnych, dwie jałówki i jednego byczka z gwiazdką. W chlewie stały maciory, wieprze, warchlaki, prosięta. Pod szopą świeciła, jak lampa, lakierowana na żółto bryka. Gniot wyszedł na próg obszernego domu i rozejrzał się bystro po obejściu. Jego małe, siwe oczka… przepraszam… jego wielkie, czarne oczy spoglądały nieruchomo”. Albo „...błękitne, czyste jak źródlana woda oczy starego Gniota zaświeciły ciepłym, matczynym blaskiem, gdy zaczął się rozglądać…”. A można i tak: „ciche, ogromne jak dwa jeziora – ukryte wśród tataraków i trzcin – oczy bogacza Gniota zatopione w tłuszczu odbijały na dnie zabudowania gospodarcze”. To jednak chyba jest do niczego. Ale mamy tysiąc różnych możliwości.

Na marginesie dyskusji o schematyzmie pozwolę sobie zauważyć, że i biedniakowi mogą się „świecić żywo małe, siwe oczy”, a nawet oczki. Ale nie tylko z oczami są kłopoty. Młodzi reportażyści i dziennikarze starają się nas wprowadzić w atmosferę prawdopodobnie dla nich egzotycznego środowiska przy pomocy opisów plucia, spluwania,kichania, czkania itp. Bogaty materiał dowodowy leży w złożachnaszychdziennikówitygodników.Krótkalekturadaje nambogatyplon,z cierpliwymisłuchaczamipodzielimysię małą zaledwie częścią tegoplonu.

Reportażpt.Rybacypowrócilizeżniwzaczynasięklasycznie: „Stary szyper Marciniak splunął za burtę trawlera i ciężkim, nierównym krokiem skierował się po kładce na drewniany pomost. W pewnej chwili zatrzymał się, wyciągnął z kieszeni starą, ogryzioną fajkę…”. Oczywiście nie można mieć żalu do autorki reportażu o to, że natrafiła akurat na ten symboliczny moment, kiedy stary szyper ze starą, ogryzioną fajką splunął za burtę trawlera.

Z innym autorem przenosimy się na teren zakładów przemysłowych. Autor reportażu pt. Będzie świetlica pisze: „Przybyły nie odzywał się jednak dość długo. Wyjął fajkę zust,wytrząsnąłpopiół,wyczyściłją,schowałdokieszeni. Nimprzemówił,wytarłjeszcze ustawierzchemdłoniisplunął za siebie. Frąckowiak, przewodniczący Rady Zakładowej,przedstawiłsię.Uścisnęlisobiedłonie…”.

I tym razem trudno mieć żal do autora, że trafił na taki obrazek. Właśnie przewodniczący Rady Zakładowej schował fajkę do kieszeni, wytarł wierzchem dłoni usta, splunął za siebie i… przedstawił się. Nasze pretensje są oczywiście śmieszne.Gdybyautornapisał,żeFrąckowiaksplunąłnarękęidopierosięprzedstawił,aaa,bardzoprzepraszam,panie reportażysto, jakoś to niehigienicznie. Wprawdzie Frąckowiak mógł splunąć przed siebie i opluć przy tym tego jegomościa,któremusięprzedstawiał,aletaktownyFrąckowiak splunąłzasiebie.Czyrzeczywiściestaryszyperi Frąckowiak oraz inni, liczni robotnicy i chłopi ukryci w nieprzeliczonej ilościreportażymusząspluwaćtakobficie?Oczywiście,oni teżplują.Plujątakjakty,autorzereportażuBędzieświetlica, jak ja, jak redaktor twojej gazety i – Boże, zmiłuj się nade mnągrzesznymnawetjakiświceminister.Dlaczegonienapiszesz, młody człowieku, że „znany dyrygent odrzucił lwią grzywę, poły fraka, wytarł wierzchem dłoni usta, splunął za siebie i przedstawił się publiczności…”. Albo spróbuj napisać cośtakiego:„Ksiądzbiskupsplunąłzasiebie,chwyciłpastorał i dał rękę do pocałowania najbliżej klęczącej owieczce”. Nie wychodzi,prawda?

Ale wy; młodzi reportażyści, bez plucia i spluwania żyć niemożecie,szczególniekiedywchodziciezbytrzadkoiraczej symbolicznie w środowisko robotnicze, chłopskie. Wydaje się wam, że ludzie pracy bez spluwania i plucia są nieprawdziwi,papierowi.

Powiecie: „Do plucia się przyczepił, jakby ważniejszych zmartwień nie było”. Ależ ja nie do plucia, moi drodzy, nie do plucia się przyczepiłem. My tutaj rozprawiamy poważnie o schematyzmie, który ogarnął nie tylko małe oczka bogaczy,starefajkiszyprów,plucieFrąckowiaków,alenaszą biedną wyobraźnię, nasz sposób obrazowania, nasze blade doświadczenia i nasz anemicznyjęzyk.

1953

Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Tadeusz Różewicz, Spostrzeżenia i propozycje, Czytelnia, NowyNapis.eu, 2019

Przypisy

    Powiązane artykuły