08.04.2021

Nowy Napis Co Tydzień #095 / DZIENNIK UROKU ZARAZY

autora, który umarł, choć nigdy się nie urodził,  opowiadający o tym, że w czasach koronawirusa najpierw było bardzo kiepsko, ale potem zrobiło się zupełnie źle, czyli całkiem znośnie

PROLOG

Ów Dziennik dedykuję wszystkim, którzy zwariowali podczas kwarantanny. Zresztą pisałem go, żeby samemu nie zwariować, ale wszakże zwariowałem, co ze szczerą nieszczerością na jego stronach odnotowałem.

Początkowo chciałem codziennie i skrupulatnie zapisywać swoje myśli, uczucia, czyny i zaniedbania, które popełniłem w czasie samoizolacji, jednak dość szybko pojawiło się wszechogarniające poczucie zaniku czasu, a noce i dni połączyły się w jedną długą dnoc, wypełnioną nudą i lękiem, lękiem i nudą, no i oczywiście koronawirusem. Nie mogąc odróżnić wtorniedziałku od śrobotymarcepada od kwieździernika, zrezygnowałem z oznaczania dat, które porządkowałyby moje notatki, i ograniczyłem się do zapisywania tylko najbardziej natrętnych myśli i uczuć oraz powtarzających się czynów i zaniedbań.

Często notatki mają postać aforyzmów, ponieważ nie chciało mi się marnować czasu na czernienie papieru, przecież w życiu mam sporo innych ważnych spraw i obowiązków, a mianowicie: poszukiwanie bezsensu życia, bezskuteczne dążenia, nieznajdowanie słów, rozrzucanie myśli, pukanie się w czoło, hodowanie czarnych dziur, rozwiązywanie kwadratury koła fortuny, płacz w podarty rękaw bycia, a także homerycki rechot prosto w jego twarz i tak dalej. I tak dalej i temu podobne.

Dziennik składa się z dwu części: z tego, co w nim napisałem, oraz tegowszystkiego, czego nie napisałem. W owej drugiej części zawarłem rzeczy bardziej istotne, dlatego więc można wcale nie czytać Dziennika. Jeśli zaś ktoś postanowi nad nim się pochylić, to proszę pamiętać, że wszystkie niedopowiedzenia autora uzupełniają niedoczytania publiczności. Nawiasem mówiąc, mądry czytelnik między wersami może wyczytać niejedną powieść.

***

Od czego by tu zacząć? Rzeczywiście istotne pytanie, bo opisywać można to i owo, ja zaś zacznę od ab ovo: w roku dwa tysiące dwudziestym od narodzenia Pana naszego, Jezusa Chrystusa, w sławnym mieście Warszawa, klejnot miast polskich stanowiącym, wybuchła zaraza morowa, sprowadzona wpływem ciał niebieskich albo antypolskim spiskiem żydo-masońskim, albo przez nietoperza niewłaściwie na targu w Wuhan przygotowanego, albo przez broń biologiczną, która Chińczykom lub Amerykanom się wymknęła, albo też słusznie przez Boga zesłana dla ukarania grzechów naszych. Mór zaczął się na kilka miesięcy przedtem na Wschodzie i spowodował tam wielkie spustoszenia. Szybko, z miejsca na miejsce się przenosząc, choroba do krajów zachodnich dotarła. Zapobieżenia ludzkie na nic się wobec niej zdały. Nie pomogły ani staranne przygotowania rządów, ani zamknięcie granic, ani też pokorne modlitwy, procesje i wszelkie pobożne dzieła… 

Czekaj, czekaj, ależ zagalopowałem się, przecież już ktoś to napisał... Może niedokładnie to, może niedokładnie tak, jednak pamiętam, że kiedyś, gdzieś, coś podobnego czytałem lub słyszałem… A nawet jeśli tak, to co? Przecież nie ma nic nowego pod słońcem w tym najlepszym ze wszystkich możliwych światów. Więc niech ten fragment zostanie, niech będzie nauką, że nie ma absolutnie nic nowego ani w naturze, ani w kulturze, ani w historii ludzkości. Niech będzie przestrogą, żeby nikt nie powiedział: Patrz, oto jest coś nowego, już bowiem to było w wiekach, które były przed nami. Niech świadczy, że kręcimy się w błędnym kole na diabelskim młynie w nie bardzo wesołym miasteczku i popełniamy te same błędy. Oczywiście, wolałbym, żeby historia zataczała koło ratunkowe, ale niestety. Niestety.

