21.04.2022

Nowy Napis Co Tydzień #148 / Wypijmy za wszystkie książki, czyli „Ćwiartka Szymborskiej”

Ćwiartka Szymborskiej to przygotowana przez Jacka Dehnela i opatrzona jego posłowiem kompozycja stu pięćdziesięciu felietonów Wisławy Szymborskiej. Stanowi lekkostrawną alternatywę dla wydanych kilka lat temu i liczących osiemset stron Wszystkich lektur nadobowiązkowych, to jest tomiszcza, którego nawet redaktor najnowszego zbioru – poproszony o to, by z całej twórczości noblistki wybrać takie kawałki, „które zebrane do kupy pozwolą stworzyć jej portret w pomniejszeniu” – nie zdołał doczytać do końca.

Jacek Dehnel dobrał i uporządkował felietony Szymborskiej w sposób pozwalający przyjrzeć się dokładnie poszczególnym nurtom fascynacji autorki. Z posłowia do książki zdobywamy informację – a jest to jedna z wielu ciekawostek dotyczących upodobań czytelniczych Szymborskiej – o tym, że poetka czytała „dość dużo”, a w każdej zakupionej czy zdobytej książce, choćby ta przynależała do tak zwanej literatury niskich lotów, widziała jakiś potencjał. Poetka przydawała znaczenia utworom, które oryginalnie zbyt wielu walorów nie miały. Nawet z najbardziej banalnej lektury, jak pisze Dehnel, „potrafiła wycisnąć solidną porcję rzetelnych refleksji”. Opiniowane przez poetkę utwory są więc zaledwie pretekstem do podjęcia głębszych rozważań („Dobroć bez chytrości jest bezsilna”), doskonałą okazją do dygresji i retrospekcji („Przypominam sobie nie bez nostalgii dużo wspanialszą, czytaną w dzieciństwie opowieść”), w mig podchwycanych aluzji („Precz z mego serca krety, myszy, nietoperze!”) czy wreszcie podróży literackich, nie tylko po sąsiedzku, ale także daleko za miedzę opisywanej książki („Podczas czytania przypomniał mi się nagle…”).

Przeczytać trzeba wszystko, bo żal nawet drobnych wytworów fantazji, np. dziewięcionogiego niedźwiedzia czy rękawiczek z psiej skóry, które szczekają, gdy wrzuci się je do ognia 

– uważała Szymborska, czym zachęcała i swoich czytelników do wszystkożernego czytania. Poetka proponowała lekturę nieobowiązkową i niezobowiązującą, nie widziała nic złego w błądzeniu po meandrach tematów w danej książce podjętych, choć nigdy niewyczerpanych.

*

W przygotowanej przez Wydawnictwo Znak Ćwiartce Szymborskiej poetka nie recenzuje książek, ale opisuje swoją wobec nich bezradność, swój współudział w dziełach, o których nic więcej i nic lepszego napisać nie można, choćby się miało najlepsze chęci („Nie zamierzam pisać recenzji z książki, piszę dziś recenzję z nas obojga udających, że ją czytamy”). Aby ułatwić sobie to zadanie, a przy tym nie wyjść na bezwzględną cenzorkę, która ocenia cudze dzieła przez pryzmat własnej niekwestionowanej wielkości, poetka okadza każdy z felietonów humorem i sarkazmem. Czyni to w sposób tak naturalny i niewymuszony, że czytelnik ma wyjątkową szansę poznać noblistkę nieco bliżej, dowiedzieć się o niej tego, czego dotychczas nie wyczytał z jej wierszy, zachwycić się jej życiową mądrością, a nawet podjąć dialog z niektórymi z polemicznych wywodów. Nie będzie się jednak śmiał do rozpuku – raczej zastanowi się, czy w ogóle wypada mu żartować, gdy idzie o sprawy tak poważne. U Szymborskiej bowiem humor zawsze łączy się z powagą, poetka nie próbuje jej zagłuszyć. To zaś oznacza, że każdej humorystycznej uwadze na temat omawianych książek i ich autorów towarzyszy inna, głębsza myśl. Idąc o krok dalej, można odnieść wrażenie, że kąśliwe uwagi poetki nie dotyczą tak naprawdę treści „felietonowanych” książek, ale nas samych – ludzi lepiej i gorzej piszących, lepiej i gorzej czytających, lepiej i gorzej żyjących. Bo czym jest literatura, jeśli nie próbą odzwierciedlenia i opisania tego, co jakimś cudem – a słowa „cud” używam tu w znaczeniu, jakie nadała mu Szymborska w jednym ze swoich wierszy – udało nam się przeniknąć i zrozumieć? Próbą, co należy mocno podkreślić, zawsze tylko po części udaną.

Z lektury felietonów wyłania się też czarna lista książek przeczytanych przez Szymborską. Książek, które wychodząc na światło dzienne, uwidaczniały wady rynku wydawniczego tamtych czasów. O tym, co miało trafić w ręce czytelników, decydowała władza, ale „swoje” robiła też zupełnie inna technologia druku – od czytelnika wymagało się, by te i owe braki uzupełnił w swojej wyobraźni, by własną kreatywnością załatał dziury systemu. Piętnując ówczesne realia, poetka uzmysławia odbiorcom, że w dziedzinie literatury pozostaje jeszcze dużo do zrobienia, że bynajmniej nie chodzi o to, by literatura pokryła całą dostępną nam przestrzeń, by z przekonaniem godnym lepszej sprawy po swojemu nazywała wszystkie rzeczy i pojęcia, ale o to, by nieśmiało, a przy tym z nieskrywaną fascynacją, raz za razem podejmowała próbę opowiedzenia tego, co ciągle nam umyka.

