10.12.2020

Nowy Napis Co Tydzień #079 / Poczucie tożsamości

Od Autora

 

Próbuję przypomnieć sobie pierwszy przeczytany wiersz Herberta. Przypuszczalnie lektura miała miejsce na którejś z lekcji języka polskiego. Chociaż może wcześniej, podczas niecierpliwego wertowania podręcznika tuż przed rozpoczęciem nowego roku szkolnego. Która to była klasa? Szósta? Siódma? I jaki tytuł tego wiersza? Pamięć mnie jednak zawodzi. Mgliste skojarzenia, że mogła to być Podróż do Krakowa, a więc ta relacja z przypadkowej i trochę naiwnej rozmowy na temat szkolnych lektur: Chłopów Reymonta, Wesela Wyspiańskiego, Potopu Sienkiewicza, Hamleta Szekspira. Ale także całkiem poważny opis czytelniczych doświadczeń:

na białych marginesach
ślad palców i ziemi
znaczony twardym paznokciem
zachwyt i potępienieZ. Herbert, Wiersze zebrane, oprac. R. Krynicki, Kraków 2011, s. 95.[1].

Na marginesie dzieła literackiego czytelnik zaznacza swoją obecność. A może jednak tym pierwszym wierszem był Kamyk albo Pan od przyrody?

W każdym razie w szkole średniej najbardziej podziwiałem Staffa, a w dalszej kolejności Tuwima, Mickiewicza i Kochanowskiego. Na studiach polonistycznych doświadczyłem przede wszystkim wtajemniczenia w twórczość Miłosza. Ale Herbert, wtedy w odbiorze publicznym traktowany jak bard demokratycznej, solidarnościowej opozycji, stawał się poetą coraz ważniejszym. Nie za sprawą politycznego zaangażowania (w dużej mierze mu imputowanego), tylko bardziej z powodu afirmowania wyobraźni jako narzędzia współczucia. Pamiętam uniwersyteckie zajęcia o Panu Cogito i akademicki spór o postawę autora: klasyk czy romantyk? moralista czy ironista? katastrofizm czy afirmacja? Potem, w latach 90., przyszedł okres zakupywania kolejnych, dawnych i nowych, zbiorów wierszy, publikowanych w niezapomnianej serii Wydawnictwa Dolnośląskiego, i wczytywania się w nie. Rolę przewodników po tej twórczości odgrywały wtedy książka Barańczaka Uciekinier z Utopii oraz dwa tomy Poznawania Herberta. A w nich mistrzowskie analizy i interpretacje takich krytyków i historyków literatury jak Jan Błoński, Tomasz Burek, Bogdana Carpenter, Karl Dedecius, Aleksander Fiut, Jacek Kopciński, Jerzy Kwiatkowski, Ryszard Przybylski, Marian Stala. W trakcie pisania pracy doktorskiej o poezji i eseistyce Janusza Stanisława Pasierba nie raz przyszło mi zaglądać do książek Herberta, bo istnieją liczne między tymi autorami analogie i loci communes. W rezultacie ci dwaj „poeci kultury” zainspirowali mnie do naukowego zainteresowania się związkami między poezją a sztuką, a w szczególności zwrócili uwagę na problem ekfrazy i ekfrastyczności. Ich wiersze i eseje o obrazach, rzeźbach i katedrach wytyczały szlaki muzealnych peregrynacji. Stali się, podczas wakacyjnych podróży, przewodnikami po historii i kulturze zachodniej Europy.

Wreszcie zacząłem pisać o autorze Pana Cogito. Okazje do wnikliwszego przyjrzenia się tej twórczości stworzyły organizowane od 2004 roku literaturoznawcze sympozja: najpierw warszawski Festiwal Poezji im. Z. Herberta, a potem krakowskie Warsztaty Herbertowskie. Trudny do przecenienia pożytek z tych naukowych, ale też towarzyskich spotkań polegał na tym, że stwarzały one możliwość konfrontacji kilku pokoleń badaczy literatury: od uznanych i zasłużonych herbertologów, przez nowatorów i reinterpretatorów, aż po zupełnie początkujących adeptów polonistyki. W dyskusjach, czasami burzliwych, brali udział nie tylko literaturoznawcy, ale także historycy sztuki i filozofowie. Konwentykle miały też swój wydawniczy efekt – liczącą w tej chwili już blisko trzydzieści pozycji książkowych Bibliotekę Pana Cogito.

Na niniejszy zbiór szkiców składa się dziesięć artykułów, które napisałem w ciągu kilkunastu ostatnich lat. Nie sądzę, aby ujawniała się w nich ambicja całościowego bądź przekrojowego oglądu opus Herberta. To zadanie wydaje się zresztą coraz trudniejsze, choć zapewne też coraz bardziej fascynujące, z tego paradoksalnego powodu, że po śmierci poety jego literacka spuścizna niepomiernie się rozrosła. Chciałbym potraktować te szkice raczej jak literaturoznawcze komentarze, ostatecznie będące rodzajem śladów czytelnika pozostawionych na „białych marginesach” książek.