***

Błogosławieni ci, którzy żyli tak krótko, że nie zdążyli zmarnować życia.

***

Czytałem wiadomości i bolało mnie serce. Słuchałem wiadomości i dostałem skrętu kiszek. Oglądałem wiadomości i na trzecim oku wyskoczył mi jęczmień. Po tym wszystkim bardzo dokładnie umyłem ręce, uszy, serce, umysł i gałki oczne. Jednak mydło antybakteryjne nie pomogło, bo wkrótce wpadłem w złe towarzystwo depresji.

Morał: bakcyl informacyjny jest wyjątkowo niebezpieczny dla rodzaju ludzkiego. Co gorsza, układ nerwowy człowieka jest bardzo nerwowym układem, a szare komórki to po prostu szara masa.

 ***

Piszę do szuflady, ale ona mi nie odpisuje.

***

Zwykle jak zamykam się w sobie, to biorę kanapki i coś do picia. Jednak tym razem wygląda na to, że samoizolacja będzie trwać długo, więc trzeba zrobić porządne zakupy, żeby jak najmniej wychodzić z domu, tym bardziej że zewsząd docierają wiadomości, iż ludzie wykupują wszystko, co się da, oblegając sklepy żywnościowe i apteki. Zaiste, czuwa nad nami Oko Zaopatrzności. Ale dlaczego ono jest krótkowzroczne?

***

Jak tylko sięobudziłem, wypiłem kieliszek wódki. Owszem, kieliszek wódki. I tak upłynął wieczór i poranek dzień piąty.

***

Połykam wiadomości z kraju i świata, które działają jak pigułki gwałtu na zdrowym rozsądku. Odnoszę wrażenie, że większość polityków i rządzących pozuje na wielkich mężów stanu, którzy dzielnie walczą z epidemią, podejmując prawidłowe decyzje w trosce o dobro obywateli. Oni zawsze bezbłędnie rozwiązują problemy, jak podstawowe równania, oczekując na stopień celujący w kolejnych wyborach. Zapominają jednak, że w życiu – w odróżnieniu od matematyki są nie tylko urojone jednostki, ale też urojone zera.

***

Małpa zepsuła się, jak stała się człowiekiem.

***

Choroba i kwarantanna spowodowały istotne zaburzenie społecznej i psychologicznej czasoprzestrzeni polegające na tym, że ilość wolnego czasu się zwiększyła, natomiast wolna przestrzeń się kurczy. Zakazany został wstęp do parków, zakazany został wstęp do lasów, pozostały nam tylko apteki, sklepy oraz całodobowy dostęp do kultury w monopolowych. Wzbiera się we mnie przeczucie, że zostaliśmy udomowieni przez wirusa na wieki. Cóż mam ze sobą zrobić w tej wiecznej czastrzeni? Co powinienem czynić, ja, bezrobotny i samotny filozof, uwięziony w czterech ścianach niczym Boecjusz? Naturalnie, że pocieszać się filozofią, bo tylko to mi pozostaje. Otóż będę świat i siebie myślą zgłębiał oraz książki czytał, ponieważ słowa lek” i lekturaniewątpliwie pochodzą ze wspólnego praźródła. A poza tym, jeśli długo nic nie czytać, to myśli zaczynają w głowie dopuszczać się kazirodztwa.

***

Ech, już prawie czterdzieści lat jestem wcześniakiem.

***

Notatki z lektur pandemicznych: Każda niepołączona wypowiedź oznacza albo substancję, albo ilość, albo jakość, albo stosunek, albo miejsce, albo czas, albo położenie, albo stan, albo działanie, albo doznawanie. Przykładem substancji jest mówiąc ogólnie na przykład: człowiek; ilość – siedem i pół miliarda; jakość – chory; stosunek wymiera; miejsce Ziemia; czas teraz; położenie leży; stan biedny; działanie boi się; doznawanie nieszczęśliwy. Arystoteles, Kategorie.

