15.10.2020

Nowy Napis Co Tydzień #071 / Cała prawda o prawdzie

Kiedy Adam Mickiewicz w Odzie do młodości pisał: „[…] W szczęściu wszystkiego są wszystkich cele […]”Poezja polska w szkole średniej od średniowiecza do współczesności. Antologia, wybór: A. Rajca, J. Polanicki, Warszawa 2009, s. 136.[1] najprawdopodobniej był przekonany o prawdziwości swojego stwierdzenia.

Gdy Czesław Miłosz w wierszu Campo di Fiori z goryczą konkludował: „[…] Nie znalazł w ludzkim języku / Ani jednego wyrazu, / Aby nim ludzkość pożegnać, […]”Tamże, s. 464.[2], zapewne miał na myśli bolesną prawdę o ludziach.

I w końcu, kiedy Zbigniew Herbert w Przesłaniu Pana Cogito zapewniał, że „[…] tak zdobędziesz dobro, którego nie zdobędziesz […]”Tamże, s. 570.[3], z całą pewnością chodziło mu właśnie o prawdę, którą ujmował w metaforyczne ramy trudu, wyrzeczenia i samotności.

Prawda to jeden z najstarszych motywów literackich, tropów kulturowych i mechanizmów społecznych, a także jedna z największych zagadek filozoficznych. Paradoks polega na tym, że o istocie prawdy wiemy bardzo niewiele. Jest jedna, czy może każdy ma swoją? Zależy od kontekstu, czy nie zależy od niczego? Należy ją zawsze stawiać na moralnym piedestale, czy też czasem lepiej ją czymś przysłonić? Każdy, a przynajmniej większość z nas, chce ją znać, ale już nie wszyscy palimy się do tego, aby jej bronić, celebrować oraz wyznawać publicznie. Niewątpliwie wartość prawdy, o której autor opowiada przez ponad czterysta stron, jawi się tutaj jako abstrakcyjny moloch etyczny, moralny oraz filozoficzny. Jednak, jak się okazuje, dotarcie do sedna staje się zadaniem karkołomnym, czy też nawet niemożliwym. I taka właśnie jest moja główna refleksja po lekturze wielkiego traktatu filozoficznego pod tytułem Prawda i życie.

Szczególnie rażące jest więc ujęcie ludzkiej postawy wobec prawdy obiektywnej w kategoriach cynizmu i ignorancji. Prawdę poznać jest niezwykle ciężko, aczkolwiek jej odkształcanie oraz deformacja przychodzi dużo łatwiej. Książka, o której piszę, nie daje więc jasnych odpowiedzi, ale zachęca do przemyśleń i refleksji. Niech zatem jej ostatnie zdanie stanie się przewrotnie początkiem moich recenzenckich rozważań: „Jeśli już musimy być głupcami, bądźmy głupcami, którzy mają nadzieję”M.P. Lynch, Prawda i życie, Łódź 2020, s. 462.[4].

Na początek kilka słów o autorze, czyli Michaelu Patricku Lynchu – filozofie, nauczycielu akademickim, humaniście i erudycie. Lynch to czarujący gawędziarz, elokwentny oraz oczytany człowiek, a także niezwykle inteligentny partner rozmyślań. Ta książka wiele o nim mówi, oczywiście w sposób pośredni i być może wcale niezamierzony. Choć tekst nie nosi znamion beletrystyki, to, co jest w istocie dość urocze, wyraźnie wyłania się z niego postać kogoś w rodzaju narratora. Autor jest tutaj bardzo istotny. Jego charakterystyczny styl nadaje całości smaku oraz pewnego rodzaju wyrafinowania. Można śmiało powiedzieć, że Lynch popisuje się swoją wiedzą w sposób bardzo sprawny. Pozycja ta nie jest ani metaforyzowaną beletrystyką, ani wywodem stricte naukowym. Autor ma skłonności do gmatwania oraz komplikowania treści, często posługuje się językiem specjalistycznym, nagminnie używa pojęć, które dla przeciętnego odbiorcy są po prostu niezrozumiałe. Jednak zaraz po tych skomplikowanych wywodach zmienia strategię i tłumaczy bardzo obrazowo, czym jest deflacjonizm albo teoria redundancji na przykładzie wiewiórek, aniołów lub korkociągów. Nie chcę być źle zrozumiana – absolutnie nie jest to książka, która cokolwiek spłaszcza lub infantylizuje. W żadnym wypadku. Autor stara się jedynie przybliżyć czytelnikowi skomplikowane zagadnienia za pomocą prostych przykładów i skrótów myślowych, które będą czytelne oraz zrozumiałe dla każdego. W ten sposób, aby przedstawić paradoks pragmatyzmu klasycznego, Lynch pisze:

