09.04.2020

Nowy Napis Co Tydzień #044 / „Dom stężał pustką”. Rozmowa o „Bólach fantomowych” Jędrzeja Solińskiego

Ireneusz StarońBóle fantomowe są opowieścią o niewysłuchanych, a może niedosłuchanych do końca opowieściach, na zawsze utraconych dziadkowych historiach. Niewypowiedziane są rodzinne dzieje znad Prutu, obrazy z Kresów Południowo-Wschodnich. Wyobraźnię bohatera zapładniają wojenne historie wymyślone na poczet zabawy w starej kopalni. Tutaj każdy chłopiec przechwala się heroicznymi czynami swoich dziadków i wujków.

Paulina Subocz-Białek: Tak, ale jest też tu trochę jak w Pałacu Wiesława Myśliwskiego, w którym jednostkowa historia przemienia się w uniwersalną parabolę. Bohater-narrator w labiryncie wspomnień i niedopowiedzianych, niedosłuchanych historii poszukuje własnej tożsamości. Przestrzeń bohatera staje się w ten sposób przestrzenią uniwersalną, cała powieść – przypowieścią o pamięci i o bólu pamięci, o braku i pamięci o braku. Rysuje się wtedy coś na kształt nadorganizacji nieobecności, swoistej nad-nieobecności, niesamowicie też ulirycznionej w wielu momentach. Na przykład, gdy niemalże obserwujemy kondensującą się w głowie protagonisty myśl: „Nie wiem, skąd to przeświadczenie, że trzeba pogodzić się z rozstaniem. Może człowiek na zawsze zostaje tylko w tym niepogodzeniu?”J. Soliński, Bóle fantomowe, Wydawnictwo Novae Res, Gdynia 2019, s.166.[1].

Albo:

Nasz dom udusił się od tego właśnie milczenia. Kto wie, może dziadek by żył, może byśmy tam zostali do dziś, gdyby nie to milczenie, które zalało nas jak lepka żywica zalewa owady. Musieliśmy się z tego jakoś wydostać. Wyjechaliśmy, a dom stężał pustkąTamże, s. 178.[2].

Bólach fantomowych jest też intertekstualność, którą aprobował na przykład Michał Głowiński. Ale nie jest to spór, nie jest to także polemika, raczej otwarty dialog z implikowanymi gdzieś pomiędzy fabułą a opisem tekstami. Twórcza korespondencja. Nad całą powieścią unosi się duch prozy autora Traktatu o łuskaniu fasoli, najwięcej zaś, jak się zdaje, jest tu Nagiego sadu, ale jakiego w istocie? À rebours?

I.S.: Może dlatego tak długo oczekiwana historia dziadka wciąż nie może dojść do skutku, odkładana na wieczne potem. Kiedy, któregoś wieczora senior – gdzieś pomiędzy szklanką herbaty a telewizyjną Panoramą – postanawia spełnić marzenie wnuka i przekazać mu choć część swoich dawnych przygód, okazuje się, że nie ma w nich gwałtownych wojennych szarż, a jedynie oddalone od frontu anegdoty. A może te szarże tam były, tylko chłopiec zasnął i w tym śnieniu usłyszał jakiś inny, nie dziadkowy los? Tak czy inaczej, w opowieści dziadka pojawia się symboliczna postać wiejskiego dziwaka Tadzika, który więcej czasu spędzał na cmentarzu sprzątając wszystkie groby, niźli między żywymi ludźmi. Przy tym dotknięty był specyficzną afazją. Jedynie pijąc bimber z Ruskimi żołnierzami, „bełkotał bez sensu”.

P.S.-B.: Swoją drogą, to interesujący motyw. W jednej ze scen gesty matki zastępują przecież prawdziwą rozmowę: „Może tymi rękami, poprawianiem poduszek, otwieraniem i zamykaniem okna mówi wszystko, co ci chce powiedzieć. A to nie łatwo tak, bez słów, w milczeniu, i dlatego zawsze wszystko sama chce zrobić”Tamże, s. 166.[3].