Prezentowane w książce szkice dotyczą różnych zagadnień i nigdy nie były planowane jako fragmenty monograficznej całości. Chociaż zebrawszy je w jeden tom, uświadamiam sobie kilka prawidłowości w swoich herbertologicznych zainteresowaniach. Po pierwsze, najwięcej uwagi poświęcam archetypicznym, mitycznym, symbolicznym, fantazmatycznym figurom, które zaprzątały, niekiedy obsesyjnie, myśli i wyobraźnię poety – ojciec, matka, Wielka Matka, Narcyz, Niewierny Tomasz, Hamlet. Po drugie, zajmują mnie sposoby uobecniania w tekście literackim dzieł Wielkich Mistrzów, czyli problem ekfrazy i ekfrastyczności. Po trzecie, co wynika z głównego nurtu moich obecnych badań naukowych, interesuje mnie Herbert „antropologiczny”, czyli tekstowe ujawnianie się cielesności, męskości, intymności, erotyzmu.

Zdecydowałem się opatrzyć te dziesięć artykułów tytułem Poczucie tożsamości. Nawiązuję w ten sposób do formuły, którą Herbert posłużył się przynajmniej dwa razy. Po raz pierwszy w znanym, choć wciąż opierającym się konkluzywnym interpretacjom wierszu Poczucie tożsamości. Po raz drugi w głośnej, wywołującej późniejsze liczne komentarze wypowiedzi publicystycznej na temat Miłosza udzielonej w 1994 roku redaktorom „Tygodnika Solidarność” (wyw 223–236).

Wiersz zaczyna się od pamiętnej frazy: „Jeśli miał poczucie tożsamości to chyba z kamieniem”. Ale jak należy rozumieć tę tożsamościową implikację? Na czym polega identyfikacja z „piaskowcem niezbyt sypkim jasnym jasnoszarym”? Tym bardziej że w dalszej części tego utworu mówi się, że „nie była to wcale idea niezmienności”. Można by oczywiście przyjąć, że Herbert dokonuje renowacji stoickich koncepcji ataraksji i apatii, a przy okazji polemizuje z formułą „Człowiek nie kamień” wyrażoną przez Kochanowskiego w Trenie XVI czy też ze zdaniem Cycerona z Rozmów tuskulańskich: „Nie jesteśmy bowiem z kamienia, lecz z natury kryje się w duszach coś delikatnego i miękkiego, czym zmartwienie wstrząsa jak burza”Marek Tuliusz Cycero, Rozmowy tuskulańskie, tłum. J. Śmigaj, Warszawa 1961. Cyt. za: S. Grzeszczuk, Cycero w „Trenach” Jana Kochanowskiego [w:] tegoż, Kochanowski i inni. Studia, charakterystyki, interpretacje, Katowice 1981, s. 119.[2]. Ale autor Pana Cogito ideę utożsamienia Ja z kamieniem zdaje się rozumieć po swojemu – „delikatne i miękkie” wnętrze człowieka wchłania w siebie wszelkie zewnętrzne żywioły Natury (czy także Historii?), co oczywiście nie zapewnia wewnętrznego spokoju, ale stwarza możliwość zachowania wprawdzie „pijanej”, ale jednak „stateczności”.

W sprawie z Miłoszem wystąpił Herbert w roli Katona. Głośna wypowiedź dotyczyła bezpardonowej oceny starszego kolegi po piórze: „Najważniejszy jego problem to brak poczucia tożsamości” (wyw 226). I nieco dalej dodawał: „On jest człowiekiem rozdartym: o nieokreślonym statusie narodowym, metafizycznym, moralnym…” (wyw 227). Najbardziej rozwinął tę charakterystykę w wierszu Chodasiewicz: „był hybrydą w której wszystko się telepie / duch i ciało góra z dołem raz marksista raz katolik / chłop i baba a w dodatku pół Rosjanin a pół Polak”. Kilka wersów niżej mówi się o problemach „z tożsamością ze wspólnotą z korzeniami” oraz o tym, że Chodasiewicz „sam nie wiedział kim był”. Nie miejsce, aby wdawać się w ocenę słuszności tych zarzutów. Jedno przebija z tych wypowiedzi – dla Herberta poczucie wewnętrznej tożsamości oznaczało jednoznaczną identyfikację z czymś zewnętrznym; to przede wszystkim był naród, język, historia, tradycja, „zaklęcia ludzkości bajki i legendy” (Przesłanie Pana Cogito), „tablice wartości”, intelektualni patroni, sztuka Wielkich Mistrzów, ale także, rozumiane na sposób antropologiczny, wzory kultury, które określają stosunek do cielesności, płciowości, erotyzmu i tak dalej. Autor Pana Cogito nie akceptował tożsamości hybrydowych.

Szkice zamieszczone w niniejszej książce mógłbym zatem określić jako lekturowe zbliżenia do tych tekstowych świadectw Herberta, w których to, co wewnętrzne, poszukuje utożsamienia z tym, co zewnętrzne. I nie mam wątpliwości, że odpowiedź na pytanie „kim jestem?” w przypadku poety wcale nie okazywała się prosta i jednoznaczna. Próby zachowania poczucia tożsamości – jak czytamy w wierszu – „były zarazem piękne i upokarzające”.

Zachęcamy do lektury książki.

Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Tomasz Tomasik, Poczucie tożsamości, „Nowy Napis Co Tydzień”, 2020, nr 79

Przypisy

    Powiązane artykuły