Szymborska drwiła więc sobie z książek, które odwracają uwagę czytelnika od tego, co naprawdę ważne. Krytykowała szczątkowość i zdawkowość publikowanych treści oraz brak odpowiedzialności za podejmowany temat, który aż prosi się, by go taką czy inną informacją doprowadzić do końca:

Miałam w rękach zbyt wiele książek, których autorzy coś tam sygnalizowali, zwalając resztę roboty na bliżej nieokreślone niemowlęta w niewiadomej przyszłości. 

Poetka gardziła nieużyteczną górnolotnością, która nikomu nie służy, niczego nie uczy i niczyich nie otwiera oczu. Relatywizowała przesadę i kategoryczność sądów:

Rozdział mógłby mieć tytuł „Bez przesady”, a mówiłby o tym, że w drodze do doskonałości najmądrzej będzie zatrzymać się parę kroków przed metą.

Szymborska piętnowała też przerost treści nad formą oraz bezsensowny i nieprzemyślany potok słów, zdolny uśpić samego Napoleona (Napoleon śpi). Szczególnym sarkazmem obdarza Szymborska teksty stwierdzające oczywistość (koń jaki jest, każdy widzi) oraz zabijające ciekawość i zachwyt nad tym, co niewytłumaczalne. Tym wszystkim „złym” książkom nie odmawia jednak prawa bytu, wręcz przeciwnie – uzasadnia nimi istnienie książek dobrych i wartościowych.

Nie ma w całym zbiorze książki, która by się Szymborskiej podobała bez żadnego „ale”. Każda z komentowanych pozycji przypomina zresztą lusterko, w które pisząca zagląda z nadzieją znalezienia odpowiedzi na jedno z nieustannie zadawanych pytań, a nie ma przecież takiego lusterka, w którym można by się było sobie bezwarunkowo podobać. Chyba że odbija ono twarz „migotliwie, urzekająco, niewyraźnie”. Tyle że wówczas należy się zastanowić, czy aby nie zostaliśmy oszukani, czy nie daliśmy się autorowi danej książki zwieść, i czy cokolwiek dobrego może z podobnego oszustwa wyniknąć.

Szymborska szuka niekiedy przeciwwagi dla własnego sarkazmu („Jakby na pociechę, książka ma piękne reprodukcje starych sztychów i malowideł, dla których wydawnictwo nie pożałowało przyzwoitego papieru”). To zwykle jednak tylko łyżka miodu w beczce dziegciu i nie na długo osładza autorowi omawianej książki jego literacką niedolę. Nawet jeśli w którymś z felietonów czytamy opinię wybornie pochlebną („Przekład Anny Ludwiki Czerny jest prześliczny […]. Przekazał ową dziwną prostoduszność średniowiecza, która dziś wygląda nam nieco perwersyjnie”), nie możemy mieć pewności, że dostarcza ona komukolwiek powodów do radości. To dlatego, że sarkazm jako jeden z podstawowych wyznaczników twórczości Szymborskiej jako felietonistki, nie dopuszcza wielu wyjątków.

Pod pretekstem przybranych w felieton recenzji literackich Szymborska pisze składający się z odcinków donos na ludzkość. Posługując się humorem i dygresją, ubolewa nie tyle nad taką czy inną książką, co nad wypaczonym rozumieniem świata i prawideł nim rządzących. Podważa archaiczne i spowszedniałe schematy myślowe, wywraca je na drugą stronę i ogłasza nowe tezy:

Kłamstwo nie ma wcale krótkich nóg. Jest chyże jak gazela. To właśnie prawda wlecze się za nim na żółwich nóżkach, wraz ze swoimi dokumentami, sprostowaniami, uściśleniami.

Wyraża sądy przeczące stereotypowemu postrzeganiu rzeczywistości, opartemu na antagonizmie czarne-białe, snuje nieprzerwaną refleksję nad współczesnością.

W nowym zbiorze felietonów noblistki znajdziemy aż sto pięćdziesiąt powodów do tego, by delektować się lekturą, poczytać sobie – pysznie i niezobowiązująco – o sprawach wszelakich. Uważona przez Jacka Dehnela Ćwiartka Szymborskiej to także pozycja, o której z powodzeniem można powiedzieć, że troszczy się o czytelnika, wychodzi naprzeciw możliwym różnicom światopoglądowym, także tym wynikającym z postępu cywilizacyjnego czy przynależności do innego pokolenia, i szuka dla nich miejsca między żartem a stanowczością. To zatem książka, która nikogo znudzić nie powinna, ani dosłownie, ani w przenośni. Jedyne, co w niej „zniesmacza”, to nasza wobec tej książki niedoskonałość, graniczące z przekonaniem podejrzenie, że świat, w którym – jak w księdze przysłów Oskara Kolberga – „koń zajmuje trzecie miejsce po Bogu”, nie jest chyba najlepiej urządzony. Ale może właśnie z tego powodu należy wierzyć w jego doskonałość, uważając jednak na książki „z rzepą”, które pojawiają się „akurat tam, gdzie rzepy nie ma”, a ratunku dla niewygodnej rzeczywistości szukając w fantazjach, bo te, jak pisze Szymborska, „nie ulegają tak łatwo przedawnieniu”.

 

Ćwiartka Szymborskiej, czyli lektury nadobowiązkowe. Wybór Jacek Dehnel, Wydawnictwo Znak, Kraków 2021.

Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Agata Joanna Kornacka, Wypijmy za wszystkie książki, czyli „Ćwiartka Szymborskiej”, „Nowy Napis Co Tydzień”, 2022, nr 148

Przypisy

    Powiązane artykuły

    Loading...