To bowiem, co sprawia, że przekonanie o istnieniu aniołów jest dla kogoś użyteczne, może być całkiem subiektywną kwestią tego, jak taka osoba się dzięki niemu czuje. Ale nawet jeśli przez długi okres czuję się lepiej dzięki przekonaniu o istnieniu anioła, który mnie chroni, nie znaczy to, że taki anioł naprawdę istniejeTamże, s. 177.[5].

Tego typu konstrukcji na kartach książki znajdziemy oczywiście o wiele więcej. Roztrząsa się tu wszystko niezwykle skrupulatnie. Przyznam więc szczerze – kiedy dotarłam do momentu, w którym wnioskiem po dość długich dywagacjach okazało się stwierdzenie, iż róża jest czerwona tylko wtedy, jeśli naprawdę jest czerwona, pomyślałam, że takie rozprawy być może nie prowadzą do odkrycia jakiegoś głębszego sensu. Aczkolwiek po ponownym przemyśleniu sprawy, zauważyłam prawdopodobnie to, co jest kwintesencją tego tekstu – prawda to zagadnienie złożone, którego nie da się tak po prostu przedstawić w kilku prostych zdaniach – dlatego autor wnika najgłębiej jak to tylko możliwe. Róża rzeczywiście jest czerwona tylko wtedy, jeśli naprawdę jest czerwona, a prawda jest prawdą tylko wtedy, jeśli naprawdę jest prawdziwa. I to założenie zdaje się zawierać w sobie podstawowe przesłanie tego niezwykle rozbudowanego oraz złożonego tekstu. Proste, a zarazem skomplikowane. Cóż, geniusz łączy w sobie sprzeczności.

Jest więc Lynch w swoich rozważaniach bardzo sugestywny. Udaje mu się przekonać nawet mnie, czyli sceptyka, który do dylematów filozoficznych podchodzi z dużym dystansem. I, co odbieram w kategorii zalety, robi to w sposób dość pospolity. Książka ma układ bardzo tradycyjny. Podzielona została na trzy mniej więcej równe części, z których każda jest logiczną konsekwencją poprzedniczki. Na początek serwuje się czytelnikowi czystą teorię w postaci prób ustalenia najbardziej spójnej i konkretnej definicji prawdy. Autor wyodrębnia cztery truizmy na temat prawdy:

Prawda jest obiektywna. Prawda jest dobra. Prawda jest wartościowym celem dociekań. Prawda jest warta tego, by zależało nam na niej ze względu na nią samąTamże, s. 63.[6].

A potem przedstawia ich dobitne zaprzeczenia, czyli tak zwane „złe pomysły” na temat prawdy:

Istnieje tylko jedna prawda. Dostęp do prawdy ma tylko „czysty” rozum. Prawda jest tajemnicza. Prawdę znać mogą tylko niektórzy ludzie. Powinniśmy dążyć do prawdy za wszelką cenęTamże, s. 65.[7].

Następnie płynnie przechodzimy do opisów wszelkich możliwych fałszywych teorii, po to, aby na ostatniej prostej przekonać się dobitnie, iż omawiane zagadnienie jest ważne, wartościowe oraz pożyteczne. Gdyby książka Prawda i życie mieściła się w kategoriach literatury pięknej, prawdopodobnie przypominałaby formułą klasyczną grecką tragedię – z postępującą intensyfikacją przeżyć, punktem kulminacyjnym, po którym następuje opadanie napięcia.