***

Problem człowieka myślącego cały czas myśli i myśli.

***

Dzisiaj w moim mieszkaniu pojawiła się pierwsza w tym roku mucha. Pokrążyła dziarsko po pokoju, pociągnęła trochę mojej kawy, potem usiadła na biurku tuż obok mnie i zaczęła z pieczołowitością zacierać ręce. Nie zabiłem, wręcz przeciwnie, bardzo się ucieszyłem, bo mucha to pierwsza jaskółka wiosny, a poza tym już nie czuję się taki samotny. 

Od samego dzieciństwa, od momentu jak zacząłem siebie pamiętać i świadomie odpowiadać za swoje czyny, z całego serca nienawidziłem much, odczuwałem do nich jakiś wrodzony lub wyuczony wstręt i pogardę. Tępiłem muszyska, gnębiłem je, zabijałem wszędzie, gdzie tylko mogłem, i na wszystkie możliwe sposoby. Wykorzystywałem tradycyjne metody egzekucji: kapcie, gazety, packi, lepy, chemiczne preparaty owadobójcze, hodowałem muchowółki oraz pająki, ale też wymyślałem swoje autorskie, na przykład celowanie piłeczką tenisową w siedzącą na ścianie muchę. Może nie była to metoda najskuteczniejsza, jednak miała w sobie coś z polowania i gry, a ponadto rozwijała przydatną w życiu zręczność i dokładność. Nie będę też ukrywał, że znęcałem się nad nimi: odrywałem łapki, skrzydełka i główki, ćwiartowałem żyletką, paliłem zapalniczką, topiłem w umywalce, morzyłem głodem, zamykając w pudełku.

Mój instynkt mordercy i niepohamowaną furię wobec much można lekko usprawiedliwić, jeśli przypomnieć sobie, że owady te rozmnażają się i żerują na martwych ciałach zwierząt i ludzi, nie mówiąc już o ekskrementach. Jak twierdzą naukowcy, na powierzchni swego drobniutkiego ciała mucha może przynieść do 6 milionów mikroorganizmów, wśród których mogą być wirusy i bakterie wywołujące choroby zakaźne o wiele groźniejsze niż koronawirus: tyfus, gruźlicę, cholerę i wiele, wiele innych. Przeprowadzałem więc czystki i represje, broniłem czystości mieszkania, pilnowałem jego granic, zabijałem te latające zagrożenia epidemiologiczne, te dokuczliwe przyjaciółki śmierci i gówna, walcząc ze śmiercią – śmiercią.

Otóż byłem sędzią, katem i kodeksem karnym, byłem postrachem na muchy i szatanem muszego piekła, ale później mi przeszło. Nawet nie zauważyłem, kiedy i jak moje serce zmiękło. Być może stałem się bardziej dojrzały i nieco zmądrzałem czy też stałem się bardziej leniwy, ale też nieco zmądrzałem. Po prostu przestałem zabijać i ograniczyłem się do deportacji delikatnie wypędzałem muchy gazetką przez otwarty lufcik lub otwierałem okno i wychodziłem z mieszkania, dając im możliwość samodzielnego opuszczenia terenu w ciągu 48 minut.

Ale teraz w samoizolacji, oblężony zewsząd przez zarazę, gdy zobaczyłem biedną ludzką muchę, to tak się ucieszyłem, tak się ucieszyłem, że nawet nie chce mi się jej przeganiać. Niech sobie lata, będę się przyzwyczajał do myśli o śmierci. Niech sobie siada, gdzie zechce, będę się uczył wolności.

 

Książkę Świat w grupie ryzyka oraz inne dzienniki pandemiczne można zakupić w e-sklepie Instytutu Literatury.

 

Okładka książki

Jeśli kopiujesz fragment, wklej poniższy tekst:
Źródło tekstu: Walery Butewicz, DZIENNIK UROKU ZARAZY, „Nowy Napis Co Tydzień”, 2021, nr 95

Przypisy

    Powiązane artykuły