I.S.: Oczywiście modlitwa jest również milcząca. W dziadkowej opowieści pojawia się ważny obraz ukrytej pod podłogowymi deskami ikony Matki Boskiej Kazańskiej. Ukryta przed szalejącym komunizmem cerkiewna ikona, choć nieobecna w świątyni, staje się tym bardziej obecna w milczeniu.

P.S.-B.: Paralelne konstrukcje przetwarzanych przez przodków opowieści, współorganizujące zbiorową pamięć, ulegają później mityzacji. Widać to u Solińskiego także na poziomie formalnym, w strukturze tekstu, która podlega różnego typu modyfikacjom w trakcie trwania, by tak rzec – narracji. Opowieść rozwija się i kurczy. Dzieje się tak chociażby w całościowej kompozycji poszczególnych części książki. Nie są one tej samej objętości, z czasem maleją. W jakimś sensie awangardowy zabieg może być odczytywany w planie symbolicznym – jako literacki emblemat usypującego się piasku w klepsydrze opowieści.

I.S.: I to mocno! Tu sypie się cały paradygmat. O przeszłości fantomowej, która nie poddaje się łatwej mitologizacji, nie sposób mówić, bo tylko niewypowiedziane przestaje istnieć. Kompozycyjnym znakiem specyficznej afazji staje się ten wspomniany „klepsydrowy” układ narracji. Powieści ubywa nie tylko linearnie, lecz także formalnie, część trzecia zawiera zaledwie kilka stron. Tak dochodzimy do jakiejś granicy, do tego najwęższego miejsca owej klepsydry i zgodnie z jej logiką, po przekręceniu – słów powinno zacząć na powrót przybywać. Więcej nawet – poddaje się sama w wątpliwość, ponieważ ostatnią scenę już wcześniej widzieliśmy, ale jednak zupełnie inaczej. Więc co? Taka ukryta, niepełna klamra? Skoro coś powtarzamy, ale i przesuwamy, to wyraźny sygnał, że powinniśmy wrócić do pierwszej części i do sceny, w której chłopiec spada z wozu podczas wykopków. Czyżbyśmy coś tam przegapili? Jakkolwiek by było, to wyraźna sugestia, że od tego miejsca powinniśmy znów zagłębić się w lekturę. I może za drugim razem wszystko śledzić bardziej dokładnie, a potem po raz kolejny dotrzemy do końca. I jeśli znów odczytamy finał jako komentarz metaliteracki… Wówczas książka nigdy się nie zakończy! To znakomite rozwiązanie formalne, które pokazuje, że samo snucie narracji może być próbą przepracowania żałoby po dzieciństwie, taką próbą bólu, ale i radości, która nigdy nie będzie czymś jednorazowym.

P.S.-B.: W tle powieści pobrzmiewają Guastynowe słowa, przytaczane przez Georija GospodinowaLaureata ubiegłorocznej nagrody Angelus.[4] w Fizyce smutku: „Istnieją tylko dzieciństwo i śmierć. I nic pomiędzy”. Może w jakimś ujęciu książka Solińskiego korespondować z przywołaną opowieścią bułgarskiego twórcy. Jest w niej bowiem wyraz szczególnej empatii pamięci albo może inaczej – pamięci empatii.

I.S.: Ta mroczna strona powieści daje przecież do zrozumienia, że dorastanie jest okaleczaniem. Na marginesie, ta ramowość dzieła Solińskiego jest bardzo romantyczna. Przypomina mi taką sugestię Jeana PaulaJeden z bohaterów powieści Solińskiego.[5]… Chodziło o opis szyldu pewnej gospody, na którym był namalowany drugi, taki sam szyld, a w nim kolejny, identyczny, tam z kolei ponownie szyld… i tak bez końca.