Pojawia się tutaj wiele odniesień do starożytności, historii, filozofów oraz różnych tropów kulturowych. Z tym że, i należy to podkreślić, Lynch podchodzi do tego potężnego dobrostanu intelektualnego w sposób całkowicie pozbawiony kompleksów. Dyskutuje więc swobodnie z Platonem, Arystotelesem oraz Kantem. Bezpretensjonalnie i otwarcie podważa twierdzenia Nietzschego. Obala w kontekście prawdy wielkie pojęcia, takie jak pragmatyzm czy utylitaryzm. Lynch nie jest skromny, ale jest wiarygodny. Jego przemyślenia są spójne i, jeśli wczytamy się w nie głębiej, okazuje się, że tak naprawdę nikomu nie odbiera w nich ani racji, ani prawdy. Słowem, które w pewnym sensie staje się tutaj kluczowe, jest pluralizm. Autor używa go często i chętnie, ponieważ najlepiej definiuje jego podejście do omawianego tematu. Od pluralizmu natomiast prostą drogą dochodzimy do pewnego rodzaju gloryfikacji pojęcia demokracji liberalnej. Tak, ta forma określania norm społecznych oraz sprawowania władzy jest Lynchowi zdecydowanie najbliższa. Trzeba jednak zauważyć, że również i jej nie przedstawia jako systemu wolnego od wad oraz paradoksów. Dlatego właśnie jego rozważania, jakkolwiek elokwentne i retorycznie spójne, nakazują wyciągać wnioski może nie tyle pesymistyczne, co raczej dość boleśnie realistyczne. Z kolei odpowiedź na podstawowe pytanie staje się niejako furtką do dalszych rozważań, bo skoro poszukiwanie prawdy, które jest wpisane w ludzką naturę, w większości przypadków kończy się swoistą walką z wiatrakami, to i człowiek urasta do rangi postaci tragicznej. Ale to jest już przecież materiał na kolejną rozprawę o potężnych rozmiarach.

Kim jest człowiek? – taki tytuł nosi seria wydawnicza, w której ukazała się książka Prawda i życie. Mechanizmy władające ludzką naturą nie są w swojej istocie niczym innym jak dylematami filozoficznymi. Prawda nie musi leżeć pośrodku. Prawda nie ma obowiązku udowadniać, że jest prawdą. Prawda może być nieprzyjemna. Prawda jest ważna. Nie przez przypadek rozpoczęłam swoją wypowiedź od fragmentów zaczerpniętych z dorobku trzech niewątpliwie genialnych poetów. Romantyczne przesłanie serca, u którego podstaw leży bardzo mocne przekonanie o prawdziwości, ale które tej prawdziwości w żaden sposób nie jest w stanie potwierdzić. Gorzkie podsumowanie schematów władających ludzkimi postawami, które, na nieszczęście ludzkości, może być również prawdziwe. I w końcu smutna projekcja przeznaczenia wszystkich tych, którzy decydują się poświęcić prawdzie życie: „[…] zdobędziesz dobro, którego nie zdobędziesz […]”. Lynch tłumaczy to następująco – najprawdopodobniej prawdy nie odkryjesz, aczkolwiek, jeśli jej poszukiwaniom nie poświęcisz znacznej części swojej egzystencji, twoje życie okaże się puste, próżne, nijakie. Ta ostatnia strona dopiero otwiera dyskusję i motywuje do dalszych oraz głębszych refleksji. Prawda i życie to książka, którą z pewnością należy przeczytać, ale przede wszystkim to książka, którą należy przemyśleć.

M.P. Lynch, Prawda i życie, Wydawnictwo Uniwersytetu Łódzkiego, Łódź 2020.

Okładka książki "Prawda i życie"

Katarzyna Aksamit prowadzi bloga Czytam i znikamhttp://czytamiznikam.blogspot.com/.

Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Katarzyna Aksamit, Cała prawda o prawdzie, „Nowy Napis Co Tydzień”, 2020, nr 71

Przypisy

    Powiązane artykuły