13.01.2022

Nowy Napis Co Tydzień #134 / „Wszystkim więźniom daj wytrwałość”

Tekst na podstawie rozmowy przeprowadzonej przez Tomasza Gregorczyka w ramach projektu „Pokolenie Solidarności”.

Przyjechali 13 grudnia. Nie chciałem otworzyć, ale w końcu musiałem, bo powiedzieli, że będą strzelać w drzwi – a tuż obok leżała w łóżku przestraszona Lilka, moja czteroletnia córka. Otworzyłem, weszli, pozwolili mi coś zjeść, ale nie mogłem ze zdenerwowania. Żona tylko wepchnęła mi do kieszeni czosnek. I zabrali mnie z tym czosnkiem w kieszeni.

Chciałem uciekać. Nie było szans. Już w windzie dwa potężne draby ścisnęły mnie tak mocno, że ledwo mogłem oddychać. Dojechaliśmy na milicję przy ulicy Siemiradzkiego. Milicjanci byli przerażeni. Sytuacja kompletnie ich zaskoczyła. Nagle mieli przygotować cele. Jedna milicjantka nawet przepraszała, że te cele były nieogrzewane. Czekałem tam, aż załadowali mnie do milicyjnej karetki. Przeznaczona była na siedem osób, a nas było chyba czternastu.

Jechaliśmy nocą, byliśmy pewni, że zmierzamy na wschód. Przez całą drogę było słychać kaszel Andrzeja Borzęckiego. Miał chyba astmę, dusił się, brakowało mu powietrza. Widziałem tam też mojego przerażonego kolegę, fotografika Zbyszka Zegana (nie wiem, dlaczego go zamknęli, przecież nie był działaczem; chyba współpracował wtedy z SKS-emSKS – Studencki Komitet Solidarności, powstały w maju 1977 roku.[1]). Po drodze śpiewaliśmy pieśni religijne i patriotyczne. Ja intonowałem, bo jako lwowiak lubię śpiewać, bo pieśń ma wielką siłę. „Marsz, marsz Polonia, nasz dzielny narodzie...”. A ten czosnek, wsunięty do kieszeni przez żonę, zjadłem jeszcze przed przyjazdem na miejsce. Przydał się, bo zmarzłem na Siemiradzkiego. Miałem, co prawda, kurtkę z podpinką, ale i tak było zimno. Po nocy człowiek był niewyspany. Nie przeziębiłem się tylko dzięki temu, że przegryzałem czosnek.

Dojechaliśmy do Wiśnicza. Tam nas przyjął z honorami dyrektor więzienia. Prosił, żebyśmy się nie gniewali, bo przygotował najlepsze i najcieplejsze cele. Jednak po dwóch nocach przenieśli nas do sali ogólnej, gdzie było ponad trzydzieści osób. Bardzo duża cela, piętrowe łóżka, dyskusje, kawały, bardzo dobre towarzystwo, bo sami działacze. Ponieważ w pierwszą niedzielę internowania nie było księdza, postanowiliśmy dać znać miejscowym, że tu nie siedzą przestępcy, tylko internowani – wywiesiliśmy więc w oknie prześcieradło z olbrzymim krzyżem.

Byłem jednym z najstarszych uwięzionych, więc niebawem w mojej sprawie interweniowała delegacja związku plastyków. Chorowałem, miałem kamienie nerkowe. Ktoś to nagłośnił i w prasie podziemnej padła informacja, że pięćdziesięciojednoletni letni Macedoński, artysta plastyk kojarzony z „Przekrojem” i tak dalej, znajduje się w więzieniu. Wkrótce dostałem prawo do wody mineralnej, którą się dzieliłem z Jackiem Skrobotowiczem. Był po zawale, do więzienia trafił prosto ze szpitala.