P.S.-B.: Trzeba pamiętać, że choć bohater-narrator snuje przed czytelnikiem wizję zgoła dojrzałej retrospekcji literackiej, czyli artystycznej transpozycji minionego, od-pamiętywanego, nieustannie wypuszcza pióro z ręki i jak gdyby waha się, zastanawia… Czy aby przypadkiem na powrót nie staje się chłopcem z niewielkiej, przygranicznej miejscowości ze swojej prowincji-centrum, gdzieś na krańcach Ziem Odzyskanych, i jak Schulzowski Józio słyszy pieśń o powtarzającej się opowieści: „W tej historii czas nic już nie zmienia. […] i tak już będzie zawsze, wciąż na nowo […]”. Właśnie… Podczas lektury nie sposób, nie myśleć chociażby o Sanatorium pod Klepsydrą Brunona Schulza. Bardziej nawet niż o Sklepach cynamonowych Nie jest to jednak tak wyraźne odwołanie, raczej cień lektury, która wchodziła w skład najlepszej tradycji literackiej, oscylującej wokół kategorii mitologii dzieciństwa oraz mityzacji rzeczywistości w ogóle. Nie ma w Bólach… jednak w żadnym wypadku próby stworzenia globalnej i równocześnie fenomenologicznej kosmologii minionego, jak u Schulza na przykład. Jest za to sen. Pasmo reminiscencji układające się w oniryczne ciągi narracyjne, wspólnotowej, pokoleniowej opowieści-historii…

I.S.: Można by rzec, że lejtmotywem jest jaskrawe, oślepiające światło słoneczne, jakby światło mitycznego dzieciństwa, lecz z drugiej strony jest to przecież siła tworząca jedynie powidoki…

P.S.-B.: W rozdziale czwartym całe żniwa widać przez słońce. To ono właśnie organizuje tę część i ono także jest w jakimś sensie osią konstrukcyjną powieści. I jako motyw, i jako metafora. Choć fabuła – by tak to ująć – została zapisana zdecydowanie pod znakiem lunarnym. Niemniej warstwą wydarzeń i epizodów rządzi nierzadko oniryzm, by nie rzec somnambulizm. Jest to warstwa opisu, refleksji, doznań, emocji, wreszcie duszy bohatera z pewnością spod znaku słońca – sol. Przypomina się tu wiersz Groby Jakuba Demla, w którym odnaleźć można takie wersy:

A dzisiaj, kiedy wszystko już milczy,
a słowo jest solennym snem umarłych,
pytam lekkiego słońca,
lecącego nade mną:
Czy był to sen daremny?

I.S.: Powieść jest zatem mocno zwierciadlana, pomyślana jako do pewnego stopnia fałszywe lustro. Początkowo wydaje się, że znów czytamy niewyszukaną narrację o dorastaniu, ale im dalej w nią brniemy, tym bardziej okazuje się, że autor nas zwodzi.

P.S.-B.: Na początku jednego z rozdziałów czytamy: „Kiedyś wydawało mi się, że jest wiele słońc – jedno od rześkich poranków, kiedy siedzieliśmy na samym szczycie świata […]. Inne od nieznośnych upałów lipcowych […]”Tamże, s. 78.[6].

I.S.: Dodajmy jeszcze, że powieścią rządzi specyficzny wzrokocentryzm, choć nie zawsze wiadomo, czy chodzi o wzrok realny, czy tylko biblijno-romantyczny wzrok wewnętrzny.

P.S.-B.: Ale to przecież jest dużo szerszy projekt. W Bólach fantomowych są całe rozdziały, które mogłyby być pejzażami. Może jest to nawet wybór sposobu opowiadania, teorii dzieła. Warto byłoby nadmienić, że obrazy tworzone przez autora O wschodzie to nie tylko Durandowska sfera wyobraźniowa. Korespondencja wizualnych pryncypiów odbywa się także w sposobie konstruowania scen, które są jak gdyby zawsze, albo prawie zawsze, w jakiś sposób oglądane przez bohatera-narratora. Już sam fakt wyboru takiej, a nie innej soczewki zdaje się tworzyć coś w rodzaju metaliterackości motywów, które, jak już ustaliliśmy, nie są wyłączone z fabuły. Najlepszy przykład tego, o czym mowa, mogłaby stanowić niemalże van goghowska scena snującej się po polu pary dziadków głównego bohatera, oglądanej z perspektywy drzewa śliwkowego. Albo też dobrze oddaje to refleksja zawarta w opowieści o istniejących obrazach „Grecji urojonej” i nieistniejących obrazach „Grecji faktycznej” Kostasa. To tam właśnie, na poddaszu właściciela kawiarni oraz malarza bohater dokonuje wyboru, będącego jednocześnie wyborem filozoficznym. I tu właśnie najwyraźniej ukazuje się metaliteracka warstwa semantyczna całego utworu – Bóli fantomowych.

I.S.: Można powiedzieć, że stałą cechą stylu Solińskiego jest zamiłowanie do tworzenia metaliterackich detali.

P.S.-B.: Tak, ale nie jest ona jedynie autoteliczna. Introspektywne opisy percypowania wizualnej sfery świata fizycznego są nie tylko literackimi komentarzami…

I.S.: Tak, stanowią one część linearnej opowieści, na poziomie wyższych sensów układają się w logiczny ciąg metaforycznych obrazów obecnej nieobecności, fantazmatu, przebłysku drugiej, niejako wywróconej na nice przestrzeni. W którymś fragmencie bohater kładzie się „w ciemnym pokoju, pod powiekami zachowując zarys otoczenia”. Widzi wówczas feerię barw, zaś zwykły kontrast pomiędzy światłem a ciemnością staje się wielką metaforą pamięci naznaczonej tytułowymi bólami fantomowymi:

Meble widziałem na zielono, czarne o tej porze prostokąty okien żarzyły się czerwienią, podłoga migotała na złoto, a na tle tego wszystkiego latały maleńkie iskierki, ruchliwe jak muchy, kręcące się w lecie wokół lampy na dworze. Z niewiadomych przyczyn w tym rewersie widzialnej rzeczywistości nie istniały ani ściany, ani sufitTamże, s. 100.[7].

Pamięć przywołująca nigdy nieistniejące projekcje, nie wejdzie jednak w etap żałoby po minionym, ponieważ tamtej przeszłości być może wcale nie było, a przynajmniej dano ją nam w kształcie zupełnie innym niż w rzeczywistości. Nie przypadkiem okazuje się, że na zdjęciu, które narrator znalazł w starym albumie, jego samego nie ma. A przecież być powinien, bo jest cała rodzina, bo pamiętał, że był.

P.S.-B.: W innym miejscu czytamy: „Zdaje się, że wtedy też straciłem ostrość widzenia. Wypadki następnych dni pamiętam tak, jakbym wszystko widział przez brudne okno”Tamże, s. 153.[8]. To zresztą stały motyw opowieści, która rekreuje mit dzieciństwa, stanu nie-do-jawy i nie-do-snu. Bohater Solińskiego wielokrotnie staje wobec rewersowego, odbitego, przesuniętego, prześwitowego. Brak dopełnienia jest tutaj najzupełniej celowy, ponieważ status powołanego świata okazuje się niejasny. Kilkukrotnie powraca obraz gwałtownego przebudzenia, które po części podważa wiarygodność opowieści. Pytamy więc za Schulzowskim Józefem: zdarzyło się, czy się nie zdarzyło? Wiemy jednak, że i tak, i nie.

J. Soliński, Bóle fantomowe, Gdynia: Wydawnictwo Novae Res, 2020.

Okładka książki "Bóle fantomowe"

Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Paulina Subocz-Białek, Ireneusz Staroń, „Dom stężał pustką”. Rozmowa o „Bólach fantomowych” Jędrzeja Solińskiego, „Nowy Napis Co Tydzień”, 2020, nr 44

Przypisy

    Powiązane artykuły