W Wiśniczu było jeszcze nieźle. Obok aresztu znajdowało się gospodarstwo rolne, więc wszystko było zawsze świeże. Więźniowie gotowali sami dla siebie. Nawet sami wypiekali chleb. Ale potem było już tylko gorzej. Po 28 grudnia klawisze nagle kazali nam się pakować i ironicznie powiedzieli, że jedziemy do „luksusowego więzienia” w Załężu. Zatem znowu wzięliśmy ze sobą cały majdan, czyli torby i plecaki, i czekaliśmy na wywózkę na Wschód. Byliśmy pewni, że jedziemy do Rosji, na Sybir. W świadomości mojego pokolenia tkwiło bardzo mocne przekonanie, że jeśli kogoś wiozą na Wschód, to na pewno trafi na Sybir. Baliśmy się i śpiewaliśmy pieśni, Boże, coś Polskę, Mazurka Dąbrowskiego...

Dojechaliśmy do Załęża i tam już było całkiem inaczej. Klawisze stanęli rzędem z pałami, trzeba było iść między nimi tym tunelem do korytarza, gdzie było kilka pomieszczeń i okienek. Na miejscu należało się rozebrać, wszystkie rzeczy, oprócz spodni czy koszuli, oddać do depozytu. Miałem całkiem nowy sweter, włoski, gruby i ładny. Daję go, a klawisz zapisuje 10 zł. Mówię: „Przecież ten sweter kosztuje w sklepie 600 zł”. I wtedy jakiś inny klawisz chciał mnie zbić. Powiedział: „Czapkę z głów, kurwa mać, bo jak ci przypierdolę!” i wyjął przy tym pałę. Zapytałem: „Czy to jest Oświęcim? Czy my jesteśmy w Oświęcimiu?”. Wtedy on się uspokoił. W każdym razie rewizja była bardzo dokładna. Udało mi się przemycić w jednym bucie brzeszczot noża, który znalazłem w Wiśniczu. Kryminaliści mieli tam pochowane w różnych szparach rzeczy. W którymś łóżku znalazłem brzeszczot i drut. Do drutu przywiązywaliśmy później listy i spuszczaliśmy przez okno na niższe piętra. Dzięki temu mogliśmy prowadzić korespondencję między celami. Ten brzeszczot wciąż gdzieś mam na pamiątkę.

Załęże miało fatalne, zimne cele. Mieliśmy pojedyncze koce i marzliśmy tak, że spaliśmy dwóch na jednym łóżku, żeby się przykryć dwoma kocami. Przez pierwsze dni klawisze traktowali nas jak kryminalistów. Dopiero trzeciej nocy zaczęli ogrzewać cele; musiał ktoś interweniować, bo zaczęli nas traktować trochę inaczej. Na szczęście klawisze nie byli wyłącznie prymitywnymi ludźmi.

Okazało się zresztą, że to kryminaliści tam rządzą. Później raz na jakiś czas były możliwe widzenia z rodziną. Odwiedziła mnie żona, powiedziała, że jechała z eleganckimi, wesołymi prostytutkami, które wiozły swoim chłopakom alkohol i różne przysmaki. A ona biedna – wtedy nie miałem renty ani nic – przywiozła mi ciepłe gacie i tym podobne. W niedziele zaczął też przyjeżdżać ksiądz z kurii krakowskiej. Przywoził egzemplarze Biblii, rozdawał je gdzieś ukradkiem, a potem brał grypsy i wywoził.

W więzieniu obchodziłem swoje imieniny i Boże Narodzenie. Jeden z działaczy był plastykiem amatorem i zrobił mi bardzo ładny, zamykany medalion, na którym podpisali się z życzeniami wszyscy z mojej celi. Mam ten medalik gdzieś schowany. A przed wigilią Borzęcki wymyślił tekst do kolędy Bóg się rodzi. Zwrotka i refren brzmiały tak:

Pociesz Jezu kraj płaczący
Zasiej w sercach prawdy ziarno
Siłę swoją daj walczącym
pobłogosław „Solidarność”
Wszystkim więźniom daj wytrwałość
Piecze miej nad rodzinami
A słowo ciałem się stało
i mieszkało między nami.

Tekst pochodzi z 11. numeru kwartalnika „Nowy Napis”.

Podwójne wydanie kwartalnika, poświęcone „Solidarności”, jest dostępne w e-sklepie Instytutu Literatury.

 

Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Adam Macedoński , „Wszystkim więźniom daj wytrwałość”, „Nowy Napis Co Tydzień”, 2022, nr 134

Przypisy

    Powiązane artykuły